niedziela, 31 marca 2024

świątecznie





Jako dziecko marzyłam o tym, żeby w przyszłości, gdy stworzę swój własny dom, mieć stół, przy którym usiądzie cała rodzina. Mam rodzinę. Mam stół. Celebrujemy przy nim wspólne chwile.



sobota, 30 marca 2024

święta ;)

 Zrobili mi z psa choinkę.

Coś się komuś chyba potentegowało 😉

Aż zapachniało karpiem.



piątek, 29 marca 2024

przelew

Umówiłyśmy się, że wykonam przelew "na telefon", wykorzystując bardzo modną ostatnio i wygodną metodę. W tym skomputeryzowanym świecie nie wszystko może pójść tak, jak sobie tego życzymy, dlatego po wywiązaniu się z umowy wolałam upewnić się, że wszystko jest w porządku.

– Dasz znać, czy doszło? – pytam.

– Tak. Zaczekaj, już sprawdzam – odpowiada Goga.

Po krótkiej chwili.

– I? – dopytuję.

– Możesz wysłać jeszcze raz?

Ha, ha! 

Aż tak naiwna to nawet ja nie jestem. 

Żartownisia jedna 😂😂😂

czwartek, 28 marca 2024

;)

Poprosiłam uczniów o napisanie pracy na temat dojrzewania bohaterów literackich. Odnosili się do Kordiana Słowackiego albo Przedwiośnia Żeromskiego. Prawidłowo. Bohater drugiej lektury żył w okresie burzliwych zawirowań dziejowych, co skutkowało obcowaniem ze zjawiskami, jakich wielu z nas chciałoby uniknąć. Cezary Baryka uczestniczył m.in. przy wywózce martwych Ormian, głównie setek ciał męskich, wśród których dostrzegł zwłoki młodej dziewczyny. Ten widok głęboko go poruszył i stał się ważnym etapem w drodze do osiągnięcia przez niego dojrzałości emocjonalnej. W pracy jednego z uczniów przeczytałam:

Te wszystkie śmierci, które przeżył bohater...

Mimo iż oznaczyłam zdanie jako błędne, doszukuję się w nim jakiejś logiki. Uwielbiam polonistyczne, językowe rozkminy.

środa, 27 marca 2024

żałoba

– Każda żałoba jest inna. Żałoba jest jak podpis. Możesz, cholera, podpisać swój testament żałobą. A wiesz, co jest atramentem? Wiesz to, Farrelli? Wiesz?

– Nie.

– To ból, Farrelli. I tego atramentu nigdy nie brakuje.

(Lars Saabye Christensen, Odpływ)

środa

Ból nie do zniesienia. W środę, 28 lutego, Kaj nas nie poznał, gdy odbieraliśmy go z kliniki. Prężył się na moich rękach, wyginając do tyłu głowę i tworząc łuk ze swojego ciała. Trudno było mi znaleźć w samochodzie pozycję, która dałaby wrażenie komfortu.

Wiedzieliśmy już wszyscy. I my, dorośli, umieliśmy nawet nazwać to, co się wydarza – przedśmiertne splątanie. Kaj wyrywał się z rąk i próbował uciekać, ale jego łapy odmawiały posłuszeństwa, miotał się więc po podłodze, próbując stanąć na nogach i utrzymać ciężar własnego ciała. Na zmianę staraliśmy się go przytrzymywać, żeby nie zrobił sobie krzywdy.

– Jego już z nami nie ma – w pewnym momencie powiedział Bobasek, a później wpadł w dudniący do dzisiaj w moim umyśle szloch.

Świadomość, która wdarła się w końcu do naszych umysłów, wywoływała we wszystkich uwewnętrzniany i uzewnętrzniany skowyt, na który każdy zupełnie bez skrępowania mógł sobie pozwolić. 

Lekkie drgawki Kaja po 22. zamieniły się w przerażająco wyglądające drżenie całego zesztywniałego ciała. M. siedział na kanapie i tulił go do siebie. Kiedy Kaj zaczął wyć, podjęliśmy decyzję – bardzo trudną, ale jedyną słuszną. Baliśmy się, że widok odchodzącego w ten sposób psa wywoła traumę wśród młodszych świadków tego strasznego zdarzenia.

Zadzwoniłam do całodobowej kliniki. Pan, który odebrał telefon, zapytał o diagnozę, o chorobę Kaja, której nazwy nie umiałam podać. Tydzień wcześniej mieliśmy w domu zdrowego psa, a teraz musieliśmy się z nim rozstać. Nie zdążyłam się oswoić ani z tym faktem, ani z nazwą dolegliwości, która ostatecznie nam go zabrała. 

– Przewlekłe coś – powiedziałam wtedy – Coś z nerkami.

– Dobrze – odparł pan – Proszę przyjechać i przywieźć ze sobą dokumenty medyczne.

Wyruszyliśmy. Zatrzymaliśmy się samochodem przed przejściem dla pieszych, aby przepuścić przechodnia. Wyprowadzał właśnie swojego psa na spacer, a my naszego wieźliśmy na śmierć. Gdy po jakimś czasie rozmawialiśmy o tym zdarzeniu, wszyscy przyznaliśmy, że ten widok uderzył w sam środek obolałego serca każdego z nas.

W całodobowej klinice czekali na nas pan, z którym rozmawiałam przez telefon, i pani, która miała dokonać eutanazji. Chciała poprosić o dokumenty, ale kiedy zobaczyła Kaja, zrezygnowała.

– To ostatni etap zatrucia toksynami. Mózg został zaatakowany – powiedziała – Ale proszę się nie martwić, piesek nie cierpi. To reakcje neurologiczne.

Siedziałam z Kajem na krześle, a cała reszta stała obok. Pani wstrzyknęła najpierw środek zwiotczający mięśnie, który spowodował, że Kaj ułożył się mięciutko w moich ramionach. Jak kiedyś. Jak zawsze. Następnie podała silnie znieczulający preparat, a później ten, który miał przerwać nić między nami. Czułam spowalniający rytm serca, spokojny, cichnący oddech, ciepło jego ciała. Przez krótką, ostatnią chwilkę.

Pani pozwoliła nam z nim jeszcze jakiś czas zostać, później wróciła i bardzo delikatnie powiedziała:

– Zabiorę go już, bo nigdy się z nim nie rozstaniecie.

Kaj odszedł o 23.30 wtulony w moje ramiona, w otoczeniu całej rodziny. Tylko tyle mogliśmy mu wtedy dać...

wtorek, 26 marca 2024

wtorek

We wtorek rano, 27 lutego, rozpoczęła się agonia, co zauważył lekarz przyjmujący Kaja do kliniki po zmierzeniu mu temperatury, która wyraźnie spadła. Gdy otrzymałam tę wiadomość od mojej drugiej Pełnej Połówki, szykowałam się akurat do pracy. Przemieszczałam się po domu, pakując wszystko, co konieczne do zajęć, a Nieletnia biegała za mną z papierem toaletowym i wycierała łzy w kształcie wielkich krokodylich łez wypływających mimowolnie z moich oczu.

Baliśmy się wszyscy i chyba nikt z nas nie był w stanie przyjąć prawdy do świadomości. Targowaliśmy się w myślach z losem i prosiliśmy o cud. Wysłaliśmy w przestrzeń miliony ciepłych słów i pragnień, błagając wszechświat o wsparcie. Gorliwości naszych wewnętrznych modlitw nie da się zmierzyć.

O 20.00 znów zjawiliśmy się w klinice po odbiór Kaja. Zanim nam go wydano, pani w recepcji zapytała, czy chcę porozmawiać z dyżurującym lekarzem.

– Nie wiem – odparłam najpierw, żeby za chwilę dodać – Nie. Nie, dziękuję. Jutro porozmawiam.

Nie chciałam po raz kolejny usłyszeć, że zaleca się eutanazję, wystarczy, że znów ta informacja znalazła się w karcie wypisu z kolejnego, dopiero drugiego!, dnia leczenia. I po raz kolejny usłyszeć, że nie ma nadziei. Nie byłam gotowa na przyjęcie prawdy i chyba wydawało mi się, że jeśli nie zostanie wypowiedziana, nie może się ziścić.

Kaj nas zaskoczył. Gdy pielęgniarka przyniosła go do nas, podniósł wysoko głowę i ucieszył się na nasz widok. Nasz Kajutek! Tak bardzo obecny!

Po powrocie z kliniki wniosłam go do dużego pokoju i położyłam na kanapie. Wszystkich nas uraczył świadomym spojrzeniem, jakby cieszył się naszą obecnością. Później poszedł napić się wody. Sam! Przechodząc przez pokój i zbliżając się do drzwi wyjściowych do ogródka, zamerdał ogonem. Z radością! Widzieliśmy tę radość w nim całym.

A w nas? Szczęście nie do opisania. Nadzieja wróciła i rozpierała nasze serca. 

Te noce, tylko dwie, kiedy Kaj walczył o życie, a my razem z nim, spędziłam na dole na kanapie, żeby cały czas mieć go na oku. Nigdy nie lubił być sam. W ciągu dnia, gdy przysypiał, układał się razem z kotem, w nocy lądował razem z nami w łóżku. Wtedy też wzięłam go do siebie, żeby był blisko, ale około pierwszej zaczął się oddalać. Nie chciał leżeć obok mnie, odsunął się też od Mila, który chciał położyć się obok niego na legowisku, i schował w budce pod stolikiem. Ledwo powłóczył nogami, gdy się przemieszczał. Chwiał się na boki, nie mogąc utrzymać równowagi. 

Tamtą radość, którą mieliśmy w sercach, gdy Kaj przywitał się z nami po dniu spędzonym w klinice, zachowam w swojej pamięci do końca życia. Choć już wiem, że było to pożegnanie...

poniedziałek, 25 marca 2024

poniedziałek

Ciągle czuję zapach Kaja. Zanim otworzę drzwi wejściowe do domu, wracając na przykład z pracy, oczami wyobraźni widzę go czekającego za szklanymi drzwiami oddzielającymi korytarzyk od reszty domu. A później pojawia się ból. Nagłe ukłucie, które natychmiast przywraca mój umysł do rzeczywistości. 

Kiedy w poniedziałek, 26 lutego, pojechałam z psem po odbiór wyników krwi i na badanie USG, dreptał obok mnie na swoich łapkach. Wieczorem, tego samego dnia, gdy odbieraliśmy go z kliniki, wynosiliśmy ledwo żywe, bezsilne zwierzę na rękach, ponieważ nie miało już siły samo iść. 

Czułam niepokój, wczesnym rankiem wchodząc do gabinetu, ale żadną miarą nie spodziewałam się tego, co za chwilę usłyszę.

– Proszę usiąść – powiedziała wtedy pani weterynarz i w momencie moje nogi same się pode mną ugięły. Nie musiałam wkładać żadnego wysiłku w zmianę pozycji – Wyniki są tragiczne. Kaj nie ma właściwie szans na przeżycie. Zalecam eutanazję.

Mój wzrok przemówił za mnie, dlatego pani weterynarz mówiła dalej:

– Mogę zaproponować leczenie, ale piesek ma słabe serduszko, które w każdej chwili może odmówić posłuszeństwa. Z takiego stanu bardzo, bardzo rzadko udaje nam się wyprowadzić jakieś zwierzątko. Mówię pani o tym już teraz, bo badanie USG jest kosztowne, nie chciałabym pani wpędzać w koszty. 

– Tak – odparłam natychmiast, nie kontaktując się z drugą Pełną Połówką i nie konsultując decyzji. Ta decyzja była odwracalna, więc dałam sobie prawo do samodzielnego podjęcia jej – Chcemy zrobić USG i chcemy go leczyć.

Pani weterynarz, widząc moją twarz i zaszklone oczy, spojrzała na Kaja z wyraźną troską, i biorąc go ode mnie, powiedziała:

– Podjęła pani dobrą decyzję. Trzeba próbować.

Tymi słowami dodała mi otuchy. Chyba wiedziała, jak to wszystko się skończy. Wiedziała na pewno, ale pozwoliła nam zawalczyć o jego życie. 

– Jeśli jego stan się pogorszy, nie pozwolimy mu cierpieć – dodała, odchodząc z Kajem na rękach w czeluści kliniki. 

Nigdy nie zapomnę postawy pani weterynarz, jej taktu i ciepła. Profesjonalnego i ludzkiego podejścia do mnie, ludzkiego podejścia do Kaja...

niedziela, 24 marca 2024

ukulturalnianie

Ukulturalnialiśmy się dzisiaj z moją drugą Pełną Połówką. Także ten. Płaszczyk w pepitkę, spodnie w kancik i lekierowane botki. Właściwie BUTY powinnam wymienić jako pierwsze. 

Teatr.

Wsiedliśmy do samochodu, jedziemy.

– Zamknąłeś drzwi na klucz? – pytam kontrolnie.

– Nie. A po co? – odpowiada jak zwykle ze spokojem w głosie.

– A jak nam ktoś ukradnie dzieci?

– Potrzyma dwa dni i odda. Jeszcze dopłaci, żebyśmy je wzięli z powrotem.

Hue, hue, hue.

sobota, 23 marca 2024

życie

Na taki dzień jak dzisiaj czekałam od dawna. Ogrzały mnie promienie słońca i otulił śpiew ptaków zwiastujących coraz cieplejsze dni. Zrobiliśmy w ogródku zabezpieczenie dla kota, żeby wciąż pozostał kotem niewychodzącym. Boimy się, że mógłby wyruszyć w świat i zarazić się jakąś chorobą albo paść ofiarą nieprzewidzianego zjawiska. Ot, lęki i wieczne starania mające zwiększyć bezpieczeństwo wszystkich otaczających mnie bliskich istot. 

W domu pierdolnik, bo ruszamy z izolacją dachu. 

Codzienność. 

Życie, 

które warto przeżyć.

środa, 20 marca 2024

wnioski

Zdaniem Tippinga, autora Radykalnego wybaczenia, wszyscy ludzie, których spotykamy na swojej drodze, są duchowymi towarzyszami w wędrówce do wewnętrznego rozwoju. Pewne sytuacje – zadziwiająco podobne do siebie, chociaż dotyczące zupełnie innych relacji – zdarzają nam się dopóty, dopóki nie zobaczymy, w czym tkwi problem. Dopiero dostrzeżenie go i zrozumienie, że wszystko, co się dzieje, służy naszemu dobru, pozwala zamknąć cykl powtarzających się zdarzeń. Z ulgą i z wdzięcznością.

W swoim życiu wchodziłam w bliższe relacje z dwoma typami ludzi. Tymi, którzy pokazali mi, jak należy mnie kochać, i tymi, dzięki którym dostrzegłam, jak bardzo siebie nie kocham. Jedni i drudzy ujawniali to poprzez swoje postawy. Oczywiście wielu z nich prezentowało wobec mnie oba aspekty jednocześnie. Jak już zdarzyło mi się wspomnieć, w życiu nic nigdy nie jest tylko czarne albo białe. Okazali się znakomitymi nauczycielami, za co serdecznie dziękuję. Prawda na własny temat, wcale niełatwa, jaka docierała do mnie na różnych etapach życia, ostatecznie zawsze okazywała się uzdrawiająca. Dopiero jej odkrycie pozwalało mierzyć się ze stosowanymi przez lata mechanizmami postępowania i zaakceptować siebie taką, jaka jestem, ale też dokonywać koniecznych zmian. Mogłam dzięki temu okazać sobie wsparcie i zrozumienie. Z wyrozumiałością spojrzeć na pewne sprawy i wyciągnąć wnioski. Myślenie, że odpowiedzialność leży tylko po jednej ze stron, gdy w relacji dzieje się coś złego, jest błędem. Zawsze należy ją rozdzielić między dwie osoby, które być może przyciągnął do siebie wszechświat, by mogły wzajemnie się uzdrowić.

Oczywiście mam wiele zastrzeżeń do teorii Tippinga, nie ze wszystkim się zgadzam, ale umiejętności dostrzegania własnych błędów i patrzenia na nie z szerszej perspektywy nauczyłam się właśnie od niego. Prowadzi to do wyzbycia się żalu zarówno względem siebie, jak i wobec drugiego człowieka. Nie ma winnych i nie ma ofiar – wszyscy są nauczycielami.

Z pełnym przekonaniem dziękuję wszystkim ludziom, którzy przysłużyli się mojemu rozwojowi, za dobre i złe doświadczenia, za budowanie ze mną relacji, za okazaną mi na poziomie duchowym miłość. Nigdy wcześniej nie miałam do siebie tyle szacunku, ile mam teraz. Nigdy wcześniej nie kochałam siebie tak bardzo jak teraz! Wyrażam głęboką wdzięczność, że zgodzili się być częścią mojego życia.

Milowy krok w kierunku samopoznania za mną. Ciekawe, co jeszcze ofiarują mi życie i ludzie. Nie boję się być trzciną na wietrze.

wtorek, 19 marca 2024

od serca dla serca

Ziębuszka przekazała przez Akrobatę maty, których za szczeniaka nie zużyła Koko. Uwielbiam prezenty i ukrytą w nich życzliwość – tak właśnie widzę ten podarunek. Dziękuję z całego serca.

Wniosek: 

Gaja może teraz lać na potęgę!


PS Jakiś czas temu pisałam o naszym spoiwie, serce mi pęka na myśl, że już go nie ma. Na szczęście teraz łączą nas SUKI!

poniedziałek, 18 marca 2024

wartości

– Coś ze mną nie tak – powiedziało posmutniałe Serce – Nie umiem znienawidzić.

– Dlaczego chcesz znienawidzić? – zapytał z zainteresowaniem Rozum.

– Wtedy byłoby mi na pewno łatwiej.

– Może i tak. A co pojawia się zamiast nienawiści?

– Przede wszystkim współczucie i zrozumienie.

– I bardzo dobrze – skwitował Rozum – Karmisz właściwego wilka.

– I co z tego, jeśli nie zmienia to mojej sytuacji? – zaprotestowało lekko Serce.

– Nie zmienia, i owszem, ale udowadnia, że wciąż masz w sobie wartości, które cenisz.

niedziela, 17 marca 2024

czasami człowiek musi, inaczej się udusi

Wyżyłam się dzisiaj w roli matki.

I w kuchni.

I w ogóle się wyżyłam. 

Bo potrzebowałam 😉



Palce lizać 😋

[...]

 Mam w rękach cały świat. 

Wracam myślami do chwil sprzed lat i dziękuję losowi za to, że mogłam je przeżyć. Strasznie szkoda, że czas tak szybko płynie.

piątek, 15 marca 2024

spokój

znalazłam błogi spokój 

w bezkształtnej formie

w lesie pełnym jodeł

w kawałkach klejonego serca


trzymam go teraz w domu

w zakamarkach jaźni

w zaciśniętej dłoni

w sobie 

środa, 13 marca 2024

ściana

Bobasek znów przemówił sercem...

ŚCIANA

Nagły huk.
W naszej ścianie powstała dziura. Nie sposób jej nie zauważyć. Nic jej nie załata, nie istnieją cuda. Byłem gotów burzyć całą ścianę, potem chciałem patrzeć w otchłań. Myśleć o niegdyś pełnym stanie. Nie każdy jednak ma dość siły, aby trzymać taką pustkę.

Ma powstać ściana nowa, od zera. Dla mnie wpierw nie do pomyślenia. Co ze starą, co z jej utrzymaniem? Co się stanie, gdy uwagę od niej odwrócisz na obiekt będący zupełnie nowy? Prawda zarośnie, zniszczeje, to, co wiem, że się zawsze dzieje, ale nie myślałem, że pozwolimy na to tak szybko, tak gwałtownie.

Czy w porządku jest żyć bez bólu, bez przygniatającej pustki w chwilę po tym ciosie? Tego nie wiem, ale może i z mniejszym bólem, niż bym chciał czuć, wciąż nie pozwolę zostawić dawnej budowli w czeluściach zapomnienia, bez wspomnienia jej istnienia.

Czy byłbyś zły, gdybym się cieszył?
Czy miałbyś mi za złe mój spokój?
Czy wybaczyłbyś nam to zastępstwo?

Będę krzyczeć, wierzyć i rzucać: to żadne zastępstwo! Nic go nie zastąpi. 

Czymże to niby jest?

Może też nie powinienem odpowiadać...

wtorek, 12 marca 2024

dawcy

Pozostaję w kontakcie z wieloma ludźmi – jedni są mi bliżsi, inni mniej – i każdy człowiek wnosi do mojego życia coś dobrego. Przyjaciele pokazali mi, że o miłość, troskę, uwagę i wsparcie po prostu się nie prosi. Jeśli ktoś jest gotowy ci je dać, daje. Może i chce. W czasach narastającego egocentryzmu ośmielam się stwierdzić, że:

Życie opiera się na wzajemności, a wartość człowieka określa to, jak dużo od siebie daje. Światu, ludziom, sobie...



poniedziałek, 11 marca 2024

reanimacja

Przywróciliśmy życie naszemu domowi. 

Reanimacja kota – pomyślna. 



Przedstawiam Państwu Gaję! 

(Milo i Gaja)



Dlaczego suczka? 
Kaj był wyjątkowy i chcemy, żeby taki pozostał w naszej pamięci.
Potrzebujemy kochać i być kochani, dlatego w naszym domu pojawiła się Gaja.

Za serce chwycił nas i przekonał znaleziony w sieci
TESTAMENT KOCHANEGO PSA:

Ludzie, nim odejdą, zapisują w testamencie swój dom i wszystko, co mają, tym, którzy zostają.
Gdybym mógł swoimi łapkami zrobić to samo, moja ostatnia wola wyglądałaby tak:

– mój szczęśliwy dom,
– miseczkę i posłanie,
– kolana, na których kładłem głowę,
– ręce, które głaskały,
– głos, który mnie wołał,
– serce, które mnie kochało, zapisuję w ostatniej woli głodnemu, chudemu, smutnemu, przerażonemu Psu w potrzebie.

Kochany Człowieku, Twoja miłość to wszystko, co miałem, więc po moim odejściu nie mów: „już nigdy nie pokocham innego psa”, lecz wypełnij mój testament i daj wszystko, co miałem, komuś, kto tego bardzo potrzebuje.
Twój Pies.
------------

niedziela, 10 marca 2024

psia miłość

Jeśli ktoś raz przeżył psią miłość, nie może bez niej żyć. Już to wiem. W ciągu ostatnich kilku dni przytrafiły mi się dwie sytuacje, które zdziwiły nie tylko mnie, ale przede wszystkim właścicieli czworonogów. Kiedy mała jorczka – już ośmioletnia – wybiegła do mnie z podwórka i położyła się na plecach przy moich nogach, żebym mogła pogłaskać ją po brzuszku, właścicielka przecierała oczy.

– Ona nigdy nie robiła takich rzeczy. Ma ogromny dystans do obcych.

Kilka dni wcześniej, w bardzo podobnej sytuacji, inny właściciel psa, gdy jego pupil podbiegł do mnie i z radością się przywitał, a później wyłożył się na plecach w wiadomym celu, powiedział:

– Wy się chyba już znacie – z ogromnym zdziwieniem w głosie – On się nigdy tak nie zachowuje.

Nie, nie znamy się. Wciąż mam w sobie bardzo dużo bólu i tęsknoty. Próbuję skleić kawałki serca. Może psy to wyczuwają.

Weekend, gdy jest ciepło i świeci słońce, to weekend stracony. Bez porannego spaceru? Bez smyczy?

Jeśli ktoś raz przeżył psią miłość, nie może bez niej żyć. Już to wiem. 

Pamiętam nasz pierwszy spacer z Kajem, przeżycie nie do opisania.



czwartek, 7 marca 2024

pokrewieństwo

Dziwna sprawa. W poniedziałek, gdy pojawiłam się w pracy, nie było ani jednego z moich uczniów, z którymi miałam akurat mieć lekcje. Usiadłam więc w pokoju nauczycielskim i smęcę:

– Niepotrzebnie przyjechałam na 7.45.

– Bez sensu – reaguje Kali – To pierwsza lekcja. Mogłabyś pospać godzinkę dłużej. 

– Plus jest taki, że możesz teraz posiedzieć i nic nie robić – dodaje Rufus.

– To żaden plus. Zmarnowany czas. Nie wolałbyś spać dłużej i przyjechać godzinę później? – dyskutuje Kali.

– Pewnie, że bym wolał – odpowiada – Lubię dużo spać, ale lubię też nic nie robić.

– O – ożywia się Kali – Jesteś chyba moim dalekim kuzynem.

A ja siedzę i ryczę ze śmiechu. 
Mam podejrzenie, że wszyscy jesteśmy spokrewnieni.

środa, 6 marca 2024

promyczek

Przez szczelinę pochmurnego nieba zajrzało dziś do mnie słońce. Mocne, silne, energetyczne. Pozwoliłam promieniom rozgościć się w moim sercu.

poniedziałek, 4 marca 2024

pamięci Kaja

Autorem poniższego tekstu jest Bobasek. Dzięki jego uprzejmości mogę go opublikować. Mogę i bardzo chcę.

POGODA

Nowy dzień wstaje, w pełnym blasku obejmując ciepłem swych promieni każdego, kto wyjdzie mu na spotkanie.
Cudowne powitanie.

Przewrotność i markotność pogody nie pozwala jednak na każdy dzień w jasności. Przychodzą chmury, spada deszcz, przeszywa zimno i skraca się dzień. Wszystko jednak wraca do normy. Do czasu, gdy słońce – źródło życia – przesłania mgła. Ta z początku błaha, ledwie widzialna. Myślisz, że nieco nachalna, ale przecież odda ci na powrót blask energii, która w ruch wprawia twój świat.
Ignorujesz ją.

Ona jednak niewzruszona twoim stanem wypełnia coraz większą barierę między życiem i świetlistym spojrzeniem.
Przeważa mrok.

Nie rozumiesz, skąd to nadchodzi. Szukasz przyczyny, rozwiązania.
Próżne poczynania.

Nie ty jesteś w mocy przy tej diabelskiej przemocy. Jesteś zły na słońce, że nie umie zwalczyć tej przeszkody.
Opadasz z sił.

Nie widzisz już światła. Nie widzisz pomocy. Wierzysz w cuda.
Ułuda.

Gdy świat twój wkoło obumiera, krzyczysz, błagasz, nic to nie zmienia. Łapiesz i próbujesz chronić ostatnie oznaki życia w niedoli.
Aż nie poznajesz.

Nie poznajesz już twego skarbu, skarb nie widzi już ciebie.
Odwracasz wzrok.

Nie chcesz tego widzieć. Bierzesz za rękę swoją skrzywdzoną, biedną, bliską ci tak rzeczywistość, na której wyrosło twoje zewnętrzne ognisko.
Dziękujesz za wszystko.

Na rozstaju odwzajemniasz pożegnalne spojrzenie. Pozwalasz odejść, kończy się cierpienie.
Kompan wspaniały.

Mogłeś doświadczać przeróżnych nieprzyjemności, ale teraz nie rozumiesz swej złości. Tęsknisz za każdym drobnym szczegółem, mimo że jeszcze chwilę temu gniew brał górę. Wspaniałe były wszystkie niedoskonałości. Gdybyś mógł, to nawet je same byś gościł.

Byłeś genialnym, bliskim towarzyszem. Dziękuję Ci za wszystkie wspólne chwile. Dziękuję Ci za swe pogodne oblicze, za radość, jaką tchnąłeś w nasze życie, za to, że nadałeś kolorów szarości. Twoja radość tak ekspresywna była ciepłem w chłodzie nocy. Pocieszne dreptanie z charakterystycznym stukaniem w akompaniamencie Twego tańca z głową rozhuśtaną jak wachlarz emocji dręczących mnie teraz – po Twoim niespodziewanym odejściu. Twe wsparcie niezrównane z niczym, bezinteresowne i tak miłe, że wydawało się czymś, co zawsze będzie dawało nam siłę. Teraz nie możesz już go dać. Jednak więcej zrobić nie mogłeś, dałeś nam wszystko, o czym mogliśmy marzyć. Pamiętaj, że nie przepadłeś, bo do końca będziesz z nami. Niesiony w sercach. Z pamięcią o Twej miłości nie damy się żadnej przeciwności. Dla Ciebie, Drogi Przyjacielu, idę dalej przed siebie.
Mimo zwątpienia w sens istnienia.

Serce klęka...

niedziela, 3 marca 2024

wdzięczność

– Gdybyśmy w ogóle nie mieli Kaja, nie musiałabym teraz tak bardzo cierpieć – pełna rozpaczy powiedziałam w rozmowie z moją drugą Pełną Połówką – Czuję, jakby ktoś oderwał brutalnie jakąś część mojego ciała.

– Naprawdę myślisz, że ból, jaki teraz przeżywasz, to za wysoka cena za to, co Kaj wniósł do naszego życia? 

– Chcesz przez to powiedzieć, że ten ból jest miarą miłości?

– Właśnie tak.

Zamilkłam na chwilę, żeby później dodać:

– Jeśli tak na to spojrzeć, to mój ból nie dorasta do pięt miłości, jaką Kaj nas obdarował.

Ta rozmowa wiele zmieniła. Poczułam nagle ogromną wdzięczność i zrozumiałam wreszcie (uff! lepiej późno niż wcale) sens poniższych słów:

Ziębuszka
Dzięki Wam przeżył wspaniałe życie pełne miłości i radości. I odwzajemniał się tym samym.

Bibi
Wiem, to strasznie boli... Ale byliście z nim całe jego szczęśliwe życie... Nie mógł trafić lepiej.

Czy to przypadek, że napisały to Psiary? 
Mam wspaniałych, mądrych ludzi obok siebie, którzy pokazali mi, co naprawdę się liczy. Z całego serca dziękuję.

sobota, 2 marca 2024

kocie poszukiwania

Zwiedził już wszystkie zakamarki domu. Zajrzał do szafy, do pralki i do garażu. W ogródku pobył zaledwie dwie chwile – jak nigdy – i wrócił, by szukać dalej. Oplata się ciągle wokół moich nóg i czeka, z wyraźną tęsknotą w oczach, na cud. 

Jak mu wytłumaczyć, że cudu nie będzie?




piątek, 1 marca 2024

czekam na wiatr

Gdy w czerwcu pojawił się w naszym domu Milo, powiedziałam:

Teraz dopiero czuję, że nasza rodzina jest pełna

Mieliśmy wszystko, dlatego wielokrotnie wyrażałam w myślach ogromną wdzięczność do losu, do Boga. Gdy całkiem niedawno przeżywałam bardzo trudne chwile, przetrwałam je tylko dzięki temu, co mnie otaczało. Dzięki rodzinie i przyjaciołom. 

Mam wrażenie, jakby nad moim domem zawisły ciemne chmury.

Skończyła mi się pojemność na ból.