Najwięcej treści kryje się w milczeniu, w niewypowiedzianych – z różnych powodów – słowach, w wypełnionych po brzegi przestrzeniach między wierszami. W nich właśnie mieści się esencja życia i prawdy.
wtorek, 28 października 2025
rozróżnienie
poniedziałek, 27 października 2025
bagaż
Niczego, absolutnie niczego, nie zabierzemy ze sobą na drugą stronę. Jeśli ta druga strona w ogóle nie istnieje. Możemy jednak wiele zostawić. Na przykład wspomnienia w czyichś umysłach, które poruszą serca, gdy nas zabraknie.
Pytanie: jak poruszą?
niedziela, 12 października 2025
więzy
małość
Czasami czuję się bardzo malutka. Co wtedy robię? Akceptuję. Pozwalam tej małości pobyć w moim sercu i nie próbuję z nią walczyć. Zwykle później wydarza się coś, co wyrywa mnie z takiego stanu, a jedyne, co robię, to robię swoje. Znam swoje wady i błędy i wiele mam sobie do zarzucenia. Nie chcę zaprzeczać temu, kim jestem, czy kim się czuję w różnych okolicznościach swojego życia.
Czasami i tego potrzeba. Rachunku sumienia, który pozwoli stanąć w prawdzie.
piątek, 10 października 2025
być
Przychodzi do ciebie ze swoim problemem. Wyobrażasz sobie, jak ogromnej odwagi to wymagało? Przyznać się, że nie jest tak, jakby się chciało, żeby było? Że są sprawy, które przerastają, i jedyne, co można, to robić swoje i przetrwać? Co z tym zrobisz? Udasz, że nie widzisz? Zamkniesz oczy i skupisz się tylko na tym, co dotyczy ciebie? Bo masz gorzej? Masz „naj”? Niezależnie od sytuacji?
Każdy ma swoją ciernistą drogę, a porównywanie swojego bólu z czyimś jest nieporozumieniem. Skąd wiesz, jak czuje się osoba w sytuacji, w której nigdy nie byłeś/byłaś? A może by tak docenić zaufanie? Wysłuchać? Niekoniecznie pocieszać. Po prostu być obok. Potrafisz?
Nie zostawiam cię samej z bólem, którego nie możesz udźwignąć sama, bo wiem, że jeśli mi o nim mówisz, to darzysz mnie zaufaniem. Nie mogę pomóc, ale mogę być. Po prostu być, więc jestem. Przykro mi, że cię to spotkało. Nawet nie wiesz, jak boli mnie serce, że musisz przez to przechodzić. Gdybym mogła, zdjęłabym ten ciężar z twoich barków. Ale nie mogę, więc po prostu jestem.
Pamiętaj o tym, proszę.
Powiedzieć: JESTEM TU. Czasami to wszystko, co możesz...
wff
Rusza Warszawski Festiwal Filmowy. W ostatniej chwili zdążyłam kupić bilety na film, na który chciałam pójść. A teraz... Nie wiem, czy się odważę. Bo może będzie ponad moje siły, może mnie przerośnie, może jak kiedyś wyjdę z kina poturbowana...
A może nastawiam się na to, że ktoś (reżyser) opowie o tym, o czym sama chciałabym opowiedzieć, ale nie umiem. Głównie z powodu braku odwagi i niewystarczającej ilości słów. Już wiem, po zapoznaniu się z wywiadami i recenzjami, że udało się ukazać cały proces, każdy etap składający się na całość. Chyba potrzebuję, żeby ktoś wpuścił światło w zatopione we wstydzie zakamarki mojego własnego życia.
Czy chcę w to wejść? Czy jestem na to gotowa? Czy mam w sobie wystarczająco dużo odwagi, żeby przez to przejść?
Nie będę sama. Idę z M.
Poniżej repertuar tegorocznego festiwalu. Może i Wam coś przypadnie do gustu i się wybierzecie.
👇👇👇
☝☝☝
…
Tam, gdzie jest uścisk dłoni. Tam, gdzie jest rozmowa i uszy, które chcą słuchać. Tam, gdzie tworzy się przestrzeń dla dwóch stron. Tam zakorzenia się miłość.
środa, 8 października 2025
rozkwitanie
Ile już razy próbowałaś rozkwitać na zewnątrz,
nie próbując rozwiązać tego,
co dzieje się w środku?
wtorek, 7 października 2025
spotkanie
Ach, metro, meterko. Spotkałam dzisiaj ucznia, który zakończył edukację w liceum 3 lata temu. Usiedliśmy obok siebie, jak wtedy, kilka lat temu, gdy poprosiłam go o pozostanie po lekcjach, ponieważ miał ogromne zaległości, o których chciałam z nim porozmawiać, i jeszcze większe problemy w życiu prywatnym. A że był w klasie humanistycznej i widziałam w nim ogromny potencjał, chciałam w porę zareagować, żeby nie narobił sobie jeszcze większych kłopotów. Podobnych rozmów z uczniami miałam wiele w swojej pracy, ale tamtą pamiętam szczególnie dobrze. Chłopiec opowiedział mi wtedy o swoich zmaganiach i o tym, z czego wynikają jego szkolne problemy. I wcale nie to poruszyło mnie wówczas najbardziej. Kiedy nasza rozmowa dobiegała końca, powiedział:
– I chciałbym panią jeszcze o coś poprosić.
– O co, Krzysiu*?
– Chciałbym poprosić o szczególną delikatność dla Franka – powiedział o koledze, z którym siedział w ławce – I jakby mogła go pani w najbliższym czasie nie pytać.
– Myślę, że da się zrobić. A możesz mi powiedzieć, dlaczego?
– Niedawno zmarł jego tata. Franek tego pani nie powie, nie jest w stanie. A ja mówię o tym dlatego, żeby pani wiedziała, że on niczego nie olewa, tylko jest teraz w takiej sytuacji, że po prostu nie daje rady.
Moje serce uklękło. Pamiętam ten moment bardzo dobrze. Nie mogłam wyjść z wrażenia, patrząc na młodego człowieka, który, chociaż sam potrzebował pomocy, wstawiał się za kolegą. Szczerze, bezinteresownie.
Chłopak, pomimo przeżywanych trudności, zmierzył się z przeciwnościami losu, zdał maturę, dostał się na studia i jest szczęśliwym, młodym człowiekiem, który realizuje swoje pasje. Razem z przyjacielem Frankiem, który dostał się na ten sam wydział. Ba! Na ten sam kierunek! Miałam więc przyjemność usłyszeć dziś o codziennych życiowych przygodach, ale też o planach, osiągnięciach i osobistych fascynacjach spełniającego się młodego mężczyzny. Boże, jak on wydoroślał! Tylko w ekspresji i w spojrzeniu mogłam jeszcze zobaczyć dawnego licealistę, ponieważ mówił jak świergotek. Buzia mu się nie zamykała. A ja siedziałam i słuchałam wszystkiego, co miał mi do powiedzenia. Poczułam głęboką wewnętrzną radość, i przede wszystkim wzruszenie, ponieważ udało mu się wyprostować ścieżki życia, a na ich drodze znalazł światło. Nigdy pewnie się nie dowie, jak bardzo mnie to cieszy.
– Pozdrów Franka! - rzuciłam na do widzenia, gdy wysiadałam z metra.
- Pozdrowię! Będzie mi zazdrościł, że panią spotkałem.
Ach, metro, meterko.
* z premedytacją, żeby chronić prywatność uczniów, zmieniłam ich imiona
zmiany
Zmiany. Boję się zmian, ale czasami są konieczne lub bardzo korzystne. Wprowadzenie ich wymaga ogromnego wysiłku, przede wszystkim psychicznego. Czy dam radę? Tylko wtedy, jeśli sama ich zechcę. Te zmiany są też pomocą, dla samej siebie. Wiadomo przecież, że nikt nie będzie w stanie pomóc człowiekowi, który sam sobie nie zechce pomóc.
Transformacja trwa. Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła napisać: DAŁAM RADĘ! Przecież zawsze daję, gdy mi na czymś bardzo zależy 💪🏻💪🏻💪🏻
poniedziałek, 6 października 2025
podróż
Każda dusza ma swoją własną podróż.
I jedyna droga, za którą jesteś
odpowiedzialny/odpowiedzialna,
to Twoja droga.
słowo na poniedziałek
Najlepsze i najpiękniejsze rzeczy na świecie
nie mogą być widziane ani dotykane,
muszą być odczuwane sercem.
(Helen Keller)
Coś między obrazem a dotykiem...
Skojarzyło mi się ze zdjęciem sprzed 14 lat.
Dziękuję losowi za tego typu najpiękniejsze chwile w moim życiu.
niedziela, 5 października 2025
życia mała garść
Rozgadałam się. Wiem. Ale tak właśnie działa na mnie poezja, w szczególności poezja Osieckiej, i nic na to nie poradzę. Porusza mnie, ożywia emocjonalnie, choć może niepotrzebnie, bo z reguły emocje kipią we mnie jak woda w rozżarzonym rondlu. Wczorajsza uroczystość pozwoliła mi dostrzec, jak bardzo blokuję własną ekspresję. Głównie z powodu wstydu przed tym, co naprawdę czuję. A są to często skomplikowane odczucia, mieszanka tęsknoty i żalu, miłości i zawodu, nadziei i rozczarowania, radości i lęku. Boję się też odsłonięcia, chociaż w przestrzeni między wierszami na wiele sobie pozwalam.
takie to moje życie
przecież wiesz
jego mała garść
a w niej okruchy wrażeń
tych złych i dobrych
i niespełnionych marzeń
chowam je do kieszeni
by nie wypadły przypadkiem
na krętej drodze do siebie
Cóż więcej mogę powiedzieć? Nie bać się już emocjonalnej otwartości, jeśli ukrywanie prawdziwych uczuć to czasami jedyny sposób, by ochronić własną wrażliwość? Wstydzić się, że jeśli się kocha albo cierpi, to całym sercem? Że ma się pragnienia, które nie mogą być zaspokojone? Że jest się człowiekiem z krwi i kości, ale też z duszy? A może najważniejsze jest to, że jestem świadoma procesów, jakie zachodzą we mnie, i wiem, że ekspresja przynosi mi ukojenie, dlatego sobie na nią pozwalam.
To przestrzeń między wierszami. Oto odpowiedź na moje pytania.
O życiu, jakie dobrze znam, pięknie zaśpiewał Piotr Cugowski.
Posłuchacie?
przerwana lektura
za czym tak tęsknisz
zapytał księżyc o zmroku
co rozsiadł się wygodnie
na ciemnym błękicie nieba
za tym co było
czy za tym co zdarzyć się mogło
a się nie zdarzyło
za cichym westchnieniem
odparłam szczerze
po lekturze słów
jakie czytałam szeptem
żeby nie spłoszyć ducha
drzemiącego spokojnie
na ich dnie
gdzieś między wierszami
znajdowałam siebie
tę część malutką
schowaną skrzętnie
przed chłodem życia
przed bólem serca
i odrzucenia
to może zajrzyj tam znów
odparłam – nie mogę
nie możesz czy nie chcesz
za bardzo się boję
że znajdę wśród słów
zrodzony z obojętności
mrożący chłód
jesienne dary
Z festiwalu wróciłam z upominkami od Ziębuszki. Świetnymi na jesienne chłody i wieczory spędzone w miłym towarzystwie. Piękny zielony szal i wino, najlepsze z najlepszych. Wybrane wszak przez Sekretarza, a Sekretarz na winach, szczególnie tych francuskich, dobrze się zna, bo ma, jak podobno sam stwierdził, kuzyna we Francji. No z takim znawstwem nie ośmielę się polemizować 😀 Jak już zdarzy się ten wieczór, w czasie którego skosztujemy winnego przysmaku, z pewnością będę mogła tylko potwierdzić. Tymczasem czekamy na okazję. Bez okazji ani rusz.
na fali Osieckiej
Pozostaję pod wrażeniem festiwalu. Dźwięczą mi w uszach słowa piosenek przedstawionych w przeróżnych interpretacjach, ale jedna utrwaliła się w sposób szczególny Jej siłą, tzn. siłą wykonania, była moim zdaniem aranżacja. Młoda, piękna, szczupła i delikatna kobietka weszła na scenę z telefonem w ręce i symulując wyszukiwanie wybranka serca na portalu randkowym, odrzucała kolejno pojawiające się oferty. Chciała znaleźć przecież kogoś na stałe, to nie mógł być nikt przypadkowy.
Zadałam sobie trud wyszukania jej w zasobach Internetu, ale niestety nie natrafiłam na właściwy trop. Przejrzałam wszystkie możliwe wykonania opisywanego przeze mnie utworu i klops. Nie ma. Pozwolę sobie w związku z tym umieścić tu jedną z propozycji, jaka moim zdaniem wyróżniła się na tle pozostałych, choć zdecydowanie różni się od tej z festiwalu.
Ten utwór Agnieszki Osieckiej wywołuje we mnie przede wszystkim wzruszenie. Poznałam go dawno temu. Jego słowa wzniecają sentyment. Prawdopodobnie sam los sprawił, że spotkaliśmy się z M., takiej perły nie umiałabym wynaleźć sama. To właśnie on jest tym kimś na stałe, kimś, komu rodziłam weselne dzieci, z kim chciałam dzielić wszystkie radości i troski życia i przy kim chciałabym się zestarzeć. W tym względzie uważam się za szczęściarę.
sobota, 4 października 2025
spotkanie z Osiecką
Choć Osieckiej nie było, z racji jej odejścia ponad ćwierć wieku temu, spotkanie się odbyło. Przynajmniej tyle zostało: jej mądrość w starannie uplecionych wersach, powiew lekkości w rymach i ciężar w zaskakujących, bo jakżeby inaczej, ripostach. Miłośnicy jej poezji, na takich przynajmniej wyglądali, zinterpretowali i mistrzowsko wykonali po dwa utwory, czym wprawili mnie w stan zachwytu. Ludzkie pojęcie przechodzi, jak wielu wspaniałych i utalentowanych artystów jest solą naszej polskiej ziemi. A widziałam dzisiaj przecież tylko garstkę...
Takie wydarzenia pokazują przede wszystkim siłę zaangażowania w to, co się naprawdę kocha, ale otwierają też drogę do refleksji na temat ludzkiego życia, które tyle jest warte, ile człowiek po sobie zostawia.
Napisać, że randka się udała, to jakby nie napisać nic 😄 Było cudownie, owocnie, momentami wzruszająco. I tak właśnie miało być! Ach, i miało być elegancko, z wyprostowanymi włosami, a wyszło, jak wyszło, ale to akurat najmniej ważne w tym wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło.
W tym miejscu chciałabym zaproponować jeden z utworów Osieckiej w wykonaniu, które zawsze poprawia mi humor. Madzia i Krysia, czyli przyjaciółki w akcji :)
To trzeba zobaczyć 😂😂😂
(nie tylko usłyszeć)
zapomniana
ułożyłam się wygodnie
między byłam a nigdy nie
w czyimś życiu i historiach
szytych na potrzebę chwili
dla kogoś jestem już tylko
urwanym w pół zdaniem –
zapomniana – przestałam się liczyć
w buchalterii życia
ktoś dla mnie
rozwianym marzeniem o domu
cichym westchnieniem o poranku
po nocnym śnie
potrzeba bliskości z mojej strony
a po przeciwnej kontrola i lęk
nie mogły nas przecież sprowadzić
do wspólnego mianownika
dlaczego więc zjawia się w snach
spogląda uparcie oczami nocy
i ciągle
nie mówi nic
jak zwykle nie mówi nic
choć może i dobrze
cisza między nami
krzyczy głośniej niż pamięć
piątek, 3 października 2025
czwartek, 2 października 2025
o zmroku
tam gdzie mrok miesza się z jasnością
gdzie wiary płomień tli się ostatkiem sił
gdzie iskra nadziei przygasa leniwie
znajduje się rozstaj dróg
to ty wybierasz
wybierasz to miejsce w sobie
gdzie promień przenika przez szczeliny trudów
gdzie ciemność pęka pod naporem życia
cichutko znów powraca wiara
nie w cud
w to że warto być
niespodzianka
A dzisiaj taka miła niespodzianka mnie spotkała. Koleżanka z pracy wróciła z wycieczki do Austrii i wręczyła mi pięknie zapakowane, okraszone pozdrowieniami, czekolady z Salzburga.
– A to z jakiej okazji? – pytam zaskoczona.
– Bo cię lubię. Nie wystarczy?
wstyd
Miałam kiedyś marzenie, żeby nic nie czuć. Moje życie przez wiele lat było emocjonalnym koszmarem, ale już teraz radzę sobie zdecydowanie lepiej. Trudne stany dopadały mnie nagle, bez ostrzeżenia, i potrafiły sprawić, że w jednej chwili zapadałam się w otchłań niemocy, bólu, lęku i bezsilności. Nie sądzę, że można je nazwać atakami paniki, chociaż z zewnątrz mogło to tak wyglądać. W takich momentach serce zaczynało mi walić jak pralka wypełniona kaloszami i cala zalewałam się potem. Po wszystkim czułam się strasznie zawstydzona. Nie akceptowałam tej części siebie, która wymykała się spod kontroli i powodowała niezły rozgardiasz w moim życiu. Przez całe lata szukałam sposobu, żeby się z tym uporać, ale nagle pojawiające się bodźce psuły w jednej chwili wszystkie moje starania. To mógł być zapach, obraz, dźwięk, który stawał się zapalnikiem do wywołania lawiny emocji, z jakimi zwyczajnie sobie nie radziłam. Może bałam sie dotknąć tego, co tak bardzo bolało, albo po prostu to, co sprawiało tak ogromny ból, było nie do udźwignięcia, a mój organizm chronił mnie w ten sposób przed jego destrukcyjnym wpływem. Nie wiem. I nie wiem też, czy kiedykolwiek uda mi się całkowicie ten ból wyeliminować. Może jedyne, co mogę, to nauczyć się z nim żyć. Wiem na pewno, że wiedza i doświadczenie robią robotę, ponieważ chyba właśnie dzięki nim nauczyłam się dostrzegać symptomy zwiastujące pogorszenie stanu. I jeśli jestem w wystarczająco dobrej formie, umiem nawet nad tym wszystkim zapanować. Nie bez bólu i lęku, ale jednak.
Zaczęłam od tego, że marzyłam o tym, żeby nic nie czuć. I to chyba najgłupsze marzenie, jakie kiedykolwiek miałam. Być robotem pozbawionym odruchów ludzkich w każdej życiowej sytuacji? Robotem, który nie czułby bólu, ale też radości, miłości, troski, jakimi można obdarowywać chociażby własne dzieci? Zrezygnować z ukłuć w sercu wywołanych wzruszeniem, czyjąś krzywdą, czy pięknem rodzącym się z drobnostek? Zamienić się w kamień, który nie dostrzega ani samego siebie, ani całego otoczenia będącego nośnikiem przeróżnych emocjonalnych wrażeń? O, nie! Jakie to było głupie marzenie!
Jestem, jaka jestem. Czasami mam ochotę zapaść się ze wstydu pod ziemię, ale staram się pamiętać o tym, że powinniśmy się wstydzić tylko tych rzeczy, którymi samym sobie albo innym wyrządziliśmy krzywdę. Choć i to może być wątpliwą kwestią. Nie chcę się już wstydzić bólu, który noszę w swoim sercu, i który w dużym stopniu nakreślił ścieżkę mojego życia. Jest żywym dowodem doświadczeń, przez jakie trzeba było przejść. I przetrwać. Pomimo wszystko. Można z nim żyć i nie czuć się ofiarą. Bardziej raczej jak jedno z istnień, które zmuszone jest mierzyć się z niedoskonałościami. Kto zresztą ich nie ma? Każdy z nas podąża swoją własną, krętą drogą.
O wstydzie mogłabym napisać naprawdę dużo... Ale na dziś zdecydowanie wystarczy. W ramach oswajania wilka.
środa, 1 października 2025
oswajanie wilka
Wspomniałam wczoraj o żalu, który budzi się we mnie w najmniej oczekiwanych momentach. Mam wrażenie, że w moim przypadku częściej wywołują go emocje niż wspomnienia. I chociaż towarzyszą mu ból, rozczarowanie, czy smutek, nie narodził się on z tych uczuć. I nie narodził się też z niespełnionych oczekiwań. Można zostać głęboko zranionym, ale nie odczuwać później żalu. Ten ból, który jest z nim związany, powstaje w specyficzny sposób, dlatego wydaje mi się, że najważniejszą przyczyną pojawienia się następstwa w postaci żalu jest niesprawiedliwość. Rodzą go sytuacje, w których człowiek zostaje oszukany, potraktowany nie w porządku, przedmiotowo i bez szacunku. W których nadwerężone zostaje jego zaufanie do ludzi, ponieważ coś, co akurat miało miejsce w jego życiu, okazało się złamaniem powszechnie obowiązujacych praw moralnych. To sytuacje, w których człowiek zostaje postawiony bez możliwości dokonania wyboru – w takich okolicznościach decyduje siła wyższa w przeróżnych postaciach, mająca nad człowiekiem przewagę, związaną na przykład z pozycją, wiekiem, siłą fizyczną, czy świadomością tego, o czym druga osoba nie ma pojęcia.
Uważam też, że żal nie zawsze pojawia się od razu, automatycznie, natychmiast w odpowiedzi na zaistniałe zdarzenie. Czasami musi minąć bardzo dużo czasu, w czasie którego człowiek racjonalizuje to, co się stało, żeby nie pękło mu serce, albo obarcza siebie odpowiedzialnością, ponieważ to pozwala mu zachować poczucie sprawczości i kontroli, zanim dopuści do siebie niewygodną prawdę. Żal rodzi się wtedy, gdy człowiek zyskuje świadomość. Wewnętrzna analiza albo wiedza pozwala mu dostrzec prawdziwe oblicze sytuacji, jaka miała miejsce. Może on wtedy nazwać właściwie wszystko to, co go spotkało, poczuć żal i poszukać sposobu, żeby się z nim uporać.
Moim zdaniem wszystko, co możemy, to pogodzić się z istnieniem w nas tego uczucia, które, jak już wspomniałam wcześniej, jest powracające. Najważniejsze to sprawić, żeby nie przerodziło się ono w zgorzknienie, zawiść, rozgoryczenie, brak zaufania. Uznać, że pewne rzeczy po prostu się zdarzają, są normą, choć nie są normalne, i żyć najlepiej, jak tylko się umie. Z tym ciężarem, który chwilami przygniata, powoduje ból serca, sprawia, że czujemy się oszukani i sprowadzeni do postaci przedmiotu, za pomocą którego ktoś zaspokoił swoje potrzeby. Bo mógł.








