piątek, 22 maja 2026

metro meterko znów

Napisała, a ja muszę tu to mieć.

W metrze był chłopiec. Nie jestem pewna na 100%, ale raczej chłopiec. Piękne ciemne włosy, trochę podobne do włosów Bobaska, tylko dłuższe i w większym nieładzie. Artystycznym, ma się rozumieć. Ze 2-3 czerwone pryszcze na buzi. Czarna bluza stylizowana na dziergany sweter, w różowe esy-floresy (jakieś napisy być może?). Workowate spodnie wystrzępione na butach. Glany. Torba przewieszona na ukos przez ramię i biodro, z mnóstwem przypinek i naszywek. Na szyi kilka łańcuchów lub rzemyków z dziwnymi zawieszkami różnej wielkości, których nie udało mi się rozpoznać. Całość bardzo staranna, stylowa i malownicza. Widziałam, jak wsiadał z plastikowym koszyczkiem, który początkowo wzięłam za pudełko na ciasto, chociaż miał pokrywę z otworami. Aż zauważyłam, że coś się w nim rusza. Chyba mniejszego od przeciętnej świnki morskiej. Usiadł, gdy zwolniło się miejsce i postawił sobie pudełko ze zwierzątkiem na kolanach. 

To tyle 💕

piątek, 15 maja 2026

debiut literacki

Wreszcie się doczekałam! Pierwsza książka Synka. Wilku podesłala, ja się zachwyciłam. Czekam na kolejne!

Wróżyłam mu przecież przyszłość pisarską. Podziwiajcie.



czwartek, 14 maja 2026

makaron z łososiem

Siedziało w metrze takich dwoje. Gołąbeczki. Po dwudziestce chyba. Gruchało cichuteńko o obiadku. 

– Zrób mu makaron z łososiem – wtrącił się nagle pasażer siedzący naprzeciw – Jadłem dziś pierwszy raz. Palce lizać. Zrób mu.

– Od niej nie chce. Ona nie umie gotować. 

– Zrób mu – powtórzył – Zobaczysz, jak będzie cię kochał.


Jadł ktoś? Rozkochuje w sobie ludzi?


poniedziałek, 11 maja 2026

nadmorski świat

Nadmorski świat później niż warszawski obudził się do wiosny.

Jest piękny.


Tyle dziś trzeba ciszy, ciszy tyle,
Że skrzące niebo zda się nazbyt gwarne,
Gwiazdy za głośno drżą w mgławicznym pyle - 
Z wolna je chmury zasnuwają czarne.

(Leopold Staff, Cisza wieczorna)
  

Fale świecą się jak szkiełka czeskie
i szepczą, by się morza nie bać,
choć jest jak połowa nieba:
równie pełne śmierci i niebieskie.

(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Morze i niebo)

niedziela, 10 maja 2026

syndrom Hilarego

Napisała z daleka:

Dziś na basenie miałam klasyczny syndrom pana Hilarego

A ja zachodzę w głowę, czymże ten syndrom jest. Zanim jednak zapętliłam się w myślach i stworzyłam nieziemską teorię, doczytałam:

Okręciłam sobie ręcznik na głowie i już byłam w połowie drogi do recepcji, żeby zgłosić, że ktoś mi podpierniczył ręcznik z szatni!

Ach! To ten od okularów❗️I wszystko jasne. 

😀😀😀

czwartek, 16 kwietnia 2026

zdrowia!

W czasie wczorajszej drogi do pracy natknęłam się na taki oto napis:

„Cóż, pozostaje życzyć bibliotece zdrowia 😅” – napisała.

Cóż, nic dodać, nic ująć.

środa, 15 kwietnia 2026

puszkinie

Puszkinie wyglądają właśnie tak. Ktoś wiedział?

Z puszkiniami, a raczej z Puszkinem kojarzy mi się jedynie to 👇

Niebo jesienią oddychało,

Już słońce rzadziej pobłyskiwało,

Krótszy się stawał dzienny czas,

Szumiącą mgłą krył się las,

Z ogołoconych drzew gałęzi

Ostatni liść na ziemię śpieszył.

Zaszumiał w polu chłodny wiatr,

Zimowy zbliżał się czas i padł.


I muszę się pochwalić, że znam ten wiersz w oryginale, po rosyjsku 😀

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

pożegnanie źródłem dobra

Na pogrzeb, który odbył się w piątek, wybrałyśmy się razem z Myszą (dawn. Nastolatą). Dzięki temu obie mogłyśmy być świadkami dobra, jakie działo się przed naszymi oczami. 

Ziębuszce gratulujemy odwagi i otwartości. Ukryta w jej słowach wrażliwość poruszyła chyba wszystkie serca. I to było dobre.

💫💫💫

Bardzo chciałam Wam coś opowiedzieć. O Ani. Ale wybaczcie mi, jeśli będzie dużo o mnie. Bo chyba tak będzie. W sobotę 28 marca moja przyjaciółka Kasia napisała (gdy usłyszała o chorobie Ani, bo tak długo zbierałam się, żeby jej powiedzieć): Ania to taki Anioł, tak ją postrzegam... A ja na to: Tak, Ania to taki Anioł, który w dodatku zawsze ze mną był. ZAWSZE. Wtedy to się zaczęło, zaczęłam szukać przejawów tego, że otaczają nas i czuwają nad nami Anioły. Czułam to tak mocno i tak bardzo mi to pomagało. W dodatku zrobiłam się tak otwarta na ich pomoc, że sama siebie o to wcześniej nie podejrzewałam. Mam tylko nadzieję, że ten dar udzielał się mojej Siostrzyczce, w końcu ja dzięki niej go otrzymałam. Ania jest ode mnie 6 lat starsza. Chodziłyśmy do tych samych szkół w Wołominie i tu mieszkałyśmy, Ania przez całe życie, ja – większość i teraz znowu tu mieszkam od 15 lat. W związku z tym ludzie dość często zwracali się do mnie „Ania”, chociaż nie byłyśmy bardzo podobne. To znaczy, że moja siostra zapadała ludziom w pamięć – w serca, chciałoby się powiedzieć – od dzieciństwa. Raz nawet w podstawówce usłyszałam od matematyczki – jak już wreszcie zaczęła nas rozróżniać – niezbyt łaskawe słowa: „Ania była dużo bardziej błyskotliwa od ciebie”. Nie wiem, czy znałam wtedy ten wyraz „błyskotliwa”, ale wtedy go zapamiętałam. I tak! Ania miała w sobie światło, bliscy i przyjaciele, którzy znali ją nawet krótko, na pewno wiedzą, o czym mówię. Mam nadzieję, że to będzie się dalej zdarzać – to zwracanie się do mnie „Ania”. Usłyszałam też niedawno, że z wiekiem staję się coraz bardziej do Ani podobna. No tak, Ania miała ostatnio jasne włosy, a z biegiem lat niewielka różnica wieku jeszcze się zmniejsza, można powiedzieć: spada do zera. Wracając do Aniołów, niektóre z nich znałam od dawna, znała je Ania – wiedziałam lub nie, że są aniołami, inne zjawiały się lub Bóg je zsyłał, kiedy ich z Anią coraz bardziej potrzebowałyśmy. Niektóre zrobiły dla nas, co tylko mogły, inne po prostu były i wiedziałam że są, niektóre ledwie poznałam, ale czułam, że są Aniołami. Niektóre tu są, inne są z nami duchem, ale tak sobie myślę – dla Ani ceremonie nie były najważniejsze, wolała kawkę na naszym tarasie niż wypasioną imprezę (chociaż uwielbiała i umiała tańczyć). Nie sposób wymienić wszystkich Aniołów – to kolejny dar, że było ich tak wiele – więc wymienię cztery: mój mąż Konrad, „szwagierek” jak go nazywała, który pod koniec życia Ani robił jej zastrzyki i nawet nauczył się obsługiwać kroplówkę, nie tylko otwierać i zamykać zaworek; moja przyjaciółka Lidka, która była ze mną cały czas od pierwszych badań i diagnoz Ani, a w Wielki Piątek 2 dni po jej śmierci, zabrała mnie na spacer po Wołominie, w którym właściwie nigdy wcześniej nie była – to był jej pomysł, chodziłyśmy ścieżkami Ani i moimi od 20 do 22 i to było wspaniałe, kojące; Gosia z warsztatów „12 kroków ku pełni życia”, która od Palmowej Niedzieli albo i wcześniej słała mi codziennie takie wspaniałe teksty – to były przede wszystkim rozważania na Wielki Tydzień, ale tak koiły i leczyły pękające serce, nazwałam je „Słowami Miłości” (dużą literą), Gosia bardzo chciała dzisiaj być, ale wyjechała na rekolekcje, we wtorek jak mnie przytuliła i zaczęła przepraszać, powiedziałam: nie martw się, i tak wiem, że przywieziesz nam coś wspaniałego; i jeszcze moja siostra cioteczna Wiola – znamy się 50 lat, ale tak jakbyśmy się niedawno odkryły, zwłaszcza podczas rozmowy 1 kwietnia, kiedy ja stałam i czekałam pod hospicjum – jeszcze z nadzieją, że Ania zostanie tam tego dnia przywieziona – a Wiola zadzwoniła do mnie, Ania na pewno wiedziała o Wioli to, co ja wtedy odkryłam: że jesteśmy sobie po prostu bliskie, bo… jesteśmy Siostrami. Miało być czworo, ale jeśli Wiola, to i jej brat i bratowa, i ich mama, jeśli Lidka, moja przyjaciółka, to i Kasia, Agata, Iza, jeśli Gosia, to cała jedenastka z warsztatów. I wiele, wiele innych osób. Jak napisał na Facebooku Olek: Aniu! Poczekaj tam na nas… kiedyś znowu się spotkamy... na zawsze… Ania – na zawsze w naszych sercach… Dziękuję Wam wszystkim! I dziękuję naszej Mamie i Michałowi za wspólne bycie przy Ani, za ból, za dzielność, za spokój.

💫💫💫

Podczas drogi powrotnej do domu rozmawiałyśmy z Myszą na temat wiary, która w dzisiejszych czasach ani trochę nie jest w modzie. Ludzie masowo od niej odchodzą, za jedyne źródło poznania uznając szkiełko i oko. Wtedy jednak, podczas powrotu, mogłam powtórzyć raz jeszcze:

Odrzucenie wiary byłoby jednoznaczne z odrzuceniem nadziei, że kiedyś z tymi, których kochałam na ziemi, znów się spotkam. 

Wierzę. 

piątek, 10 kwietnia 2026

otwarte ciało emocjonalne

Nie umiem nazwać tego, co czuję. To rodzaj oszołomienia, dlatego potrzebuję trochę czasu, żeby się z niego otrząsnąć. 

czwartek, 9 kwietnia 2026

poświątecznie

– Weszłam na wagę po świętach – mówi znajoma z pracy.

– I co? – pytam.

– Dobrze, że waga nie umie mówić, bo na bank bym usłyszała: „Proszę wchodzić pojedynczo”. 

środa, 8 kwietnia 2026

pogubienie

Dopadł mnie niespodziewanie bezsens istnienia i czuję, jak się w nim bezwiednie zapadam. Jakby wszystko, co najważniejsze, było już za mną. Niepokój depcze mi po piętach. 

Gdzie się schowały anioły?

sobota, 4 kwietnia 2026

młodzieńczy punkt widzenia

Nie zaskoczyło ani trochę. Za to rozbawiło do granic 😅

– Zobacz, jakie piękne krówki dostałam od Lidki. To z Poznania.

– Jak takie piękne, to pewnie nie można jeść?

– Trzeba rozpakować i zobaczyć napis w środku.

– Jak z Poznania, to na pewno jest napisane "Legia ch...e".

😅😅😅

wtorek, 31 marca 2026

serce pęka

Napisała:

Ściskam Cię mocno, przesyłam takie Słowa, które podarowała mi koleżanka z warsztatów, wierzę, że i dla Ciebie będą piękne i wzmacniające:

Jezus nie szuka w Tobie ideału. Z krzyża woła: "Boże mój, czemuś mnie opuścił?". W tym krzyku daje Ci święte prawo do tego, że nie musisz udawać silnego, gdy pęka Ci serce. Masz prawo wypowiedzieć przed Bogiem poczucie opuszczenia. Bóg, który sam tego doświadczył, nie odrzuci Cię, lecz stanie obok. 

Ależ oczywiście, że są dla mnie piękne i wzmacniające, przede wszystkim dlatego, że dają mi pewność, że jest w Twoim otoczeniu ktoś, kto potrafi powiedzieć coś wspierającego w sytuacji, w której ja nie umiem znaleźć żadnych mądrych słów.

poniedziałek, 30 marca 2026

w objęciach na dywanie

Obok tej magii, która NAS łączy, toczy się życie. Pełne bólu, cierpienia, niewygody i niepewności. 

Jestem. 

Pamiętasz o tym? 

Pamiętaj, proszę. 

Ten czas, który jest Wam dany, to też czas do przeżycia. Chociaż będzie później kurewsko bolało, niech Was łączy. 

niedziela, 22 lutego 2026

dzieje się

Wszystko to, co jest ci potrzebne i jest dla ciebie naprawdę ważne, 

wydarza się najpierw w twoim wnętrzu.

niedziela, 15 lutego 2026

sobota, 14 lutego 2026

dzień trzeci

Dzień trzeci, towarzyszy mi Wilku. Próbuję doskoczyć do jej poziomu i całkiem nieźle mi idzie. To dobrze, bo zamierzamy iść olejową drogą długo. Przy wzajemnym wsparciu na pewno nam się uda.

piątek, 13 lutego 2026

zawał

Rzadko zaglądam do telefonu w pracy, ponieważ wrzucam go do torebki zaraz po wejściu do szkoły. Czasami tylko, gdy spodziewam się jakiejś wiadomości, zdarza mi się na niego zerknąć. Z reguły jednak wszystko dzieje się tak szybko i tak intensywnie, że zupełnie o nim zapominam. 

Dzisiaj jednak odebrałam w pracy wiadomość, tuż przed rozpoczęciem się 1. lekcji. Akurat chowałam telefon, gdy rozświetlił się ekran. Patrzę i czytam, i oczom nie wierzę, że coś takiego w ogóle mogło się zdarzyć.

– Gizmo wpadł pod kosiarkę... – napisał M.

A ja, cała w stresie, zachodziłam w głowę, jak to się w ogóle mogło stać. W ogródku śnieg, który nie zdążył jeszcze stopnieć, więc nie mogłam sobie wyobrazić, jak można kosić trawę pod nim. No jak? To się przecież kupy nie trzyma. A że się nie trzyma, wyobraziłam sobie, że Gizmo wybiegł przed dom i tam wpadł pod sprzęt wyglądający na kosiarkę niewiadomego przeznaczenia. Przed oczyma stanęły mi najbardziej przerażające widoki tego świata. Natychmiast chciałam urwać się z pracy. Przypomniałam sobie od razu, że niektóre osoby biorą jakieś urlopy: na żądanie, okolicznościowe, czy z powodu siły wyższej. Zanim jednak pobiegłam do dyrekcji i do kadr, zapytałam:

– Jaką kosiarkę? Co się stało?

– Ktoś go ostrzygł.

– Człowieku, prawie dostałam zawału.

– Ja też! – odparł M. – Nie poznałem psa!

Okazało się, że sama jestem sobie winna. Podczas nieobecności M., który przebywał wczoraj na imprezie firmowej, ostrzygłam psa, nie informując go o tym. Gdy wskoczyło na niego rano całkiem obce mu zwierzę, prawie dostał zawału, a potem prawie dostałam go ja. Niech olej wyciągnie ze mnie ten stres.


dzień drugi

O czym ja wczoraj myślałam, ja nie wiem. Jaka porażka? Chyba Bóg mnie opuścił, że tak się w ogóle wyraziłam. Wykonanie zadania przez 5 minut, kiedy istniała obawa, że nie uda się nawet zbliżyć oleju do ust, to nie porażka, to SUKCES. I od teraz w ten sposób będę o tym myślała. Zmiana myślenia wiele zmienia 😊

Dziś raportuję sukces nieco dłuższy, bo 7-minutowy! Naprawdę nie mam nic do stracenia, a mogę tylko zyskać. Efektów jeszcze pewnie nie ma, ale placebo działa świetnie. Witalność +10 😀😀😀

czwartek, 12 lutego 2026

płaskoziemcy

Na zastosowanie metody ajurwedyjskiej namawiałam również Ritę, ponieważ tak jak ja zmaga się z nawracającymi infekcjami zatok. I już prawie dała się przekonać, jednak dziś, gdy spotkała się ze mną, po przeanalizowaniu wszystkich materiałów, jakie jej przesłałam, mówi:

– A jak wyjdziemy na płaskoziemców?

– Płaskoziemców? – odpowiadam – Ja na pewno wyjdę na desperatkę!

dzień pierwszy

Porażka! Wytrzymałam 5 minut, a potem… Jak mnie wzięło na wymioty! Nie wiedziałam nawet, że tak szybko umiem pokonać odległość od kanapy do łazienki.

Mam problem i wiem o nim od długiego czasu. Natury psychicznej. Jeśli cokolwiek dzieje się wokół moich ust wystarczająco intensywnie, to albo bierze mnie na mdłości, albo na omdlenie. Sprawdzone u dentysty wielokrotnie. Nie pomaga odwracanie uwagi. Po prostu przychodzi taki moment, graniczny, że reaguję jak wulkan powyżej wskazanymi objawami. 

Olej, to tylko olej. Jutro włączę sobie jakąś głupotkę w telefonie – może się uda, może zignoruję to, że coś dzieje się wokół moich ust.

środa, 11 lutego 2026

idę w to

Szukałam, szukałam i znalazłam. Medycynę ajurwedyjską, o której dowiedziałam się całkiem przypadkiem. Jej zaletą jest chyba to, że jeśli nie pomoże, to przynajmniej nie zaszkodzi. A ja już mam dość nawracających zapaleń zatok. Metoda obrzydliwa, płukanie ust olejem przez 20 minut. Na samą myśl dostaję mdłości, ale jak zareaguję, okaże się jutro rano.

Poznałam wiele pozytywnych opinii, kilka też mniej przychylnych, jednak do tych drugich się nie przywiązuję. Nie chcę sobie odbierać ewentualnego efektu placebo 😅 Ma zadziałać i tego się trzymam. 

Będę informować.

poniedziałek, 2 lutego 2026

spotkanie

Dzisiaj na przykład spotkałam się po pracy z Wilku. I taki powrót po feriach to ja rozumiem! Zostałam obdarowana podarunkami, których lekturę chciałabym zacząć natychmiast, ale niestety... Obowiązki wzywają, muszę odłożyć na później. Gdy wychodziłyśmy z kawiarni, świeciło słońce. I zrobiło się jakoś tak mniej mroźnie. Albo nawet CIEPŁO.

Przypadek?

Nie sądzę!

DZIĘKUJĘ 💖💖💖

minus dwadzieścia 😱

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie! Poszukuję czapki uszatki. Takiej z czasów komuny – o której pisze Olga Tokarczuk w opowiadaniu Profesor Andrews w Warszawie albo pokazują stare filmy. Gruba, skórzana, z misiową podszewką.

Ludzie drogie(!), ważą się moje losy!

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie! 

niedziela, 1 lutego 2026

zastrzyk energii

Już luty. Piękny luty. Obudziły mnie dziś promienie słońca nachalnie układające się na mojej twarzy. Świetliste, ostre, wyraźne. Wyglądając przez okno, przymrużyłam oczy, ponieważ śnieg uderzył z pełną mocą swoją bielą i blaskiem, i poczułam w jednej chwili, jak światło rozlało się w moim wnętrzu. Czuję je głęboko w sobie.

piątek, 30 stycznia 2026

cisza

Pamiętam, jak jakiś czas temu napisałam: "Coraz częściej lubię iść w stronę ciszy". Wtedy jej szukałam, i był to właściwie świadomy wybór, ale dziś... 

Dziś cisza pochłania mnie sama. 

czwartek, 29 stycznia 2026

rocznica

Gdybyś mogła usiąść na ławce i porozmawiać przez godzinę z kimś, kogo już nie ma, kto by to był?

Babcia

środa, 28 stycznia 2026

ostatnia arystokratka

Przeczytałam Ostatnią arystokratkę (cz. 1., po pozostałe pewnie nie sięgnę, ale tę jedną warto znać) Evzen Bocek! Zbłądziłam w zakamarkach Internetu i dobrze na tym wyszłam. Język prosty, stylizowany chyba na mowę kilkunastolatki, ale treść pochłaniająca, chociaż lekka i przede wszystkim odmóżdżająca! Uśmiałam się jak nigdy 😂 Czy polecam? Polecam!

💫💫💫

[...] przypomniało mi się, jak ojciec opowiadał kiedyś dowcip o rosyjskich astronautach, którzy mieli lądować na słońcu, ale żeby ich nie spaliło, lądowali w nocy. Ciocia Jess nie widziała w tym nic śmiesznego.

💫💫💫

Jeśli ktoś chciałby wyrobić sobie pogląd o arystokracji u schyłku XX wieku i jako jej typowego przedstawiciela wybrałby mojego ojca, musiałby stwierdzić, że szlachcic większość czasu spędza na uczeniu psów aportowania papuci i żyje w permanentnym strachu przed komornikiem.

💫💫💫

Józef ma grypę zawsze, kiedy istnieje zagrożenie, że musiałby coś zrobić.

💫💫💫

Podobno prawdziwy arystokrata ma zakodowane w genach, by nie kłamać, nie kraść, nie skarżyć się i niczemu się nie dziwić. Najwyraźniej nie jestem prawdziwą arystokratką.

💫💫💫

wyniki

Odebrałam wczoraj wyniki badań. Są idealne! Pani pochwaliła mnie nawet za cholesterol i powiedziała, że chyba się zdrowo odżywiam i prowadzę, ponieważ nigdy wcześniej nie widziała tak dobrego wyniku. Nie wyprowadzałam jej z błędu. Z odżywianiem jak zawsze jestem na bakier, ale po uwadze pani zacznę chyba propagować jedzenie z doskoku 😅 Skoro działa 😀

cisza

Cisza. W samym sercu serca. 

Znalazłam ją w sobie nie pierwszy raz. 

Niech trwa.

poniedziałek, 26 stycznia 2026

życie na pełnej petardzie

Nie wiem, czy oglądaliście film Johnny zrealizowany na podstawie elementów biografii księdza Jana Kaczkowskiego. To bardzo wzruszający materiał, chwytający za serce, choć mam świadomość, że historia dla potrzeb komercyjnych została podrasowana. Niemniej, to właśnie on skłonił mnie do sięgnięcia po Życie na pełnej petardzie, czyli wiara, polędwica i miłość. Książkę pisaną w formie reportażu. Jak się okazuje, nie jest to moja ulubiona forma, ale kilka mądrych sformułowań zatrzymało mnie na dłużej.

💫💫💫💫💫

Bo jeżeli drugą osobę kocham miłością prawdziwą, nieegoistyczną i utylitarną i w pierwszej kolejności zależy mi na jej dobru, to nie jestem w stanie wyrządzić jej krzywdy i rzeczywiście w tej miłości można robić, co się chce. Wówczas nigdy tym drugim nie pogardzimy, nie potraktujemy go przedmiotowo.

💫💫💫💫💫

Pacta sunt servanda: umów trzeba dotrzymywać. Do tego wcale nie trzeba być wierzącym, wystarczy być przyzwoitym.

💫💫💫💫💫

Posłuszeństwo [...] nie zwalnia ani przełożonego, ani podwładnego z myślenia i z wartościowania moralnego. Nikt nikomu przez posłuszeństwo nie odebrał władzy krytycznego rozumu.

💫💫💫💫💫

Słuchaj. Nie tylko tego, co jest mówione wprost, ale zwłaszcza słuchaj tego, co jest mówione miedzy wierszami.

💫💫💫💫💫

Im bardziej jesteśmy autentyczni, tym bardziej jesteśmy swobodni.

💫💫💫💫💫

Wydaje ci się, że jak raz stanąłeś pod latarnią, to będziesz kurwą przez całe życie?

💫💫💫💫💫

Jeżeli twoje kazanie nie ma już żadnych zalet, to niech ma przynajmniej jedną: niech będzie krótkie.

💫💫💫💫💫

Obarczam znacznie większą winą księdza niż ofiarę, bo to on ponosi większą odpowiedzialność, gdyż z założenia jemu świeccy zostali powierzeni jako wierni. Wykorzystać czyjąś słabość, zbudować relację zaufania to po prostu świństwo.

piątek, 23 stycznia 2026

Rut i Boaz

Oglądałam wczoraj piękny film. Na pierwszy rzut oka fabuła zbyt słodka, by podobna historia mogła się kiedykolwiek wydarzyć. Zbyt dużo cudowności, zbyt dużo ochrony od Opatrzności, zbyt dużo dobrych, cierpliwych i kochających serc. A jednak. Wciąż jest mi to bliższe niż przekonanie, że świat jest zły.

Jedna z głównych bohaterek, starsza kobieta, która niedawno straciła męża i dorosłego już syna, będącego partnerem dziewczyny mieszkającej teraz razem z nią, powiedziała:

– Żałuję tylko, że nie ufałaś mi na tyle, by mi powiedzieć. By uwierzyć, że cię kocham  zamilkła na chwilę, a potem dodała w sposób, jakby przytaczała właśnie argument nie do zbicia  Gotowałam dla ciebie.

No i rozczuliły mnie te słowa.

czwartek, 22 stycznia 2026

UWAGA! niebezpieczeństwo

Odkryłam właśnie niebezpieczeństwo wiążące się z czytaniem książek. Można na przykład, zupełnie niespodziewanie, stać się we śnie żydowską dziewczynką zamkniętą w obozie koncentracyjnym.

Podczas dzisiejszego snu kupowałam Zuzu maliny na bazarku. I dlaczego nie truskawki? Ja się pytam 😀

środa, 21 stycznia 2026

21 stycznia

To dzień pełen wspomnień, tęsknoty i cichej miłości, 

która nie znika wraz z czyimś odejściem.

plantacja

To już postanowione: zakładam w tym roku plantację truskawek. Zaopatrzyłam się już w sadzonki i grządkę podwyższoną i gdy tylko przyjdzie wiosna, ruszę z kopyta do roboty. Solidnie się do tego przygotowałam, oglądając filmiki na YouTube, w których zaprawieni ogrodnicy dzielą się swoimi doświadczeniami. 

Czy inwestycja się zwróci? NIE!

Nie ma na to szans przy 20 sadzonkach. Ale czy zawsze musi się opłacać? Misja, proszę Państwa, misja. I radość podopiecznych, a moja satysfakcja. Oto zyski najwyższej miary.

wtorek, 20 stycznia 2026

plany

Od 2020 roku planuję wyjechać do Suntago (park wodny), powzięłam zatem postanowienie, że zrobię to w czasie tegorocznych ferii zimowych. W końcu dopiero 2026, opóźnienie wcale nie jest tak duże, jakby się mogło wydawać. Chciałam zabrać ze sobą córki: Zuzu (Nieletnią) i Myszę (Nastolatę), którym od dzisiaj zmieniam imiona na blogu. Głównie przez wzgląd na podobieństwo poprzednio obowiązujących nazw: może nie fonetyczne, ale semantyczne na pewno. Zresztą już dawno chciałam to zrobić.

Wracając do sedna: plan był taki, że gdy tylko rozpoczną się ferie, zrobię dziewczynom niespodziankę i zabiorę je na wycieczkę. Układałam w głowie strategię już od początku roku i do ubiegłego tygodnia wszystko zmierzało we właściwym kierunku. Nawet infekcja Zuzu zdążyła rozpocząć się i zakończyć na tyle wcześnie, że w poniedziałek, bez narażania jej na utratę zdrowia, mogłyśmy wyruszyć. Z atrakcji wodnych w czasie ferii zaliczyłyśmy dotychczas wyłącznie oglądanie Wodospadu Niagara – mój katar w sposób niemalże fotograficzny odzwierciedla tamtejsze widoki. Zastanawiam się, czy nie uczynić z niego płatnej rozrywki.

Kociara powtarzała mi wielokrotnie: „Jak nie wypali plan A, przejdź do planu B. Jak z B też coś pójdzie nie tak, zrealizuj plan C”. Liter w alfabecie na szczęście jest dużo, dlatego nigdy nie ma ryzyka porażki. Jak nie plan A, to B. Jak nie B, to C, a ostatecznie i Z. „Zawsze jest jakieś wyjście awaryjne” – powiedziałby przecież Władysław Kolęda.

Tak więc awaryjnie zainwestowałam w kilka nowych buczków i z przyjemnością realizuję któryś z planów. Może C? Wyjazd do parku wodnego na pewno nie uda się w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Plan jest taki, że wybierzemy się w czasie wakacji.

poniedziałek, 19 stycznia 2026

biję rekordy

Drugi dzień z rzędu 39 stopni, ale czuję, że już jutro będzie lepiej. Najgorszy jednak ten katar. Tylko czekać, aż zacznie mi się wylewać uszami.

niedziela, 18 stycznia 2026

grypa nauczycielska

Przecież inaczej nie mogłam zacząć ferii. Dzieje się tak zawsze. Dzwoni dzwonek po ostatniej lekcji, a ja już wracam do domu ze stanem podgorączkowym, który później zamienia się w prawdziwą gorączkę. Czy to się kiedyś zmieni?

sobota, 17 stycznia 2026

zamiast powoli usuwać się z życia, uczepił się go mocniej

Cały ten błękit. To książka o prawdziwej miłości i trosce, o obecności bliskiej osoby w momentach, gdy najbardziej jej potrzebujemy, o empatii i wzajemności, ale przede wszystkim o bólu, który jest nieodłącznym elementem każdego ludzkiego życia. Będę potrzebowała kilku dni, żeby historia, którą właśnie skończyłam czytać, ułożyła się miękko w moim sercu. Na razie przygniata i rozwarstwia, budząc trudne do udźwignięcia uczucia, ale pozwala też wierzyć, że dziecięca naiwność i wiara w dobro w ludziach mają sens, że nawet jeśli zostaniemy dotkliwie zranieni i poturbowani przez ludzi czy życie, zawsze pojawi się na naszej drodze ktoś, kto rozproszy mrok. 

💫💫💫

Chloé podnosi butelkę do ust, delektuje się winem przez kilka sekund, a potem mówi:

– Miałam dokładnie takie samo uczucie. Trzeba uważać.

– Na co?

– Żeby nie przespać życia. Wszyscy mamy do tego skłonność.

💫💫💫

– Tak, ale dlaczego ty?

– Dlaczego ja? Dlaczego nie ja? To wielka loteria wszechświata i tyle.

💫💫💫

Joanné po raz ostatni patrzy w jego bystre zielone oczy za okularami w zielonych oprawkach. Zdaje sobie sprawę z człowieczeństwa, którego dowiódł, i trudu, z jakim mu to przyszło. To właśnie stara się mu przekazać tym ostatnim długim spojrzeniem. Swoją wdzięczność.

💫💫💫

[...] czasami pozwalamy, żeby nasze uczucia nas osłabiały. Miłość, ta prawdziwa, zawsze powinna sprawiać, że czujemy się więksi. Nigdy na odwrót.

💫💫💫

Zanim da się życie, trzeba je kochać i sprawić, że będzie kochane.

💫💫💫

Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód.

💫💫💫

Tak bardzo przywykliśmy do rozpamiętywania tego, co było, lub prób wybiegania w przyszłość, że rzadko jesteśmy naprawdę obecni w sobie.

💫💫💫

Zawsze się czuje takie rzeczy. Pęka ostatnie ogniwo i wiesz, że możesz odejść.

💫💫💫

piątek, 16 stycznia 2026

sny odzwierciedleniem doświadczeń

Dzisiejszej nocy miałam bardzo plastyczne i wyraziste sny. Było ich wiele, ale dwa pamiętam szczególnie. 

W pierwszym śnie byłam kilkuletnią żydowską dziewczynką zamkniętą w obozie koncentracyjnym, w którym panował ogromny nieład. Dookoła walały się postrzępione deski ze zburzonych budynków, co spowodowało, że samoistnie zbudowały się dziuple i zakamarki, w których chowałam się, przemierzając terytorium nieprzyjaznego miejsca, aby uciec przed niebezpieczeństwem.  Wiedziałam, że gdy wpadnę w ręce SS-Mannów, skończę naprawdę źle. Ich wyostrzone spojrzenia ujawniające złe zamiary sprawiały, że czułam się jak tropione na polowaniu dzikie zwierzę. Niemałe wyzwanie stanowiły dla mnie porozrzucane niemal wszędzie wielkie płachty drutów kolczastych. Ominięcie ich bez skaleczenia jakiejś części ciała graniczyło z cudem, ale jednak jakimś sposobem, chyba dzięki niewielkiemu wzrostowi, przemieszczałam się wąskimi szczelinami powstałymi między drutami. Gdy dotarłam do ogrodzenia, przez które widziałam normalny świat, dobitnie zdałam sobie sprawę ze swojego położenia. Zrozumiałam wówczas, co wprawiło mnie w stan głębokiej rozpaczy, że jestem bezsilna wobec siły, jaka mnie więzi.

Sen 1. ujawnia niepewność, jaką czasami czuję w relacji z otaczającymi mnie ludźmi, w których zachowaniu dostrzegam nieczystą grę nie tylko wobec mnie, ale wobec otoczenia w ogóle. Dążą do celu drogą zawoalowanej manipulacji, jakiej inni nie są świadomi, a jaką ja dostrzegam bardzo wyraźnie. Chcą zadbać w ten sposób przede wszystkim o swój wizerunek, dlatego wcielają się w role wybawców albo ofiar i "kupują" zaufanie otaczających ich ludzi. Nie uświadamiam nikogo, ponieważ rozumiem, że każdy z nas jest w miejscu będącym wynikiem przeróżnych doświadczeń. Czuję się jednak czasami więźniem stworzonego w świecie systemu i staram się przemknąć przez niego bez draśnięć, które symbolizują we śnie kolczaste druty. Rzeczywistość jest, jaka jest, jestem bezsilna wobec jej praw i jedyne, co mogę, to zaakceptować swoje położenie, zachowując czujność, żeby nie dać się zranić.

💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦

Drugi sen był o lwach. Jednym dorosłym i drugim całkiem małym. Oba były moimi domowymi zwierzątkami. Kiedy jednak zdałam sobie sprawę z tego, że są przecież dzikimi zwierzętami, zaczęłam je izolować w pomieszczeniu zamkniętym drzwiami z przezroczystą pleksą, która uginała się pod ich naciskiem. Dzięki temu mogłam kontrolować ich zachowanie. Przeraziła mnie myśl, że w czasie mojej nieobecności mogłyby się wydostać z zamknięcia i zaatakować dzieci, które byłyby same w domu. Zdecydowałam się więc oddać je do ZOO, dlatego poprosiłam M., żeby zadzwonił po służby, które by je zabrały. W tym samym czasie Nieletnia, będąca we śnie dwu- albo trzyletnią dziewczynką, przedostała się niepostrzeżenie do czatujących pod drzwiami lwów i zaczęła tulić się do tego większego. Drugi, merdając radośnie ogonkiem, zachęcał ją do zabawy.

Sen 2. mówi o uczuciu złości, które całkiem niedawno, w odpowiedzi na bardzo przykre zdarzenie, obudziło się we mnie. W pierwszej chwili byłam nawet zadowolona ze swojej reakcji, wiedziałam przecież, że jest najbardziej oczekiwaną reakcją w danej sytuacji, ale szybko zaczęłam tłamsić ją w sobie  symbolizuje to uginająca się pleksa  co poskutkowało uczuciem mdłości i bezsennością. Zapomniałam, że wszystkie emocje czemuś służą i na jakiś czas wpadłam w sidła dawnego mechanizmu. Złość spowodowała we mnie poczucie winy i ogromną wewnętrzną niewygodę prowadzącą do lęku. Nagle to, co poczułam, stało się w moich oczach czymś gorszym, niż to, co zrobiła druga osoba. Ta odczuwana przeze mnie złość mogłaby mieć też wpływ na moje dzieci i bałam się, że mogę je nią skrzywdzić, dlatego z całych sił chciałam się jej pozbyć. Jest siłą potężną jak lew. A może i nie, tylko że ja boję się jej tak bardzo, że objawiła się w moim śnie w postaci groźnego, dzikiego, mającego ogromną moc zwierzęcia. Dopiero sen pokazał mi, że w gruncie rzeczy jest moim sprzymierzeńcem, pojawia się, żeby ukoić.

czwartek, 15 stycznia 2026

cały ten błękit

Cały ten błękit pochłonął mnie bez reszty. Główni bohaterowie, nieznający się przed podróżą ludzie, wyruszają razem w długotrwałą, górską wędrówkę, która, jak się okazuje, staje się metaforą podróży w głąb siebie. Wymagającą, trudną, ale przede wszystkim zaskakującą. Na początku ich wspólnej drogi Joanne zaopatruje ich oboje w notesy, zanim jednak pojawia się w nich pierwszy wpis, kobieta przytacza słowa Konfucjusza:

Największym podróżnikiem jest ten, 

kto umiał kiedyś odbyć podróż w głąb siebie.

Émile rozumie ich sens i postanawia, że umieści je na stronie tytułowej swojego notesu. W czasie wędrówki wraca myślami do zdarzeń z przeszłości, które były dla niego trudne, i orientuje się wreszcie – uświadamia mu to Joanne, przytaczając słowa Prousta  że: 

Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na poszukiwaniu 

nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu.

Bohater analizuje więc słowa i zdarzenia z przeszłości, przetwarza je i dociera do miejsca w sobie, jakiego istnienia chyba się nie spodziewał:

Nigdy wcześniej nie doświadczył takiego poczucia spełnienia i wdzięczności wobec Wszechświata. Owszem, umrze, ale jest tu dziś wieczorem i zrozumiał mnóstwo rzeczy. Nie jest do końca pewien, ale ma wrażenie, że właśnie sobie wybaczył.

wtorek, 13 stycznia 2026

poszukiwania

Byłam dziś w Empiku i spędziłam w nim chyba z dwie godziny w poszukiwaniu czegoś do poczytania. I co? I pstro. Nie udało mi się znaleźć niczego sensownego, a szukałam w wielu dziedzinach. Zajrzałam oczywiście również na półkę z książkami dotyczącymi samorozwoju i doszłam do wniosku, że większość z nich powiela te same treści, coraz częściej w komercyjny sposób, czyli taki, jaki zupełnie mi nie leży. W literaturze, oprócz treści, doszukuję się również piękna, plastyczności słowa, przestrzeni pozostawiającej margines na własną refleksję.  Większość pozycji to teksty w postaci poradników z zaznaczonymi wyraźnie nagłówkami, a sam zawarty w nich przekaz uproszczony do granic możliwości. Jak zauważyłam, większość autorów to youtuberzy prezentujący pisemnie wypowiedziane wcześniej w podcastach zdania. Jest w nich jakiś sens, i owszem, ale ja szukam zdecydowanie czegoś innego.

Nie znalazłam niestety polecanej mi przez Kali książki pt. Cały ten błękit Mélissy Da Costy, a chciałam ją mieć w wersji papierowej. I trochę spanikowałam, bo ferie za pasem, a ja nie jestem na nie przygotowana 😅 Nic to, zamawiam buczka.

Polecicie coś dobrego? 

chwalę się

Od dziecięcia własnego dziś dostałam, więc się chwalę 😀 Napis robi robotę!


Podoba Wam się?

Ja jestem ZACHWYCONA 😍

niedziela, 11 stycznia 2026

geniusz i obsesja

Czytam teraz książkę, na zakup której zdecydowałam się po recenzji Ziębuszki. Ostatecznie dostałam ją w prezencie urodzinowym – nie ukrywam, że na własne życzenie 😀 Lektura jej to fascynująca podróż przez lata życia Curie-Skłodowskiej. Mnóstwo fragmentów zatrzymało mnie na dłużej, ale jeden z nich wędruje ze mną już trzeci dzień:

Zasada numer jeden: 

nigdy nie dać się podporządkowywać ludziom lub sytuacjom.

(Barbara Goldsmith, Geniusz i obsesja. Wewnętrzny świat Marii Curie)

Ujęła mnie treść tej zasady. Stosowanie jej we własnym życiu, częściej bardziej nieświadomie niż świadomie, skutkowało skrajnymi efektami. Albo wychodziłam na tym bardzo dobrze, albo bardzo źle. Niezależnie jednak od rezultatu, myślę, że warto było stawać przy swoim, szczególnie że często, chyba zbyt często w swoim życiu, trwałam w roli osoby podporządkowanej. Jakaś siła jednak pchała mnie do walki o siebie, i chociaż często musiałam zapłacić za nią wysoką cenę, pozwoliło mi to zachować wewnętrzną suwerenność. Dużo pracy przede mną, zanim osiągnę poziom, jaki by mnie satysfakcjonował. Najważniejsze jednak to się nie poddawać.

Czy warto przeczytać tę książkę? 

Tak! Warto!

poczekam

Wszystkie małe stworzenia śniły o wiośnie. 

Ale do wiosny było dość daleko, 

bowiem Nowy Rok minął dopiero co.

(Tove Jansson, Zima Muminków)

Jakoś specjalnie mi ta zima nie przeszkadza. Widok za oknem magiczny i taki właśnie o tej porze roku być powinien. Zwierzęta wypuszczone do ogródka ochoczo tarzają się w śniegu – wyraźnie widać, że sprawia im to przyjemność. Nie mogę się jednak doczekać wiosny. Prac w ogródku i widoku rozkwitających roślin. Zżera mnie ciekawość, czy drzewka, które zasadziłam późną jesienią, się przyjmą. A bardzo bym chciała, żeby tak było.

Shrek by powiedział: 

To sobie jeszcze poczekasz.

To sobie poczekam. 

piątek, 9 stycznia 2026

urodziny

Obchodziłam dziś kolejne urodziny. W sposób mało spektakularny. I tak chyba lubię najbardziej. Byłam w kontakcie z najbliższymi mi osobami i dostałam od nich mnóstwo pięknych życzeń, które na pewno się spełnią. Wszystkie są dla mnie ważne, ponieważ pochodzą od ważnych dla mnie ludzi. Jedne były od Synka Wilku i mają dla mnie ogromne znaczenie chyba dlatego, że w nim samym jest coś wyjątkowego. Posiada ponadto talent językowy, co stwierdzam po przesyłanych mi historyjkach z jego udziałem, w których dokonuje akrobacji słowotwórczych.

Ostatnio na przykład, gdy Wilku opowiadała mu o dziejach swojej rodziny, a swoją opowiastkę zakończyła słowami: "I tak zamieszkaliśmy z moimi dziadkami", Synek odparł:

A moimi pradziadkami – i zwracając się do taty – a twoimi PRATEŚCIAMI

Rozczulił mnie, tworząc tę formę wyrazową. Jak dla mnie to majstersztyk słowotwórczy! Trzeba mieć niezłą wyobraźnię, żeby coś takiego wymyślić. Prateściowie? W życiu bym na to nie wpadła!

Zamieszczam kilka skierowanych do mnie życzeń, żeby nabrały mocy.


Samej sobie życzę POZOSTANIA SOBĄ. Żadnych masek, żadnych ról. Oczywiście utrwaliłam tę myśl, słuchając przez pół dnia piosenki Magdy Umer. Bo jakżeby inaczej! 

Dostrzegacie zabawę słowami w tym utworze, ich dwuznaczność? 

To coś na miarę możliwości Synka 😁

czwartek, 8 stycznia 2026

wieczorna rutyna

Szykujemy się do snu 😀 Pamiętam taki okres z naszego życia, kiedy łóżko małżeńskie było łóżkiem rodzinnym. A teraz jak najlepiej byłoby je nazwać? Międzygatunkowe? A może wciąż rodzinne 😅

jest, jak jest

Jest, jak jest. 

I nic tego nie zmieni. Jedyne, co możemy, to żyć w zgodzie ze sobą.

Czy to się nazywa akceptacja rzeczywistości?

środa, 7 stycznia 2026

zima zaskoczyła

Dzisiaj rano naszła mnie refleksja, że wyrażenie „zima zaskoczyła” jest w zasadzie dwuznaczne.

1. Zaskoczyła, jak zaskoczyć może silnik, który trudno było rozruszać. W ostatnich latach przecież zimy coraz mniej, a w tym roku wreszcie zaskoczyła. Śniegu po kolana. I nawet nie trzeba klękać 😅

2. Zaskoczyła jako coś niespodziewanego. Kto by się zresztą spodziewał zimy zimą 😅

piątek, 2 stycznia 2026

projekcja

"Nie jestem ważna". Do takiego wniosku doszłam po przeanalizowaniu wszystkich ataków skierowanych w moją stronę w grudniu. A było ich naprawdę sporo. Jakby wszechświat chciał mi powiedzieć: "Sprawdzam cię". Począwszy od drobnych pstryczków w nos, a skończywszy na poważnym działaniu hakerskim, które całkiem sporo namieszało w moim życiu. Ten ostatni atak to przejęcie konta na Facebooku i adresu mejlowego, co skutkowało całkiem poważnymi konsekwencjami i wymusiło szereg działań służących ochronie.

Elementem łączącym wszystkie nieprzyjemne zdarzenia było to, że wydarzyły się publicznie. Nie w ukryciu, w konfrontacji jeden na jeden, ale właśnie publicznie. I za każdym razem zmusiło mnie do przyjęcia jakiejś postawy – z reguły obronnej. W żadnym przypadku jednak nie był to odwet, tylko ochrona siebie, do której dałam sobie prawo. Kiedy koleżanka z pracy podczas spotkania towarzyskiego próbowała mnie ośmieszyć, wyciągając na forum jakieś dawne zdarzenie i chcąc podbudować w ten sposób samą siebie, powiedziałam STOP. Jasno i wyraźnie. Co ciekawe, wszystkie podobne zdarzenia niszczyły atmosferę, która z założenia miała być miła i przyjemna.

Innym elementem wspólnym było to, że każda z sytuacji mogła mnie ośmieszyć i nadszarpnąć mój wizerunek. Do tego jednak nie doszło, na pewno nie w moich własnych oczach, ponieważ zorientowałam się, że nie chodzi przecież o mnie, ale o osoby, które były inicjatorami tamtych zdarzeń. Ktoś – zakładam, że nieświadomie – próbował moim kosztem umocnić się w przekonaniu, że wciąż jest młody i atrakcyjny, ktoś inny udowodnić sobie, że to inni popełniają błędy – nigdy on sam – przerzucając winę na mnie. Ktoś inny jeszcze potrzebował chyba poczuć kontrolę nad czyimś życiem, dlatego przejmując moją tożsamość, "naubliżał" (zapisuję w cudzysłowie, ponieważ jego starania okazały się płonne) moim współpracownikom.

"Jestem autorką" treści zapisanych na zielonym tle.

Wszystko, czego doświadczyłam, doprowadziło mnie do wniosku, że relacje międzyludzkie to jedna wielka projekcja, dlatego w sytuacjach, kiedy przydarza nam się coś przykrego, powinniśmy zadać pytanie: "Czy na pewno chodziło o mnie?". I jestem pewna, że z reguły odpowiedź byłaby przecząca. Te wszystkie historie pozwoliły mi sięgnąć w głąb siebie i dostrzec symptomy uzdrowienia. Człowiek, który jest na początku drogi, w obliczu podobnych zdarzeń czuje się skrzywdzony, na etapie końcowym natomiast widzi złożoność interakcji. Nawet wtedy, gdy rzeczywiście został zraniony, patrzy na zjawisko z zupełnie innej perspektywy. Nie pyta już, dlaczego ktoś wyrządził mi krzywdę, ale: "Co spowodowało, że do tego doszło?". 

Jaki w tym, co się wydarzyło, był mój udział? 

Z jakiego powodu pozwoliłam się źle potraktować? 

Jakie nieuświadomione mechanizmy mną powodowały?

Moi Drodzy, wszyscy projektujemy, ponieważ wszyscy próbujemy coś w sobie przepracować. I choć z reguły nie zdajemy sobie z tego sprawy, warto pochylić się nad źródłem zachowań naszych czy człowieka, z którym wchodzimy w interakcję. Zwykle okaże się, że w sytuacjach, gdy ktoś sprawił nam przykrość, wcale nie chodziło o nas, a w sytuacjach, kiedy to my zachowaliśmy się nie w porządku, o tę drugą osobę.