piątek, 30 maja 2025

jesteś?

Pamiętam taki moment, kiedy był w jednej z pierwszych klas szkoły podstawowej. Wbiegł wtedy do domu i rzucił mi się w ramiona. Cały się trząsł. Trzymał mnie tak mocno, że nawet gdybym chciała, nie mogłabym się oswobodzić z jego uścisku. Siła gladiatora w ciele kilkuletniego chłopca.

– Mamo! – powiedział podniesionym tonem, który wpędził mnie w stan wielkiego zdziwienia i niepokoju – Jesteś!

– Jestem, synku – odparłam, czując, że jest mu to potrzebne.

– A tata? Gdzie jest tata?

– Tata jest w pracy. Wróci wieczorem.

– Kochasz mnie? – zapytał, ale to pytanie, które już czasami zdarzało mu się zadać, miało o wiele większe znaczenie niż zwykłe.

– Nad życie i z całego serduszka. Wiesz przecież.

– I jesteś?

– Jestem, synku.

Dłuższą chwilę tuliłam go w swoich ramionach. Wiedziałam, że stało się coś niedobrego, ale nie miałam odwagi zapytać. Nie od razu. Dopiero, kiedy emocje trochę opadły, powiedział mi, że kolega z klasy stracił tatę.

Kiedy niedawno zatrzymał się na schodach w domu, w taki sposób, jakby nagle zatrzymał się cały świat, i zapytał tym samym tonem co kiedyś: „Kochasz mnie?”, ożyła we mnie historia sprzed lat.

– Najbardziej na świecie, synku. Przecież wiesz – odparłam spokojnie tak samo jak wtedy i tak samo jak wtedy bez zadawania pytań. 

Nie powiem mu, że historia zamordowanej na UW kobiety wstrząsnęła mną równie mocno co nim. I nie powiem mu, że przez kilka dni po tym strasznym wydarzeniu bałam się wychodzić z domu i robiłam to tylko dlatego, że musiałam. Nie mogłam przestać myśleć o jej najbliższych, o jej nieutulonych w matczynych ramionach dzieciach – właśnie wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowały. O mężu, który zdążył może jeszcze przed jej wyjściem do pracy powiedzieć: „Dobrego dnia!”, nie spodziewając się, że widzi żonę ostatni raz…

Jestem. I bardzo chciałabym być jeszcze długo, ale najbardziej chciałabym, żeby byli oni – dzieci i M.

środa, 28 maja 2025

wrażenia

Byłam dziś z Sonią na spotkaniu z trojgiem reżyserów polskich filmów prowadzonym przez Grażynę Torbicką. I co? I jestem absolutnie zachwycona sylwetkami wszystkich osób, które chwyciły mnie za serce swoimi wypowiedziami. Słowo pasja nie oddaje istoty ich działań. To zdecydowanie za mało. Każdy z reżyserów odsłonił rąbek swojej duszy, opowiadając o procesie tworzenia filmów. 

Jestem bardzo zadowolona z faktu, że oglądałam wszystkie omawiane filmy. Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej i Dzień kobiet Marii Sadowskiej, Simona Kossak Adriana Panka i Ostatnia rodzina Jana Matuszyńskiego. Zaskakujący wniosek, który nasunął mi się już na początku spotkania, jest taki, że profile osobowościowe reżyserów odpowiadają profilom filmów – jakby energia jednego z drugim zlewała się w całość. 

To wydarzenie zmieniło mój pogląd na filmy biograficzne – czy też raczej filmy wykorzystujące fakty biograficzne, jak stwierdzili sami wypowiadający się, odróżniając je od filmów dokumentalnych – ale też percepcję.

Dwie fotki z samego wydarzenia 👇


A podczas powrotu do domu rzuciło mi się w oczy to 👇

I mała refleksja na zakończenie: nie ma nic inspirującego w wystawionej na pokaz niedoskonałości. W każdym ze wskazanych filmów jest coś, co daje nadzieję, co pokazuje, jakby stwierdził Albert Camus, że w człowieku więcej zasługuje na zachwyt niż na pogardę. To teksty, które pozostawiają człowieka z jednym, chyba najważniejszym, pytaniem o sens życia, jakiego ludzie poszukują pomimo wszystko. Pomimo trudnego dzieciństwa, przeszkód, traumatycznych doświadczeń, niesprzyjających okoliczności. 

Co dobrego robię dla otaczających mnie ludzi? Co mogę im ofiarować? Czy mój wpływ na nich jest taki, jaki powinien być? Dobry, budujący?

Już kiedyś sformułowałam tę myśl, ale pozwolę sobie zrobić to raz jeszcze:

Wartość człowieka określa to, 

co po sobie / za sobą zostawia.

wtorek, 27 maja 2025

zwierciadło duszy

Mówią, że oczy są zwierciadłem duszy. Kiedy stanęłam przed lustrem, moje powiedziały mi wszystko. W odpowiedzi odparłam:
dziękuję 

poniedziałek, 26 maja 2025

sobota, 24 maja 2025

zamówienie

– Złożyłam zamówienie na ładną pogodę na za tydzień – napisałam rano do Ziębuszki. No dobra, nad ranem. O 4:34.

– A gdzie zamawiałaś? Na Onecie piszą, że dobrze Ci poszło – napisała pod koniec dnia.

– Mam swoje dojścia.

– Dojścia, mówisz? Anioł lub Anioły? – dopytała, ale nie czekając na odpowiedzi ode mnie, dodała po chwili – Wiem, Aniela!

Bo któż by inny zadbał lepiej o moje sprawy jak nie babcia Aniela. Prawda?

piątek, 23 maja 2025

analiza wiersza

Nie wiem czyje to, ale mnie rozbawiło, więc wrzucam 😂 

Sam wiersz poniżej 👇 

ustny z polskiego w praktyce

Ostatni dzień matur ustnych z języka polskiego zakończył się zabawnym akcentem. Siedzący przede mną uczeń opowiadał o konflikcie międzypokoleniowym na podstawie Tanga Mrożka.

– Artur strasznie się buntował – mówił uczeń  Ten bunt kosztował go jego własne życie. Chociaż w zasadzie rodzice poprzez swoją postawę wobec życia odebrali mu możliwość buntu.

– To przeciwko czemu buntował się Artur? – zapytałam.

– Przeciwko chamstwu i PROSTACIE!

czwartek, 22 maja 2025

szczęście

szczęście nie czeka na ciebie 

w spełnionych marzeniach

– jest w sercu, które wciąż bije,

i w oczach, które wciąż widzą piękno

– mimo wszystko

niedziela, 18 maja 2025

sobota, 17 maja 2025

technika wyparcia

Siedzę i udaję, że nie widzę ulewy za oknem. Wyjątkowo chłodny maj. I tak sobie słucham dla relaksu Kory. Ogródek na pewno za mną tęskni. Ja za nim bardzo.

połączenie na poziomie dusz

prawdziwą wartość relacji mierzy się 

nie częstotliwością spotkań czy rozmów, 

ale wpływem, jaki ta relacja na nas ma

czwartek, 15 maja 2025

raporcik

Raport znad morza. W tym roku opóźniony, ponieważ pochłonęły mnie matury. 

Tak można żyć 😃 Sami przyznajcie.



🌊🌊🌊🌊🌊🌊🌊🌊🌊

w drodze do pracy

Podążam do pracy. Wielu ludzi wchodzących do metra uśmiecha się. Nie wiem do kogo i dlaczego. Ci ze słuchawkami w uszach lub na uszach pozostają we własnym świecie. Pewnie im przyjemnie. Są spokojni, zrelaksowani. Nie muszą nawet o tym mówić. Widzę to w mimikach ich twarzy. Rysy łagodnieją i rozprostowują zmarszczki tych, którzy je mają. Ani jednej smutnej buzi. Aż żal wysiadać.

samoakceptacja

Gdy zaczynasz kochać siebie, 

uczysz się widzieć swoją wartość 

nie przez pryzmat opinii innych ludzi o tobie, 

ale przez pryzmat prawdy o tym, kim naprawdę jesteś.

Miłość do siebie to nie egoizm, 

ale akt szacunku wobec życia jako daru.

środa, 14 maja 2025

poszukiwanie prawdy

– Czuję ból – powiedziało Serce w taki sposób, jakby chciało go odepchnąć.

– To bardzo dobrze – odparł Rozum, zaskakując swoją odpowiedzią obolałe Serce.

– Dobrze? – zdziwiło się Serce i od razu zaprotestowało – Nie chcę czuć bólu ani niczego, co jest nieprzyjemne.

– To, co czujesz, to wezwanie do poszukiwania – wyjaśnił Rozum. 

– Poszukiwania czego?

– Prawdy – lekko odparł Rozum.

– Prawdy?

– Pojawienie się jakiegokolwiek uczucia to zawsze wezwanie do jej poszukiwania. Nie na zewnątrz, ale wewnątrz siebie – wytłumaczył Rozum – Każde uczucie, jakie się w tobie rodzi, kryje prawdę właśnie o tobie.

Co mówi o tobie uczucie, które przeżywasz? 

wtorek, 13 maja 2025

trzy sita Sokratesa

Pewnego dnia zjawił się u filozofa Sokratesa jakiś człowiek i chciał się z nim podzielić zasłyszaną właśnie wiadomością.

— Posłuchaj, Sokratesie! — wykrzyknął podekscytowany — Koniecznie muszę ci powiedzieć, jak się zachował twój przyjaciel!

– Od razu ci przerwę – odpowiedział mu ze spokojem Sokrates – i zapytam: czy pomyślałeś o tym, żeby to, co masz mi do powiedzenia, przesiać przez trzy sita?

A ponieważ rozmówca spojrzał na niego nic nierozumiejącym wzrokiem, Sokrates tak to objaśnił:

– Otóż, zanim zaczniemy mówić, zawsze warto przesiać to, co chcemy powiedzieć, przez trzy sita. Przypatrzmy się temu, z czym przychodzisz dziś do mnie. Pierwsze sito to sito prawdy. Czy sprawdziłeś, że to, co masz mi do powiedzenia, jest doskonale zgodne z prawdą?

– Nie, słyszałem, jak o tym mówiono, i…

– No cóż… sądzę jednak, że przynajmniej przesiałeś to przez drugie sito, którym jest sito dobra. Czy to, co tak bardzo chcesz mi powiedzieć, jest przynajmniej jakąś dobrą rzeczą?

Rozmówca Sokratesa zawahał się, a potem powiedział:

– Nie, niestety, to nie jest nic dobrego, wręcz przeciwnie...

– Hm! – westchnął filozof – Pomimo to przypatrzymy się trzeciemu situ. Czy to, co pragniesz mi powiedzieć, jest przynajmniej pożyteczne?

– Pożyteczne? Raczej nie…

– W takim razie nie mówmy o tym wcale! – powiedział Sokrates. – Jeżeli to, co pragniesz wyjawić, nie jest ani prawdziwe, ani dobre, ani pożyteczne, wolę nic o tym nie wiedzieć. A i tobie radzę, abyś o tym zapomniał.

Powielam treść tej opowiastki, ponieważ uważam, że jest ważna. Stanowi przede wszystkim rodzaj lekcji, choć myślę, że dla ludzi o plotkarskiej naturze niewiele wartej. 

Nawet jeśli powyższa opowieść nie wymaga przeformułowania, ponieważ stanowi sedno problemu zawarte w trzech słowach: prawda, dobro, pożyteczność, zadałabym trzy pytania o nieco innym brzmieniu i sensie.

Czy to, co o kimś mówisz:

1. Może mu pomóc?

2. Może mu zaszkodzić?

3. Możesz powiedzieć w jego obecności?

Zanim coś powiemy, przemyślmy to trzy razy. Umniejszenie drugiej osoby nie zwiększa naszej wartości. 

poniedziałek, 12 maja 2025

wszystko ma swój czas

Przez wiele lat miałam problem z przyznaniem się do swojego wieku. Wstydziłam się go już wtedy, gdy miałam 30 lat, co wynikało przede wszystkim z wrażenia straconego czasu. Po opuszczeniu rodzinnego domu potrzebowałam około 10 lat, żeby stanąć na nogi i odważyć się żyć w świecie, który wydawał mi się wcześniej zbyt zagrażający i zbyt nieprzychylny, bym mogła w nim funkcjonować. Bałam się w zasadzie wszystkiego. A poczucie zmarnowanego czasu sprawiało dodatkowo, że jeszcze bardziej się wycofywałam.

Dziś już wiem, że ten czas, który wcześniej uważałam za stracony, to okres budowania fundamentu mojego bytu. Właśnie w tym okresie przyszły na świat moje dzieci, a my z M. staraliśmy się tworzyć rodzinę według wspólnego wyobrażenia. Taką, w której nie ma miejsca na przemoc, przedmiotowe traktowanie drugiej osoby i chłód. I to nam się naprawę udało. Pierwsze kroki stawiałam z pomocą poradników dotyczących wychowania dzieci, które wskazywały mi właściwą drogę. Wiedziałam, że sama miłość nie wystarczy, choć stanowiła oczywiście najwyższą wartość. Czasami kochając kogoś bardzo mocno, można mu wyrządzić wielką krzywdę, dlatego potrzeba wzorców i i wiedzy, żeby się przed tym uchronić. I chociaż wielu błędów nie udało mi się uniknąć, bo takie już jest życie, cieszę się, że starałam się (i wciąż się staram) być świadomą mamą.

W końcu się odważyłam. Powoli zaczęłam budować pozarodzinną rzeczywistość, a żadna z przeszkód, jaka pojawiła się na mojej drodze, nie zdołała mnie złamać. Nawet wtedy, gdy bywało niewyobrażalnie ciężko, gdy jakieś doświadczenie wbiło się niczym gwóźdź w sam środek mojego serca. Zdarzało mi się paść na kolana i wyć jak zarzynane zwierzę, ale zawsze znajdowałam w sobie siłę, żeby z tych kolan wstać. Tą siłą było również sięgnięcie po pomoc farmakologiczną w najbardziej krytycznym momencie życia. Gdy się na nią decydowałam, myślałam przede wszystkim o dobru mojej rodziny, o własnej przydatności i odpowiedzialności za nią. Miałam dla kogo żyć i starałam się o tym pamiętać.

Myślę, że przydatna okazała się również uważność i wiedza, po jaką sięgałam, kiedy czułam się pogubiona. Literatura wiele mi wyjaśniała, a obserwowanie świata i wsłuchiwanie się w komunikaty, jakie skierowane były do mnie często mimochodem, pozwoliły zrozumieć procesy zachodzące w wielu sytuacjach.  To te momenty, gdy padło na przykład niewyraźnie wypowiedziane stwierdzenie, pozornie mało znaczące, oderwane z kontekstu, a jednak stanowiące później ważny element skomplikowanej układanki. To właśnie one pozwalały mi poskładać wszystko w jedną całość i utrzymać się na powierzchni. 

Uparte trwanie przy wyznawanych wartościach i chęć zrozumienia zaistniałych zjawisk doprowadziły mnie do miejsca, w którym zamiast rozgoryczenia i żalu zrodziły się pokora i współczucie. Ocaliły mnie wsparcie i bliska obecność rodziny i przyjaciół. Mam 43 lata. Nie pozwoliłam, by lęk odebrał mi moje istnienie, a dzięki własnej zawziętości i pomocy otaczających mnie ludzi zbudowałam życie, o jakim marzyłam.

niedziela, 11 maja 2025

wyciszenie

Coraz częściej lubię pójść w stronę ciszy,

posłuchać, o czym milczą drzewa,

odetchnąć lepszym powietrzem,

pogapić się na chmury, ptaki, liście.

Uśmiechnąć się do duszy,

poczuć w sercu wolność i siłę,

na jednej z leśnych dróg

odnaleźć zagubioną siebie.

(Duszą podszyty, Tomasz Antosiewicz)

 

piątek, 9 maja 2025

nadmorskie majowe klimaty

Nad morzem jest pięknie nawet w chłodniejsze dni. I romantycznie, jak twierdzą niektórzy. Nie mogę się nie zgodzić.


czwartek, 8 maja 2025

(*)

człowiek nie morduje z zimną krwią

nie karmi się cudzym bólem 

i ciałem…

nie pożera wzrokiem

patrząc na cierpienie

nie bije nie gryzie nie szarpie

nie wybacza sobie krzywd

zadanych bezbronnym 

w biały majowy dzień

 

błąd kardynalny

Siedziałam akurat na korytarzu szkolnym, ponieważ pełniłam dziś rolę rezerwistki maturalnej, kiedy podszedł do mnie mój uczeń. Wyszedł akurat z rozszerzonego angielskiego, dlatego zatrzymał się, żeby zamienić parę słów.

– Jak ci poszedł polski? – zapytałam od razu, gdy tylko się zbliżył – Jesteś zadowolony?

– Tak! – odparł natychmiast z wyraźnym entuzjazmem w głosie – Wybrałem pierwszy temat.

– I do których lektur się odwołałeś?

– W pierwszej kolejności do Księgi Hioba, a później dałem sobie kardynała.

Nie ukrywam, nogi się pode mną ugięły. Sam sobie dał kardynała i jeszcze tak lekko o tym mówił? To mi się nie mieściło w głowie! A tyle razy powtarzałam: „Bierzcie odpowiedzialność za każde słowo. Błąd kardynalny wyzerowuje całą pracę!”. Ja w stresie, a uczeń wciąż zadowolony. Coś tu ewidentnie nie grało.

– Kardynała?! – zareagowałam z niepokojem.

– No tak! Do Hioba idealnie pasował.

– Kardynał?!

– Tak. Kardynał Wyszyński. Moim zdaniem to bardzo dobry kontekst.

Prawie osiwiałam. Ale kontekst rzeczywiście – trafiony!

środa, 7 maja 2025

tradycja

Nie mogę się powstrzymać. Rano dzwoni Ziębuszka i tak sobie gawędzimy. O pogodzie głównie, bo ona jest nad morzem, a ja w naszej pięknej, słonecznej Warszawie. 

– Wyjechaliście na dwa tygodnie? – pytam, żeby się upewnić.

– Tak. Jak ostatnio.

– I znowu spędzasz wakacje nad morzem?

– Tak. To już nasza tradycja – odpowiada z powagą i bardzo przekonująco.

– Tradycja? – zaciekawiam się, bo jak tradycja, to już coś naprawdę ważnego, co zresztą wynika z samej definicji tego słowa – A od kiedy ona trwa?

– Od dwóch lat – mówi, a ja mam ochotę się roześmiać i chyba nawet to robię.

– To już poważna tradycja! – zaśmiewam się jawnie.

– Bo ja myślałam też o przyszłym roku. Wtedy będzie to tradycja od trzech lat – kalkuluje.

– Ach, rozumiem. Taka tradycja to już coś!

uświadamianie

Ziębuszka przesłała wczoraj filmik z nadmorskiego spacerku Koko i Mani. Obejrzałam z przyjemnością i doszłam do wniosku, że psy mają dzisiaj lepiej niż ludzie 😉 Oczywiście, że ja też chciałabym brodzić spokojnie po plaży, na której mogłabym spotkać na przykład Starszego Pana znad Morza, zamiast zajmować się aktualnymi obowiązkami. No ale cóż, nie jestem psem, a w szczególności psem Ziębuszki. Moja strata.

Ale jak sobie oglądałam filmik, jeden szczegół przykuł moją uwagę. Żarówiaste, oczojebne smycze – różowa i zielona. I dopiero wtedy uświadomiłam sobie zestawienie tych samych barw w moim ogródeczku. Wcześniej się nad tym nie zastanawiałam i nie planowałam z góry takiego właśnie zestawienia, dlatego oficjalnie oznajmiam, że barwy roku 2025 to róż i zieleń 🩷💚

kadr z filmu

kolorki w ogródku

🩷💚🩷💚🩷💚🩷💚🩷💚

Uświadomienie sobie powyższego zestawienia to jeszcze nie koniec! Komentując wczorajszy wpis na blogu, Ziębuszka napisała: „Ale może wolisz w swoim ogródeczku mniej ekspansywne i żarłoczne kwiatki”, pisząc o propozycji, jaką jest konwalia.

Wolę?  O, matko! Dotarło do mnie w tamtym momencie, że cała rabatka została mi podarowana przez trzy różne osoby i stworzyła się sama. I WOLĘ właśnie te odmiany, które już tam są, choć nie dokonałam właściwie żadnego wyboru. Ale kto wie, może od dzisiaj zacznę woleć też konwalie i za jakiś czasie sobie je sprawię.

Uświadomienie sobie faktu, że otrzymałam wszystkie rabatkowe kwiatuszki, bardzo mnie wzruszyło. Bardzo.

Dziękuję 💛🩵

wtorek, 6 maja 2025

pokarm

Twoim pokarmem jest to, co w sobie pielęgnujesz – taki wniosek przyszedł mi dziś do głowy i myślę, że w tym, co sformułowałam, jest sporo racji.

Zdrowe pożywienie to warzywka i owoce, chude mięsko i jak najmniej przetworzone produkty – wszyscy o tym wiemy, ale wielu z nas sięga od czasu do czasu po jakiś fastfoodzik 😀, którym w mniejszym lub większym stopniu, i z pełną świadomością, sam sobie szkodzi.

Z podejściem do życia jest dokładnie tak samo. Pozytywnie wpływa na nas miłość, życzliwość, wybaczenie, radość, zrozumienie, jakie mamy w sobie. I są to elementy, których nie trzeba przepracowywać. Za to żal, nienawiść, złość czy uraza mogą przynieść bardzo negatywne skutki – dla nas, dla naszych ciał – dlatego pracujemy nad sobą, sięgając po różne pomoce, żeby się z nimi uporać. Ze świadomością tego, że – tak samo jak fastfoodziki – zagnieżdżone w nas (czyli wtedy, gdy stają się naszą codziennością) mogą nam bardzo zaszkodzić.

Istota ludzka to skomplikowany i złożony twór. I to normalne (wiem, Ameryki nie odkryłam), że mamy w sobie cały wachlarz uczuć, które rodzą się na skutek zaistniałych sytuacji. Każde z nich w określonych okolicznościach nas wspiera, ale pielęgnowanie tych negatywnych nieuchronnie prowadzi do autodestrukcji.

relaks

Wszelkie zajęcia, jakie wykonuję w swoim małym ogródeczku, bardzo mnie relaksują, a każdy zrealizowany pomysł i rozwój wydarzeń (dojrzewanie roślinek) daje mi ogromną satysfakcję. Wciąż wprowadzam jakieś zmiany i robię to, wierzcie mi, naprawdę tanim kosztem. Liczy się przede wszystkim zamysł.

Stan miejsca wypoczynkowego, gdy nie było jeszcze kamyczków. Wpadłam na ich "zainstalowanie" z powodu uschniętej trawki, która, od kiedy pojawiło się zadaszenie, jest nie do wyprowadzenia. Brak słońca robi swoje.

To samo miejsce otoczone kamyczkami. Przeniosłam je sprzed domu, gdzie planuję zasiać trawkę, żeby było przyjaźniej, cieplej i mniej "betonowo".

Przy okienku domku narzędziowego postanowiłam zasadzić kwiatki, których kolor wybrała Nastolata. Prawda, że piękne? Jak się rozrosną, będą wyglądały bajecznie. Jestem tego pewna.


Stworzyłam też rabatkę i oddzieliłam ją kamieniami. Kwiaty po lewej na pewno będą żółte, piwonie żółte lub białe (nie pamiętam, dostałam sadzonki od koleżanki z pracy), niezapominajki są niebieskie. Myślę, że takie zestawienie kolorystyczne bardzo do siebie pasuje 🟡🔵 Ciekawe, czy piwonie nie zaskoczą mnie swoją barwą.

Agreścik jest coraz większy. Mam dwa krzaczki – na jednym mają być różowe owoce, na drugim żółte. 


Kto chciałby spędzić ze mną czas w moim małym ogródeczku?

niedziela, 4 maja 2025

zmiany

Powoli się przyzwyczajam. Do nieobecności, wyborów, pomysłów i samodzielności Bobaska. Chociaż bagaż dotarł – szkoda, że bez właściciela. Jakoś przywyknę. Niech się bawi. Niech żyje.

Milo też tęskni

sobota, 3 maja 2025

raporcik

Z wczorajszego spotkania wróciłam z garścią pięknych wrażeń i prezentem od Wilku. Można mi zazdrościć 😃


Dziękuję ❤️

To, że wszystko działa na moją korzyść, wiem już od jakiegoś czasu. Nawet te sytuacje, które nie były wygodne i wiązały się z ogromnym bólem, przełożyły się na coś dobrego. Musiały się wydarzyć, żeby wiele mogło się zmienić. Wszystko działa na moją korzyść – będę o tym pamiętać.

piątek, 2 maja 2025

prywata

W moim życiu wiele się zmieniło, a jedną z największych zmian jest to, że już nie czuję głodu miłości. Nie szukam jej nawet, a sama puka do moich drzwi. W postaci cudownych ludzi, którzy ofiarowują mi swój czas, uwagę i wspaniałe uczucie. Odwzajemniam się tym samym i daję miłość już tylko tym, którzy chcą i umieją ją przyjąć. 

Jakiś czas temu przeczytałam w jednej z książek, że czasami jedyne, co leczy, to miłość. Przekonała mnie ta myśl, ale w momencie, gdy ją poznałam, źle ją zrozumiałam. Źle też przedstawiła ją osoba, która ją sformułowała, pisząc, że swoją miłością uleczyła wielu ludzi. A wcale nie chodzi o leczenie miłością kogokolwiek, tylko o leczenie nią siebie. Poprzez otwarcie się na nią i przyjęcie z otwartym sercem. 

Są ludzie, chyba zbyt bardzo skrzywdzeni, którzy nie są w stanie przyjąć ani ofiarować tego uczucia, chociaż w głębi duszy bardzo go pragną. Nawet wtedy, gdy się do tego nie przyznają. Gdyby było inaczej, nie przeżywaliby bólu, który chwilami rozdziera im serca, i lęku, który przejął dowodzenie nad ich życiem. Dziś już wiem, że nie nakarmię miłością kogoś, kto nie umie się na nią otworzyć. Nie pomogą żadne wysiłki.

Tajemnica tkwi więc w otwarciu serca na miłość. Wiąże się to również z zaufaniem, bez którego nie da się budować głębokiej i zdrowej relacji. Bez niego królują manipulacja i kontrola mające zabezpieczyć człowieka przed zranieniem, ale paradoksalnie właśnie  do tego zranienia prowadzą, ponieważ powodują, że relacja staje się dla kogoś transakcją, zamiast połączeniem dwóch dusz, które wspierają się nawzajem.

Miłość leczy wtedy, gdy się na nią otwierasz – oto mój wniosek. Płynący z głębokich przemyśleń i życiowych doświadczeń. To ty musisz wziąć odpowiedzialność i odważyć się ją przyjąć, zamiast liczyć na to, że ktoś cię nią wybawi. Przedrze się przez mury, jakie przed nim stawiasz, i w cudowny sposób wszystko odmieni, a ty w tym czasie będziesz stać ciągle w tym samym miejscu. 

Ocaliłam w sobie miłość, umiałam się na nią otworzyć, przyjęłam z zaufaniem i z ryzykiem zranienia, dlatego ONA ocaliła moje życie, ocaliła mnie. Może przetrwała dzięki Aniołowi, w którego usta włożyłam kiedyś słowa: „Ochraniam płomień miłości w twoim sercu, żeby nigdy nie zgasł”.

Jedziemy dzisiaj do Płocka, gdzie spotkamy się razem z Piną i Wilku. W końcówce maja zobaczę się z Ziębuszką. Na początku czerwca zawitam znów z dziewczynami z pracy w Zakościelu. Te okazje przychodzą do mnie, a ja się na nie otwieram, ponieważ otwieram się na miłość. Cieszę się bardzo na każdą z tych przyszłych chwil.

Przestałam być żebrakiem miłości, kiedy pokochałam samą siebie. Czyż to nie cudowne?