Jakiś czas temu, kiedy czekałyśmy w metrze na jedną z koleżanek, wdałyśmy się z Kali w rozmowę na temat wpływu literatury na człowieka. Wyraziłam wtedy przekonanie, że kształtowała mnie ona od najmłodszych lat i że właśnie ona rozwinęła moją wrażliwość. Opowiadałam o doświadczeniach z liceum i książkach, których lektura wywoływała u mnie gęsią skórkę.
– Widzisz – powiedziałam, wyciągając w stronę Kali swoje ręce – Dzieje się to nawet teraz. I zawsze wtedy, gdy w szkole opowiadam o różnych tekstach. Robi mi się wówczas zimno i pojawia się reakcja skórna. Chyba nigdy z tego nie wyrosnę.
– Oczywiście, że nigdy z tego nie wyrośniesz.
– Literatura pokazuje nam świat ludzkich przeżyć od środka – wyraziłam niezgrabnie myśl – I uwrażliwia.
– Na co uwrażliwia? – zapytała Kali.
– Na drugiego człowieka.
– A mnie się wydaje – odparła w głębokim zamyśleniu – Że wrażliwości nie można się nauczyć. Chodzi o wrażliwość bedącą współodczuwaniem. Z tym trzeba się urodzić.
– Tymi słowami obalasz w moich oczach, ale przede wszystkim w moim sercu, wartość literatury. Często mam wrażenie, że nią myślę. A nawet nią czuję. I tego samego chciałabym nauczyć moich uczniów.
– Literatura pokazuje zachowania ludzi w różnych okolicznościach, często trudnych, i odsłania czyjeś przeżycia, ale na pewno nie uczy współodczuwania. Z tym trzeba się urodzić. Co nie znaczy, że nie jest wartościowa.
– Ach, tak – zgodziłam się – Wiele można się z niej nauczyć i wiele można się dowiedzieć.
Po tamtej rozmowie miałam mętlik w głowie. Długo zastanawiałam się nad stwierdzeniem Kali i doszłam do wniosku, że literatura przede wszystkim ROZWIJA. Wszystko to, co już w sobie mamy.
Co w tobie rozwija literatura?
Dlaczego po nią sięgasz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz