sobota, 12 lipca 2025

czwartek, 10 lipca 2025

wiara w dobro

Wiara w dobro w ludziach nie jest naiwnością.

wartość literatury

Jakiś czas temu, kiedy czekałyśmy w metrze na jedną z koleżanek, wdałyśmy się z Kali w rozmowę na temat wpływu literatury na człowieka. Wyraziłam wtedy przekonanie, że kształtowała mnie ona od najmłodszych lat i że właśnie ona rozwinęła moją wrażliwość. Opowiadałam o doświadczeniach z liceum i książkach, których lektura wywoływała u mnie gęsią skórkę. 

– Widzisz – powiedziałam, wyciągając w stronę Kali swoje ręce – Dzieje się to nawet teraz. I zawsze wtedy, gdy w szkole opowiadam o różnych tekstach. Robi mi się wówczas zimno i pojawia się reakcja skórna. Chyba nigdy z tego nie wyrosnę.

– Oczywiście, że nigdy z tego nie wyrośniesz.

– Literatura pokazuje nam świat ludzkich przeżyć od środka – wyraziłam niezgrabnie myśl – I uwrażliwia.

– Na co uwrażliwia? – zapytała Kali.

– Na drugiego człowieka.

– A mnie się wydaje – odparła w głębokim zamyśleniu – Że wrażliwości nie można się nauczyć. Chodzi o wrażliwość bedącą współodczuwaniem. Z tym trzeba się urodzić.

– Tymi słowami obalasz w moich oczach, ale przede wszystkim w moim sercu, wartość literatury. Często mam wrażenie, że nią myślę. A nawet nią czuję. I tego samego chciałabym nauczyć moich uczniów.

– Literatura pokazuje zachowania ludzi w różnych okolicznościach, często trudnych, i odsłania czyjeś przeżycia, ale na pewno nie uczy współodczuwania. Z tym trzeba się urodzić. Co nie znaczy, że nie jest wartościowa. 

– Ach, tak – zgodziłam się – Wiele można się z niej nauczyć i wiele można się dowiedzieć.

Po tamtej rozmowie miałam mętlik w głowie. Długo zastanawiałam się nad stwierdzeniem Kali i doszłam do wniosku, że literatura przede wszystkim ROZWIJA. Wszystko to, co już w sobie mamy.  

Co w tobie rozwija literatura? 

Dlaczego po nią sięgasz?

środa, 9 lipca 2025

kot i mysz

———————————————————————

Dwa lata temu 👇

przyleję zaraz!

Dojrzewają. I zwiększają się ich potrzeby. Chociaż wymagają mniej czasu i są w zasadzie samodzielne, z czego bardzo się oczywiście cieszę, jedna potrzeba rośnie na potęgę. Zjawiają się naprzemiennie i proszą o wsparcie. Finansowe! Dlatego co chwilę słyszę: "Mamo, przelejesz mi?". To przelewam. Jeśli mam co i uznam za stosowne.

– Przelejesz mi? – słyszę znów.

– Przyleję ci chyba – odpowiadam cynicznie. Jak to ja.

– Och, dziękuję, kochana mamusiu.

– Przyleję! Powiedziałam.

– Możesz przylać, ale później przelej – mówi tym swoim uroczym głosikiem – Proszę.

No nic się mnie nie boją, bestie jedne. I znów 20 zł mniej na koncie 😅


odwaga

W metrze się dzieje. Albo raczej w głowie Ziębuszki, która jeździ, chłonie, przyswaja i interpretuje. Wczoraj przesłała kolejny "odcinek" metrowej opowieści. Z przyjemnością przytaczam. Ja na razie jestem na odwyku, metrowym, ponieważ skończyła mi się ważność biletu i nie mam potrzeby go chwilowo zasilać.

Dzisiaj w pociążku metra? Chłopak? facet? oparty o ścianę, chudy jak Akrobata, w białym siatkowym podkoszulku. Grube, na grubej podeszwie, czarne adidasy, bejsbolówka, łańcuch, kolorowy tatuaż, pierścionki lub obrączki i sygnet na palcach. I wąsiki! Małe, podkręcone, BIAŁE. Wsiadał ze mną.

A z drugiej strony, na ławce, inny młody człowiek. Ortodoksyjny Żyd w mycce, koszuli i kamizelce jak z XIX wieku. Bez pejsów. Wstyd mi się zrobiło, że zastanawiałam się, czy jest prawdziwy. Jakie to ma znaczenie! Może przebrał się specjalnie dla mnie.

Zniknęli na Świętokrzyskiej.

Uwielbiam odważnych ludzi.

JA: Ano! To jest odwaga. Albo wszystkowisizm

ONA: Nie zgadzam się na wszystkowizsizm. Byli bardzo staranni.

I z tym muszę się zgodzić. Strój jednego i drugiego nie był dziełem przypadku czy niechlujstwa, ale dziełem wybitnej staranności o jego kształt. Formą ekspresji, dzięki której zaznaczają swoją odrębność. Odwaga? Tak myślę. Pamiętam, że szczytem odwagi było dla mnie kiedyś pojawienie się w pracy w czerwonych glanach. Teraz to już codzienność. Stały się częścią mnie, a ich założenie niewątpliwie było krokiem do samej siebie.

życie

Życiu można się przyglądać i formułować na jego temat myśli albo je żyć. Mnie ostatnio bliższe jest to drugie – ciągle coś wzywa mnie do działania. Aż tęsknię za blodżkiem(!). Nadrobię.

wtorek, 8 lipca 2025

poniedziałek, 7 lipca 2025

złowrogi sen

Śniło mi się, że weszłam do jakiegoś domu, w którym na podłodze znajdowało się dwoje malutkich dzieci – dziewczynek. Jedna raczkowała po kocyku, a druga siedziała pośród walizek i koniecznie chciała być stamtąd zabrana. Płakała i wyciągała rączki w moim kierunku. Podeszłam więc do tej drugiej. Z daleka wyglądała jak słodkie, malutkie stworzonko, ale gdy się zbliżyłam, okazało się, że była sztuczną, szmacianą lalką przypominającą małe dziecko. Mimo wszystko zajęłam się nią. Nosiłam na rękach, zabawiałam. Gdy trzymałam ją w objęciach, ułożyłam jej nóżki wokół własnej talii, żeby łatwiej było mi ją trzymać. Objęła mnie nimi tak mocno, że zaczęłam odczuwać ból i mieć problem z oddychaniem. Poczułam uścisk, z jakiego trudno mi się było wyzwolić.

Później znalazłam się na ulicy, na której razem z M. kierowaliśmy się w stronę samochodu. Ponieważ zakomunikował nagle, że musi po coś wrócić, postanowiłam sama dotrzeć do celu i tam na niego zaczekać. Gdy skręciłam za róg, podbiegł do mnie wysoki mężczyzna. Na początku, żeby mnie nie spłoszyć, udał, że chce o coś zapytać, ale po chwili wykręcił mi rękę i prowadził do jakiegoś domu. Był silny i stanowczy, wiedziałam, że próba obrony może tylko pogorszyć moją sytuację. Nadzieję dawała myśl, że za chwilę zjawi się M. i mnie uwolni. Zobaczyłam nawet, że już się zbliża. Dotarł do mnie, gdy razem z nieznajomym mężczyzną byłam już przy bramie budynku, do którego chciał mnie zabrać. W tym momencie uzmysłowiłam sobie, że M. nie zdoła mnie uwolnić, ponieważ był zdecydowanie słabszy od trzymającego mnie mężczyzny, ale jakimś cudem udało mi się wyrwać. W tym samym czasie zabrałam mężczyźnie kluczyki do jego samochodu. Z miejsca oddalaliśmy się tyłem, trzymając się za ręce, żeby cały czas mieć napastnika na oku, który nie rezygnował z pogoni za nami. Podczas ucieczki czułam duży opór, nogi nie chciały współpracować ze mną tak, jakbym tego chciała. Postanowiłam wyrzucić kluczyki jak najdalej od siebie, żeby sprowokować mężczyznę do odwrotu. Mój ruch był słaby, jakbym w ramionach nie miała siły, dlatego kluczyki wylądowały całkiem blisko nas. Mężczyzna cofnął się po nie, a kiedy miał już je w garści, z kieszeni wyjął coś, co przypominało granat. Odbezpieczył go i rzucił w naszym kierunku, co spowodowało dymny wybuch. Gdy dym zbliżył się do nas, podskoczyliśmy na tak długo, żeby przeleciał pod naszymi nogami i nas nie uszkodził.

Wybudziłam się ze snu z ogromnym lękiem, nie mogłam oddychać, wewnętrznie byłam roztrzęsiona i nie czułam się ocalona.

komunikacja

Najlepsza komunikacja

to szczera komunikacja.

I tylko taka mnie interesuje.

Koniec. Kropka. Gwiazdka.

niedziela, 6 lipca 2025

sobota, 5 lipca 2025

czytanie jest bez sensu

Młodzież nie czyta lektur i mam tego pełną świadomość. W całej klasie, która liczy zwykle ponad trzydzieści osób, książki czytają dwie, trzy osoby. I wcale mnie to nie dziwi. Teksty dramatyczne z punktu widzenia uczniów, typu Dziady cz. 3 czy Wesele, są dla nich po prostu DRAMATYCZNE 😅 Samo przeczytanie powoduje mętlik w głowach młodych odbiorców, którzy nie mają wystarczającej wiedzy o epoce i zjawiskach literackich, żeby dany tekst właściwie przeanalizować i zrozumieć. A jeszcze ten język, jakim mówiono przed wiekami, tylko utrudnia sprawę. Do tego problematyka, która ani trochę nie dotyczy młodego człowieka. Jednym słowem, nie do przejścia.

Trochę inaczej sprawa mogłaby się mieć z lekturami pisanymi od okresu pozytywizmu. Proza łatwiej wchodzi niż typowy dramat, ale na przeszkodzie stoi fakt, że coś, co zalecane jest w szkole, jest LEKTURĄ. Samo to słowo jest dla uczniów odpychające. A szkoda, ponieważ Zbrodnia i kara, Dżuma czy Mistrz i Małgorzata to naprawdę wartościowe teksty, ale może nie dla kilkunastolatka, który musi przeżyć jeszcze trochę własnego życia, żeby z odpowiednią dojrzałością się za nie zabrać i odczytać ukryte w nich sensy.

– Przeczytałaś już Dziady, Zosiu? – zapytałam jedną z uczennic podczas przerwy, ponieważ umówiona była ze mną na ich zaliczenie.

– Nie, nie będę ich czytać – odparła ze śmiałością w głosie – Ale problematykę mam w jednym paluszku. Mickiewicz nie był fajnym człowiekiem. Sama pani mówiła, że propagował patriotyzm, ale sam nie wziął udziału w żadnej walce o ojczyznę. I jeszcze te jego zdrady. I to, jak potraktował swoją żonę.

– I co z tego?

– Czytanie książek złych ludzi jest bez sensu – wywnioskowała.

– Czyli twoim zdaniem lepiej przeczytać słabą książkę napisaną przez dobrego człowieka niż naprawdę dobrą, a takich jest wiele, autora uznanego przez ciebie za złego człowieka?

Uczennica zamilkła na chwilę i przyjęła wyraz twarzy sugerujący, że w jej głowie dzieje się intensywne przetwarzanie myśli.

– Nie. To też bez sensu – odparła po chwili.

– Dlaczego bez sensu?

– Bo po co czytać słabe książki? 

– O – zareagowałam.

– To bez sensu – podsumowała.

– Co bez sensu?

– Lektury szkolne są bez sensu. 

– Dlaczego?

– Bo to lektury? – odparła, niby pytając, a jednak dobitnie wyrażając zdanie, że książek, które są lekturami, czytać nie warto.


czwartek, 3 lipca 2025

luksusy

Jest jakby, można powiedzieć, luksusowo 😀 Teraz dopiero widzę, że zasadzenie drzewek owocowych, w tym widocznej na zdjęciu czereśni, która pięknie się przyjęła, było bardzo dobrym pomysłem. 

I tak chłoniemy życie w naszym ogródeczku, zanim wyruszymy w podróż. Prawdę mówiąc, nie ciągnie mnie donikąd. Na tych 70 metrach urządziłam sobie oazę. 

Przez wiele lat nie miałam w swoim domu ani jednej roślinki, jakoś nie miałam serca do upraw. Ale teraz wszystko, co zielone i rosnące, po prostu mnie fascynuje. Starzeję się może. Babcieję. Kwiatki w doniczkach zawsze kojarzyły mi się ze starszymi osobami – nie wiem z jakiego powodu. A może po prostu dojrzałam do tego etapu swojego życia.

Luksusowo? Oceńcie 😀

ostatni dzień życia

Co bym zrobiła, gdyby okazało się, że to ostatni dzień mojego życia?

Wiem. Wszystkim ważnym osobom w moim życiu powiedziałabym… 

Dziękuję.

A Ty?


Uff… Na szczęście życie wciąż trwa. Karmmy się nim ❤️

środa, 2 lipca 2025

wtorek, 1 lipca 2025

refleksja o życiu i śmierci

Często zastanawiam się nad istotą życia. Poszukuję odpowiedzi na pytania, jakie rodzą się w mojej głowie i podążając ścieżkami istnienia, staram się odnaleźć sens. Już go nawet znalazłam i wspomniałam o tym na blogu: Cały sens życia jest w jego przeżywaniu.

Myślę też, że szalenie istotna jest integralność, czyli spójność wewnętrzna polegająca na zgodności między tym, kim jesteśmy w środku, a naszymi działaniami na zewnątrz. Wtedy tylko życie może być prawdziwe, gdy pozostajemy integralni. Wchodzenie w różne role społeczne, do czego zmusza nas codzienność, wcale nie musi zaburzać tej spójności. Po prostu w pewnych okolicznościach, na przykład w kontaktach z ludźmi z pracy, jesteśmy mniej otwarci niż w relacjach z bliskimi osobami, ale nasze intencje wciąż są takie same, a my pozostajemy sobą. Chodzi przede wszystkim o to, żeby maska, jaką przywdziewamy, nie tworzyła fałszywego wizerunku nas samych. Wtedy tylko uczucia, jakie żywi względem nas otoczenie, są prawdziwe. Nie musimy się wówczas zastanawiać nad tym, czy ktoś, kto nas kocha i robi to całym sobą, kieruje swoje uczucie do tych nas, jacy jesteśmy w środku, czy tych, jacy jesteśmy na zewnątrz.

Do powyższych przemyśleń skłoniła mnie poranna wiadomość od Ziębuszki. Co prawda, nie wspomniała nawet o aspekcie, jaki stał się podstawą moich dzisiejszych rozważań, ale otworzyła szufladkę w umyśle, a może nawet w sercu, której zawartość musiałam przerzucić tutaj. Zdała króciutką relację z pogrzebu Przyjaciólki i zwyczajnie w świecie poruszyła mnie wewnętrznie. Przytoczyła słowa, jakie padły podczas uroczystości:

Śmierć jest przyjacielem, który przychodzi tylko raz w życiu. Nie usiądzie jednak przy stole, nie będziecie wspólnie biesiadować. Gdy wyjdziesz na spotkanie – zniknie, a ty zobaczysz przed sobą drogę, bezbłędnie prowadzącą do Boga.

Epikur, w całkowitym oderwaniu od wiary, stwierdził, że śmierć, najstraszniejsze z nieszczęść, wcale nas nie dotyczy, bo gdy my istniejemy, jej nie ma, a gdy się pojawi, wtedy nas już nie ma. Nie ma znaczenia, co znajduje się po drugiej stronie: nic, wieczność, ponowne wcielenie, cokolwiek – bo problem znika, ale chyba najważniejsze jest to, co po sobie zostawiamy. Wtedy właśnie wartość naszego życia i jego sens można precyzyjnie określić.

Większość ludzi boi się śmierci, to normalne, ale z różnych przyczyn. Moim największym lękiem było odejście w momencie, gdy dzieci były malutkie i niesamodzielne. Teraz ten lęk już się zmniejszył, jednak wola życia nie ustaje. I na pewno nie tylko z powodu instynktu samozachowawczego. Przy życiu trzymają mnie wewnętrzna emocjonalność, przez pryzmat której uwielbiam percypować rzeczywistość, i ciekawość jutra.

Gdy Ziębuszka informowała mnie o fakcie odejścia Przyjaciółki – chyba nigdy w rozmowie ze mną tak jej nie nazwała, ale musiała nią być, skoro była na premierze Małej Syrenki, w której grał Akrobata – napisała: "Piękna dusza, niezwykła 🤍". 

Na śmierć zawsze jest za wcześnie, nawet wtedy, gdy ktoś, tak jak ONA, odchodzi w wieku 92 lat. Wyszła na spotkanie ze śmiercią, być może nawet nie oglądając się za siebie, zostawiając w świecie żywych całe dobro i całą miłość, jakie do niego wniosła. Promiennie uśmiechnięty przyjaciel-śmierć zniknął nagle, by mogła wreszcie wejść do domu. Piękna dusza jest u siebie. 

💫💫💫

Poniżej wspomnienie o Zmarłej. 

O dobrych ludziach trzeba głośno pisać.

💫💫💫


💫💫💫