piątek, 11 października 2024

Supraśl

Pierwszy raz w życiu odwiedziłam Podlasie. Zwiedzanie tamtych rejonów ożywiło wspomnienie filmów U Pana Boga za piecem oraz Zielona granica. Oba teksty kultury warte są obejrzenia, ale ten drugi pozostawia w sercu bardzo głęboką ranę, doszczętnie rozwarstwia, uświadamia. Dla ludzi o mocnych nerwach. Wciąż rozbrzmiewają w moim umyśle słowa: "Zabiłam swoje dziecko!", wypowiedziane przez matkę decydującą się na przekroczenie granicy, żeby dać swojej rodzinie szansę na godne życie, która podczas wędrówki (chyba donikąd) traci najstarszego syna. 

Ukłony dla Agnieszki Holland za dosadne ukazanie głębi problemu oraz ludzkich postaw motywowanych różnymi czynnikami. I chociaż zachowanie niektórych filmowych bohaterów odbiega od oczekiwań ogółu, nie można w nikogo rzucić kamieniem. Nie wiemy, jak my postąpilibyśmy w podobnej sytuacji.

Dla wielu wykreowanych w opowieści postaci życie w zaistniałych, nieziemsko trudnych warunkach tylko wtedy ma sens, kiedy czują, że robią wszystko, co w ich mocy, by choć odrobinę pomóc. Każde istnienie ma ogromną wartość, dlatego uratowanie chociaż jednego powoduje, że bohaterowie decydują się na poświęcenie, ryzykując przy tym bardzo wiele.

Supraśl jest przepiękny – co tu dużo gadać 😉 Przechadzając się uliczkami miasteczka, odnosiłam wrażenie, jakby czas zatrzymał się tam co najmniej sto lat temu. Urokliwe alejki, piękne miejsca, interesujące zabytki robią ogromne wrażenie. Na miejscu zwiedziłam między innymi Muzeum Ikon czy prawosławny monaster, które stanowiły początek zaznajamiania się z multi-kulti podlaskich rejonów. Tłem zwiedzania była piękna złota jesień.

Poniżej załączam kilka zdjęć – nie tylko z Supraśla.

 

 

 



Ciekawym zjawiskiem wynikłym z wielokulturowości Podlasia jest specyficzne ukształtowanie się języka – niby polskiego, a jednak... niepolskiego; zmodyfikowanego znacznie z powodu przebywających na tych terenach mniejszości narodowych. Jak wspomniał przewodnik, ludziom z reguły udaje się porozumieć, ale bywają też konflikty, które kończą się nawet w sądzie. 

Dwóch mężczyzn różnej narodowości spotkało się w sądzie. Jeden z nich oskarżył drugiego o zniewagę. 

– Co jest powodem oskarżenia? – zwracając się do jednego z panów, zapytał sędzia.

– Człowiek, który tu przed wami stoi, wyzywa mnie od psów – wyraził oskarżający.

– Nigdy tego nie zrobiłem – bronił się oskarżony.

– Nieprawda, słyszałem wiele razy!

 Oskarżony popukał się po czole i zapytał:

– Oj, <sabaka>,  <sabaka>, powiedz mi, a kiedy ja na ciebie mówiłem pies?


Zdałam też sobie sprawę z tego, że moja licealna polska młodzież nie zrozumiałaby sensu powyższej scysji. Tylko my, ludzie wczesnej albo późnej komuny, zmuszani przez system do nauki języka rosyjskiego (swoją drogą, uwielbiałam to) zrozumiemy ten dowcip.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz