Śniło mi się, że weszłam do jakiegoś domu, w którym na podłodze znajdowało się dwoje malutkich dzieci – dziewczynek. Jedna raczkowała po kocyku, a druga siedziała pośród walizek i koniecznie chciała być stamtąd zabrana. Płakała i wyciągała rączki w moim kierunku. Podeszłam więc do tej drugiej. Z daleka wyglądała jak słodkie, malutkie stworzonko, ale gdy się zbliżyłam, okazało się, że była sztuczną, szmacianą lalką przypominającą małe dziecko. Mimo wszystko zajęłam się nią. Nosiłam na rękach, zabawiałam. Gdy trzymałam ją w objęciach, ułożyłam jej nóżki wokół własnej talii, żeby łatwiej było mi ją trzymać. Objęła mnie nimi tak mocno, że zaczęłam odczuwać ból i mieć problem z oddychaniem. Poczułam uścisk, z jakiego trudno mi się było wyzwolić.
Później znalazłam się na ulicy, na której razem z M. kierowaliśmy się w stronę samochodu. Ponieważ zakomunikował nagle, że musi po coś wrócić, postanowiłam sama dotrzeć do celu i tam na niego zaczekać. Gdy skręciłam za róg, podbiegł do mnie wysoki mężczyzna. Na początku, żeby mnie nie spłoszyć, udał, że chce o coś zapytać, ale po chwili wykręcił mi rękę i prowadził do jakiegoś domu. Był silny i stanowczy, wiedziałam, że próba obrony może tylko pogorszyć moją sytuację. Nadzieję dawała myśl, że za chwilę zjawi się M. i mnie uwolni. Zobaczyłam nawet, że już się zbliża. Dotarł do mnie, gdy razem z nieznajomym mężczyzną byłam już przy bramie budynku, do którego chciał mnie zabrać. W tym momencie uzmysłowiłam sobie, że M. nie zdoła mnie uwolnić, ponieważ był zdecydowanie słabszy od trzymającego mnie mężczyzny, ale jakimś cudem udało mi się wyrwać. W tym samym czasie zabrałam mężczyźnie kluczyki do jego samochodu. Z miejsca oddalaliśmy się tyłem, trzymając się za ręce, żeby cały czas mieć napastnika na oku, który nie rezygnował z pogoni za nami. Podczas ucieczki czułam duży opór, nogi nie chciały współpracować ze mną tak, jakbym tego chciała. Postanowiłam wyrzucić kluczyki jak najdalej od siebie, żeby sprowokować mężczyznę do odwrotu. Mój ruch był słaby, jakbym w ramionach nie miała siły, dlatego kluczyki wylądowały całkiem blisko nas. Mężczyzna cofnął się po nie, a kiedy miał już je w garści, z kieszeni wyjął coś, co przypominało granat. Odbezpieczył go i rzucił w naszym kierunku, co spowodowało dymny wybuch. Gdy dym zbliżył się do nas, podskoczyliśmy na tak długo, żeby przeleciał pod naszymi nogami i nas nie uszkodził.
Wybudziłam się ze snu z ogromnym lękiem, nie mogłam oddychać, wewnętrznie byłam roztrzęsiona i nie czułam się ocalona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz