czwartek, 31 października 2024

zaproszenie

Przedwczoraj Ziębuszka napisała, że zaprasza nas, mnie i M., na premierę Dzikich łabędzi i że będą rodzinnie zaszczyceni naszą obecnością. I ja się teraz pytam: czy to był jakiś żarcik? Żarcik kosmonaucik? To przecież my czujemy się zaszczyceni! Mega! To dla nas ogromna przyjemność móc oglądać na scenie Akrobatę, który daje z siebie wszystko, by wypaść jak najlepiej.

Jakiś czas temu otrzymaliśmy zaproszenie na Małą Syrenkę. Wtedy też czuliśmy się zaszczyceni i wyróżnieni. Ze skupieniem wpatrywaliśmy się w ruchy Młodego i czerpaliśmy radość z uczestniczenia w tym wydarzeniu. Po spektaklu byliśmy pod ogromnym wrażeniem wszystkiego, co się działo na scenie. Tak ogromnym, że czekoladki, które przygotowaliśmy dla Akrobaty, zabraliśmy ze sobą do domu. Taka skucha.

Każda sztuka niesie ze sobą jakieś przesłanie. Mała Syrenka była o samoakceptacji, o problemie poszukiwania szczęścia poza miejscem, do którego przypisał nas los, o pragnieniu bycia kimś innym, niż się jest, i o odnajdywaniu drogi do samego siebie. Spektakl przeznaczony był chyba dla młodszych odbiorców, ale i my wynieśliśmy z niego dużo wrażeń i mogliśmy przypomnieć sobie o konieczności akceptowania samych siebie – z naszymi wszystkimi ułomnościami i cechami, które najchętniej, gdybyśmy tylko mogli, byśmy odrzucili.

Serdecznie dziękujemy 💖💖💖

środa, 30 października 2024

zło w świecie

Byłam wczoraj na Fauście w Teatrze Narodowym. Początkowe, sceptyczne nastawienie szybko ustąpiło miejsca zaciekawieniu. Goethe nie jest moim ulubionym twórcą, a jego sztuki potrafią nudzić, ale to, co zobaczyłam, przerosło oczekiwania. Na scenie ukazano istotę istniejącego w świecie zła, mieszając historię głównych bohaterów z historią Holocaustu. Opowieść okazała się głęboko poruszająca, prowadząca do co najmniej dwóch wniosków:

1. zło można tłumaczyć, ale nigdy usprawiedliwiać;

2. dobro i zło zawsze są wyborem.

Jeden ze znanych mi autorów, Edmund Burke, pisze (uwaga, parafrazuję), że zło istnieje, ponieważ dobrzy ludzie na nie pozwalają. To przekonująca myśl, która dotyczy braku odpowiedniej reakcji, ale podchodzę do niej ostrożnie. To moim zdaniem próba zrzucenia przynajmniej części odpowiedzialności na ofiary. Chociaż w większości przypadków sprawdzi się jej sens, bywają sytuacje, w których na zło po prostu nie da się zareagować. Na pewno nie od razu. Dlaczego? Ponieważ albo działa pod przykrywką troski i życzliwości, albo ofiara jest zbyt nieświadoma, by móc w ogóle nazwać to, co się dzieje, a gdy jeszcze dodamy do tego fakt, że często dzieje się w ukryciu, wtedy trudno o właściwą reakcję. Człowiek staje się wówczas wobec zła po prostu bezsilny.

Jedno jest pewne, w przypadku Holocaustu zło było jawne i kto mógł i chciał, ten reagował. Wiemy to ze świadectw, jakie pozostawili świadkowie albo bezpośredni uczestnicy tamtych zdarzeń. Zawsze znaleźli się odważni, którzy ratowali innych, ryzykując własne życie, ale ich reakcje nie doprowadziły do zniwelowania istniejącego w świecie zła. Ono jest potęgą przejawiającą się w wielu odsłonach.

czwartek, 24 października 2024

trudności i inne chochliki

W mojej pracy zawodowej bywają trudne okresy, w czasie których czuję się przemęczona i zestresowana. Normalka. Komunikacja z uczniami nie jest tak trudna jak z ich rodzicami, którzy czasami są bardzo wymagający i roszczeniowi. W takich sytuacjach trzeba po prostu robić swoje, przywdziać stalowy pancerz i jakoś przetrwać. I trzeba nauczyć się zostawiać pracę w pracy, żeby to, co się w niej dzieje, nie rzutowało na funkcjonowanie w rodzinie. 

Złota rada od Księżniczki, która również zmaga się z typowo nauczycielskimi problemami:

Za mało zarabiasz, żeby się tak przejmować!

Rada złota, i owszem, ale obie wiemy, że czasami po prostu trzeba przeżyć to, co do przeżycia, poukładać względnie rzeczywistość i iść dalej. Życzę nam siły i niegasnącej pogody ducha.

Picasso przemówił ;)

Całkiem niedawno, po powrocie z Wiednia, napisałam, że nie daliśmy rady docenić geniuszu Picassa, więc może dlatego objawił mi się dzisiaj w nietypowej postaci. Podczas podróży metrem na trasie Wierzbno-Świętokrzyska znalazłam kamyk, który ktoś porzucił, by ten wyruszył w drogę. 

Znacie tę akcję? Kamień w drodze? Ludzie malują coś na kamykach i posyłają je w świat. Mój na pewno pochodzi z warszawskich Bielan, a wyruszy tam, gdzie sama go umieszczę. W każdym razie znalazłam na nim malunek w stylu Picassa, jakby ten chciał mi powiedzieć: doceń mój geniusz. Muszę przyznać, całkiem niezła zabawa.


środa, 23 października 2024

wniosek

Po lekturze Toksycznego wstydu doszłam do wniosku, że:

jest rodzaj muru

nie do przebicia

ludzkie ego

I co z tego? I nic. Każdy idzie drogą, jaką gotów jest iść. 


I jeszcze jeden wniosek:

zranienie cię nie było twoją winą

ale leczenie rany jest

twoją odpowiedzialnością

I co? I nic. Wybór należy do ciebie.

wtorek, 22 października 2024

prywata

Kiedy zdecydowałam się założyć rodzinę i tuliłam w swoich ramionach zależne ode mnie życie/życia, nieustannie towarzyszył mi ogromny lęk.  Bałam się, że umrę, zanim dzieci staną się samodzielne. Chciałam je ochronić przed całym złem tego świata i nie pozwolić na to, by kiedykolwiek stała im się jakaś krzywda. Świat zewnętrzny szybko zweryfikował moje podejście – na pewne sprawy po prostu nie mogłam mieć wpływu – i zrozumiałam, że nie mam w sobie mocy, która pozwoliłaby mi wpłynąć na działania ludzi z zewnątrz. Przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim bym chciała. Zranienia i krzywdy miały miejsce i nie mogłam nic na to poradzić. Mogłam co najwyżej odpowiednio zareagować. Ten, kto ma dzieci, wie, że nie ma większego bólu niż ból własnego dziecka, który za każdym razem, gdy się pojawia, chce się wziąć na siebie.

Lęk, jaki odczuwałam, nie był wynikiem przekonania, że nikt nie zajmie się moimi dziećmi lepiej ode mnie. O nie. M. jest wspaniałym ojcem – chciałabym mieć takiego tatę – który potrafi znakomicie zadbać o potrzeby naszych podopiecznych, oferując im swoją bliskość, wsparcie i zrozumienie. Nie zginęłyby, gdyby przyszło im zostać tylko z nim, i na pewno poradziłyby sobie w życiu tak samo dobrze, jak radzą sobie teraz. Jestem o to spokojna. 

Zatem czego się bałam? Pustki w ich sercach, jaka powstałaby na skutek nieobecności matki. Takiej pustki, której nigdy nie udałoby się wypełnić. Zanim zostałam mamą, przeczytałam mnóstwo poradników dotyczących wychowywania dzieci i chociaż popełniłam wiele błędów, zdawałam sobie przynajmniej z tego sprawę i mogłam próbować w jakiś sposób je naprawić. I wiem na pewno, że serce i rozum zawsze muszą iść w parze. Tulę więc swoje dzieci najczęściej, jak tylko się da, i pamiętam, żeby nigdy nie unieważniać ich uczuć. Czasami mając najlepsze intencje, możemy kogoś zranić – od nas zależy, co z tym zrobimy.

Dziękuję losowi za czas.

poniedziałek, 21 października 2024

tak to się robi

Co teraz czytasz?

"Toksyczny wstyd"

John Bradshaw?

Tak 

To zaraz poczytam

po krótkiej chwili

Już mi się podoba ten "Toksyczny wstyd"

sobota, 19 października 2024

wybór zdjęć

I chyba M. popełnił błąd, ponieważ zrobił bardzo dużo zdjęć. Teraz nie wiem, które tu umieścić. Z wszystkimi wiąże się jakieś wspomnienie. Wybieram dwa – mają one dla mnie szczególne znaczenie.

trochę sztuki

Wiedeń to miasto pełne zdobień i sztuki. Podczas naszej wyprawy odwiedziliśmy Albertinę, w której nawet my, laicy malarstwa, znaleźliśmy coś dla siebie. Ja patrzyłam na dzieła przez pryzmat literatury i epoki – większość obrazów to dzieła z okresu modernizmu europejskiego – M. bazował na wrażeniach. Kiedy próbowałam go przekonać, że każdy obraz zawiera jakąś treść, odparł: "Ja to widzę inaczej. Albo mi się coś podoba, albo nie". Może i ma rację. Przy pracach Marca Chagalla, obfitujących w nawiązania biblijne, gubiłam się w interpretacjach. A można było prościej: albo się podoba, albo nie. 

Nie daliśmy rady docenić geniuszu Picassa, ale może jeszcze kiedyś przyjdzie na to czas. 




W Albertinie zdecydowanie zlewałam się z otoczeniem 😉


W miejscu, w którym mieszkaliśmy, moją uwagę przykuł nietypowego kształtu żyrandol. Nawet on, chociaż nie w stylu antycznym, jest wynikiem czyjejś kreatywnej koncepcji 😀


randka w Wiedniu

Randka? Oczywiście, że to była randka! Jakoś dziwnym trafem wychodzi, że najważniejsze dla nas rocznice celebrujemy jesienią. W ubiegłym roku byliśmy w Karpaczu, w tym w stolicy Austrii. Daty właściwie mają tylko takie znaczenie, że kiedyś coś bardzo dla nas ważnego miało miejsce konkretnego dnia. Kto powiedział, że nie można przenosić świętowania?



Pozdrawiamy z Wiednia!

Wiedeń

Wiedeń ma bardzo długą historię, czego można się dowiedzieć z ogólnodostępnych źródeł. Zachwyca, bo ma czym zachwycać. W czasie wojny nie został zbombardowany, większość zabudowań to zabytki, które sukcesywnie są konserwowane, dlatego zdecydowanie jest na czym zawiesić oko.

Moje pierwsze wrażenie było klaustrofobiczne, ponieważ uliczki są wąskie, budynki na całej długości ulicy są ze sobą złączone, więc podróż po Wiedniu sprawia wrażenie, jakby pokonywało się labirynt. Ma to oczywiście swoje zalety – niepowtarzalny klimat i piękne ujęcia perspektywy na zdjęciach.


piątek, 18 października 2024

przed siebie

Nie byłam jeszcze w Wiedniu. Księżniczka powiedziała, że znajduje się on na liście trzech (według niej) najpiękniejszych miast w Europie. Mam szansę się o tym przekonać. To jedziemy! Kawałek drogi już za nami.

czwartek, 17 października 2024

foczka

nie bój się, foczko nadbrzeżna,

tu jest bezpiecznie, tu życie trwa,

piasek jest miękkim, mięciutkim łożem,

szum morza, wiatru – melodia twa –

zaufaj falom, zaufaj życiu,

niech cię pęd życia do życia pcha.

środa, 16 października 2024

DOBRANOC

Wszystkim życzę DOBREJ NOCY! 

Lubię spać, nawet jeśli czasami miewam koszmary, z których nie mogę się sama wybudzić. Na szczęście zawsze robi to M. Podczas snu jestem świadoma tego, co się dzieje, ale nie jestem w stanie tego przerwać, dlatego zaczynam głośno oddychać, żeby M. mógł zareagować. A reaguje zawodowo! Swoim szturchaniem wybudziłby nawet umarłego!

Zwykle mam bardzo plastyczne, szczegółowe sny. Uwielbiam zatracać się w tym fantazyjnym świecie (oczywiście z pominięciem koszmarów!) i bawić się wytworami własnego umysłu. 

Kładę się już, to będzie dobry czas.

Niech przyśni mi się dziś coś miłego. 

I Wam!

liścik od wszechświata

W niedzielę, w drodze powrotnej do Warszawy, na podłodze autobusu znalazłam zwiniętą karteczkę. Licząc na list od wszechświata, natychmiast pochyliłam się i ją podniosłam. 


Dziękuję, Wszechświecie 😀 

Powoli zbieram się do wyjazdu do Wiednia. Myślę, że czas tam spędzony będzie szczęśliwy. Na pewno zdam relację 😉


Jeszcze w temacie liścików od wszechświata. Długo podnosiłam się po śmierci Krysi, chociaż teoretycznie mogłam się przygotować do jej odejścia. Dziś wiem, że jest to niemożliwe, ale sądzę, że łatwiej przyjmuje się wieści o czyjejś śmierci, gdy spodziewa się jej nadejścia. W każdym razie któregoś dnia po stracie zupełnie nie umiałam znaleźć sobie miejsca, a gdy jest mi tak bardzo smutno i źle jak wtedy, wychodzę zwykle na długie spacery. Podczas kojącej wyprawy natrafiłam na małą karteczkę leżącą na chodniku. Musiałam ją odwrócić, żeby zobaczyć, co jest na niej napisane. Nie mogłam wyjść z wrażenia, widząc zawarty na niej napis KRYSTYNA. Od razu zrobiło się jakoś lżej i spokojniej.

Czy wierzę w przekazy od wszechświata? Nie wiem, ale wiem na pewno, że znalezienie podobnej do moich karteczki zawsze jest bardzo miłe.

Coraz więcej w moim życiu ludzi, za którymi tęsknię...

mizar

Przewodnik podczas oprowadzania nas po mizarze powiedział, że w Polsce są tylko trzy takie cmentarze. Jeśli ktoś umrze w innej miejscowości niż Warszawa albo Kruszyniany, jego zwłoki muszą być przetransportowane i złożone na jednym z tych trzech cmentarzy. Zmarłego chowa się w samym całunie, chociaż na cmentarz transportuje się go w trumnie, a jego twarz musi być skierowana w stronę meczetu. Bliscy nie oglądają go po jego śmierci. Złożone w grobie ciało okłada się deseczkami i przykrywa kamieniami. Po czterdziestu dniach od śmierci bliscy spotykają się przy grobie i wspominają zmarłego. 

Przy jednym z nagrobków, już w stylu nowoczesnym – takie można organizować dopiero po jakimś czasie od pochówku – widziałam starsze małżeństwo, które sprzątało grób kogoś bliskiego. Pan zebrał stare kwiaty – muzułmanie nie mają kultu ognia, dlatego na ich grobach nie ma zniczy, ale nie gaszą i nie wyrzucają świeczek pozostawionych przez chrześcijańskich przyjaciół – i kiedy niósł je do cmentarnego śmietnika, żona zwróciła się do niego słowami:

– Tylko pamiętaj, nie mocz rąk.

Pomyślałam, że w komunikacie skierowanym do męża kryje się jakaś inna muzułmańska tradycja, dlatego przystanęłam dyskretnie, żeby dowiedzieć się, o co chodzi.

– Niedawno byłeś chory – dodała żona – Musisz uważać, żeby znowu się nie zaziębić.

To nie tradycja, to troska! Bardzo, bardzo roztkliwiła mnie ta scenka.

wtorek, 15 października 2024

odpytki

Rozpoczynam właśnie w klasie czwartej wzmożone przygotowania do matury. Abiturienci z lat minionych dobrze wiedzą, że w tym ostatnim okresie jestem najbardziej wymagająca i nieugięta w dążeniu do celu – o czym oczywiście informuję na początku roku szkolnego.

Punkt 1. – odpytywanie z jawnych pytań maturalnych. Młodzież wchodzi na lekcję zaangażowana, ale też bardzo zestresowana. Przed wejściem do sali słyszę:

– Może powie pani coś mądrego, zanim maszyna losująca zwolni blokadę?

– Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie* – odpowiadam.

– To nas pani pocieszyła!

Jestem pewna, że kiedyś będą wdzięczni za czas poświęcony na przygotowania do matury. I będą czuli się wygrani, wychodząc z egzaminu ustnego z języka polskiego. A teraz, cóż, wszyscy mierzymy się z trudnościami.

* Dante Alighieri, Boska komedia

poniedziałek, 14 października 2024

mój dzień

Dzisiaj oczywiście Dzień Edukacji Narodowej i od kilku lat to również mój dzień – choć, jak wspominałam, nigdy nie planowałam być nauczycielką. 

Moja szkoła bawi się z tej okazji świetnie, uczniowie wpadli nawet na pomysł przeprowadzenia rozmowy z belframi, dlatego niektórzy mogli wypowiedzieć się na temat swojej szkolnej przeszłości. Zrobiłam to i ja. Tak, najważniejsi w tamtym czasie byli moi znajomi – jeden właściwie, który od wielu lat jest moim mężem, i dla tego jednego warto było przeżyć tamten czas.

Jeśli ktoś ma Instagram, może zobaczyć, jak te rozmowy wyglądały. Rozmówczynią była również moja Księżniczka:

[rozmowy w Goethem]

niedziela, 13 października 2024

Tykocin

Zanim wyruszyłam do Tykocina, zaliczyłam grzybobranie – na miarę moich marnych możliwości. Na szczęście nie przepadam za potrawami z grzybów, w przeciwnym razie moje losy byłyby niepewne. 

 


Rynek w Tykocinie


W tykocińskiej synagodze poznałam historię Żydów ukazaną za pomocą opowieści, makiet i fotografii. Nić życia większości z nich przerwana została w Treblince. Pewne sprawy tak bardzo nie mieszczą mi się w głowie, że fakt ich zaistnienia w dziejach świata potraktuję milczeniem.

Przed powrotem do Warszawy zjadłam jeszcze obiad w żydowskiej restauracji – każdego dnia zresztą żywiłam się regionalną kuchnią – pychota!  Podróż po Podlasiu wymęczyła mnie, ale też głęboko usatysfakcjonowała. 

sobota, 12 października 2024

Kruszyniany

Jeśli chodzi o wielokulturowość, czyli wspomniane przeze mnie wcześniej multi-kulti Podlasia, muszę powiedzieć, że pozostaję pod ogromnym wrażeniem funkcjonowania ludzi ze wschodnich terenów. Być może to tylko obraz zaprezentowany mnie i innym zwiedzającym, ale chylę czoła przed wszystkimi, którzy potrafią zjednoczyć się i działać we wspólnocie dla dobra ogółu.
W Kruszynianach zwiedziłam mizar – muzułmański cmentarz, czyli cmentarz polskich Tatarów – a później meczet, którego historię (również na żywo) w bardzo interesujący sposób przedstawił Dżemil Gembicki.

Zachęcam do obejrzenia 👇


W pamięci szczególnie utkwiło mi pytanie, jakie zdarza się usłyszeć polskim muzułmanom:

– Czy czujecie się Polakami?

I odpowiedź:

– Nie czujemy się Polakami, my nimi jesteśmy.

W obiektywie mojego telefonu meczet prezentuje się tak 👇


Rejony podlaskie to rejony kojarzone nie tylko z wielokulturowością, ale również z przemytem. Podczas podróży z Supraśla do Kruszynian przewodnik przytaczał wiele ciekawych anegdotek. Jedna z nich dotyczy pędzenia bimbru i sprowadzania alkoholu zza granicy, czyli oczywiście z Białorusi. Gdy ktoś oburza się na sposób funkcjonowania ludzi na Podlasiu i tłumaczy, że to przecież nielegalne, przedstawiciel społeczności ucina dyskusję, mówiąc:

Wie pan/pani, u nas prawo celne jakoś się nie przyjęło.

😂😂😂

piątek, 11 października 2024

Supraśl

Pierwszy raz w życiu odwiedziłam Podlasie. Zwiedzanie tamtych rejonów ożywiło wspomnienie filmów U Pana Boga za piecem oraz Zielona granica. Oba teksty kultury warte są obejrzenia, ale ten drugi pozostawia w sercu bardzo głęboką ranę, doszczętnie rozwarstwia, uświadamia. Dla ludzi o mocnych nerwach. Wciąż rozbrzmiewają w moim umyśle słowa: "Zabiłam swoje dziecko!", wypowiedziane przez matkę decydującą się na przekroczenie granicy, żeby dać swojej rodzinie szansę na godne życie, która podczas wędrówki (chyba donikąd) traci najstarszego syna. 

Ukłony dla Agnieszki Holland za dosadne ukazanie głębi problemu oraz ludzkich postaw motywowanych różnymi czynnikami. I chociaż zachowanie niektórych filmowych bohaterów odbiega od oczekiwań ogółu, nie można w nikogo rzucić kamieniem. Nie wiemy, jak my postąpilibyśmy w podobnej sytuacji.

Dla wielu wykreowanych w opowieści postaci życie w zaistniałych, nieziemsko trudnych warunkach tylko wtedy ma sens, kiedy czują, że robią wszystko, co w ich mocy, by choć odrobinę pomóc. Każde istnienie ma ogromną wartość, dlatego uratowanie chociaż jednego powoduje, że bohaterowie decydują się na poświęcenie, ryzykując przy tym bardzo wiele.

Supraśl jest przepiękny – co tu dużo gadać 😉 Przechadzając się uliczkami miasteczka, odnosiłam wrażenie, jakby czas zatrzymał się tam co najmniej sto lat temu. Urokliwe alejki, piękne miejsca, interesujące zabytki robią ogromne wrażenie. Na miejscu zwiedziłam między innymi Muzeum Ikon czy prawosławny monaster, które stanowiły początek zaznajamiania się z multi-kulti podlaskich rejonów. Tłem zwiedzania była piękna złota jesień.

Poniżej załączam kilka zdjęć – nie tylko z Supraśla.

 

 

 



Ciekawym zjawiskiem wynikłym z wielokulturowości Podlasia jest specyficzne ukształtowanie się języka – niby polskiego, a jednak... niepolskiego; zmodyfikowanego znacznie z powodu przebywających na tych terenach mniejszości narodowych. Jak wspomniał przewodnik, ludziom z reguły udaje się porozumieć, ale bywają też konflikty, które kończą się nawet w sądzie. 

Dwóch mężczyzn różnej narodowości spotkało się w sądzie. Jeden z nich oskarżył drugiego o zniewagę. 

– Co jest powodem oskarżenia? – zwracając się do jednego z panów, zapytał sędzia.

– Człowiek, który tu przed wami stoi, wyzywa mnie od psów – wyraził oskarżający.

– Nigdy tego nie zrobiłem – bronił się oskarżony.

– Nieprawda, słyszałem wiele razy!

 Oskarżony popukał się po czole i zapytał:

– Oj, <sabaka>,  <sabaka>, powiedz mi, a kiedy ja na ciebie mówiłem pies?


Zdałam też sobie sprawę z tego, że moja licealna polska młodzież nie zrozumiałaby sensu powyższej scysji. Tylko my, ludzie wczesnej albo późnej komuny, zmuszani przez system do nauki języka rosyjskiego (swoją drogą, uwielbiałam to) zrozumiemy ten dowcip.

czwartek, 10 października 2024

imieninowo

Ponieważ Pina ma dzisiaj imieniny, w drodze do pracy (tak, nie włożyłam telefonu do torebki) postanowiłam do niej napisać:

Ja:

🥂🎁

Pina:

😀👍🏻

Ja:

❤️😘

Pina:

😍❤️

 

I wszystko jasne!

środa, 9 października 2024

za duża na bajki

Stałyśmy we trzy – ja, Nastolata i Czterolatka – na mostku i z zachwytem przyglądałyśmy się lśniącej wodzie. Magiczny nastrój udzielił się nie tylko mnie.

– Gdzieś w głębi pływa syrena – w tajemniczy, melodyjny sposób powiedziała Nastolata.

– Tak, syrena – potwierdziłam równie enigmatycznie – To pewnie Arielka.

Czterolatka natychmiast nabrała powietrza do płuc i krzyknęła z całej siły w stronę niewzburzonej wody:

– Arielko! Arielko!

Pomimo głośnych nawoływań, ta jednak nie wypływała.

– Ty też zawołaj – zachęcała najpierw Nastolatę, a później mnie zniecierpliwiona brakiem rezultatu Czterolatka – I ty, ciociu, zawołaj!

Wszystkie trzy zmobilizowałyśmy siły i zaczęłyśmy głośno wołać:

– Arielko! A-rie-lko!

Bezskutecznie. Ponieważ powierzchnia wody wciąż cudownie błyszczała, Nastolata zdecydowała się pociągnąć historię dalej:

– Tam w głębi kryje się królestwo Arielki, dlatego woda tak pięknie lśni.

Czterolatka spojrzała nieufnie, a później trzeźwym okiem oceniła stan rzeczy:

– Jakie królestwo? To słońce odbija się w wodzie.

I koniec bajeczki 😅


wtorek, 8 października 2024

misjonarka

Dzisiaj, kiedy jechałam metrem do pracy, stała się rzecz niecodzienna. Do wagoniku, w którym siedziałam, weszła około czterdziestoletnia kobieta i od razu zaczęła swój moralizatorski wywód.

 – Ludzie – powiedziała doniosłym głosem – Odłóżcie swoje telefony i spójrzcie sobie w oczy. Zobaczcie, jak piękny może być świat poza ekranem komórki. Wszyscy narzekają na komunę, a to w komunie właśnie zacieśniały się najsilniej więzi międzyludzkie. Człowiek wsiadał do tramwaju czy autobusu i rozmawiał. Po prostu rozmawiał. Wszyscy byliśmy jak bracia.

Pani przemawiała z pasją, a ja z ciekawością przysłuchiwałam się wypowiedzianym przez nią słowom. Nie pamiętam komuny, kartek na żywność, kilometrowych kolejek, dlatego zastanawiałam się, skąd wnioski u osoby, która wydawała się ode mnie młodsza. Mówiła z tak głębokim przekonaniem, że gdyby nie czysta kalkulacja uwierzyłabym, że doświadczyła bratania się w środkach komunikacji miejskiej na własnej skórze.

– Dobrze – kontynuowała, zwracając się do dużo starszej od siebie podróżniczki, na oko sześćdziesięcioletniej – Pani wie, co się w życiu liczy. Nie trzyma pani w ręce telefonu, który zasłaniałby pani cały świat. Takie postawy są godne naśladowania. Porozmawiajmy. O czym chciałaby pani ze mną porozmawiać?

Starsza pani spojrzała na kobietę z dezaprobatą, po czym wstała i rezygnując z miejsca siedzącego, przeniosła się na koniec wagonu.

– Cóż. Widocznie pani nie miała ochoty na rozmowę. Trudno – skwitowała głośna misjonarka – Ludzie! Wszyscy czują się samotni. Nie ma dzisiaj człowieka dla człowieka, zwykłego serdecznego uśmiechu, bo ludzie mijają się, nie widząc siebie nawzajem. Zmieńmy to. Odłóżmy telefony i ze sobą porozmawiajmy. Jak za dawnych dobrych lat. Jak za komuny. Wtedy życie naprawdę miało sens.

Większość ludzi siedziała niewzruszona słowami kobiety z wlepionymi w ekrany telefonów nosami i nikt, ani nikt, nie zdecydował się odłożyć urządzenia. Może przypadkowi współpodróżnicy czuli się skrępowani ponaglaniem i ocenianiem ich postawy, a może akurat zacieśniali więzi z bliskimi osobami, odpowiadając na zaległe wiadomości albo komunikując się w ważnych sprawach, co rozkrzyczanej pani bardzo się nie podobało, dlatego spróbowała raz jeszcze:

– Odłóżmy telefony i się zjednoczmy. Zapytajmy, jak czuje się człowiek, który siedzi obok nas, może potrzebuje naszej uwagi.

Pociąg zbliżał się już do stacji, na której miałam wysiąść, dlatego wstałam z miejsca i skierowałam się w stronę wyjścia.

– Tak! Najlepiej wstać i odwrócić się do ludzi plecami – usłyszałam z ust misjonarki, która między jednym a drugim łykiem piwa trzymanego w ręce przez cały czas podróży zdążyła mnie jeszcze pouczyć – Telefon do torebki! Niech pani o tym pamięta.

I z tym oto przesłaniem ruszyłam do swojej pracy.

poniedziałek, 7 października 2024

refleksja

Otrzymałam od Księżniczki wiadomość:

Czy żałujesz czasami, że jesteś osobą wrażliwą? Bardziej niż inni?

Już nie, ale kiedyś żałowałam, że brakuje mi gruboskórności. Po lekturze wielu wartościowych książek dowiedziałam się, czym jest wrażliwość i jak nią zarządzać. Wiedza stała się dla mnie wybawieniem. Rozumiem wreszcie swoje potrzeby i bardziej świadomie staram się je realizować. Ważne są dla mnie bliskie relacje oparte na intymności, głębokich rozmowach i wzajemności i takie też staram się tworzyć z wybranymi przez siebie ludźmi z mojego otoczenia. Czasami to oni wybierają mnie. Tacy ludzie, choć dawno temu w to powątpiewałam, naprawdę istnieją! To właśnie oni rozświetlają ścieżki mojego życia. 

sobota, 5 października 2024

leniwa sobota

Leniwa sobota wygląda tak:


Dzięki Twardochowi razem z Bobaskiem zanurzamy się w meandry męskiego umysłu. Jesteśmy już po lekturze Króla i Powiedzmy, że Piontek*. Dobry jeżu, jak ja się poryczałam ze śmiechu w końcówce tej drugiej książki, zaraz po tym, jak się wcześniej poryczałam z żalu nad losami bohatera w trzech różnych kreacjach literackich ukazanych w trzech różnych przestrzeniach czasowych. 

Pomysł na Twardocha pochodzi od Bobaska, który zapoczątkował cykl leniwych wieczorów i sobót z tym właśnie autorem – "miszczuniem" słowa, pomysłu, dowcipu i ciętej riposty. Jeśli ktoś jeszcze nie poznał jego twórczości, serdecznie zachęcam. 

uznanie za koncept

piątek, 4 października 2024

jesień już

Posmutniało, poszarzało. Jesień już, dlatego muszę tu mieć moją ulubioną wykonawczynię poezji śpiewanej i jedną z najulubieńszych jej piosenek. 


"Warto było czekać na te słowa...". Rozpoczynam z nimi jesień od wielu lat.


czwartek, 3 października 2024

dinozaury

Dziecię najstarsze rozpoczęło właśnie nowy etap w życiu – studia. Przejęte, zaabsorbowane myślami, jak to będzie, i czy będzie tak, jak by się tego chciało. Przygotowane mentalnie zapytało przed pierwszymi w życiu zajęciami: 

– Ale co ja mam ze sobą wziąć?

– Weź zeszyt i długopis – odparłam machinalnie, ale nim zdążyłam wypowiedzieć do końca ostatnie słowo, M. (równie przejęty i zaangażowany co młody student) natychmiast mi przerwał.

– Nie – powiedział z głębokim przekonaniem – Kup segregator. Najlepiej na cztery bolce. Dobrze trzyma kartki. Zrobisz sobie zakładki do każdego przedmiotu.

– Myślę, że wystarczy zeszyt i długopis – powtórzyłam.

– Segregator – nalegał M. z niegasnącym przejęciem w głosie. Był przecież studentem na tym samym wydziale, na którym jest teraz Bobasek, więc wie, co najlepiej się sprawdza – Koniecznie kup segregator i kartki.

Młody usłuchał rady ojca i jeszcze tego samego dnia zaopatrzył się we wskazany niezbędnik. Wyruszył na uczelnię, na której spędził większość dnia.

– I jak ci minął pierwszy dzień? – zapytał M. wieczorem – Segregator się sprawdza?

Dziecko spojrzało na nas, jak patrzy się na ludzi z pradawnych czasów, i odparło:

– Wszyscy mają laptopy!

Jesteśmy dinozaurami 🙈

***
Oczywiście, że podzieliłam się tą historią z Ziębuszką. W odpowiedzi odparła:

Ale chociaż macie Facebooka 😃😃😃

I teraz nie wiem. Powiedzieć jej, że na Facebooku są dziś same dinozaury?
Młodziaki grasują na Instagramie.

środa, 2 października 2024

opieka

Rozłożył mnie covidek. A ponieważ jak w miłości, tak i w chorobie idę na całość, mocno mnie sponiewierało. Leżę więc w łóżeczku, M. podaje mi lekarstwa, herbatki i inne umilacze i mówię w końcu:

– Jesteś takim dobrym mężem.

– Najlepszym na świecie – odpowiada lekko.

– No, no, nie popadajmy w skrajności.

Tak, zdecydowanie mi się poprawia 😀