piątek, 25 grudnia 2020

ludzka wielkość

Obecność pana nieustannie mnie zaskakiwała. Dziś, w pierwszy dzień świąt, ale też każdego innego dnia, gdy przyjeżdżałam na miejsce bardzo późnym wieczorem, by móc nakarmić oko widokiem następujących zmian. Pasja, z jaką wykonywał swoją pracę, i jego wytrwałość wprawiały mnie w osłupienie. Wzbudzał we mnie podziw i podejrzliwość jednocześnie, ponieważ zachowywał się, jakby stwarzany właśnie światek urządzał dla siebie. Obraz zdecydowanie niecodzienny. Gdy widziałam go pracującego do późna, za każdym razem pytałam w myślach, dlaczego. Bez pretensji, raczej z nutką współczucia, ponieważ wyobrażałam sobie, że to konieczność zmusza go do poświęcania każdej wolnej chwili na pracę. Kilka razy nawet odważyłam się powiedzieć:

– Bardzo długo i ciężko pan pracuje. 

Uśmiechał się tylko, a we mnie narastała potrzeba zajrzenia do jego wnętrza, w którym kryło się coś tajemniczego i inspirującego zarazem. 

– Może chciałby pan zostać w Polsce na zawsze? – zapytałam dziś, w Boże Narodzenie, widząc go pochylonego nad płytkami i próbującego dopasować wzorzyste elementy do siebie. Naiwnie pomyślałam przez chwilę, że Polska może zaoferować mu znacznie więcej niż kraj objęty wojną, z którego pochodzi.

Pan znowu się uśmiechnął i powiedział:

– Och, nie. Na co dzień pracuję w organizacji charytatywnej, która pomaga sierotom.  Gdy zaczynałem 25 lat temu, było nas kilku, dzisiaj jest kilkudziesięciu członków. Dzielimy się na kilka grup i działamy w różnych rejonach świata. Budujemy Domy Dziecka i staramy się wspierać rozwój dzieci, które z jakiegoś powodu straciły rodziców. Ostatnio pracowałem w Nepalu. Razem z grupą postanowiliśmy zbudować szkołę dla dziewięciu Domów Dziecka z tamtych okolic. Znaleźliśmy nawet sponsorów, którzy finansowali nasze działania. Wszystko szło dobrze. Niestety z powodu pandemii straciliśmy największe wsparcie – sponsor z USA musiał się wycofać i zabrakło nam pieniędzy na dokończenie budowy. Postanowiliśmy mimo wszystko skończyć to, co zaczęliśmy – powiedział pan z przejęciem – Policzyliśmy, ile jeszcze pieniędzy nam potrzeba, i podzieliliśmy tę kwotę przez nas wszystkich. Rozjechaliśmy się i pracujemy w różnych krajach, żeby uzbierać brakującą sumę. 

– Dziwi się pani czasami, że tak długo pracuję – dodał po chwili, patrząc mi prosto oczy.

– No dziwię się czasami - przyznałam.

– W życiu nie pracowałbym tak długo, gdybym robił to dla siebie.

Moje kwilące cicho serce od dzisiaj bije mocniej.

(25 grudnia 2020)

sobota, 24 października 2020

czwartek, 8 października 2020

nieznane milenium

Mocna w gębie, słabsza w nogach  jak na polonistkę przystało  zagalopowałam się wczoraj podczas lekcji:

 Czy pamiętacie może nastroje panujące u schyłku poprzedniego wieku, gdy ożyły nagle wszystkie Nostradamusy, Baby Wangi i inni ojcowie Klimuszki, a ludzkość pogrążyła się w niepokoju, spodziewając się rychłego końca świata? - zapytałam, wstyd przyznać, bez namysłu.

Młodzież spojrzała na mnie podejrzliwie, ze zdziwieniem trochę, i – chyba na szczęście – zanim wcisnął mi się na usta dekadentyzm w parze z fin de siècle, których istotę chciałam omówić poprzez luźną analogię do wydarzeń z końca XX wieku, oprzytomniałam. 

Siedział przede mną rocznik 2003!

Czy koniec świata był tak dawno temu?! 

(8 października 2020)

piątek, 3 kwietnia 2020

praca zdalna

Siedzi przed komputerem i klika. Klika, aż wióry lecą. 
Pytam, jak tam dziś w pracy.
„Oj, dużo się dzieje” – mówi – „Strasznie zalatany jestem”.
I siedzi.
I klika.

(3 kwietnia 2020)