Byłam dziś z Sonią na spotkaniu z trojgiem reżyserów polskich filmów prowadzonym przez Grażynę Torbicką. I co? I jestem absolutnie zachwycona sylwetkami wszystkich osób, które chwyciły mnie za serce swoimi wypowiedziami. Słowo pasja nie oddaje istoty ich działań. To zdecydowanie za mało. Każdy z reżyserów odsłonił rąbek swojej duszy, opowiadając o procesie tworzenia filmów.
Jestem bardzo zadowolona z faktu, że oglądałam wszystkie omawiane filmy. Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej i Dzień kobiet Marii Sadowskiej, Simona Kossak Adriana Panka i Ostatnia rodzina Jana Matuszyńskiego. Zaskakujący wniosek, który nasunął mi się już na początku spotkania, jest taki, że profile osobowościowe reżyserów odpowiadają profilom filmów – jakby energia jednego z drugim zlewała się w całość.
To wydarzenie zmieniło mój pogląd na filmy biograficzne – czy też raczej filmy wykorzystujące fakty biograficzne, jak stwierdzili sami wypowiadający się, odróżniając je od filmów dokumentalnych – ale też percepcję.
Dwie fotki z samego wydarzenia 👇
A podczas powrotu do domu rzuciło mi się w oczy to 👇
I mała refleksja na zakończenie: nie ma nic inspirującego w wystawionej na pokaz niedoskonałości. W każdym ze wskazanych filmów jest coś, co daje nadzieję, co pokazuje, jakby stwierdził Albert Camus, że w człowieku więcej zasługuje na zachwyt niż na pogardę. To teksty, które pozostawiają człowieka z jednym, chyba najważniejszym, pytaniem o sens życia, jakiego ludzie poszukują pomimo wszystko. Pomimo trudnego dzieciństwa, przeszkód, traumatycznych doświadczeń, niesprzyjających okoliczności.
Co dobrego robię dla otaczających mnie ludzi? Co mogę im ofiarować? Czy mój wpływ na nich jest taki, jaki powinien być? Dobry, budujący?
Już kiedyś sformułowałam tę myśl, ale pozwolę sobie zrobić to raz jeszcze:
Wartość człowieka określa to,
co po sobie / za sobą zostawia.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz