Obecność pana nieustannie mnie zaskakiwała. Dziś, w pierwszy dzień świąt, ale też każdego innego dnia, gdy przyjeżdżałam na miejsce bardzo późnym wieczorem, by móc nakarmić oko widokiem następujących zmian. Pasja, z jaką wykonywał swoją pracę, i jego wytrwałość wprawiały mnie w osłupienie. Wzbudzał we mnie podziw i podejrzliwość jednocześnie, ponieważ zachowywał się, jakby stwarzany właśnie światek urządzał dla siebie. Obraz zdecydowanie niecodzienny. Gdy widziałam go pracującego do późna, za każdym razem pytałam w myślach, dlaczego. Bez pretensji, raczej z nutką współczucia, ponieważ wyobrażałam sobie, że to konieczność zmusza go do poświęcania każdej wolnej chwili na pracę. Kilka razy nawet odważyłam się powiedzieć:
– Bardzo długo i ciężko pan pracuje.
Uśmiechał się tylko, a we mnie narastała potrzeba zajrzenia do jego wnętrza, w którym kryło się coś tajemniczego i inspirującego zarazem.
– Może chciałby pan zostać w Polsce na zawsze? – zapytałam dziś, w Boże Narodzenie, widząc go pochylonego nad płytkami i próbującego dopasować wzorzyste elementy do siebie. Naiwnie pomyślałam przez chwilę, że Polska może zaoferować mu znacznie więcej niż kraj objęty wojną, z którego pochodzi.
Pan znowu się uśmiechnął i powiedział:
– Och, nie. Na co dzień pracuję w organizacji charytatywnej, która pomaga sierotom. Gdy zaczynałem 25 lat temu, było nas kilku, dzisiaj jest kilkudziesięciu członków. Dzielimy się na kilka grup i działamy w różnych rejonach świata. Budujemy Domy Dziecka i staramy się wspierać rozwój dzieci, które z jakiegoś powodu straciły rodziców. Ostatnio pracowałem w Nepalu. Razem z grupą postanowiliśmy zbudować szkołę dla dziewięciu Domów Dziecka z tamtych okolic. Znaleźliśmy nawet sponsorów, którzy finansowali nasze działania. Wszystko szło dobrze. Niestety z powodu pandemii straciliśmy największe wsparcie – sponsor z USA musiał się wycofać i zabrakło nam pieniędzy na dokończenie budowy. Postanowiliśmy mimo wszystko skończyć to, co zaczęliśmy – powiedział pan z przejęciem – Policzyliśmy, ile jeszcze pieniędzy nam potrzeba, i podzieliliśmy tę kwotę przez nas wszystkich. Rozjechaliśmy się i pracujemy w różnych krajach, żeby uzbierać brakującą sumę.
– Dziwi się pani czasami, że tak długo pracuję – dodał po chwili, patrząc mi prosto oczy.
– No dziwię się czasami - przyznałam.
– W życiu nie pracowałbym tak długo, gdybym robił to dla siebie.
Moje kwilące cicho serce od dzisiaj bije mocniej.
(25 grudnia 2020)