Twoim pokarmem jest to, co w sobie pielęgnujesz – taki wniosek przyszedł mi dziś do głowy i myślę, że w tym, co sformułowałam, jest sporo racji.
Zdrowe pożywienie to warzywka i owoce, chude mięsko i jak najmniej przetworzone produkty – wszyscy o tym wiemy, ale wielu z nas sięga od czasu do czasu po jakiś fastfoodzik 😀, którym w mniejszym lub większym stopniu, i z pełną świadomością, sam sobie szkodzi.
Z podejściem do życia jest dokładnie tak samo. Pozytywnie wpływa na nas miłość, życzliwość, wybaczenie, radość, zrozumienie, jakie mamy w sobie. I są to elementy, których nie trzeba przepracowywać. Za to żal, nienawiść, złość czy uraza mogą przynieść bardzo negatywne skutki – dla nas, dla naszych ciał – dlatego pracujemy nad sobą, sięgając po różne pomoce, żeby się z nimi uporać. Ze świadomością tego, że – tak samo jak fastfoodziki – zagnieżdżone w nas (czyli wtedy, gdy stają się naszą codziennością) mogą nam bardzo zaszkodzić.
Istota ludzka to skomplikowany i złożony twór. I to normalne (wiem, Ameryki nie odkryłam), że mamy w sobie cały wachlarz uczuć, które rodzą się na skutek zaistniałych sytuacji. Każde z nich w określonych okolicznościach nas wspiera, ale pielęgnowanie tych negatywnych nieuchronnie prowadzi do autodestrukcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz