Siedziałam akurat na korytarzu szkolnym, ponieważ pełniłam dziś rolę rezerwistki maturalnej, kiedy podszedł do mnie mój uczeń. Wyszedł akurat z rozszerzonego angielskiego, dlatego zatrzymał się, żeby zamienić parę słów.
– Jak ci poszedł polski? – zapytałam od razu, gdy tylko się zbliżył – Jesteś zadowolony?
– Tak! – odparł natychmiast z wyraźnym entuzjazmem w głosie – Wybrałem pierwszy temat.
– I do których lektur się odwołałeś?
– W pierwszej kolejności do Księgi Hioba, a później dałem sobie kardynała.
Nie ukrywam, nogi się pode mną ugięły. Sam sobie dał kardynała i jeszcze tak lekko o tym mówił? To mi się nie mieściło w głowie! A tyle razy powtarzałam: „Bierzcie odpowiedzialność za każde słowo. Błąd kardynalny wyzerowuje całą pracę!”. Ja w stresie, a uczeń wciąż zadowolony. Coś tu ewidentnie nie grało.
– Kardynała?! – zareagowałam z niepokojem.
– No tak! Do Hioba idealnie pasował.
– Kardynał?!
– Tak. Kardynał Wyszyński. Moim zdaniem to bardzo dobry kontekst.
Prawie osiwiałam. Ale kontekst rzeczywiście – trafiony!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz