Dziecię najstarsze rozpoczęło właśnie nowy etap w życiu – studia. Przejęte, zaabsorbowane myślami, jak to będzie, i czy będzie tak, jak by się tego chciało. Przygotowane mentalnie zapytało przed pierwszymi w życiu zajęciami:
– Ale co ja mam ze sobą wziąć?
– Weź zeszyt i długopis – odparłam machinalnie, ale nim zdążyłam wypowiedzieć do końca ostatnie słowo, M. (równie przejęty i zaangażowany co młody student) natychmiast mi przerwał.
– Nie – powiedział z głębokim przekonaniem – Kup segregator. Najlepiej na cztery bolce. Dobrze trzyma kartki. Zrobisz sobie zakładki do każdego przedmiotu.
– Myślę, że wystarczy zeszyt i długopis – powtórzyłam.
– Segregator – nalegał M. z niegasnącym przejęciem w głosie. Był przecież studentem na tym samym wydziale, na którym jest teraz Bobasek, więc wie, co najlepiej się sprawdza – Koniecznie kup segregator i kartki.
Młody usłuchał rady ojca i jeszcze tego samego dnia zaopatrzył się we wskazany niezbędnik. Wyruszył na uczelnię, na której spędził większość dnia.
– I jak ci minął pierwszy dzień? – zapytał M. wieczorem – Segregator się sprawdza?
Dziecko spojrzało na nas, jak patrzy się na ludzi z pradawnych czasów, i odparło:
– Wszyscy mają laptopy!
Jesteśmy dinozaurami 🙈
***
Oczywiście, że podzieliłam się tą historią z Ziębuszką. W odpowiedzi odparła:
Ale chociaż macie Facebooka 😃😃😃
I teraz nie wiem. Powiedzieć jej, że na Facebooku są dziś same dinozaury?
Młodziaki grasują na Instagramie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz