Nazwa zobowiązuje 😄
Najwięcej treści kryje się w milczeniu, w niewypowiedzianych – z różnych powodów – słowach, w wypełnionych po brzegi przestrzeniach między wierszami. W nich właśnie mieści się esencja życia i prawdy.
środa, 31 grudnia 2025
wtorek, 30 grudnia 2025
gadki motywacyjne?
Chyba nie w tym roku. Żadnych gadek. Żadnych mądrości.
Na nowy rok
MOTYWACYJNE GATKI!
Czyli niech dzieje się, co chce,
po prostu otwieram się na nowe.
niedziela, 28 grudnia 2025
wstyd
Przyjrzałam się swojej historii i decyzjom podjętym w przeszłości. Widzę też wyraźnie, jak wielu wyborów dokonałam, próbując uciec od samej siebie, od przeszłości, którą chciałam bezpowrotnie zakopać. Okazało się ostatecznie, że ucieczka od siebie nie jest możliwa, chociaż czasami myślałam, że w tej kwestii naprawdę osiągnęłam sukces. Wiele obecnych sytuacji pokazuje mi nieustannie, jak bardzo się myliłam. Pocieszam się przede wszystkim tym, że nie byłam świadoma mechanizmów, jakie mną powodowały, choć oczywiście zawsze, kiedy dokonywałam wyboru, byłam przekonana, że robię to rozmyślnie.
Czy ucieczka od siebie może trwać w nieskończoność? Ależ oczywiście! Tylko że wtedy nigdy nie żyje się prawdziwym życiem, ale iluzją, w której można się całkiem wygodnie umościć. Dopiero pytanie wyczytane w którejś z książek: "Co sprawiło, że uciekasz od realnego życia?", otworzyło drogę do głębokich przemyśleń, które doprowadziły mnie do odkrycia jednej z najważniejszych odpowiedzi. Sprawcą był przede wszystkim wstyd. Wielki, nieuświadomiony...
Naprawianie trwa.
sobota, 27 grudnia 2025
radykalna akceptacja
Intuicja bije na alarm, choć może jeszcze za słabo. Ja mam podejrzenia, M. pewność. On zawsze wie, i jak świat światem nigdy się nie pomylił, ja tylko czuję. Lekkie ukłucia w sercu cyklicznie tłumione racjonalizacją, a zdolność mojego umysłu do niej, o czym już nie raz się przekonałam, jest wielka.
Wybieram. Idę w stronę akceptacji. Radykalnej.
piątek, 26 grudnia 2025
czwartek, 25 grudnia 2025
jeśli nie wiesz, co robić, rób dobro
🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄
Chcieliśmy, żeby było miło, wesoło, pozytywnie, dlatego fragment ewangelii nie został odczytany i złamaliśmy chyba wszystkie zasady wigilijnej kindersztuby. I co? I nic. Dobrze nam z tym. Gdy stanęliśmy wszyscy przy stole, Bobasek zaproponował, żeby każdy z nas podziękował za to, za co jest wdzięczny.
I to było piękne. I to było dobre.
🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄
środa, 24 grudnia 2025
wtorek, 23 grudnia 2025
poniosło ich
Są tacy, którzy w tym roku biją rekordy. W porównaniu do nich pozostaję w tyle, bardzo daleko w tyle, ale mam już choinkę, żywą, od soboty stojącą w dużym pokoju, ciągle gołą.
Kevin sam w domu w polskiej odsłonie.
(Agata Sawicka, Leśniczówka cudów)
poniedziałek, 22 grudnia 2025
osobliwość
Coś jest w świętach Bożego Narodzenia, co raz po raz każe zajrzeć nam w głąb siebie, w nasze wspomnienia i pragnienia, w naszą dziecięcą duszę. Ona wciąż otwiera szeroko oczy ze zdumienia, stając przed tajemniczymi drzwiami, za którymi czeka cud.
(Nicolas Barreau, Sekretne składniki miłości)
niedziela, 21 grudnia 2025
zostaną po nas tylko słowa
Taką właśnie myśl o przemijaniu wyraziła kiedyś Magda Umer. I w jakimś sensie się z nią zgodzę. To prawda, słowa mają wielką moc, czasami większą, niż byśmy sobie tego życzyli. Te złe potrafią zakorzenić się w naszych sercach na zawsze, te dobre również, ale ich moc zależy od wielu czynników. Od tego na przykład, kto je wypowiada, w jaki sposób i do kogo. Życie pokazało mi jednak, że same w sobie mogą też kompletnie nic nie znaczyć, choć przybierają czasami najbardziej wyniosłe formy.
Jeśli coś miałoby po nas pozostać, to niech nie będą to słowa, albo przynajmniej nie tylko one, ale miłość, dobro i troska zapamiętane w sercach tych, których kochaliśmy.
sobota, 20 grudnia 2025
kolęda
Ona dobrze wiedziała, o czym śpiewa, dlatego zawsze śpiewała sercem. Poniżej załączam screen facebookowej tablicy oraz Kolędę...
Niech czyny zawsze odzwierciedlają nasze słowa.
Tylko wtedy możemy być autentyczni.
opinia
Zanim mnie udało się wyrazić jakąś myśl, zrobiła to ona. Celniej już chyba się nie dało:
Dużo piszą o Madzi Umer. Niepotrzebnych banialuków, ale i ciekawych rzeczy, i rozrzewniających. Dowiedziałam się, że od lat była depresyjniakiem (jak Skłodowska, od wczesnej młodości!). A mimo to miała taki kojący wpływ na innych ludzi. Bo chciała. I tak wybrała 🤍
Dziękuję za tę opinię.
piątek, 19 grudnia 2025
spotkanie
Z Magdą Umer przeżyłam swoją młodość i dorosłość, może właśnie dlatego wiadomość o jej śmierci zwaliła mnie z nóg i doszczętnie rozwarstwiła. Koniecznie musiałam odciąć się od Internetu i wszelkich informacji na jej temat pojawiających się w sieci. To zbyt dużo.
Byłam wtedy w pierwszej klasie liceum, gdy koleżanka z Oazy pożyczyła mi kasetę z piosenkami Umer. Zakochałam się w niej od razu i właśnie dzięki śpiewanej przez nią poezji zaczęłam wierzyć, że są na świecie ludzie o niezakłamanej delikatności i wrażliwości. Marzyłam o spotkaniu kogoś takiego, ale przede wszystkim o spotkaniu właśnie jej. W tamtym czasie to marzenie wydawało się tak odległe, że wręcz niemożliwe do spełnienia.
Później, już po wyjeździe do Warszawy, słuchałam piosenek Magdy Umer na płytach. Jeszcze wtedy, we wczesnych latach dwutysięcznych, YouTube nie był tak popularny jak teraz, albo może wcale go nie było, dlatego zaopatrzyłam się w nagrania na krążkach CD. I karmiłam się jak zawsze każdym śpiewnym słowem i ciepłym głosem wykonawczyni, który koił, i koi do dziś, moje zmysły.
Nie chcę dziś pisać o bólu. Jeszcze nie dziś. Na razie układa się mięciutko w moim sercu, by znaleźć należne sobie miejsce. Wiem, skąd się wziął, ale wydaje mi się, że jego istnienie i pojawienie się z taką intensywnością może być niezrozumiałe. Szczególnie dla tych, którzy nie mają pojęcia, czym jest los wygnańca.
Marzenia się spełniają. 16 września 2017 roku spotkałam się z Magdą Umer. Mogłam nawet zamienić z nią parę słów, ponieważ tłum, który wcześniej ją otaczał, bardzo szybko się ulotnił.
Dlaczego więc chce mi się płakać na wspomnienie tamtej chwili? Bo była piękna? Poruszająca? Bo stanowiła spełnienie marzenia dawnej, zagubionej mnie, która przetrwała chyba właśnie dzięki jednemu z takich wielkich pragnień?
piątek, 12 grudnia 2025
(')
Niektórzy z nas już przestali grać. Nie mogę w to uwierzyć. I nie chcę. Strasznie boli.
czwartek, 11 grudnia 2025
odliczanie
Odliczam!
Z moich obliczeń wynika, że jeszcze tylko tydzień (z groszem) pracy i wolne. Boszzzz, wyjątkowo nie mogę się tego doczekać.
Przy tej okazji pragnę poinformować, że lato 2026 będzie pogodne. Dowiedziałam się o tym z kartki z kalenardza.
11 grudnia
W zimie odkryte ucho, to w lecie sucho.
I już się cieszę. Tym bardziej, że już tworzę plany na ten czas. Wakacje roku 2024 były pierwszymi bezdepresejnymi wakacjami w moim życiu, 2025 następnymi. Zawsze bałam się tego okresu w roku, a teraz czekam na niego z utęsknieniem. I o to własnie chodzi!
środa, 10 grudnia 2025
odwiedziny
Odwiedził mnie mój wychowanek, który naukę w liceum skończył już jakiś czas temu. Pogawędziliśmy troszkę na temat tego, co dzieje się w jego życiu – a dzieje się dużo, co niezmiernie mnie cieszy. Spełnia się w roli, jaką sam dla siebie wybrał, pokonał trudności, które momentami, kiedy był jeszcze uczniem szkoły średniej, wydawały się nie do pokonania. I wcale nie mam na myśli problemów w nauce, bo takich nie miał – wyjątkowo zdolna bestia – ale te osobiste, jakim nie podołałby niejeden dorosły.
– Chciałbym przyjść jeszcze kiedyś do pani na lekcję i pokłócić się zdrowo jak kiedyś – powiedział.
– Ano! To były czasy – odparłam – Ja też za tym tęsknię. Twoja obecność, a w szczególności twoje interpretacje dużo wnosiły. Zawsze miałeś ciekawe spojrzenie na literaturę.
Kiedy odchodził, rzuciłam jeszcze na pożegnanie:
– Pozdrów koniecznie swoją mamę. To bardzo mądra kobieta.
– Wiem! To w końcu najważniejsza kobieta w moim życiu!
I się wzruszyłam.
wtorek, 9 grudnia 2025
mantra
🩷 Traktuję siebie jak osobę, którą się kocha.
💚 Wybieram ludzi, przy których czuję się kochana i przy których zdrowieję.
❤️ Idę tam, gdzie moja wewnętrzna wolność znajduje odzwierciedlenie.
💙 Zasługuję na to, aby być widziana, dobrze traktowana i kochana.
💜 To, co jest mi przeznaczone, znajduje do mnie drogę.
I wiecie, co sobie właśnie uświadomiłam? Nie mam potrzeby powtarzania tych zdań. Czuję każdą myśl, jaka jest w nich zawarta. Z całego serca czuję.
poniedziałek, 8 grudnia 2025
zakupy
– To ja pojadę na zakupy – proponuje M., ponieważ ja marudzę, że nie mogę tego zrobić, bo mam dużo pracy.
– Och, strasznie nie lubię, kiedy jeździsz na zakupy.
– Dlaczego? – pyta.
– Nigdy nie patrzysz na ceny.
– Stać mnie – odpowiada lekko.
– Ale ty płacisz moją kartą – zauważam.
– To tym bardziej mnie stać.
I pozamiatane. Nie mam więcej argumentów 😅
niedziela, 7 grudnia 2025
w progu
Czasami całe życie czeka się na miłość,
która ma przyjść nie wiadomo skąd,
chociaż ta najprawdziwsza
od lat stoi w progu drzwi.
Wystarczy tylko ją wpuścić.
sobota, 6 grudnia 2025
list
Wandzia czekała. Od zawsze chyba, bo gdy próbowała sobie przypomnieć, kiedy to czekanie miało swój początek, zapadała się bezowocnie w zakamarki pamięci, która, bądź co bądź, nigdy nie płatała jej żadnych figli. Pamiętała przecież, jak po raz pierwszy zobaczyła blat stołu i leżący na nim chrupiący chleb, stając na paluszkach i przytrzymując się krawędzi mebla, żeby nie upaść. Pamiętała dobrze, a miała wtedy nie więcej niż półtora roku. Tamten bochen, pachnący i zarumieniony, którego wspomnienie przytaczała wielokrotnie podczas rozmów z różnymi ludźmi, był dla niej wówczas niedościgłym marzeniem. A marzeń z biegiem lat tylko przybywało i jakimś dziwnym trafem żadne nie mogło się spełnić.
– Wandzia bardzo dobrze się uczy – powiedział kiedyś nauczyciel podczas szkolnej wywiadówki – Trzeba to dziecku wynagrodzić. Czekoladę kupić albo jakąś inną słodycz.
– Pan nie mógł się nachwalić naszej Wandzi – z dumą powiedziała później matka w rozmowie z ojcem, głośno i wyraźnie, by dziewczynka mogła to usłyszeć. I by usłyszało to jej rodzeństwo, żeby stała się dla niego wzorem do naśladowania – Ma same piątki i grzecznie się zachowuje. Na koniec roku dostanie czekoladę.
Wandzia z końcem każdego roku szkolnego czekała na czekoladę. Wspinała się na meble, żeby dosięgnąć najwyższej półki i sprawdzić, czy przypadkiem nie ukryto dla niej słodkiego podarunku, który w jej wyobraźni czekał tylko na właściwy moment, żeby trafić w jej ręce. Czekała przez wiele lat szkoły podstawowej i przez wszystkie lata liceum, ale nigdy się nie doczekała, dlatego za pierwsze zarobione pieniądze, gdy skończyła już szkołę i podjęła się pracy w charakterze recepcjonistki w przychodni, kupiła nie jedną, a dwie czekolady. Pamiętała, że w tamtej jednej chwili poczuła się bardzo szczęśliwa i spełniona. A pamięć miała dobrą.
Spełnienie przyszło też w miłości, ale nie trwało długo, ponieważ wybranek serca, któremu oddała i duszę, i ciało, po kilku miesiącach znajomości we wczesnych latach dziewięćdziesiątych wyjechał do Ameryki, żeby zarobić na wspólny dom i lepszą przyszłość dla nich obojga. Wandzia marzyła o tym domu i o rodzinie, jaką mogliby razem założyć, dlatego czekała, aż marzenie się ziści. Oczekiwała też na list od ukochanego, który obiecał, że napisze od razu, gdy tylko dotrze na miejsce. Przez całe lata witała rano listonosza roznoszącego pocztę, a wieczorem zaglądała do skrzynki, która jak zwykle świeciła pustką.
Wierni adoratorzy zjawiali się w życiu Wandy niepostrzeżenie i tak samo niepostrzeżenie z niego znikali.
– Wandziu, może pójdziemy razem na kawę – pytał czasami jakiś amant, któremu kobieta wpadła w oko – Posiedzimy, pogadamy, napijemy się razem kawy czy herbaty.
Ale Wandzia konsekwentnie odmawiała, choć czuła się bardzo samotna. Rodzice pomarli, rodzeństwo rozjechało się po świecie i pozakładało rodziny, a kochanek wciąż nie pisał. Czasami tylko ktoś zapukał do drzwi albo nadarzyła się jakaś rodzinna uroczystość, w której kobieta starała się uczestniczyć. Zwykle wesele lub chrzciny, na które została zaproszona z odpowiednim wyprzedzeniem, by mogła się przygotować. Najczęściej jednak bywała sama. Wieczorami usadawiała się wygodnie w fotelu, który wyłożyła własnoręcznie wyhaftowaną narzutą w piękne kolorowe kwiaty, przeznaczoną do nowego domu, i jadła czekoladę, by osłodzić sobie gorzkie życie, przy którym trzymało ją wspomnienie cudownych chwil przeżytych z Mariuszem – od momentu wyjazdu do Ameryki mężczyzna nie dał znaku życia – i nadzieja, że wszystko u niego dobrze.
Co rano, zanim jeszcze wyszła do pracy, podbiegała do drzwi wejściowych, by skierować do przechodzącego obok jej mieszkania listonosza wciąż to samo pytanie.
– Panie Włodku, czy jest coś dla mnie?
– Nie, pani Wandziu, dziś nic dla pani nie ma – odpowiadał, zaglądając do dużej skórzanej torby z rentami i listami zawieszonej na ramieniu.
– Niech pan dobrze sprawdzi.
– Sprawdzałem, nie ma – powtarzał z ponurą miną i z nutką irytacji; był bowiem przekonany, że zawsze przecież sprawdzał dobrze.
– To nic – choć zawiedziona, z uśmiechem odpowiadała Wandzia – Może jutro coś będzie.
– Może będzie – mówił listonosz, pozostawiając kobietę z nadzieją.
Mijały kolejne lata, a cyklicznie zmieniające się pory roku zlały się w jeden długotrwały okres pełen szarości i oczekiwania, które stało się dla Wandy celem i sensem istnienia, a kobieta nie zorientowała się w porę, że człowiek, który czeka na coś zbyt długo, nigdy nie doczeka się własnego życia. Czasami czuła żal do pana Włodka, że ciągle zjawiał się pod jej domem z niczym, ale mimo to, gdy tylko stawał na klatce schodowej z torbą wypełnioną papierami, witała go z uśmiechem i z ciągle tlącą się w jej sercu nadzieją.
– Panie Włodku, jest coś dla mnie?
– Dzisiaj nie ma – odpowiadał delikatnie.
I zawsze brzmiał, jakby chciał powiedzieć, że akurat tego dnia nie ma listu z Ameryki, ale kolejnego będzie na pewno.
– To nic. Może jutro przyjdzie.
Nadchodziło jutro, a listu wciąż nie było. Wanda zdążyła się zestarzeć i przejść na emeryturę. Świat się zmienił i zmieniły się też sposoby gromadzenia i przekazywania środków pieniężnych, które od długiego czasu nie były roznoszone przez listonosza, ale trafiały na konto bankowe. Tradycyjne listy jednak, choć coraz częściej zastępowane pocztą elektroniczną, wciąż trafiały do skrzynek pocztowych albo do rąk własnych adresatów. Codziennie około ósmej rano kobieta sunęła nogami po podłodze, gdy zbliżała się do drzwi, by ponownie witać listonosza.
– Dzień dobry – powtarzała jak mantrę te same słowa – Czy ma pan dla mnie list?
Po wielu latach w głosie Wandy słychać było już tylko rutynę. Wcześniejsza ekscytacja połączona z nutką zniecierpliwienia przepadła bezpamiętnie.
– Czy jest dla mnie list? – powtórzyła raz jeszcze dla porządku cichym, beznamiętnym tonem.
I miała już zamknąć drzwi za sobą, gdy usłyszała nagle:
– Jest, pani Wandziu – odparł niespodziewanie listonosz.
Kobieta oparła się o futrynę drzwi, żeby nie upaść. Przede wszystkim z wrażenia, ale też z lęku. Czasami czekanie na list to jedyny powód, żeby żyć, choć samego życia w takim życiu jest za grosz. Bała się tego, o czym mogłaby przeczytać. Długie lata oczekiwania były przecież jasnym komunikatem: została porzucona – i chociaż wiedziała, i czuła to całą sobą, nie chciała się o tym dowiedzieć. To by ją po prostu zabiło.
– List? – zapytała niepewnie – Do mnie?
– Do pani, pani Wandziu.
– A od kogo?
Listonosz obrócił kopertę, żeby przeczytać, kto jest nadawcą, ale na odwrocie nie było żadnych danych.
– A skąd? – dopytała jeszcze Wandzia, zanim zdecydowała się wyciągnąć rękę – Z Ameryki?
– Z Polski, pani Wandziu.
Kobieta rozdarła delikatnie kopertę, żeby nie zniszczyć jej zawartości, ale zanim zabrała się za lekturę, usiadła wygodnie w wyłożonym haftowaną narzutą fotelu i wzięła do ust kostkę czekolady w taki sposób, jakby miał to być jej ostatni posiłek.
Droga Pani Wandziu!
Proszę wybaczyć mi moją śmiałość, ale piszę do Pani z potrzeby serca. Zbyt długo zbierałem się na odwagę, by to zrobić. Czekałem chyba na właściwy moment, ale kiedy zdawało mi się, że właśnie nadszedł, i już brałem do ręki kartkę i długopis, nachodziła mnie myśl, że Pani przecież nie na mnie czeka, czekając na list. Kiedyś, stojąc pod Pani drzwiami z ciężką torbą, chciałem nawet otworzyć usta i zaprosić Panią do kawiarni, ale sparaliżował mnie strach. Sam nie wiem przed czym. Przed odmową? A może raczej przed zgodą, która skradłaby nagle moją niepewność – tak dobrze znaną i oswojoną. Bo widzi Pani, Pani Wandziu, czekanie, jak nic innego na świecie, daje człowiekowi stałość. A mnie tej stałości chyba było trzeba. Mogłem w niej trwać aż do samej śmierci. Dziś jednak znalazłem w sobie odwagę, by skreślić tych kilka słów. Jeśli mój list nie uraził Pani, napiszę ponownie.
Z wyrazami uszanowania
Włodek Zaremba
Następnego dnia Wandzia już przed ósmą stała przy uchylonych drzwiach i czekała na listonosza. Gdy się zjawił, natychmiast przekroczyła próg mieszkania i stanęła mu naprzeciw.
– Dzień dobry! – przywitała się z niebywałą energią – Czy jest coś dla mnie?
– Nie, pani Wandziu, dziś nic dla pani nie ma – odpowiedział mężczyzna, zaglądając do dużej skórzanej torby zawieszonej na ramieniu.
– Niech pan dobrze sprawdzi.
– Już sprawdzam – powiedział i przeszukał skrupulatnie przepastną torbę – Nie ma, niestety.
– To nic – uśmiechnęła się Wandzia – Może jutro coś będzie.
– Może będzie – odparł listonosz i odszedł rozradowany, jak odchodzi człowiek, który wreszcie przestał czekać.
piątek, 5 grudnia 2025
metafora
Jak mi jakaś nuta wpadnie w ucho, od razu chcę się nią dzielić. I tak też stało się ostatnim razem.
– Tekst nie zgadza się z obrazem – komentuje M. – Gość śpiewa, żeby iść swoją drogą, a teledysk pokazuje podróż w tunelu, z którego nie można uciec w żadną stronę.
– Bo nie chodzi o dosłowną podróż – próbuję wyjaśnić – Tylko o podróż metaforyczną.
– Żabka, ile razy mam ci tłumaczyć? - odpowiada z pełną powagą – Ty przestań mówić do mnie metaforami.
czwartek, 4 grudnia 2025
podrygi serca
Napisałam wcześniej, że grudzień to dla mnie wyjątkowy miesiąc. Jest czasem w roku, kiedy budzą się zarówno sentyment, jak i tęsknoty, które z reguły staram się utrzymać w ryzach, dlatego przeważnie drzemią spokojnie na dnie serca. Moim celem, od kiedy założyłam rodzinę, jest tworzenie takiego klimatu świąt i czasu ich poprzedzającego, żeby utrwalić w umysłach dzieci jak najpiękniejsze wspomnienia. Z każdym rokiem, co zauważyłam całkiem niedawno, jest mi coraz łatwiej. Nabrałam wprawy i wiem też, co robi wrażenie, dlatego korzystam z nabytego doświadczenia i działam. Wychodzi pięknie. Skąd to wiem? Gdyby tak nie było, dzieciaki nie czekałyby z utęsknieniem na święta. A czekają, więc jest to dla mnie jasny komunikat.
Grudzień to czas magii, niecierpliwego oczekiwania, ale też cichych podrygów serca, które aktywują się same. Widzę całe bogactwo nagromadzone przez życie i doceniam, że los mi sprzyjał, jednak to puste miejsce we mnie, które nigdy nie zostało wypełnione, pozostaje ze mną. Mam to, o czym tak mocno marzyłam: spokojny dom, zdrowe dzieci, kochającą rodzinę. I to jest najważniejsze, a z tym, co niemożliwe do uleczenia, umiem już żyć. Jeśli posmutnieję na chwilę, to tylko dlatego, że sobie na to pozwolę. Stworzę przestrzeń, w której rozgoszczą się małe tęsknoty, a później ruszę znów w stronę tworzenia wspomnień. Amen.
środa, 3 grudnia 2025
doświadczenia
wtorek, 2 grudnia 2025
anegdotka
Przeczytała dzisiejszy wpis na blogu i skomentowała:
Pytanie M.: "Nie możesz wysłać czegoś krótszego?" przypomniało mi, nie wiedzieć czemu, anegdotkę, którą opowiadała Zosia: Po spektaklu, w teatralnej szatni, mężczyzna podaje numerek, a szatniarz przynosi mu płaszcz. Mężczyzna krzywi się, wyciągając rękę niedbałym ruchem: "Nie ma pan czegoś lepszego?" 😄
Dobre. Sami przyznajcie 😂😂😂
morał
– Hej, przeczytałbyś jeden z moich tekstów? – pytam wczoraj M. i niewiele myśląc, przekopiowuję i wysyłam przez WhatsApp.
M. otwiera wiadomość, rzuca okiem i łapie się za głowę.
– No nie – mówi szczerze, ale wiem, że nie chce mnie urazić – Nie możesz wysłać czegoś krótszego? Albo przynajmniej streszczenie?
– Nie mogę. Musisz przeczytać całość, żeby zrozumieć sens.
– To może prześlij sam morał.
😂😂😂
Morał jest jeden i w dodatku skierowany do mnie: "Nie katuj ludzi swoimi tekstami".
Zakonotowano.
poniedziałek, 1 grudnia 2025
życzenia
Już grudzień. To wyjątkowy miesiąc – może nie dla Was, ale dla mnie na pewno – i z tej okazji chciałabym Wam życzyć dobrego czasu, owocnego nastrajania się i przygotowywania na nowy początek, który przyjdzie wraz z końcem roku. Niech siła drzemiąca na dnie Waszych serc ujawni swoją moc 😘 Niech moc będzie też ze mną.
















