Białą elegię dostałam od Soni. Trochę bałam się do niej zajrzeć. Z grubsza wiedziałam, o czym jest, i chciałam ją przeczytać, ale obawiałam się, że zbyt mocno dotknie mojej wrażliwości. Tych skrawków osobowości, które zdecydowanie potrzebują ochrony. Gdy czytam wyznania innych kobiet – miękkich, dobrych, uważnych, dostrzegających rzeczywistość we wszystkich jej barwach – czuję uścisk w sercu. Piszą zazwyczaj o bólu, który się w nich zakorzenił, a sam akt tworzenia staje się dla nich czymś w rodzaju katharsis.
Jednym z tematów opisanych w książce jest temat śmierci dziecka, noworodka. Małej dziewczynki urodzonej przedwcześnie, której autorka, i jednocześnie siostra, ofiarowała życie, jakiego dziecko nigdy nie miało szans przeżyć. Dzięki wyobraźni zaangażowała wszystkie zmysły małej, by ta w tym nierzeczywistym świecie mogła w pełni doświadczyć swojego istnienia.
Tę książkę zdecydowanie trzeba bardziej poczuć niż przeczytać. Mnóstwo w niej smutku, bólu, żałoby, ale też ludzkich odruchów serca, które złożyły się na całą opowieść.
A od Iskry otrzymałam kartkę z pięknymi życzeniami



W nas, kobietach, jest wiele takiego zakorzenionego, ukorzenionego bólu, stąd uważnie i na paluszkach podchodzimy do tematu straty ważnych rzeczy czy ludzi. Powolne oswajanie ułatwione dzięki bliskim, no i sztuce- niby nic odkrywczego, ale każdy podchodzi we własnym rytmie, osobiście przećwiczonym.
OdpowiedzUsuńJej, jak pięknie napisałaś. Dziękuję.
OdpowiedzUsuń