środa, 9 lipca 2025

odwaga

W metrze się dzieje. Albo raczej w głowie Ziębuszki, która jeździ, chłonie, przyswaja i interpretuje. Wczoraj przesłała kolejny "odcinek" metrowej opowieści. Z przyjemnością przytaczam. Ja na razie jestem na odwyku, metrowym, ponieważ skończyła mi się ważność biletu i nie mam potrzeby go chwilowo zasilać.

Dzisiaj w pociążku metra? Chłopak? facet? oparty o ścianę, chudy jak Akrobata, w białym siatkowym podkoszulku. Grube, na grubej podeszwie, czarne adidasy, bejsbolówka, łańcuch, kolorowy tatuaż, pierścionki lub obrączki i sygnet na palcach. I wąsiki! Małe, podkręcone, BIAŁE. Wsiadał ze mną.

A z drugiej strony, na ławce, inny młody człowiek. Ortodoksyjny Żyd w mycce, koszuli i kamizelce jak z XIX wieku. Bez pejsów. Wstyd mi się zrobiło, że zastanawiałam się, czy jest prawdziwy. Jakie to ma znaczenie! Może przebrał się specjalnie dla mnie.

Zniknęli na Świętokrzyskiej.

Uwielbiam odważnych ludzi.

JA: Ano! To jest odwaga. Albo wszystkowisizm

ONA: Nie zgadzam się na wszystkowizsizm. Byli bardzo staranni.

I z tym muszę się zgodzić. Strój jednego i drugiego nie był dziełem przypadku czy niechlujstwa, ale dziełem wybitnej staranności o jego kształt. Formą ekspresji, dzięki której zaznaczają swoją odrębność. Odwaga? Tak myślę. Pamiętam, że szczytem odwagi było dla mnie kiedyś pojawienie się w pracy w czerwonych glanach. Teraz to już codzienność. Stały się częścią mnie, a ich założenie niewątpliwie było krokiem do samej siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz