czwartek, 28 sierpnia 2025

nowy rok

Podczas egzaminu poprawkowego z języka polskiego uczeń zrezygnował z odpowiedzi na dwa pytania. Miał do tego prawo.

– Czy na pewno rezygnujesz z odpowiedzi na te pytania? – zapytała pani dyrektor siedząca razem z nami (dwiema polonistkami) w komisji.

– Na pewno – odparł uczeń pewnie i bez zastanowienia.

– Czy to twoja ostateczna decyzja? – dopytała jeszcze.

– Tak.

Milionerzy? Czy inny tego typu program? Sama nie wiem, ale z powodu skojarzenia roześmiało mnie w środku.

Życzę sobie szczęśliwego nowego roku! 

cień

Żeby uwolnić się od cienia, 

trzeba stanąć w ciemności.

wtorek, 26 sierpnia 2025

taniec szczęśliwych cieni

Prawie dwa lata temu otrzymałam od Iskry książkę. Byłam bardzo zaskoczona, a jednocześnie zaciekawiona tym, co jest w niej napisane. Zawsze wydawało mi się, że osoba, która pożycza albo daje mi jakąś książkę, dzieli się kawałkiem swojej wrażliwości. I w tym przypadku na pewno się nie pomyliłam. 


Taniec szczęśliwych cieni to te momenty w życiu, które wplecione są w codzienność i zdarzają się bez zapowiedzi, a pozostawiają nas z wrażeniem ciepła, spokoju, spełnienia i szczęścia. Są niczym innym jak właśnie iskierką nadziei rozjaśniającą mroki istnienia.

Książka składa się z opowiastek dotyczących różnych bohaterów i ich doświadczeń. Każdy rozdział to osobna historia otwierająca na nowo i zaspokajająca ciekawość. Autorce, oprócz wspomnianej wyżej iskierki nadziei, udało się wydobyć okruszek dobra z każdej, nawet bardzo przykrej, sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie historyjek. 

Jednym z cieni, tych dobrych, tańczących, z mojej przeszłości jest moment, gdy miałam kilka lat. Sześć, może siedem, nie więcej. Było lato i bawiłam się akurat na dworze, kiedy przydarzył mi się wypadek. Z powodu zbyt szybkiego biegu straciłam równowagę i rozbiłam sobie kolano. Chociaż bardzo mnie bolało i sączyła się krew, nie płakałam. Kucnęłam, przyłożyłam do niego babkę, o której wiedziałam, że ma właściwości lecznicze, i wtedy właśnie podszedł do mnie nieznajomy pan – sądzę, że mógł mieć jakieś 30 lat.

– Co się stało? – zapytał miękkim, ściszonym głosem, a potem pochylił się nade mną, okazując przy tym szczerą troskę, co wprawiło mnie w głębokie osłupienie.

W odpowiedzi odsunęłam pseudoopatrunek i pokazałam rozbite miejsce. 

– Straszna rana. To naprawdę musi nieźle boleć – powiedział, a ja poczułam się jeszcze bardziej oszołomiona. 

Po chwili zrobiło mi się niewyobrażalnie smutno, tak bardzo, że aż ścisnęło mnie w gardle. Jakby ktoś nagle wbił dłuto w sam środek takiej rany, która spoczywa na samym dnie krwawiącego i obolałego serca, i której nie widać gołym okiem. Pomyślałam od razu, że to przecież nic wielkiego – ot, skaleczone kolano. Byłam też pewna, że sama jestem sobie winna, biegłam przecież za szybko, więc nie mam nawet prawa rozczulać się nad sobą. 

Pan obmył mi ranę wodą z butelki i przyłożył do niej chusteczkę. 

– Już troszkę lepiej? – zapytał po chwili, a ja na znak potwierdzenia kiwnęłam głową – Nie martw się, do wesela się zagoi.

Boże Drogi, jak mi się wtedy zachciało płakać…

niedziela, 24 sierpnia 2025

powtóreczka

Przeczytałam ponownie Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall. Z tego samego powodu, z jakiego sięgnęłam znów po lekturę Człowieka w poszukiwaniu sensu –przygotowuję się do lekcji. Nie wiem, czy wiecie, ale w każdej klasie, nawet niehumanistycznej, zdarzają się czasami literaturowi pasjonaci, a z 4. klasą rozpocznę nowy rok od omawiania tekstów czasu wojny i okupacji – chętnie wtedy polecę również inne pozycje, spoza listy lektur, które traktują o podobnych doświadczeniach. Książka Viktora Frankla jest dobra, nie tylko ze względu na jej treść, ale również ze względu na oszczędność drastycznych opisów. Myślę, że zainteresowanym może się spodobać.

Bywają czasami sytuacje, kiedy nieliczni uczniowie sięgają do zaproponowanych przeze mnie tekstów. Po ich lekturze przychodzą do mnie i dzielą się wrażeniami, i zawsze wtedy zawiązuje się jakaś ciekawa dyskusja między nami, Tak, Frankl na pewno taką wywoła.

Cechą ludzką jest zapominanie, dlatego zdarza się, że treść niektórych lektur muszę sobie odświeżyć. To zadziwiające, jak wiele szczegółów może utknąć w niepamięci. Plusem dodatnim ponownego sięgnięcia po książkę, którą już kiedyś się czytało, jest to, że zawsze (ZAWSZE!) wydobywa się z niej jakieś nowe treści. Dzielę się nowymi i starymi odkryciami 👇

💫💫💫💫💫

Nie denerwowałem się  pewnie dlatego, że właściwie nic nie mogło się zdarzyć. Nic większego niż śmierć, zawsze chodziło przecież o śmierć, nigdy o życie. Być może tam wcale nie było dramatu. Dramat jest wtedy, kiedy możesz podjąć jakąś decyzję, kiedy coś zależy od ciebie, a tam z góry wszystko było przesądzone.

💫💫💫💫💫

Śmierć w komorze gazowej nie jest gorsza od śmierci w walce; niegodna śmierć jest tylko wtedy, kiedy się próbowało przeżyć cudzym kosztem.

💫💫💫💫💫

Ludzie garnęli się wtedy do siebie jak nigdy przedtem, jak nigdy w normalnym życiu. [...] O to właśnie chodziło: żeby był ktoś, kto gotów jest zasłonić twój brzuch własną ręką, jeśli zajdzie potrzeba.

💫💫💫💫💫

[...] czy ludzie się kochali. Otóż być z kimś to była w getcie jedyna możliwość życia. Człowiek zamykał się w drugim człowieku – w łóżku, w piwnicy, gdziekolwiek – i do następnej akcji już nie był sam.

💫💫💫💫💫

Jakie niebo? Jaki Bóg? Ty nie widzisz, co się dzieje? Ty nie widzisz, że Boga już dawno tu nie ma? A jeżeli nawet jest  staruszek zniżył głos – to on jest po ICH stronie.

💫💫💫💫💫

Oczywiście, każde życie kończy się i tak tym samym, ale chodzi o odroczenie wyroku, o osiem, dziesięć, piętnaście lat. To wcale nie jest mało. Kiedy córka Tenenbaumowej przeżyła dzięki numerkowi trzy miesiące – uważałem, że to dużo, bo przez te trzy miesiące zdążyła się dowiedzieć, czym jest miłość.

💫💫💫💫💫

opóźniony zapłon

Smutna wiadomość obiegła przedwczoraj świat mediów, dlatego mówię informacyjnie do M.:

– Wiesz, że wczoraj zmarł Stanisław Sojka?

– Bez sensu – odpowiada M., a ja wyrapiam gały z zaskoczenia jego reakcją.

– Co bez sensu? Umarł sławny człowiek.

– Ciągle informują, że umarł ktoś sławny, a dlaczego nie powiedzą, że ktoś sławny  się urodził? 

Taka reakcja mogła być wynikiem przesytu tego typu wiadomościami, dlatego dopytuję:

– Jak to ciągle informują?

– A tak to. Najpierw Joanna Kołaczkowska, a teraz Stanisław Sojka.

– To Joanna Kołaczkowska nie żyje? - pytam z niedowierzaniem i odpalam przeglądarkę, żeby się przekonać.

I dopiero teraz do mnie dotarło. Wreszcie rozumiem, skąd wakacyjna opowiastka, jaką przesłała mi Ziębuszka. Napisała wtedy: "Pamięci Joanny Kołaczkowskiej, pięknej i niezwykłej duszy 🤍". I jakoś nie o takiej pamięci pomyślałam, tylko o pamiątkcę na naszym czacie, żeby mogła zająć między nami miejsce. (Braku wyobraźni nie możecie mi chyba zarzucić – matko, prosty komunikat!). Gdy to się stało, byliśmy akurat w Stegnie i mieszkaliśmy w domku, w którym prawie nie było zasięgu. Miałam go za to na plaży, ale wtedy nie miałam głowy do przeglądania bieżących informacji. Skupiałam się raczej na odpisaniu na zaległe wiadomości albo raportowaniu, co u nas.

Zawsze jest smutno, kiedy umiera człowiek. Ktoś komuś bliski i niezastąpiony.

piątek, 22 sierpnia 2025

człowiek w poszukiwaniu sensu

Są książki, do których wracam wiele razy i za każdym razem odkrywam w nich nowe sensy. Jedną z nich jest właśnie Człowiek w poszukiwaniu sensu Viktora Frankla. Same doświadczenia więźniów obozowych wpędzają mnie w stan głębokiej zadumy, a jej moc pogłębiają psychologiczne analizy autora, które moim zdaniem warto znać. 

To książka, którą czyta się z zapartym tchem, bólem, niemocą i bezsilnością. Są sytuacje w życiu człowieka obfitujące w tak niewyobrażalne cierpienie, że przechodzi to ludzkie pojęcie. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie ma żadnego sposobu, żeby się przed tym cierpieniem uchronić, jest ono bowiem nieodłączną częścią każdego ludzkiego istnienia. 
I wcale nie muszą to być doświadczenia obozowe – każdy z nas podąża swoją ścieżką, na której nie brakuje bólu.

Autor zastanawia się nad sensem życia w najbardziej bezsensownych okolicznościach i dochodzi do wniosku, że jeden uniwersalny sens nie istnieje, musi go odnaleźć każdy z nas, dlatego zaleca zadanie sobie pytania: "dlaczego żyję?". To "dlaczego" jest właśnie odpowiedzią na pytanie o celowość życia. 
Ze wszystkim oczywiście się zgadzam, ale po ponownej lekturze mogę stwierdzić, że 

ŻYCIE POLEGA NA NIEUSTANNYCH STARANIACH, 

BY POZOSTAĆ CZŁOWIEKIEM,

pomimo wszystkiego, co nam się przydarza. Chodzi o zachowanie ludzkiej godności w każdej życiowej sytuacji, zarówno w obliczu codzienności, cierpienia, jak i śmierci. W tym, w jaki sposób postępujemy, objawia się nasze człowieczeństwo lub jego brak i jak stwierdził autor, zawsze jest to wynikiem wyborów, jakich dokonujemy. To, czy postąpiliśmy po ludzku, należy przede wszystkim do naszej oceny.

Frankl zwraca również uwagę na aspekt, który wcześniej mi umknął. Fragment jednej opowiastki brzmi tak:

Wyjąkałem coś na temat deptania młodego zboża, on zaś zdenerwował się, rzucił mi gniewne spojrzenie i wykrzyknął: „Co ty wygadujesz! Mało nam jeszcze odebrali? Zagazowali mi żonę i dziecko, o innych rzeczach nawet nie wspomnę, a ty chcesz mi zabronić deptania tych paru nędznych kłosów!". Tylko stopniowo można było im [ocalałym] na powrót uświadomić tę niezmienną prawdę, zgodnie z którą nikt nie ma prawa źle postępować, nawet jeśli sam został źle potraktowany.

Oczywiście zgodzę się z powyższym wnioskiem, żadne cierpienie, jakiego w życiu doświadczyliśmy, nie usprawiedliwia wyrządzonych przez nas krzywd, ale podejście autora nie uwzględnia złożoności ludzkiej psychiki, w której wykształcają się różne wzorce postępowania, czasami bardzo sztywne, często nieuświadomione. 
Czy można więc osądzać człowieka, który stał się ich więźniem? Czy taki człowiek rzeczywiście ma wybór? 

💫💫💫💫💫

[...] miłość jest najwyższym i najszlachetniejszym celem, do jakiego może dążyć człowiek.

💫💫💫💫💫

[...] droga do zbawienia człowieka wiedzie poprzez miłość i sama jest miłością.

💫💫💫💫💫

Każde, nawet najdrobniejsze szczęśliwe zrządzenie losu, budziło w nas wdzięczność.

💫💫💫💫💫

Człowiek może zatem wykorzystać szansę, jaką daje mu życie, i wzrastać moralnie na przekór temu, co się z nim dzieje, ale może też ją odrzucić.

💫💫💫💫💫

[...] nie liczy się to, czego my oczekujemy od życia, ale czego życie oczekuje od nas.

💫💫💫💫💫

Praha je krasna

W czasie naszych wakacyjnych eskapad byliśmy też w Pradze. Tym razem z córkami oraz z Piną i jej synkiem. Jak to dobrze, że mamy siedmioosobowy samochód. Wyjazd wyszedł spontanicznie, ponieważ akurat trafiła się okazja. Zresztą jeśli nie wiecie, my z reguły dziadujemy. Wybieramy najtańsze oferty, wychodząc z założenia, że i tak większość dnia spędzimy poza miejscem spania, a spanie jak to spanie i tak najlepiej udaje się we własnym domku, więc po co przepłacać. Dobre w tym jest również to, że dzięki temu stać nas na więcej wyjazdów.

Poniżej kilka fotek z Pragi. Tym razem nie zachwyciłam się nią jak poprzednio, kilka lat temu na wyjeździe z koleżankami z pracy. Praga, podobno nazywana drugim Paryżem, pozostaje w moich oczach piękna, ale zauroczona wdziękiem Budapesztu nie wzdychałam już do niej jak kiedyś. Nic to, i tak wyjechaliśmy dla dziewczyn i wszyscy razem miło spędziliśmy czas.

czwartek, 21 sierpnia 2025

Budapeszt

Ponieważ jestem zachwycona Budapesztem, postanowiłam wkleić tu kilka zdjęć. Nie oddadzą one uroku tego miejsca, mam tego świadomość, ale będą chociaż pamiątką, do której zawsze chętnie zajrzę. Miasto jest nocą pięknie oświetlone, co stanowi zapewne atrakcję turystyczną. Mogliśmy się zachwycać ze statku, na którym spaliśmy w czasie naszego pobytu, ale też w czasie wieczornego rejsu. Magia.

💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦









💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦

środa, 20 sierpnia 2025

dzień wyznawania miłości

20 sierpnia to dzień wyznawania miłości. Zgodnie z powszechną opinią, lepiej coś zrobić i później ewentualnie żałować, niż żałować, że nigdy się tego nie zrobiło. W filmowych opowieściach ukazywane są czasami historie, w których ludzie wyrzucają sobie, że nigdy nie wyznali miłości komuś, kogo bardzo kochali. Dla nich to duże słowo. Dla mnie ogromne.

Miłość według mnie to przede wszystkim postawa – ona zdradza wszystko – warto jednak od czasu do czasu przypomnieć drugiej osobie, jakie uczucie do niej żywimy. Dla niej. I dla nas.

Komu dzisiaj powiesz, że go kochasz? I czy musisz to zrobić właśnie dzisiaj? Absolutnie nie. Zrób to wtedy, gdy zechce tego twoje serce.

Jeden z momentów, kiedy moje serce zawyło "kocham", to chwila, w której urodził się Bobasek. Patrzyłam na niego wtedy, a całe moje wnętrze wypełnione było szczęściem, miłością, ale też, i może nawet przede wszystkim, troską i lękiem. Trzymałam w objęciach małe zawiniątko, całkowicie bezbronne i zdane na nas, i okrutnie bałam się, że wyrządzę mu krzywdę albo nie zdołam ochronić go przed całym złem tego świata. Jednego jestem pewna: ta miłość, jaką wtedy poczułam, była prawdziwa.

Choć niełatwo się do tego przyznawać, moje macierzyństwo podszyte było lękiem. Ogromnym, niepokonanym, który kierował często moimi działaniami. Nie wiem, czy dzisiaj, gdybym znalazła się w tej samej sytuacji, umiałabym zwalczyć go w sobie i postąpić w wielu sytuacjach inaczej niż wtedy. Teraz przynajmniej jestem bardziej świadoma jego źródeł i może właśnie to pozwoliłoby mi nie przelewać go momentami na własne dzieci.

Bobasek nigdy nie był na żadnej kolonii i wiem, że może mieć o to do mnie żal. Nie umiałam go puścić, to było ponad moje siły. Bałam się, że nie będzie mnie przy nim, gdyby tego potrzebował, a tego, że mógłby potrzebować, byłam akurat pewna. Oczywiście, że byłby wówczas pod opieką innych dorosłych osób, do których mógłby się zwrócić w razie potrzeby, tylko że ja tym innym dorosłym osobom po prostu nie ufałam. Byłam przekonana, że nikt inny nie zajmie się tak dobrze moim dzieckiem jak ja i że dla nikogo nie będzie ono wystarczająco ważne. Dziś mogę tylko przeprosić za swoje ograniczenie, ponieważ powrotu do tego, co było, już nie ma.

Nie chodzi o to, żeby siebie teraz kamienować, tylko o to, żeby wyciągać wnioski. Moja macierzyńska miłość dojrzewała, a lęk słabł, dlatego na wyjazd córek już się zgodziłam, ponieważ uświadomiłam sobie swój problem.

Kocham i jestem kochana, nie tylko 20 sierpnia, i to jest najważniejsze.

I ❤️ Budapest

Randka w Budapeszcie? Czemu nie!

Pojechaliśmy bez dzieci, ale nie sami. Spędziliśmy kilka dni w przemiłym towarzystwie i w pięknych okolicznościach przyrody. Kiedy wybieraliśmy się do Budapesztu, prognozy pogody wskazywały na deszczową aurę i znaczny spadek temperatury. Tymczasem, gdy tylko dotarliśmy na miejsce, wyszło słońce i pozostało z nami przez wszystkie dni. Nie spadła ani jedna kropla deszczu, dzięki czemu z przyjemnością zwiedziliśmy mnóstwo zakamarków tego uroczego miejsca.

Zakochałam się w Budapeszcie. To już fakt. Spośród trzech zagranicznych stolic, jakie odwiedziłam w ostatnim czasie, węgierska jest na 1. miejscu.

Nagrałam moment wjazdu do Budapesztu. W radiu leciało akurat Sorry Seems To Be The Hardest Word. Poczułam się głęboko szczęśliwa.


Poniżej załączam kilka fotek stanowiących namiastkę naszego pobytu na Węgrzech.







 

To był dobry czas.

wtorek, 19 sierpnia 2025

wzajemność

Pamiętam taką jedną z rozmów z Krysią. To było w okresie jej choroby. Gdy ją odwiedziłam, była w bardzo złym stanie, ponieważ chemia, jak to chemia, spowodowała ogromne osłabienie i spustoszenie w jej organizmie. 

– To zadziwiające, że twój mąż jest teraz w tak znakomitej formie – wyraziłam zachwyt i zdziwienie jednocześnie, ponieważ pamiętałam czasy, gdy to ona się nim opiekowała. Choruje na nieuleczalną chorobę, która momentami odbiera mu siły.

– Nie wiesz, jak to działa? – zapytała wtedy – Przecież już ci mówiłam. W związku opartym na miłości zawsze jedno staje się silniejsze, gdy to drugie podupada.

– Mówiłaś  odparłam i zamyśliłam się głęboko na dłuższą chwilę.

– I to się nazywa wzajemność – dodała i jak zwykle serdecznie się uśmiechnęła.

Najpiękniejsze w tej opowieści jest nie to, co powiedziała Krysia, choć oczywiście miała rację, ale to, że poznała w swoim życiu prawdziwą miłość. Troskę bliskiej osoby, jej wsparcie i zaangażowanie. Cieszy mnie to niezmiernie.

plażing i smażing

Czym byłby pobyt nad morzem bez pływania i plażowania? 

Cytując Mickiewicza: prochem i niczym!


Dmuchane zabawki w łapki i dawaj!

 Do wody!


Ach, i najważniejsze! Plażowała z nami Gaja!


wycieczki małe i duże

Wspominałam już wielokrotnie, że bardziej wolę góry niż morze. Tego drugiego nawet nie lubiłam, ale z czasem zaczynam się do niego przekonywać. Może dlatego, że rodzi się nad nim coraz więcej pięknych chwil i wspomnień. Wybierając się nad nie, kierujemy się przede wszystkim potrzebami młodych, ale żeby i wilk był syty, i owca cała, postanowiliśmy w tym roku zabrać rowery. Tym sposobem wszyscy byliśmy zadowoleni.

Kiedy młode jeszcze spały (a one potrafią długo!), wyjeżdżaliśmy z M. w  trasy. Zwiedziliśmy między innymi okoliczne plaże, w Sztutowie, Jantarze i Kątach Rybackich, i mogliśmy obejrzeć Przekop Mierzei Wiślanej bez konieczności uruchamiania samochodowego silnika, a jednego poranka wybraliśmy się nawet na jagody. Ja zbierałam, M. asekurował.

Co tu dużo gadać. Było pięknie i, biorąc pod uwagę zbiór jagód, z których najbardziej ucieszyła się Nieletnia i pożarła je wzrokiem, zanim jeszcze zdążyła je skonsumować, owocnie!


Jagodobranie pełną parą 😃






A rowerki grzecznie czekają 😅

💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫

Kilka ujęć z przekopu




poniedziałek, 18 sierpnia 2025

nauka spontaniczności

Wróciliśmy z plaży, to było w lipcu, gdy byliśmy w Stegnie, późna godzina, czas spać, a za płotem hałas, muza, tańce i hulańce i słyszę nagle, ku wielkiemu zaskoczeniu, rozochocony głos M.: 

– Ubieraj się, Żabka, idziemy.

Uznałam w pierwszej chwili, że żartuje, bo jak to tak, trochę lat mamy, a i postawa nasza wobec życia i okoliczności wszelkich powściągliwa raczej. 

Ale nie, nie żartował, dlatego musiałam zaprotestować. 

– Nie idziemy, to zamknięta impreza – zaprzeczyłam co sił zaraz po tym, jak złapałam się za czoło i ostentacyjnie pokręciłam głową.

– Idziemy! Jak nie dają spać ludziom, to niech wpuszczają na imprezę – nalegał M.

Wahałam się, nie wierzyłam zresztą, że to może się udać, imprezka zamknięta, a mimo to przebrałam się i podążyłam posłusznie za M. 


Podchodzimy do płotu. Za płotem strażnik.

– Mówiłam ci, że nie da rady.

– Da radę. Nie marudź – odpowiedział M. i skierował się w stronę strażnika.

A ja? Stoję i patrzę, i oczom nie wierzę. Co on, do jasnej Anielki, robi?

– Chcielibyśmy wejść na imprezę – powiedział M. głosem człowieka, który wie, czego chce od życia, i umie się o to upomnieć.

– Oficjalnie nie mogę was wpuścić – oznajmił strażnik.

– A nieoficjalnie?

– Nieoficjalnie 10 zł od osoby.

I tak to się zaczęło. Tańce i hulańce do późnej nocy! 

No takie rzeczy tylko w Stegnie.

Czy młodość przychodzi z wiekiem?

W moim przypadku na pewno.

aniołki Charliego

W czasie przeprawy kajakiem od punktu A do punktu B, czyli od Spały do Inowłodza, informowałam o swoim położeniu, ponieważ umówieni byliśmy z Ziębuszką i Sekretarzem na wieczorne spotkanie. Posiłkując się technologią, wysłałam zdjęcie, żeby wzmocnić siłę własnego przekazu. Po jakimś czasie, w ramach informacji zwrotnej, otrzymałam dwa podobne zdjęcia. A ponieważ zapowietrzyłam się na chwilę, zdobyłam się na krótką, ale myślę, że znaczącą, reakcję: Grubo!

W tym samym czasie zdjęcia otrzymała też Kazia, wieloletnia przyjaciółka Ziębuszki, której, jak się później dowiedziałam, odpowiedź była bardziej wyszukana od mojej. Nazwała nas, uwaga, ANIOŁKAMI CHARLIEGO! Czy słusznie? Sami oceńcie.










I w ten oto sposób, moi Drodzy, tworzy się coś ważnego. Zabawnego, łączącego. Każda interakcja może mieć wielkie znaczenie. Wrzucam wspomnienie do wora przyjemnych doznań.

Dawno, dawno temu były sobie trzy dziewczynki [...] i każdej z nich przydzielono bardzo niebezpieczne zadania. Ale ja je od tego wszystkiego odciągnąłem i teraz pracują dla mnie. Mam na imię Charlie!*

* cytat z filmu

niedziela, 17 sierpnia 2025

kajaki

Płynąc kajakiem, w otoczeniu pochylającej się nad rzeką zieleni i rozpościerającej się szeroko wokół niej, człowiek samoistnie wpada w stan refleksji. W moim przypadku głównie na temat miejsca, w jakim się znalazłam. Nie marzyłam o nim, ponieważ trudno wyobrazić sobie coś, czego wcześniej się nie znało. 
To miejsce to etap w życiu, do którego dochodzi się dzięki wiekowi i doświadczeniom. Dzieciaki porosły, a my, zdecydowanie rzadziej potrzebni naszym pociechom, przynajmniej już nie w takiej formie jak kiedyś, gdy nie mogliśmy spuścić ich z oczu, mając na uwadze przede wszystkim ich bezpieczeństwo, spędzamy ze sobą czas. Karmi nas nasze wzajemne towarzystwo. 

W okresie, gdy zaprzątnięci byliśmy ciągłą opieką nad młodymi, zdarzyło nam się wyrażać obawę o naszą wspólną przyszłość. Baliśmy się, że oddalimy się od siebie, że nie znajdziemy celów i aktywności obojgu sprawiających przyjemność. Tymczasem okazuje się, że pozostajemy otwarci na wzajemne propozycje i razem wykonujemy mnóstwo ciekawych czynności. Takich jak chociażby spływ kajakiem. 


☀️ ☀️ ☀️ ☀️ ☀️ ☀️ ☀️ ☀️ ☀️


Za życie! Za nas! I za jak najwięcej pięknych chwil!


młodość przychodzi z wiekiem

Andrzej Poniedzielski w śpiewanej razem z Magdą Umer piosence powiedział:

Portugalski reżyser Manoel de Oliveira, lat 99, zapytany przez dziennikarkę, czemu, mimo podeszłego tak wieku, tyle tworzy, reżyseruje, uśmiechnął się i odparł: 

MŁODOŚĆ PRZYCHODZI Z WIEKIEM

Gdy pierwszy raz usłyszałam te słowa, byłam jeszcze bardzo młodą osobą i chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę z ich znaczenia, choć same w sobie oczywiście głęboko mnie poruszyły. Miałam wówczas przed oczyma osoby w podeszłym wieku, które pomimo upływu czasu i bliskości końca wciąż czerpały z życia pełnymi garściami, realizując swoje pasje. 

Dziś widzę w nich znacznie więcej treści i sensu i potrafię przełożyć je na własne życie. Właśnie teraz, gdy czuję się spełniona jak nigdy dotąd i odczuwam głęboki wewnętrzny spokój, mocno ze mną rezonują. Cieszę się każdą chwilą istnienia i bez większego wysiłku, ale z właściwym nastawieniem, rozkoszuję się każdym jego przejawem, mając świadomość, że nie ma niczego poza tym, co tu i teraz.

Wyruszyliśmy wczoraj z M. do Zakościela i w jego okolice. We Fryszerce zjedliśmy jesiotra w towarzystwie Ziębuszki i Sekretarza, a później wspólnie udaliśmy się na plażę z drzewnym aniołem, gdzie spotkaliśmy koleżankę z pracy od dwóch Chrystusów oraz jej męża i niewiele myśląc, zdecydowaliśmy się pozostać na noc, żeby w szóstkę spędzić trochę czasu. Zanim jednak doszło do wspólnego wieczornego spotkania, z Ziębuszką i z Sekretarzem przeszliśmy w ubraniach (i w towarzystwie dwóch piesków niesionych na rękach!) od jednego do drugiego brzegu Pilicy, by dojść do miejsca, w którym Tuwim całował się z wybranką serca. Później zjedliśmy razem lody, wypiliśmy kawę, pogadaliśmy o głupotkach i niegłupotkach i rozstaliśmy się na jakiś czas, żeby zaliczyć z M. spływ kajakiem trwający trochę ponad 1,5 h. Większość z aktywności nie była nawet planowana. Pozwoliliśmy się ponieść chwili, bo MŁODOŚĆ, drodzy Państwo, PRZYCHODZI Z WIEKIEM.

nadmorskie niebo

Nadmorskie niebo robi na mnie największe wrażenie, dlatego niemal każdego dnia oglądaliśmy zachód słońca. Jest w tej chwili coś majestatycznego i kojącego. Większość pięknych zdjęć tego skrawka rzeczywistości zrobiła Nieletnia – ona, w przeciwieństwie do mnie, ma do tego rękę. Albo oko. A może jedno i drugie naraz. 





Boże, dziękuję za ten widok,
Za piękno chwili, ulotne, kruche.
Niech pamięć o nim, we mnie zostanie,
Jak promień słońca, w morskiej głuszy.

(Zachód słońca, J. Słowacki)





Noc czarna, srebrna noc.
Świat nieskończony
W czasie i przestrzeni.
Pośrodku droga mleczna.
Któż to po niej przechodzi?
To przechodzi ludzkie pojęcie.

(Niebo w nocy, L. Staff)




sobota, 16 sierpnia 2025

Stegna

Do Stegny wyruszyliśmy 12 lipca, ale zanim do tego doszło, odwiozłam Nastolatę na Dworzec Centralny kilka dni wcześniej, ponieważ razem z przyjaciółmi wybierała się na osiemnastkę do kolegi z klasy. Trochę bałam się tej jej wyprawy. Pierwszy raz miała jechać pociągiem. Jednak kiedy pojawiły się problemy w drodze na dworzec – rozkopana Warszawa, cała w remontach, a czas kurczył się jak masło w mikrofali, zapomniałam o wcześniejszym niepokoju. Liczyło się już tylko to, żeby zdążyć na pociąg. Wyścig z czasem i z przeszkodami na drodze – bardzo nierówna walka. W pewnym momencie zestresowałam się tak bardzo, że nie mogłam utrzymać sprzęgła. Nogi roztrzęsione jak galareta odmawiały posłuszeństwa. I to dopiero była walka. Z samą sobą. Na szczęście podróż zakończyła się pomyślnie i po kilku minutach Nastolata wysłała zdjęcie z przedziału w pociągu. Uff...

Droga do Stegny ciągnęła się wyjątkowo długo, ponieważ musieliśmy zboczyć z trasy, żeby zgarnąć Nastolatę z Mazur. Co prawda, podroż trwała ponad 5 godzin, ale w moim odczuciu całą wieczność. Drogi ekspresowe robią robotę – teraz wyraźnie to widzę. Duży kawałek przemierzyliśmy "krajówkami".

Zanim wybraliśmy się na wakacje, przeczytałam zabawny kawał:

– A – mówi Janusz  Miałem pięć dni wolnego i pomyślałem: "Pojadę w Polskę, nad morze. Wypocznę trochę. Pobyczę się na słońcu".

– I jak pogoda? Padało? – pyta kolega.

– Padało – odpowiada Janusz – Ale tylko dwa razy. Raz trzy dni, a raz dwa.

Wyprawy nad polskie morze są ryzykowne. Każdy to wie. Trudno trafić na ładną pogodę i człowiek ma wrażenie straconego czasu. Lipiec był brzydki, wiadomo, ale nam akurat trafił się najbardziej słoneczny tydzień w całym miesiącu, chociaż padało, dwa razy. Raz wieczorem, a raz w nocy. Zabawne zresztą jest to, że gdziekolwiek wyruszaliśmy w czasie naszych lipcowych i sierpniowych wypraw, witało nas słońce. Pogoda jak na zamówienie. Teraz wróciliśmy do Warszawy i co? I jest słonecznie. 

Zapomniałam o najważniejszym. 

Zabraliśmy ze sobą rowery!

piątek, 15 sierpnia 2025

wakacje życia

Ja, rasowa domatorka, spędziłam miesiąc, albo nawet ponad, poza domem. I nie zabrakło spontaniczności – może tylko chwilami – której, jak już dawno uznałam, zwyczajnie nie mam. W tym roku  nastąpił jednak przełom, dzięki któremu znalazłam się w miejscach, w których wcale nie planowałam się znaleźć.

Wakacje życia już za mną? Ależ skąd! Mam coraz więcej pomysłów, które zamierzam zrealizować. Niektóre jeszcze w tym roku. Tymczasem pozwolę sobie na wspominanie tych wszystkich pięknych chwil, jakie już za mną. Koniecznie muszę je tu utrwalić.