niedziela, 30 listopada 2025

ból głowy, ból głowy, Hłasko

Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ponownie wzięłam się za lekturę Hłaski. Może skłonił mnie do tego wczorajszy ból głowy, który zmusił mnie do polegiwania w ciągu dnia. Przy tej okazji wyodrębniłam kilka ważnych i poruszających mnie w jakiś sposób cytatów, którymi, naturalnie, chętnie się podzielę.

Hłaskę znam od liceum, a pierwszym tekstem, z jakim się zmierzyłam, było opowiadanie z tomu Pierwszy krok w chmurach pt. Ósmy dzień tygodnia. Pamiętam, że gdy zaznajomiłam się z jego treścią, długo ją w sobie przepracowywałam. Nie chciałam i chyba nie byłam gotowa przyjąć brutalności świata, jaką wokół siebie dostrzegał sam autor opisujący realia komunistycznej Polski, więc stanęłam w opozycji do jego przekonań, chociaż i ten świat, który mnie otaczał, wcale nie był kolorowy. Ale na tym właśnie polegało moje życie: we wszystkim, co mnie spotykało, starałam się dostrzec choć okruszek dobra, którym karmiłam się, żeby utrzymać we względnym zdrowiu swoją duszę i swoje ciało. W ostateczności rzeczywistość na przemian potwierdzała albo obalała mity, jakimi żyłam przez długie lata. Dziś pewna jestem jedynie tego, że świat nie jest ani czarny, ani biały, ale składa się z niezliczonej liczby odcieni szarości, przez które raz za razem przebija się promień światła. 

Spotkałam w swoim życiu różnych ludzi, którzy w rozmaity sposób na mnie wpływali, ale żadna z osób nie była ani tylko biała, ani tylko czarna  tacy ludzie po prostu nie istnieją. Gdybyśmy mogli zajrzeć w głąb każdej ważnej dla nas duszy, na pewno byśmy się o tym przekonali, a że nie możemy, to przynajmniej próbujemy zrozumieć cudze motywacje, mając czasami do dyspozycji ograniczony zasób materiału, któremu możemy się obiektywnie przyjrzeć. I w taki właśnie sposób postępował Hłasko, konstruując fabuły swoich tekstów. Spoglądał poza to, co widać, jak starali się czynić romantyczni twórcy, choć tych akurat niespecjalnie lubił. 

Przeczytałam wczoraj Pięknych dwudziestoletnich, przez długi czas objętych w Polsce cenzurą, ponieważ autora pseudoautobiografii skazano w komunistycznej Polsce "na przemilczenie". Cytaty poniżej pochodzą właśnie z tej pozycji.

💫💫💫

Moja matka, która kazała mi czytać, wepchnęła mi kiedyś Żeromskiego: miałem wtedy 10 lat. Przeczytałem zdanie: ,,Śnica zapuścił sępie spojrzenie swoich źrenic w duszę". Poczułem się zwolniony na zawsze z obowiązku czytania Żeromskiego.

💫💫💫

Staraj się wyobrazić sobie, iż żyjesz gdzieś poza czasem i przestrzenią; staraj się nie zwracać uwagi na bicie zegara. Pamiętaj o tym, co Szatow powiedział do Stawrogina: "Jesteśmy jak dwie osoby, które spotkały się gdzieś w nieskończoności, poza czasem i przestrzenią".

💫💫💫

Nie mam nawet zbliżonego pojęcia o literaturze ojczystej. Przypuszczam, iż zawdzięczam to nauczycielom polskiego, którzy dręczyli mnie zawsze klasycznym pytaniem: "Co poeta miał na myśli?"; wstrętu do czytania "Pana Tadeusza" nie mogę przemóc nawet i dziś. Nauczanie literatury w szkole powinno być karane kryminałem.

💫💫💫

"Niech pan mówi; za każdym razem opowiadając, musi pan budować swoją historię od początku do końca; po jakimś czasie zrozumie pan, które elementy są ważne, a które nie. Chodzi o to, aby pan sam to umiał sobie opowiedzieć". I tak zacząłem opowiadać; mówiłem o tym ludziom w Polsce, w Izraelu; mówiłem o tym poważnym Niemcom; i Arturowi Sandauerowi, który co chwila mi przerywał, mówiąc: „Do czego pan zmierza?”.

💫💫💫

Ważne jest tylko to, że w twoim życiu może nadejść tysiąc dni, w ciągu których nie zdołasz napisać ani jednej kartki. Gdyby mój dorobek pisarski upoważniał mnie do dawania rad młodym, powiedziałbym im: Każdy z was powinien przez jakiś czas pracować dla tajnej policji, aby wyrobić sobie styl i jasność myślenia. Książki trzeba pisać tak jak donosy, pamiętając przy tym, że głupio napisany donos może zniszczyć przede wszystkim ciebie.

💫💫💫

Książki warto pisać tylko wtedy, jeśli przekroczy się ostatnią granicę wstydu; pisanie jest rzeczą bardziej intymną od łóżka; przynajmniej dla mnie.

💫💫💫

Ostatni cytat zatrzymał mnie na dłużej. I nie chodzi o pisanie książek, ale o pisanie w ogóle. To przecież zawsze odsłonięcie własnego wnętrza, nawet jeśli opowieść stanowi fikcję literacką. Myślę, że celniej niż Ziębuszka nie dało się skomentować powyższych słów:

To chyba ta szczerość [...] 

Jest potrzebna również, 

gdy pisze się wyłącznie dla siebie.

sobota, 29 listopada 2025

pytanie bez odpowiedzi

człowieku mój 

to ty tęsknisz za mną

czy ja za tobą

gdy zjawiasz się znów

w postaci snu

Gdybym wiedziała, że to był ostatni raz, przytuliłabym Cię tak, jak tuli się w objęciach bezbronne dziecko. Z całą miłością, jaką miałam w sobie. Przytuliłabym Cię mocniej, choć to mocniej znaczyłoby coś tylko dla mnie. Wsłuchałabym się dłużej w Twój oddech i bicie serca, by utrwalić w pamięci ich cichy rytm, choć Ty nie słyszałbyś mnie wcale. Uszczknęłabym dla siebie trochę ciepła, którego z każdą chwilą było coraz mniej, aż w końcu zostało po nim już tylko wspomnienie. Gdybym wiedziała, że to była ta chwila, ostatnia, przytrzymałabym ją w uścisku z całych sił i szepnęłabym Ci do ucha: obiecaj mi tylko, że gdy dopadnie Cię smutek, spojrzysz na siebie moimi oczami.

piątek, 28 listopada 2025

zamknięcie

Miałyśmy zjeść wspólnie obiad, dlatego we trzy wybrałyśmy się do lokalu znajdującego się nieopodal pracy, ale tylko ja i Magda zamówiłyśmy sobie coś do jedzenia. W małym barku mlecznym, w którym dania dnia serwowane są niemal natychmiast, panowała zazwyczaj wyjątkowo ciepła atmosfera, chociaż całym swoim kształtem przypominał głęboki PRL. Ale może właśnie w tym tkwił jego urok. Znałam takie widoki ze starych filmów i fotografii i zawsze budziły we mnie szczególny sentyment, którego źródła do dziś nie udało mi się zlokalizować. 

Kiedy już otrzymałyśmy swoje porcje, usiadłyśmy przy stoliku w rogu lokalu, przy którym Agnieszka zajęła miejsce naprzeciw nas.  Tamtego dnia tonęła w bólu. Siedziała przykurczona, a jej szczupła i zmarniała nad wyraz twarz epatowała bezbrzeżnym smutkiem – obraz nędzy i rozpaczy.  Co chwilę zerkała na telefon, ale ten pozostawał bezgłośny. Sięgała po niego z wyraźnym niepokojem, jakby spodziewała się wiadomości o czyjejś śmierci, ale też z iskrą nadziei w spojrzeniu, którą starała się przed nami ukryć.

– Co się dzieje? – zapytała zatroskana Magda.

Agnieszka skurczyła się w sobie jeszcze bardziej i zupełnie nagle ta rosła kobieta, jaką dotąd znałyśmy, zamieniła się w małą utrapioną dziewczynkę próbującą uporać się całkiem nieudolnie z wewnętrzną rozterką.

– On nie chce dać mi spokoju – wycedziła niewyraźnie przez zaciśnięte usta, mówiąc o niedawneym partnerze, który miał być miłością jej życia. Tak przynajmniej nazywała go i widziała jeszcze kilka miesięcy wcześniej – Dzwoni codziennie po kilka razy.

W ostatnich słowach Agnieszki wyczułam organiczną niechęć do osoby, o której wspominała. Jej głos się obniżył, a ciało odchyliło do tyłu, jakby spostrzegła właśnie przed sobą coś odpychającego. 

– To przerażające – powiedziała Magda i pochyliła się w stronę koleżanki, by okazać jej zrozumienie i wsparcie.

– Chyba nigdy nie da mi spokoju – dodała natychmiast zachęcona aprobującym gestem Magdy i posmutniała tak bardzo, jakby miała się za chwilę rozpłakać. 

– Nie możesz po prostu odebrać i poprosić, żeby więcej nie dzwonił? – zapytałam, widząc udręczoną postać koleżanki – Albo przynajmniej napisz. Dla was obojga będzie lepiej, jeśli to zakończysz.

Myśl o kontakcie z mężczyzną wywołała w Agnieszce odruch wymiotny, dlatego głośno przełknęła ślinę, żeby zatrzymać bieg możliwych zdarzeń.

– Nie mogę – odparła i po raz kolejny, jakby w oczekiwaniu, któremu później werbalnie zaprzeczyła, spojrzała na telefon – Nie chcę go ranić.

– Twoje milczenie rani go bardziej niż jasny komunikat, że nie chcesz go dłużej znać – powiedziałam zgodnie z własnym przekonaniem – Taki stan rzeczy przedłuża tylko twoją mękę, a jego wpędza w stan głębokiej dezorientacji.

Kiedy wypowiedziałam te słowa, poczułam nagłe ukłucie w sercu i zorientowałam się, że już byłam w miejscu, w jakim teraz znajdowała się Agnieszka, tylko że po drugiej stronie. Nieopatrznie zalała mnie fala przykrych wspomnień i ponownie poczułam ból, jaki towarzyszył mi w momentach, kiedy byłam ignorowana, pomijana i siłą rzeczy umniejszana. 

Zanim zdążyłam wypowiedzieć ostatnie słowo, Agnieszka nastroszyła się, ale po chwili znów stała się cierpiącym, godnym politowania osobnikiem, pozostającym w niewidzialnym uścisku swojego prześladowcy.

– Może i bym od niego odebrała – powiedziała łamiącym głosem – Ale nie mam na to siły. I nie mam ochoty słyszeć jego płaczu. 

– Płaczu? – zapytałam zaniepokojona.

– Jakim prawem zarzuca mnie swoimi problemami? – odparła stanowczym tonem – Wystarczą mi moje własne.

– Natychmiast musisz to zakończyć – wtrąciła się Magda – Przecież ta relacja cię wykończy. Sama zobacz, co się z tobą dzieje. Nie możesz jeść, nie możesz spać. Po prostu go zablokuj.

– Nie mogę – powiedziała Agnieszka z niepokojem w głosie, chociaż słowa, że ta relacja ją wykończy, sprawiły, że nagle się ożywiła – Chciałabym jeszcze z nim porozmawiać. I nawet próbowałam. Bardzo się starałam wyjaśnić to wszystko, ale nie chciał mnie słuchać.

– Nie chciał cię słuchać? – zapytałam. 

– Nie chciał. W ubiegłym tygodniu poszłam do niego do pracy, ale nie chciał ze mną rozmawiać.

– W pracy? 

– W pracy – odparła z namiastką złości w głosie, jakby chciała mi powiedzieć: nie dopytuj, nie doszukuj się.

– Boże – jęknęła Magda – To przerażające. On wodzi cię za nos.

I jak balsam na duszę, tak na Agnieszkę zadziałały słowa koleżanki. Nagle zapadła się w sobie jeszcze bardziej, jakby zatonęła w cierpieniu, które w tym momencie pochłonęło ją całkowicie. Drżącą ręką uniosła dzwoniący telefon,  rzuciła okiem na wyświetlające się na ekranie imię, odwróciła go w naszą stronę, byśmy i my mogły zobaczyć, kto dzwoni, i zmartwiona, ale też jakby poirytowana, schowała go do torebki.

– Dłużej tego nie wytrzymam – wymamrotała po chwili.

– On jest po prostu toksyczny – powiedziała Magda o próbującej właśnie skontaktować się z Agnieszką osobie, która w jej własnych opowieściach kilka miesięcy wcześniej jawiła się jako los wygrany na loterii. 

– Nie wiedziałam, że taki ktoś w ogóle istnieje – ekscytowała się wówczas kobieta i dawała temu upust również w przestrzeni internetowej, gdzie komplementowała i poprzez swoje wpisy w komentarzach wspierała wybranka serca – On jest spełnieniem moich marzeń i chyba całe życie czekałam właśnie na niego. 

Kiedy o nim mówiła, rozpływała się w rozmarzeniu. Po wielu nieudanych związkach, które kończyły się dla niej ogromnym zranieniem, spotkała wreszcie mężczyznę, który okazał się tym jedynym, dlatego nie mogła wyjść z zachwytu, gdy opowiadała o jego delikatności, kreatywności, oddaniu. A teraz siedziała naprzeciw nas i topniała w oczach atakowana napastliwym połączeniem.

– Nie chcę go odrzucać – powiedziała ciężko, posmutniała, skuliła się w sobie.

– Ty już go odrzuciłaś – szepnęłam z największą delikatnością, na jaką zdołałam zdobyć się w chwili, która otwierała moje rany.

Agnieszka wyjęła z torebki telefon i znów spojrzała na niego z oczekiwaniem w oczach. Potem położyła go na stole i zamyślona odwróciła głowę w stronę okna.

– Zadbaj przede wszystkim o siebie – zaproponowała Magda przejęta sytuacją kobiety tak bardzo, że jej samej zachciało się płakać.

A ja chciałam powiedzieć, że związek tworzą dwie osoby i liczą się uczucia każdej z nich, ale wiedziałam, że Agnieszka nie chce tego usłyszeć.

– Od toksyków najlepiej trzymać się z daleka – dodała Magda i twarz koleżanki się rozpromieniła, a ona sama sprawiała wrażenie, jakby z jej barków spadł nagle ogromny ciężar, dlatego nie odważyłam się wypowiedzieć słów, które mogłyby ją zranić. Wewnętrznie wyraziły się same: "Co to znaczy, że nie chcesz go odrzucać? Nie chcesz go widzieć ani znać, ale chcesz, żeby był tak blisko ze swoim bólem, żebyś mogła go zobaczyć? To sprawi, że poczujesz się ważna?".

Wstałam powoli od stołu i, czując w sobie cierpienie obu stron rozpadającej się na moich oczach relacji, wyszeptałam na pożegnanie:

– Agnieszka, jesteś ważna. 

czwartek, 27 listopada 2025

nudy

Nudy, nudy, proszę Państwa. Nie dzieje się nic. Ogarniam względnie swoje obowiązki, w pracy i w domu porządek i cisza, a w głębi serca spokój. Takie nudy to ja rozumiem! Nic, tylko usiąść z dobrą książką w ręce i zanurzyć się w fascynującej lekturze. 

wtorek, 25 listopada 2025

odpowiedzialność

A może właśnie o to chodziło. O obudzenie  odpowiedzialności za własne życie. 

nie żałuję

Tego utworu Agnieszki Osieckiej w wykonaniu Edyty Geppert słuchałam we wczesnej młodości. Miałam wówczas dwadzieścia lat z groszem i rozpoczęłam poszukiwania samej siebie. Próbowałam ułożyć w głowie minione zdarzenia, jakoś je przetrawić i uwolnić się od bólu przeszłości. Marzyłam wówczas o dobrym życiu, o stole w dużym pokoju, przy którym cała rodzina mogłaby spędzać wspólnie czas. Gdy patrzę na siebie i na to, co udało mi się osiągnąć z perspektywy czasu, niczego nie żałuję.


Żałować, że się kochało? Całym sercem?

Nigdy w życiu!

czekamy!

My już się powoli szykujemy. A Wy?

Niech no tylko przyjdzie grudzień!

❄️❄️❄️❄️❄️


❄️❄️❄️❄️❄️

niedziela, 23 listopada 2025

spotkania małe i duże

– To znaczy, że ludzie śledzą cudze kropki na Teamsach? – dopytuję, bo chcę zaznajomić się z tajnikami pracy zdalnej.

– Nie! – odparła stanowczo – Żaden normalny człowiek tego nie robi. Tylko ja tak robię.

Dobre to było 😅

piątek, 21 listopada 2025

nieobecność

zbyt długo 

byłam w życiu sama

w pustym miejscu

w którym pełno było tylko

mej nieobecności

 

dziś jestem wreszcie

swoim światem 

wtorek, 18 listopada 2025

poniosło mnie

Dzisiaj to mnie jednak poniosło. I nie wiem, co jest tego przyczyną. Zebrałam się do pracy i z językiem na brodzie, jak zwykle zresztą, ruszyłam w stronę metra. Trochę spięta, ponieważ nie miałam żadnej rezerwy czasowej i gdyby coś po drodze poszło nie tak, mogłabym się spóźnić. A bardzo nie lubię się spóźniać.

Metro nadjechało w momencie, gdy znalazłam się na peronie. Najpierw jedno, a potem drugie – los zdecydowanie mi sprzyjał. Gdy dotarłam do szkoły, pozostało całe 8 minut do dzwonka. Jest moc! Bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ na spokojnie mogłam jeszcze dokserować jakieś materiały na dzisiejsze lekcje.

Zadzwonił dzwonek. Ochoczo ruszyłam w stronę zawieszonych na tablicy przy drzwiach wejściowych kluczy. I co? Akurat tego, którego potrzebowałam, nie było. Zapytałam więc kilku osób, czy ktoś przypadkiem nie przechwycił dziesiątki, a później, ponieważ nikt się nie zgłosił, postanowiłam pójść po prostu do sali z nadzieją, że młodzież, wpuszczona przez innego nauczyciela, już na mnie czeka.

Idąc do dziesiątki, widziałam, że w klasie świeci się światło, a przed nią nie stoi żaden uczeń. "Kamień z serca. Uczniowie na pewno czekają już w ławkach" – uznałam optymistycznie.  Weszłam do środka, rzuciłam okiem na siedzącą grzecznie młodzież, ale nikogo, kompletnie nikogo nie mogłam rozpoznać.

Oprzytomnienie nie przyszło od razu. Stanęłam najpierw na korytarzu szkolnym, który z racji trwającej lekcji świecił pustkami, a później próbowałam zrozumieć, co się właściwie stało. "Co tu się, do jasnej Anielki, odjaniepawla?" – samej sobie zadałam pytanie. Aż w końcu, jakimś cudem, dotarło do mnie, że zjawiłam się w pracy o godzinę za wcześnie.

Godzinę za wcześnie! Muszę się nad sobą zastanowić, wszak nadgorliwość, jak wszyscy wiemy, jest gorsza od faszyzmu!  

święta?

W tym roku wyjątkowo szybko zaczęliśmy się organizować. Wszyscy na nie czekamy – naprawdę! Jak już wspomniałam kiedyś, chodzi przede wszystkim o tworzenie wspomnień.

Ekspertka od dekoracji, czyli Nastolata, zadbała już o pierwsze strojenia. Będzie się działo!

poniedziałek, 17 listopada 2025

idę

To, jak daleko zajdziesz, 

zależy od wielu czynników, 

ale przede wszystkim od ciebie. 

Czy wystarczy odwagi? 

Gotowości do zmierzenia się z prawdą? 

Wytrwałości? 

Idę…

czwartek, 13 listopada 2025

cuda

Uwielbiam ten cytat. Pamiętam, że gdy go poznałam, bardzo mnie poruszył, dlatego chcę go tu mieć.

Są dwie drogi, aby przeżyć życie. 
Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem.
Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko.

(Albert Einstein)

Zdecydowanie wybieram drogę nr 2. 

środa, 12 listopada 2025

cudo

Takie cudeńka wychodzą spod rąk Nastolaty. 

Jak ona to robi, nie wiem, ale zawsze wprawia mnie w zachwyt.



















👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀

oczy szeroko otwarte

Zdarza się, choć rzadko, że gdy wejdę do wagonu metra, nie ma dla mnie miejsca siedzącego. A lubię je mieć. Jak chyba każdy. Szczególnie po całym dniu pracy i biegania.

Stanęłam pomiędzy dwoma rzędami siedzeń i zanim przysnęłam mentalnie, dostrzegłam coś pięknego. W linii naprzeciwko mnie, jakoś w odległości dwóch miejsc po lewej, siedziała młoda kobietka, której twarz czerwieniła się od płaczu. W pewnym momencie wyjęła rękaw swetra spod kurtki i zaczęła wycierać zakatarzony nos. Oddalona od niej dziewczyna, siedząca trzy miejsca dalej, wyjęła z plecaka chusteczki i podała je rozżalonej współpasażerce. Tamta podniosła wzrok, spojrzała z wdzięcznością i sięgnęła po pakuneczek, który, jak sama wiem, ratował sytuację. Wyjęła jedną chusteczkę i chciała oddać resztę, jednak ofiarodawczyni, nie mówiąc kompletnie nic, kiwnęła głową w sposób, jakby chciała powiedzieć: "Proszę, weź wszystkie". I wzięła wszystkie. A mnie się zrobiło i smutno, i ciepło jednocześnie... 

sobota, 8 listopada 2025

spotkania

Jeśli spotkania, to tylko takie, w czasie których mam okazję pobyć z kimś serce w serce. Dziś już to wiem, dlatego właśnie grono BLISKICH mi osób jest bardzo wąskie. I dobrze mi z tym.

czwartek, 6 listopada 2025

wyprowadzka

Bobasek zapowiedział wyprowadzkę. Deklarował początkowo, że nastąpi ona w nowym roku akademickim, czyli w październiku 2026 r. Pomyślałam: OK. Do tej pory na pewno oswoję się z myślą. Luz, dam radę. I co? Luz skończył się przedwczoraj, kiedy usłyszeliśmy, że spodziewany październik nastąpi w styczniu. Zakochał się chłopak, a tego nie przebije żaden mój argument. Zresztą nawet nie próbuję dyskutować. Niech żyje, niech cieszy się każdą chwilą spędzoną w towarzystwie bliskiej osoby, niech rozwija to, co w życiu najważniejsze. 

Z innej beczki: w naszym życiu pojawił się Gizmo, z którego imieniem jeszcze muszę się oswoić. Chciałam, by nazywał się Odyseusz, zdrobniale Odi, ale przegrałam w głosowaniu. Ostatecznie postanowiłam, że otrzyma dwa imiona. A co!

Swoimi wątpliwościami co do imienia podzieliłam się z Ziębuszką. W odpowiedzi przesłała mi historyjkę:

"Jak się wabi?", pyta weterynarz. "Kuma Petronela", odpowiada właścicielka jamniczki. "Ojej, to jak państwo ją wołacie?". "No jak to jak? Oczywiście, że Misia".

Zaplułam telefon! Serio!

Oto Srajdek, czyli Gizmo Odyseusz we własnej osobie!





Jeszcze więcej szczęścia w naszym domu 💖

wreszcie przyszły

Dwie czereśnie, żółta śliwa, dwie porzeczki czerwone i jedna biała. Czekałam na nie od września. Dotarły wczoraj, a ja ani dzisiaj, ani wczoraj nie znalazłam czasu, żeby je zasadzić. I teraz pytanie. Czy się przyjmą, jeśli zrobię to jutro? Oby! 

Jejku, nie mogę się doczekać wiosny. Tymczasem działam. Najlepiej, jak umiem. Pomimo kryzysu listopada, który w tym roku trwa od września 😆W przyszłym roku zwolnię tempo. Przysięgam!

wtorek, 4 listopada 2025

poniedziałek, 3 listopada 2025

wyjątki

Otrzymane. Muszę tu to mieć

Lubiłem tajemniczość, którą wnosiła do mojego życia. Sporadyczne chwile ciszy, w której oboje potrafiliśmy się odnaleźć. Była to namiętna cisza, która ma swój początek w pocieszeniu i pragnieniu. Często zastanawiałem się, czy to coś wyjątkowego, co przydarza się wyłącznie nam, czy inne pary też tak mają. Byłoby mi smutno, gdybym dowiedział się, że jesteśmy jedyni, ale żyję na tym świecie wystarczająco długo, by rozumieć, że to, co połączyło mnie i Ruth, było wyjątkowym błogosławieństwem.

(Nicholas Sparks, Najdłuższa podróż)

Z radością stwierdzam, że podobnych wyjątków jest więcej. I znam je osobiście. To jedna z tych myśli, które trzymają mnie przy życiu.

niedziela, 2 listopada 2025

odsłonięcie

Dziś już wiem, że przez wiele lat swojego życia nie byłam gotowa na otwarcie oczu i dostrzeżenie prawdy, która okazała się silniejsza niż najstaranniej wypielęgnowana w umyśle iluzja. Wyobrażenie, jakie stworzyłam w swojej głowie na temat świata, który prawdopodobnie wydawał mi się zbyt groźny, bym mogła na niego spojrzeć trzeźwym okiem, i co gorsza, spróbować w nim funkcjonować, pękało stopniowo. I chociaż całą sobą starałam się blokować działania wszechświata, który raz za razem odsłaniał przede mną jakiś rąbek prawdy, złudzenia musiały w końcu ustąpić miejsca rzeczywistości.

Dziś już wiem, że uparte doszukiwanie się dobra w sytuacjach, w których zwyczajnie go nie ma, nie sprawi, że świat magicznie się nim napełni. Uczę się z tym żyć.

wzrastanie

Poziom wzrastania ocenisz wtedy,

gdy dostrzeżesz swoją małość.

sobota, 1 listopada 2025

uzdrowienie nie istnieje?

Przez chwilę tak właśnie pomyślałam, bo kiedy zabrałam się wreszcie za siebie, jak należy, i przerobiłam w sobie wszystko, co było do przerobienia, ze zdziwieniem stwierdziłam, że nic się właściwie nie zmieniło. Miałam nie czuć już przecież bólu i żadnej trudnej emocji, a czułam. I to jeszcze mocniej niż wcześniej.  O co więc chodzi? 

Dlaczego wciąż krzywię się wewnętrznie w sytuacjach, które dają mi do tego powód? Dlaczego?

Ano dlatego, że nie jestem kamieniem! Rozpoczynając podróż w głąb siebie, wystartowałam z pozycji coś ze mną nie tak i usilnie chciałam wreszcie siebie naprawić. Pamiętam, jak wypowiadałam wewnętrznie: 

Mam siebie dość!

Dlaczego nie mogę być jak inni?

Chcę zapomnieć!

Karciłam samą siebie za przeżywane emocje i napominałam w każdej chwili, gdy chciało mi się płakać. Bo zabolało, bo zraniło, bo przerosło, a przecież dorosłych ludzi nie powinno boleć, ranić i przerastać. Na pewno nie wtedy, gdy przeszło się długą drogę mającą służyć uzdrowieniu. Zrozumiałam w końcu, że mój stosunek do siebie niewiele różnił się od podejścia surowego, karzącego rodzica, który robi wszystko, żeby uciszyć zbyt niewygodne dla niego emocje dziecka.

Uzdrowienie to uświadomienie sobie schematów własnych reakcji i ich przerwanie w taki sposób, by nie kierowały już naszym życiem. To umiejętność zatroszczenia się o te wrażliwe miejsca, które mamy w sobie. To pozostawanie w kontakcie z emocjami, z bólem, który wciąż ma zdolność powalenia na łopatki, z tą różnicą, że od tej pory to my tworzymy przestrzeń do przeżycia go, w najbardziej komfortowy dla nas sposób. To zrozumienie, że traumy nie znikną, nie rozpłyną się w powietrzu, ale możemy spojrzeć na siebie z czułością i zrozumieniem, jakich wcześniej brakowało. To odrzucenie mechanizmów obronnych, które szkodziły, zamiast pomagać jak kiedyś.