wtorek, 31 grudnia 2024

punkt widzenia zależy od...

Bobasek – zaopatrzony w dużą ilość jedzenia i picia – udał się wczoraj ze znajomymi na sylwestra do Władysławowa, więc niedługo po jego dotarciu na miejsce dzwonię kontrolnie i pytam, co tam i jak tam. Ledwo się rozłączyłam:

– I co? – od razu pyta M. Stał przecież nade mną jak kat nad grzeszną duszą, gdy rozmawiałam.

– W Biedronce są – mówię o 21:42.

Tak późno? – dziwi się M. – Zapasy im się pewnie skończyły.

Tak wcześnie? – odpowiadam równie zdziwiona – To oni tam tylko jedzą i piją?

akceptacja

Rok 2024 był dla mnie nauką akceptacji – tego, co pojawia się w moim życiu, i tego, co z niego znika. Akceptowanie nie oznacza przyjmowania wszystkiego z lekkim sercem. O, nie! Często to, co się wydarza, niesie ze sobą niewyobrażalnie dużo bólu, z którym trzeba się zmierzyć. Czasami szło mi względnie dobrze, kiedy indziej jak po grudzie – czułam momentami, jakbym wtaczała pod górę ogromny głaz, a moja wędrówka zdawała się nie mieć końca – i jedyne, co mogłam, to po prostu zaakceptować stan rzeczy. Z miłością do siebie i do świata. Przeżyłam, starając się nie zatracić w sobie tego, co uznaję za najcenniejsze – moich wartości, stanowiących drogowskazy życia. Wewnętrzne cienie – każdy z nas je ma – wcale mi w tym nie pomagały.

Akceptacja to zaprzestanie walki w sytuacjach, które nie mają szans powodzenia. Z różnych przyczyn – każda z nich rodzi we mnie zrozumienie i pokorę. Moja dziecięca mentalność podpowiadała mi wcześniej, że jeśli postaram się wystarczająco mocno, na pewno wszystko się ułoży. Już wiem, że tak to nie działa, a ponieważ dopiero w zranionym sercu, które umie kochać, zrodziła się dojrzała miłość, mogłam wypowiedzieć słowa: "Chociaż bardzo cię kocham i bardzo mnie to rozstanie boli, pozwalam ci odejść". Zrozumiałam też, że miłość do drugiego człowieka nie może się spełnić za cenę miłości i szacunku do samej siebie. Ja też przecież jestem ważna i ważne są moje potrzeby. I wcale nie chodzi o obwinianie kogokolwiek, tylko o dostrzeżenie podmiotowości każdej ze stron, o uwzględnienie potrzeb obu tworzących relację osób. 

Bałam się, że pochłonie mnie żal, że utknę w zaciśniętej garści tego uczucia i już nigdy się z niego nie wydostanę. Trudne przeżycia emocjonalne przełożyły się na koszmary, bezsenność, wycofanie, lęk przed ludźmi – jakby ożyła pierwotna trauma. I tak chyba się stało. Musiałam ponownie skonfrontować się z jej skutkami. Dotknąć wszystkich obolałych miejsc, oczyścić krwawiące rany, zmierzyć się z wewnętrznymi urazami. I zrobiłam to. Dojrzalej niż kiedyś i myślę, że z dużo większym powodzeniem. Może jeszcze będą ze mnie ludzie 😅

Ten rok był trudny, ale też bardzo owocny. Czuję się wewnętrznie wzmocniona i już się nie boję życia. Nigdy bym nie przypuszczała, że kiedykolwiek wypowiem te słowa. A jednak: "NIE BOJĘ SIĘ". Z otwartymi ramionami przyjmuję wszystko, co życie ma dla mnie, mając  świadomość, że każda minuta istnienia jest cenna i żadnej, jaka przeminie, nie zdołam odzyskać. Staram się żyć bez lęku o to, czy sobie poradzę. Na większość zdarzeń i tak nie mam wpływu, a wszelkie próby planowania i tworzenia scenariuszy i tak przekornie spełzną na niczym. Żyć bez obaw, że ból powali mnie na kolana i nie dam rady z nich wstać. Zawsze dam, ponieważ już wiem, jak sobie z nim radzić. 

Życie trwa, obfituje w przeróżne wyzwania, którym trzeba stawić czoła. Zwyczajnie, po ludzku. Jestem wystarczająco silna, by móc to zrobić. 

Ciekawe, co przyniesie jutro, co przyniesie nowy rok...

poniedziałek, 30 grudnia 2024

jest moc 💪🏻

Ja się tak w życiu ustawiłam, że do końca roku mogę nie pracować i żyć jak pan!

pokora

To zadziwające, że o niedostatku pokory w sobie mówią ludzie, którzy mają jej nieprzeciętnie dużo. 

pogawędka

My jednak nie umiemy ze sobą normalnie rozmawiać. Pina jest po skomplikowanej operacji, dlatego gawędzimy na ten właśnie temat. Chociaż słychać w jej głosie zmęczenie, chętnie opowiada o wszystkich szczegółach, i gdyby chciała, mogłaby mi wciskać niezłe kity, ponieważ z medycznych słów, jakie wypowiada, rozumiem może z połowę. Na szczęście w tych życiowych sprawach dogadujemy się świetnie.

– Jadłaś już coś? – pytam.

– Niby tak – odpowiada – Ale jestem wciąż na płynnej diecie.

– Na płynnej? – udaję zdziwienie.

– Tak, na płynnej.

– Czyli o winie i wódce! Nieźle sobie poczynasz. Jeszcze przez to chorowanie wpadniesz w alkoholizm!

Pina śmieje się głośno i ostrzega:

– Przez ciebie zaraz mi szwy puszczą!

sobota, 28 grudnia 2024

ale zaciesz!

– A wam? – pyta niespodziewanie Bobasek – Bliżej do II wojny światowej czy do dzisiaj, licząc od daty waszych urodzin?

– No bez przesady! – nie na żarty oburza się M. – Aż tacy starzy nie jesteśmy.

A ja siedzę i liczę cichutko. Cichuteńko. W końcu jak nie ryknę śmiechem! Takim, który zaskoczył nawet mnie samą.

– A jednak! – wyduszam z siebie z trudem, ponieważ wciąż zanoszę się od śmiechu – Do wojny nam bliżej!

M. nie ryknął. Nie był chyba gotowy na te rachunki.

A Wam? Bliżej do dzisiaj czy do wojny?

Starość nie radość, młodość nie wieczność 😅

piątek, 27 grudnia 2024

podsumowanie świąt

Dziś już wiem, że Boże Narodzenie jest zawsze wtedy, gdy tego chcesz. Magia świąt, choć roztkliwi na chwilę, wzbudzi ciepłe uczucia, skłoni do spontanicznych działań i głębszych niż zwykle przemyśleń, niczego nie zmienia. Może co najwyżej utrwalić to, co człowiek buduje przez resztę roku, przez całe swoje życie. W chwili uniesienia, podczas składania życzeń albo wspólnego śpiewu staje się jedynie przypieczętowaniem tego, co łączy nas z otaczającymi nas ludźmi.

Jeśli kontakt z drugą osobą w czasie świąt jest tak samo powierzchowny, jak powierzchowna jest relacja z nią w ciągu roku, to nie jest Boże Narodzenie.

Boże Narodzenie jest wtedy, gdy ofiarowujesz drugiej osobie to, co w Tobie najcenniejsze.

Boże Narodzenie jest wtedy, gdy śmiejesz się i płaczesz, dzieląc z kimś swój los.

Boże Narodzenie jest wtedy, gdy jest obok Ciebie ktoś, komu możesz ufać.

Boże Narodzenie jest wtedy, gdy utrzymujesz swoje zaangażowanie pomimo trudności, jakie napotykasz.

Boże Narodzenie jest wtedy, gdy dzielisz się ze światem dobrem i miłością – tylko szczerze ofiarowane mają jakąś wartość.

Wtedy jest Boże Narodzenie, gdy nie pozostajesz obojętny, gdy zbliżasz się do drugiej osoby, odsłaniając przed nią swoją duszę, i pozwalasz, by ona otworzyła swoją – w każdym rodzaju relacji. Tego nie robi się w ciągu jednego dnia.

Boże Narodzenie to bliskość, ciepło, zaufanie, jedność. Jest tylko wtedy, gdy na to pozwalasz. Jest zawsze wtedy, gdy tego chcesz.

Moje Boże Narodzenie wciąż trwa. 

Dziękuję swojej Rodzinie i Przyjaciołom za obecność nie tylko od święta.

Moi Kochani, wszyscy, którzy zaglądacie na mój blog,

życzę Wam spełnienia i bliskości w relacjach. Każdy z Was na pewno nosi w sobie jakiś ból – nikt nie jest w tym względzie wyjątkiem, a ja nie zamierzam idealizować rzeczywistości, która chwilami potrafi być naprawdę przykra – ważne jest jednak, byście obok zagnieżdżonego w sercu bólu znaleźli również miejsce na miłość, zarówno tę, którą możecie ofiarować innym, jak i tę, którą świat pragnie obdarować Was. Niech każdy dzień stanie się Bożym Narodzeniem spędzonym w otoczeniu ludzi dających Wam wsparcie, troskę, obecność i radość. Z ludźmi, którzy są dla Was ważni i gotowi odwzajemnić Wasze uczucia. Życzę Wam również odwagi i siły, ogromnego samozaparcia, byście nigdy się nie poddawali – niezależnie od trudów i niedogodności, z jakimi przyjdzie Wam się zmierzyć. Wierzę w siebie i w Was – to całe życie musi mieć przecież jakiś głębszy sens.

 

czwartek, 26 grudnia 2024

święta

Jest taka pustka, której nie da się wypełnić. 

Jest taki ból, którego nie da się złagodzić.

I tak musi być. Jedyne, co mogę zrobić, to zaakceptować ich obecność. Są i będą, i żadna próba wyeliminowania ich niczego nie zmieni. Próbowałam przez lata – odwracałam uwagę, rzucałam się w wir pracy i starałam się w ten sposób udowodnić samej sobie, że wyzbyłam się wewnętrznej niewygody. Zupełnie niepotrzebnie. Ból i pustka w sercu są częścią mnie, ale nie mną, dlatego świadomie daję im przestrzeń, niech pobędą, niech wykrzyczą wszystko to, co mają do wykrzyczenia, i usną wyciszone. Nie walczę, akceptuję – pod takim właśnie znakiem mija rok 2024, mijają święta. 


I robię swoje. Tworzę wspomnienia.





nie pozwól bólowi stać się tobą

nie pozwól sobie stać się bólem


środa, 25 grudnia 2024

kot kaskader

Kot kaskader opanował choinkę. I co? I nic. Zamiast walczyć z jego naturą, przyglądamy się z ciekawością, do czego jeszcze się posunie. Już prawie zdobył szczyt. A choinka wysoka! Wspina się i zrzuca bombki (z premedytacją!) i cukierki (z tym gorzej, bo musimy pilnować, żeby Gaja ich nie pożarła). 

Plus dodatni jest taki, że ominie nas chyba w tym roku rozbieranie choinki 😅



wtorek, 17 grudnia 2024

ptaszki w klatce? o, nie!

Metro to jednak osobliwe miejsce. 

Przechodziłam akurat z jednej linii do drugiej, gdy śmignął mi przed oczami znajomy człowiek. Na szczęście śmignął nie tak szybko, bym nie zdążyła go szturchnąć. Zatem szturchnęłam, z wyczuciem, a jednak – jak się za chwilę okazało – skutecznie. W rozbiegu minął mnie i oddalił się o jakieś 2 metry, ale gdy obejrzał się za siebie i rozpoznał we mnie znajomego człowieka, rozpostarł ramiona jak jastrząb i skierował się w moją stronę. W odpowiedzi rozpostarłam swoje – jak sokół – i uściskaliśmy się na powitanie. Później poświergotaliśmy chwilkę – jak te ptaszki – i każde z nas ruszyło do swoich spraw.

Ach, my, ptaszki w metrze. 
Ach, Akrobata, bardzo miło było go dziś zobaczyć. 

spotkanie

– Czy mogłaby pani przepuścić mnie przez bramkę? – zapytała kobieta w metrze trzymająca w ręce papierkowy bilet, którego nie dało się włożyć do kasownika.

– Bardzo proszę – odparłam i przyłożyłam swój bilet do kasownika.

Kiedy obie byłyśmy już po drugiej stronie bramki, dodała:

– To bez sensu. Nie działa nawet kod. Albo nie działa czytnik.

– Ano, nie działa – potwierdziłam, ponieważ sama miałam kiedyś podobny problem.

– To znaczy, że mogę jechać tylko autobusem.

– Nie. Wszystkim może pani jechać.

– Raczej nie, nie mogę nawet przejść przez bramkę.

– Może pani – odparłam z uśmiechem – Bo może pani spotkać na przykład taką mnie.

Niby nic, a jednak. Ta rozmowa była bardzo ciepła, pozytywna energetycznie i wzmacniająca. Pozdrawiam panią z metra 😀

poniedziałek, 16 grudnia 2024

obecność

Od wielu lat spędzamy święta w towarzystwie ojca M., który raczy nas swoją obecnością. Jest coraz starszy, coraz więcej choruje, dlatego coraz częściej przemyka przez mój umysł pytanie: "Ile jeszcze przed nami?", które wprawia mnie w stan lęku i głębokiej refleksji. Nad życiem, nad przemijaniem, nad tym, co naprawdę ważne. I chociaż chcielibyśmy, żeby kres wspólnych spotkań nigdy nie nastąpił, mamy świadomość, że kiedyś przyjdzie nam się rozstać. 

Zdając sobie sprawę z kruchości życia i jego przemijalności, wykorzystujemy każdą sposobność, by ze sobą pobyć. I nie chodzi o mnie, o nas, dorosłych, tylko o relację dzieci z Dziadkiem. Jego obecność (każdorazowa!) sprawia, że czują się kochane, akceptowane, ważne. Karmią się sobą nawzajem. Widzę, ile radości daje im wspólne przebywanie. Grają w gry, rozmawiają, siadają razem przy stole, oglądają filmy, zwiedzają starówkę, piją gorącą czekoladę... Są dla siebie. Dla jednej i dla drugiej strony jest to niezwykle istotna sprawa.

Takiego Dziadka, jakim jest mój teść, życzyłabym każdemu dziecku. Jest wspaniałym, ciepłym i oddanym człowiekiem. Każde z wnucząt witał na świecie z miłością, którą później okazywał w najróżniejszych gestach. Rozpieszcza swoje wnuki, ratuje w kryzysowych (w ich mniemaniu) sytuacjach i przelewa im pieniądze, o które proszą za moimi plecami. Wiedzą, że nie pozwoliłabym im wykorzystywać Dziadka, i wiedzą też, że Dziadek nigdy im nie odmówi. Bestie 😉 I już się nawet nie czepiam, no może troszeczkę, i dochodzę do wniosku, że od tego właśnie dziadkowie są: od rozpieszczania i od kochania.

W te święta Dziadek znów będzie z nami. Wykorzystamy wspólny czas najlepiej, jak tylko umiemy. Podczas dzielenia się opłatkiem zażyczymy sobie jak najwięcej chwil spędzonych we wzajemnym gronie.

Obecność to największy dar, jaki możesz ofiarować drugiemu człowiekowi.

niedziela, 15 grudnia 2024

to na święta!

Zaczęło się: "Nie ruszaj, to na święta", 
a ja wcielam się jak co roku w rolę wartownika 😅

Czy to się kiedyś skończy?

Oby nie!


🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀

Święta świętami, a moje maliny przechodzą same siebie.
Już grudzień!

sobota, 14 grudnia 2024

najważniejsza rocznica

Wczoraj był 13 grudnia, czyli nasza kolejna wspólna rocznica. Gdy patrzę wstecz i przyglądam się swojemu życiu z M., czuję przeogromną wdzięczność. Te wspólne 27 lat razem to był cudowny czas.

Poznaliśmy się we wrześniu 1997 roku w Oazie. Szukałam wtedy wytchnienia od codziennych trosk i siły, którą – jak wówczas uznałam – mógłby mi dać Bóg. Ludzie z ruchu sprawiali wrażenie spełnionych i spokojnych, zawsze, gdy się z nimi rozmawiało, zarażali pozytywną energią i pogodą ducha, dlatego zapragnęłam być częścią ich zbiorowości. Chciałam chyba nadać sens życiu, które wcześniej mocno, zbyt mocno, mnie poturbowało. 

I ten sens odnalazłam, choć może nie w Oazie, z której za sprzeciwianie się mówieniu jednym głosem na temat spraw, o których myślałam inaczej niż wszyscy, zostałam wyrzucona. Mimo wszystko wyniosłam stamtąd mnóstwo dobrych wrażeń i przekonanie, że wolę pozostać sobą, niż dopasowywać się do czegoś, co odbiera mi możliwość szczerego wyrażania samej siebie.

Zanim jednak musiałam odejść, długie miesiące spotykałam się z M. właśnie w przestrzeni oazowej. Wtedy go poznawałam, wtedy nabierałam zaufania do człowieka, który w ciągu całego naszego wspólnego życia nigdy mnie nie zawiódł. 13 grudnia, po powrocie z Dnia Wspólnoty z Zamościa, kiedy siedzieliśmy w moim pokoju, zapytałam:

– Co właściwie jest między nami?

– Chyba chodzimy ze sobą? – odparł z typową dla młodego wieku niepewnością dotyczącą najważniejszych spraw.

– Chodzimy? – zapytałam z niedowierzaniem, chociaż wszystkie znaki na ziemi i niebie właśnie na to wskazywały.

– Tak. Chodzimy.

Następnego dnia rano podzieliliśmy się wrażeniami:

– Nie mogłem spać w nocy, tak bardzo przeżywałem to, co sobie wczoraj powiedzieliśmy.

– Ja też. Nawet na chwilę nie zmrużyłam oka.

Pamiętam to uczucie w sobie. Radość w sercu, ogromne podekscytowanie i nadzieja. 

Dziękuję Ci za nasz wspólny czas. Dziękuję, że byłeś zawsze wtedy, gdy najbardziej Cię potrzebowałam, że przez te wszystkie lata traktowałeś mnie z szacunkiem i z miłością, której smak poznałam właśnie dzięki Tobie. Uratowałeś mi życie. 
Wiesz o tym, prawda? 

piątek, 13 grudnia 2024

w kuluarach nauczycielskiego życia

Siedzimy obok siebie w pokoju nauczycielskim. Beza patrzy na mnie i pełna troski pyta:

– Jak tam u ciebie?

– Chujowo – odpowiadam żartobliwie.

– Chujowo? – reaguje Beza.

– Tak. Ale stabilnie.

I obie ryknęłyśmy śmiechem. Wiadomo 😅

czwartek, 12 grudnia 2024

uczucia

Uczucia nie są ani złe, ani dobre – są po prostu częścią tego, kim jestem... 
Uczucia mogą być niewygodne, ale nie stają się przez to złe... 
Każde z nich może być użyte dla mojego dobra, jeśli na to pozwolę.

Nie znam autora powyższych słów. Otrzymałam je jakiś czas temu od Ziębuszki. Ponieważ w pierwszej chwili wniosek w nich zawarty wydał mi się oczywisty, nie wczytałam się w nie. Zaakceptowałam ich znaczenie, jak akceptuje się oczywistości. Tak jest i koniec.

A jednak nie koniec. Uczucia mogą się materializować! Mogą oddziaływać na otoczenie. Są motorem działań, jakie kierujemy względem otaczających nas ludzi. Ujawniają się w intencjach, w zachowaniach i postawach – na poziomie intuicji są nie do zafałszowania. Kiedy czujemy, że coś jest nie tak, nawet jeśli słowa temu przeczą, to coś jest nie tak. Znacie to?

Uczucia są energią. Uczucia mogą być materią. Każde [...] może być użyte dla [...] dobra. Są częścią tego, kim naprawdę jesteśmy. Można z nich zrobić pożytek, dlatego kochajmy – sercem, czynami i słowami. Niech się ta nasza miłość (złożona mieszanka uczuć, zachowań i myśli) materializuje.

E = mc2


💖💖💖💖💖

W jakie działania przemieniasz swoje uczucia?

Co one o Tobie mówią?

środa, 11 grudnia 2024

mikołajki

Urządziliśmy dzisiaj klasową mikołajko-wigilię. Młodzież stanęła na wysokości zadania i zrobiła wiele, żeby stworzyć świąteczny klimat. Zaśpiewała nawet dedykowaną dla wychowawczyni piosenkę! Było cudnie i wzruszająco, a widok pierniczka roztkliwił mnie do reszty.



Moi Kochani!

Dziękuję Wam za wspaniałe spotkanie, za Waszą energię i życzliwe nastawienie. Przed nami klika lat wspólnej pracy i – jak znam życie – będzie różnie. Na bank pojawią się jakieś problemy, ale będzie też mnóstwo pięknych chwil i takich właśnie życzę Wam jak najwięcej. Przed pierwszym spotkaniem z Wami trochę się niepokoiłam. Nie wiedziałam, czy znajdziemy nić porozumienia, czy uda nam się stworzyć dobrą relację, ale już po pierwszej minucie trwania naszej znajomości obawy zniknęły. 
Z całego serca życzę Wam wewnętrznego spokoju, siły, która pozwoli Wam pokonać wszystkie trudności, i odnalezienia tego, czego szukacie. Moim największym marzeniem jest to, żeby nikt z Was nie czuł się w szkole samotny – życzliwych ludzi wokół i bliskich przyjaciół.

rozmowa buchaltera z artystą, czyli...

... ojca z synem.

Sekretarz: Od dwóch tygodni cię pytam, ile masz przedstawień w listopadzie.

Akrobata: Nie wiem, muszę policzyć.

Sekretarz: A ile miałeś prób?

Akrobata: Nie wiem. Od zarąbania!

Sekretarz: To powinieneś dostać od zarąbania pieniędzy! To tak napiszę na fakturze – ilość: od zarąbania, kwota: od zarąbania. 

A ja przynajmniej wiem, do kogo zwrócić się o pożyczkę, jakby co 😅


wtorek, 10 grudnia 2024

wspólny cel, różne metody

W ramach przygotowań do świąt przeglądałam stare zdjęcia. Miło popatrzeć, jak dzieci rosną, zmieniają się, a my wciąż pozostajemy tacy sami. Żarcik. 

My też się zmieniamy, wiecznie docieramy, dostrajamy. Nieustannie dojrzewamy. Czasami sprzeczamy się o jakąś głupotę, próbując urealnić w ten sposób wewnętrznie stworzoną wizję czegoś. Najważniejsze jednak jest to, że chociaż czasami nasze metody są różne, cel jest taki sam, wspólny. Liczy się intencja, liczymy się MY.

poniedziałek, 9 grudnia 2024

tu i teraz

Tu i teraz. I nic więcej… W tym miejscu mojego życia, w którym się znalazłam, jest mi wygodnie. 

A Ty? Jak się masz?




środa, 4 grudnia 2024

nastrajamy się

Tak więc czekamy na święta. Ale w tym roku to zupełnie inne oczekiwanie niż w latach ubiegłych. Nie dopuszczam do głosu drzemiących na dnie serca tęsknot – chociaż może wcale ich już nie ma – i nie oglądam się na coś, czego nie mogę mieć. Zamiast tego staram się doceniać wszystko to, co mam, co zbudowaliśmy z M. przez ten cały okres wspólnej drogi. A naprawdę nie próżnowaliśmy 😉 I to właśnie, co wspólnie stworzyliśmy, po nas zostanie. Doszłam dzisiaj do wniosku, że:

Prawdziwą wartość ludzkiego życia określa to, co za sobą zostawia.



🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀



wtorek, 3 grudnia 2024

list

Odkryłam nieznany mi dotąd list Herberta skierowany do studentów PWST, który poeta napisał właściwie na kolanie. Chcę go tu mieć, choć nie ze wszystkim, co napisał twórca, się zgadzam.

Całkiem niedawno, bo w maju 2018 r., spod pióra Andrzeja Franaszka wyszła najnowsza biografia Zbigniewa Herberta. Lektura odsłania fakty z życia twórcy, o których nikt dotąd nie wspominał. Jak na biografię to dość sensacyjna pozycja.


Drodzy Nieznajomi.
Jesteśmy dość osobliwą, małą, skłóconą gromadką, bez której prześwietna ludzkość może się zupełnie dobrze obejść. Jesteśmy beznadziejną mniejszością  i co gorsze, uzurpujemy sobie prawo do wzniecania niepokoju. Chcemy zmusić naszych bliźnich do refleksji nad ludzkim losem, do trudnej miłości – jaką winni jesteśmy sprawom wielkim  także pogardy dla tych wszystkich, którzy  z uporem godnym lepszej sprawy  starają się człowieka pomniejszyć i odebrać mu godność.
Czeka Was życie wspaniałe, okrutne i bezlitosne. Bądźcie w każdej chwili, w każdym wypowiedzianym ze sceny słowie, po stronie wartości, za pięknym rzemiosłem przeciw tandecie, za nieustającym wysiłkiem woli i umysłu przeciw łatwej manierze, za prawdą przeciw obłudzie, kłamstwu i przemocy.
I nie bądźcie – na litość boską  nowocześni, bądźcie rzetelni. Hodujcie w sobie odwagę i skromność. Niech Wam towarzyszy wiara w nieosiągalną doskonałość i nie opuszcza niepokój i wieczna udręka, które mówią, że to, co osiągnęliśmy dzisiaj, "to jednak stanowczo za mało".
Życzę Wam trudnego życia. Tylko takie godne jest artysty.
Dla Was dobre myśli i pozdrowienia, i słowa nadziei.
Zbigniew Herbert
Warszawa, 12 stycznia 1995

poniedziałek, 2 grudnia 2024

przygotowania czas zacząć

🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀🎀

Czas przygotowania do świąt uważam za otwarty. Zrobiliśmy już losowanie na gwiazdkę i powoli rozglądamy się za prezentami. Chodzenie po sklepach, jeszcze teraz, kiedy nie ma tak wielu ludzi jak przed samymi świętami, napawa magią. Znowu muszę zainwestować w jakiś świąteczny kocyk 😉

Zawiesiłam w oknie w kuchni podświetlany wieniec. Robi się coraz piękniej i cieplej, i cudowniej. Ach, ten grudzień.

Jak co roku, uruchomiliśmy stare nagranie pastorałki w wykonaniu Nieletniej. Mamy wiele podobnych, ale właśnie to stało się symbolem przygotowań do zbliżających się świąt. Grudzień będzie piękny.





wypłacz to

– Bolą mnie słowa – powiedziało cichuteńko zdruzgotane Serce – I nie wiem, co mam z tym zrobić.

– Wylej je ze łzami – odparł empatycznie Rozum – To zawsze przynosi ulgę.

– A potem? Jak mam się zachować, co powiedzieć?

– Nic nie mów. Milczenie zawsze wybrzmiewa najmocniej.

niedziela, 1 grudnia 2024

ego

Doszłam dziś do wniosku, że człowiek, którego łamie nawet konstruktywna krytyka, istnieje wyłącznie dzięki walidacji z zewnątrz. Jego ego jest w konsekwencji kruche i niestabilne, ponieważ nie ma solidnych wewnętrznych fundamentów; jakby wewnętrznie w ogóle nie istniał. Właśnie dlatego jego JA, zasilane komunikatami płynącymi z otoczenia, które są zmienne i niemożliwe do kontrolowania, nieustannie walczy o przetrwanie. Nie radzi sobie najlepiej, kiedy ktoś, nawet w dobrej intencji, próbuje zwrócić uwagę na jakiś problem, zaś sama wiotka konstrukcja nie pozwala nabrać dystansu. Każda konfrontacja jest więc dla niego ogromnym zagrożeniem, mogącym zburzyć mozolnie budowany obraz samego siebie, czy wręcz go unicestwić.

trudności

Nieletnia uwielbia język angielski. W końcówce ubiegłego roku szkolnego zdawała egzamin z kompetencji językowych, żeby dostać się do dwujęzycznej klasy. Bardzo jej na tym zależało. Wiadomo było, że nie da się do tego zadania przygotować metodami szkolnymi, trzeba było po prostu z tym językiem obcować, żeby te kompetencje zdobyć. Zaczęła więc komunikować się z rodzeństwem po angielsku i oglądać filmy wyłącznie w tym języku. 

Udało się! Osiągnęła swój cel. 

Nieletnia przeżywa teraz bardzo ciężki okres w zakresie relacyjnym. Opuściła swój dawny świat i musi odnaleźć się w nowym towarzystwie. To nie jest łatwe zadanie, tym bardziej, że na pewne sprawy po prostu nie da się mieć wpływu. To, co się dzieje, oddziałuje na wszystkich domowników, dlatego gromadzimy siły, by ją wzmocnić. Żyję w przekonaniu, że mocny fundament, którym jest rodzina, pozwoli utrzymać jej się na powierzchni nawet podczas największej życiowej wichury.

Z tym wszystkim, co ją spotyka, radzi sobie najlepiej, jak umie. Szuka bliskości i towarzystwa. Rozmawia, opowiada, przeżywa. A ja jestem, i są też inni. Powiem może czasami coś mądrego, ale głównie jestem i cieszę się, że o tym pamięta. Podczas wczorajszej rozmowy powiedziała:

Czasami mam wrażenie, że więcej bólu sprawiają mi moje myśli niż to, 

co się rzeczywiście dzieje.

To bardzo głęboki wniosek wypływający z ust młodziutkiej osoby – mądrej i wrażliwej. Oczarowała mnie tym stwierdzeniem. 

sobota, 30 listopada 2024

perwersja

Pięć dni pracy przypieczętowuję zwykle pracowitym weekendem. Staram się ogarnąć wtedy pranie, sprzątanie, gotowanie i zakupy, bo wiadomo – nie mam na to czasu w tygodniu. Dziś jednak zaniemogłam. Południe, a ja wylegując się w łóżku, zwracam się do M.:

– Czy mógłbyś obrać ziemniaki? Zrobię później pierogi.

– Dobrze – odparł.

– Dziękuję. A mógłbyś je też ugotować?

– Dobrze.

– A wyskoczyłbyś jeszcze do sklepu po ser i mąkę?

– I co jeszcze? – dopytał z leciutkim poirytowaniem.

– Może zrobiłbyś mi jeszcze kawkę?

Ten spojrzał na mnie wymownie i dodał:

– Ale wiesz, że to już perwersja?

– Od razu perwersja! Może pobawimy się dzisiaj? Ja będę księżniczką, a ty sługą.

Dobrze, że byłam w miarę daleko, bo by mnie jeszcze opluł, gdy parsknął śmiechem. I tak będę dzisiaj księżniczką. Niech dom się zawali, pranie wypełznie z kosza, zwierzęta oblepią się brudem, my wszyscy w nim utoniemy, a dzieci pomrą z głodu.

Żartowałam. Wstaję.

odpowiedzialność

Przechadzał się brzegiem Bałtyku, jak zawsze to robił późnym listopadem, Starszy Pan Znad Morza. Plaża opustoszała, z oddali słychać było jednak świergot młodych, rozbawionych ludzi, którzy spędzali razem czas. Spotykali się regularnie przy niewielkiej skarpie i tocząc gwarne rozmowy, zacieśniali więzi – te miłosne i te przyjacielskie. Starszy Pan Znad Morza trzymał się z daleka od toczącego się w zgiełku młodego życia, a jego własne już dogorywało. Powoli, w zgarbionej posturze, chylił się ku ziemi, z której przed osiemdziesięcioma sześcioma laty się zrodził.

Co mu jeszcze pozostało? Codzienne wędrówki prowadzące donikąd. Nie miał już planów ani marzeń. Czasami tylko pomyślał, że byłby ucieszony, gdyby odszedł właśnie tutaj, w otoczeniu wzburzonych fal i głosu śpiewających, wznoszących się niewiele nad powierzchnię wody mew. To jego jedyne pragnienie. Skończyły się czasy, gdy ledwo przetarł oczy po przebudzeniu, a już musiał zbierać się do pracy, wziąć szybki prysznic, ogolić się w pośpiechu, popijając w międzyczasie małymi łyczkami jak zwykle wystudzoną kawę, i ruszyć w wir życia, które oferowało mu więcej, niż mógł sobie wymarzyć. Dziwnym trafem, a może nawet zrządzeniem losu, okazje rodziły okazje, dlatego parał się codziennie kilkoma rozpoczętymi albo trwającymi już projektami. Z pasją i z zaangażowaniem, ale też z ukrytym przed światem zmęczeniem, podejmował się codziennych zadań. Żył swoje życie.

Gdy wędrował wolnym krokiem brzegiem morza, ze spuszczonym wzrokiem podążając w stronę zabytkowej latarni, która już dawno przestała służyć marynarzom, natknął się na siedzącą prawie przy samej wodzie, skuloną młodą dziewczynę, ubraną w kurtkę w kolorze khaki i w toporne czarne glany śmiesznie wyglądające na jej chudziutkich nogach. Długi szal w tęczowych barwach układał się niechlujnie na mokrym piasku, dlatego Starszy Pan pochylił się odruchowo, by go podnieść. Gdy przy wręczaniu go właścicielce podniósł wreszcie wzrok, dostrzegł zmartwioną, zapłakaną twarz, na której rysował się bezbrzeżny smutek. Samym swoim istnieniem w pozie, jaka zrodziła się na skutek przeżywanego bólu, dziewczyna prosiła o uwagę.

Starszy Pan zmartwił się momentalnie i po chwili zaczął zmagać się wewnętrznie z własnym zakłopotaniem. Cóż mógł zrobić w tej sytuacji? Zapytać, co się stało? Wtrącić się bez zaproszenia do czyjegoś życia, i to w dodatku w momencie, w którym być może siedzący obok niego człowiek wcale by sobie tego nie życzył?

– Czy wszystko w porządku? – zapytał jednak najdelikatniej, jak tylko potrafił.

– Tak – odparła dziewczyna z miną wyrażającą zdecydowane przeciwieństwo wypowiedzianego słowa.

Mężczyzna postanowił nie pytać o nic więcej, chociaż wewnętrznie poczuł się bardzo przejęty. Uderzył go nie sam widok zalanych łzami oczu, ale głęboki smutek, który pokrył całą powierzchnię ciała siedzącej na piasku plażowiczki. Dziewczyna ze spuszczoną głową bezwiednie spoglądała na swoje buty i ze wszystkich sił, jakie udało jej się zgromadzić, próbowała powstrzymać się od płaczu. Kiedy okazało się, że cały wysiłek włożony w opanowanie żalu poszedł na marne, co w pierwszej kolejności ujawniły drżące ramiona, mężczyzna zdecydował się zapytać raz jeszcze:

– Czy wszystko w porządku? Czy mogę ci jakoś pomóc?

– Przepraszam – odparła dziewczyna – Nigdy się w ten sposób nie zachowywałam, ale dzisiaj...

Młoda plażowiczka usilnie próbowała połknąć napływający żal, dlatego przerwała wypowiedź, ale po chwili rozpłakała się na dobre. Starszy Pan nie wiedział, czy postąpił słusznie, zatrzymując się przy niej. Nie wiedział też, czy powinien w ogóle angażować się w sytuację, która ani trochę go nie dotyczyła, ale pozwolił ponieść się intuicji. Przykucnął więc przy rozżalonej dziewczynie i zapytał:  

– Chciałabyś mi powiedzieć? – wkładając jej do ręki wyjętą z kieszeni chusteczkę higieniczną.

– Dzisiaj – wydusiła z siebie pogrążona w rozpaczy rozmówczyni i znów musiała przerwać, żeby zatrzymać jakoś napływające łzy.

– Co dzisiaj? – Starszy Pan zapytał niemal szeptem.

– Powiedziałam dzisiaj mojemu chłopakowi, że go nienawidzę, że jest najgorszą rzeczą, jaka mnie w życiu spotkała, i że nie chcę go dłużej znać. I dodałam jeszcze, że tego kwiatu jest pół światu, żeby dotarło do niego, że nic dla mnie nie znaczy. Wszystko skończone.

– A tak jest? Nic dla ciebie nie znaczy?

– Nie.

– To dlaczego to powiedziałaś?

Nie odpowiedziała. Zamiast tego skuliła się w sobie, obejmując obiema rękami własne ramiona  jak obejmuje się najdroższy skarb  i posmutniała jeszcze bardziej.

– Czy możesz go za to przeprosić i wyjaśnić, dlaczego postąpiłaś w taki sposób?

– Nie. To zbyt trudne.

– A kochasz go jeszcze? 

– Tak. Wiele razy go o tym zapewniałam. 

– To weź odpowiedzialność za miłość – wyszeptał Starszy Pan Znad Morza, później podniósł się powoli i kierując wzrok w stronę obranego celu, dodał na pożegnanie – Jeśli odbierasz znaczenie temu słowu, odbierasz je też człowiekowi.

I ruszył przed siebie. Z nadzieją, że jeszcze nie dziś spełni się jego pragnienie. Kochał zapach nadmorskiego powietrza. Kochał życie...


***

Inspiracją do napisania tego opowiadania była rozmowa z Iskrą na temat "dużych" słów. Na pewno warto rozmawiać i warto dzielić się spostrzeżeniami. Dziękuję za natchnienie 😘

Przypomniał mi się wiersz, który kiedyś napisałam. A ponieważ pisałam go sercem, chcę go tu mieć.

chciałabym ogrzać cię odrobiną
skradzionego losowi ciepła
zaklętego w uścisku 
w uśmiechu wywołanym 
spotkaniem o zmroku

spoglądam ci prosto w oczy
pozwalam by otulił cię 
dobry dotyk wszechświata
tak tylko umiem okazać 
czułość

boję się 
dużych liter
dużych słów

piątek, 29 listopada 2024

włosy

Śniło mi się dziś, że siedziałam na krześle i znajoma obcinała mi włosy. W pierwszej chwili poczułam się bardzo zdezorientowana i niepewna, myślałam o tym, że przecież nie miałam w planach zmiany fryzury, ale później każdy spadający na podłogę pęk włosów przynosił mi ulgę, jakby spadał z mojej głowy jakiś ciężar. Kiedy wreszcie przejrzałam się w lustrze, odczułam głębokie zadowolenie. Ze snu wybudziło mnie pytanie: dlaczego? Wewnętrzny głos odparł natychmiast:

Ponieważ jesteś wystarczająco silna, aby przez to przejść.

Proces obcinania włosów, zgodnie z wiedzą sennikową, może oznaczać wewnętrzną potrzebę oczyszczenia duszy albo nadchodzące zmiany. Wybieram to pierwsze z uwagi na obecne w ostatnim czasie w moim życiu rozterki. Utwardzam fundamenty własnego bytu, starając się nie zapominać o tym, co się dla mnie naprawdę liczy. Jakbym zdawała właśnie egzamin z człowieczeństwa, dlatego z całych sił świadomie wzniecam w sobie miłość, zrozumienie, przebaczenie i pokorę. To mozolna podróż, którą – przyznaję się bez bicia – usilnie chciałam przyspieszyć i jak najszybciej zakończyć. Niepotrzebnie, ponieważ wszystko, co miało do mnie przyjść, pojawiło się w momencie, w którym miało się pojawić – nie mogło się to stać na moje zawołanie.

Wczoraj akurat zaaranżowałam rozmowę, po której stwierdziłam, że czuję dużą ulgę. Po niej pojawił się sen o obcinanych włosach. Przypadek?

Nie sądzę!


Poniżej załączam jeszcze otrzymany dziś o 4:11 cytat 💕 Czy Osoba, która mi go przesłała, mogłaby zdradzić autora poniższych słów? 

Chociaż mamy niepowtarzalne cechy, 
wszystkie nasze serca biją tak samo. 
Twoje serce dotyka mojego, 
gdy dzielisz się swoją historią i wiarą. 
Wiem, że część mnie, którą dzielę się z Tobą, 
pozostanie w Twoim sercu. 
Dzisiaj będę się cieszyć naszą wspólną siłą.

wtorek, 26 listopada 2024

konkurs recytatorski

Dwie moje Uczennice z klasy 3. wzięły dziś udział w Konkursie Recytatorskim "Włóczęga, niespokojny duch...". Nie miałyśmy wiele czasu na przygotowania (wiadomo, listopad), ale wykorzystałyśmy każdą wolną minutę. Jedna z dziewczyn zajęła I miejsce w konkursie, druga zdobyła wyróżnienie. 

Miejsce I przyznano za utwór Pytasz, co w moim życiu... Jana Lechonia. Słyszałam go wiele razy w czasie przygotowań do konkursu, ale ostatnie słowa wiersza wypowiedziane podczas oficjalnej recytacji i tak zdołały mnie wzruszyć.

I jedno wiemy tylko, i nic się nie zmienia.
Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.

Esencja prawdy, esencja życia.... 


Jednym z ważniejszych zdań wypowiedzianych podczas wydarzenia było zdanie: "To wspaniale, że chciało wam się chcieć". Wysiłek dziewczyn dał im nie tylko satysfakcję z wygranej, ale też mnóstwo radości i cenne doświadczenie.
Cudownie, że chciało im się chcieć! Brawo, Dziewczyny!

poniedziałek, 25 listopada 2024

życie trzeba żyć

Czasami brakuje mi złotych myśli i tematów, którymi mogłabym albo chciałabym się podzielić na blogu. Bywa, że pochłania mnie codzienność – zwykłe sprawy i obowiązki. Jak już wspominałam kiedyś, listopad to trudny miesiąc. Piętrzą się w nim sprawdziany i inne zobowiązania, dlatego właśnie w listopadzie potrafię zgubić krok. Nie umiem też zrezygnować z teatru i z ważnych dla mnie spotkań, ale to już inna bajka ;) 

Wdałam się dzisiaj z dwiema osobami w dyskusję na temat tego, co napisałam wczoraj. Uwielbiam rozmowy, które dotyczą istoty życia.

Ale życie – jak to życie – trzeba żyć! Oczywiście, że wiele razy zachowałam się nie tak, jak chciałam, ale zawsze przynajmniej wiedziałam, jak chcę żyć. I to się u mnie właściwie nie zmienia. Najważniejsze, żeby wyciągać wnioski, naprawiać to, co da się naprawić, i zmieniać się w zależności od potrzeby. Uwielbiam spotykać ludzi, którzy pozostawiają w moim umyśle jakąś cenną myśl. Tak było też z panem od fizyki z liceum, o którym już kiedyś pisałam, dlatego po raz kolejny wyrażam wdzięczność względem spotkanej w szpitalu Starszej Pani. Było w niej coś metafizycznego. Podobnych ludzi spotkałam wielu na swojej drodze – może kiedyś o nich wspomnę.

Żyjmy, Kochani! Najlepiej jak tylko umiemy. Nie ma lepszej terapii niż doświadczenie, nie ma lepszej lekcji niż ta odrobiona samodzielnie. 

niedziela, 24 listopada 2024

rozmowa sprzed lat

Bardzo dawno temu, minęło już ponad dwadzieścia lat, poznałam starszą panią, z którą współdzieliłam szpitalną salę. Kobieta cierpiała na niewydolność nerek, dlatego co drugi dzień musiała poddawać się dializie. Doskwierała jej również zbytnia łamliwość kości, którym przez zabiegi, jakim cyklicznie się poddawała, po prostu brakowało wapnia. Opowiadała o swoim aktualnym życiu, ale też o przeszłości, co wzbudzało we mnie wtedy ogromne współczucie. Jako mała dziewczynka straciła mamę i była wychowywana przez ojca oraz jego nową żonę. Gdy małżeństwu urodziły się wspólne dzieci, przestano zwracać na nią uwagę i jakkolwiek się o nią troszczyć. Jej codzienność polegała na usługiwaniu młodszemu rodzeństwu oraz zawsze zmęczonej i niezadowolonej macosze. Nigdy nie dostała ani nowych butów, ani nowego ubrania, ani prywatnej przestrzeni, co wywołało w niej poczucie gorszości i nieadekwatności. Zawsze czuła się jak niepasujący do niczego element przeszkadzający wszystkim wokół. Swojego czasu, jak sama stwierdziła, wylała hektolitry łez, próbując poradzić sobie z bardzo niewygodną przeszłością. 

I chyba sobie poradziła. Gdy ze mną rozmawiała, okazywała cały wachlarz emocji zrodzonych w jej wnętrzu, spod których wyłaniało się światło uzewnętrzniane poprzez ciepły, serdeczny uśmiech. Pamiętam, że nie mogłam wyjść z wrażenia za każdym razem, gdy dostrzegałam w jej spojrzeniu radość. Niezakłamaną, szczerą radość. Któregoś dnia odważyłam się zapytać:

– Jak to możliwe, że udaje się pani być szczęśliwą, skoro tak dużo złego wydarzyło się w pani życiu?

– Żyję tu i teraz, dlatego tu i teraz wybieram być szczęśliwa – odpowiedziała lekko.

– Co to znaczy?

– Przeszłości już nie ma, a przyszłości nie znamy, jedyne, co możemy, to dokonać wyboru w tym momencie, dlatego w tej właśnie chwili wybieram, że będę się cieszyć rozmową z tobą. Ciekawe, dokąd nas zaprowadzi.

– Wszystko jasne, ale nie zawsze znajdujemy się w okolicznościach, w których możemy być szczęśliwi. Na przykład gdy ktoś wyrządza nam krzywdę i nie możemy nic na to poradzić? Co wtedy?

– Wtedy też mamy wybór – odparła – Postąpić w zgodzie z naszym systemem wartości albo wbrew niemu. Najważniejsze dla mnie to żyć tak, żeby nie krzywdzić siebie i drugiego człowieka.

– Czyli?

– Czyli to, czy zachowasz człowieczeństwo, czy też nie, jest twoim wyborem, jakiego dokonujesz właśnie tu i teraz. Zanim cokolwiek zrobię, zawsze zadaję sobie pytanie, czy nie skrzywdzi to mnie albo kogoś innego, a ponieważ cenię sobie spokojny sen, wybieram rozwiązania zgodne z moim systemem wartości.

– Ach! Czyli chodzi o wybór?

– Tak – odparła z przekonaniem – Człowiek zawsze ma wybór. Nawet w najcięższych warunkach.

Po tych słowach zaczęłyśmy rozmawiać o literaturze obozowej, o ekstremalnych warunkach, w których przyszło żyć i decydować wielu ludziom. O postawach ludzkich, o słabościach i pułapkach, w które ciągle wpadamy... Nigdy nie podziękowałam starszej pani za wspólne rozmowy, które okazały się dla mnie bardzo wzbogacające. Czy moja wewnętrzna wdzięczność ma jakąś wartość?

wtorek, 19 listopada 2024

ratownik doskonały

Nie wiem, jak to robię, ale zawsze w momentach kulminacyjnych pojawiają się problemy, których z racji braku dostatecznych kompetencji nie umiem sama rozwiązać. Wtedy do akcji wkracza M. Zawsze po tym, gdy prawie na kolanach zwracam się do niego o pomoc i błagalnym głosem mówię: „ratunku”. 

Tak było i tym razem. Wczoraj, w końcówce pracy nad wypracowaniami olimpijskimi komputer pożarł mi kilka tekstów nadesłanych od wspólniczki, do których miałam napisać recenzje. I co? I klops. Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by je odzyskać, ale te – złośliwe bestie – ukryły się tak skutecznie, że w końcu rozłożyłam ręce. 

Rozpoczęły się jak zwykle lamenty i błagania. Przegrałam swój los! W moim mniemaniu oczywiście. Można było przecież napisać z prośbą o ponowne przesłanie pliku z pracami, ale czułam przed tym ogromny opór. Dlaczego? Sama nie wiem.

Co w tej sytuacji zrobił M.? Kliknął trzy razy i voilà! Ta interwencja kosztować mnie będzie całe honorarium za moją ciężką pracę. Trzeba było obiecywać, ja się pytam? Trzeba było? Za trzy kliki, kiedy moją pracę można by liczyć w długich godzinach? Brawo ja 😂

Poniżej dowód, że takie sytuacje zdarzają mi się regularnie 😅

👇👇👇

dzień dobroci dla mnie