Mój dzień, mój czas.
Wykładam się na balkonie z nogami anielsko-dziwnie uniesionymi w stronę wschodzącego słońca i pełna ekstazy w głosie oznajmiam:
– Za dwa dni będę jak czekolada!
– Ty już jesteś jak czekolada – rzuca małolata w moim kierunku.
Cieszę się w duchu, uzmysławiając sobie, że szybkie i potajemne podkradanie promieni słońca w drodze Z i DO jednak przyniosło oczekiwany skutek.
Satysfakcja najwyższego stopnia!
– Jesteś jak czekolada – powtarza półgłosem brzdąc przebrzydły i dodaje – Tylko że biała.
(10 lipca 2018)