Ach, pech chciał, że wyskoczyłam wtedy z samochodu zupełnie bez zastanowienia. Chwyciłam w rękę kawałek ceramicznej płytki i pospiesznym krokiem ruszyłam w stronę marketu budowlanego, który wtedy, 9 stycznia 2021 roku, nie był krócej otwarty z powodu soboty, ale na pewno krócej pracowali u mnie tamtego dnia panowie kładący płytki w kuchni, więc każda minuta była niemalże na wagę złota. Bez jednej, jedynej płytki, jakiej zabrakło, prace stanęły w miejscu. W biegu zatrzymał mnie na chwilę wzrok dwóch wpatrujących się we mnie policjantek, które, jak się później okazało, ruszyły za mną w pogoń. Szybko zorientowałam się, chwyciwszy wcześniej za odsłonięty nos, w czym problem. Maseczkę, umiejscowioną na brodzie i pozostającą w pełnej gotowości do ochrony mojej własnej osoby i społeczeństwa przed koronawirusem, natychmiast nasunęłam na twarz.
– Proszę się zatrzymać – usłyszałam za sobą głos młodej kobiety.
Druga w tym samym czasie zaszła mi drogę tak, że poczułam się wystarczająco osaczona, by stanąć jak wryta między dwiema publicznymi funkcjonariuszkami dbającymi o porządek w państwie prawa (he, he, i sprawiedliwości).
– Przed chwilą widziałyśmy panią bez maseczki – dość oschle i stanowczo na tyle, na ile było ją stać, powiedziała jedna z kobiet, całkowicie ignorując fakt, że maseczka nienagannie przylegała już do mojej twarzy, oraz fakt, że nie założyłam jej wcześniej przez nieuwagę, co można było wywnioskować po moim zachowaniu – Proszę o dowód osobisty.
Kiedy wyjmowałam dokument z torebki, minął nas prawie dwumetrowy macho z twarzą Mariusza Pudzianowskiego, na którego policjantki zerknęły tylko okiem, po czym gromkim i nieznoszącym sprzeciwu głosem powiedziała druga z pań:
– Proszę o dowód – chcąc mnie ponaglić i, jak się domyślałam, ukazać swoją przewagę, celowo nie zauważając grupy mijających nas rosłych nastolatków z zawieszonymi na brodach maseczkami.
Byłam łatwym łupem. Co ja tam w sumie mierzę i co ja tam ważę, i jaka tam moja liczebna przewaga. Do postury Pudziana dużo mi brakuje, więc posłusznie podałam dokument legitymującym mnie paniom. Ta kuchenna płytka, która nie była nawet z porcelany, miała mnie słono kosztować.
W jednej chwili stałam się prawdziwą zbrodniarką. Potępiona, postępująca wbrew prawu, będąca zagrożeniem dla samej siebie i dla społeczeństwa, winna. Moje odczucia potęgowały postawy dwóch stojących obok mnie policjantek, które zwracały się do mnie pogardliwym tonem i utwierdzały w przekonaniu, że postąpiłam karygodnie, oraz spojrzenia mijających nas ludzi.
– Dziś są moje urodziny – tonący brzytwy się chwyta, więc może właśnie z tego powodu przytoczony fakt uznałam za argument w sporze.
– Rzeczywiście – potwierdziła policjantka, zerkając na datę urodzenia zapisaną w dowodzie. Wszystkie spojrzałyśmy na mijającego nas ponownie macho o twarzy Pudzianowskiego i na twarz drugiego macho, który pojawił się w polu widzenia i uśmiechnął się do młodziutkich policjantek, szczerząc bielusieńkie ząbki.
– No dobrze – z łaską w głosie dodała druga z pań – Dzisiaj będzie tylko pouczenie.
Poznałam wtedy łaskę władzy.
(19 lutego 2022)