środa, 18 grudnia 2019

francuski na polskim

– No ładnie to powiedziałaś – doceniam trud uczennicy, jaki włożyła, wypowiadając się ustnie podczas lekcji.

Spogląda na mnie niepewnie, spode łba jakby, i pyta:

– Że mua? 

– Że tua – potwierdzam słowem i skinieniem głowy.

Zostanę poliglotką. Tak czuję.

(18 grudnia 2019)

wtorek, 5 listopada 2019

dzień dobroci dla mnie

Słabo opanowałam wczorajszy wieczór, jeszcze słabiej dzisiejszy poranek. Czego zresztą się spodziewać po prawie nieprzespanej nocy, w czasie której starałam się ogarnąć życie złożone z zadań – tak, tych, które muszą być przecież gotowe na wczoraj. To nic, że nie lubi mnie komputer, który demonstruje swoją niechęć, zawieszając się w końcówce referatu i gubiąc mój wysiłek w czeluściach procesora czy dysku.

Trzeba było zapisać. No trzeba było zapisać! „Save, save” – powtarzam teraz w myślach, tylko że wczoraj przycisk „save” jakoś nie wpadł mi w oczy. Ostatnia deska ratunku – kto mnie zna, ten wie – chłonie życie w Barcelonie. Właśnie teraz, właśnie wczoraj. Och, jaki pech.
Lekcje też są wredne. Nie chciały przygotować się same i pożarły większość czasu przeznaczonego na sen.

Rano mogłabym się zatroszczyć o rzecz tak prozaiczną jak jedzenie – codziennie przecież sobie to powtarzam – gdyby tylko starczyło na to czasu. Klops.

Ale, ale…
Jeśli nie zatroszczysz się o jedzenie, ono zatroszczy się o ciebie.
Wchodzisz do pracy, rozsiadasz się na swoim ulubionym miejscu i przecierasz oczy, uszy ze zdumienia (do wzruszenia się nie przyznajesz), bo jedzenie wpada ci w ręce. Potem w paszczę.
Elegancja-Francja. Raczej Włochy. Muchas gracias, makaroni tortellini ze szpinakiem. Pasta Amore delikati smakowiti od Bezy.
Ale że dla mnie?

Jedzenie mnie lubi, troszczy się o mnie. Ludzie mnie lubią, troszczą się o mnie.
I chciałabym tylko powiedzieć, że… DZIĘKUJĘ!

czwartek, 24 października 2019

łaska pańska na pstrym koniu jeździ

Dostaniesz co łaska, nic więcej, ni krzty.
Gram ciepłych słówek 
i trzy prawie serdeczne uściski,
dziecko niczyje – dla ciebie aż nadto.

Pięć pełnych, fałszywych uśmiechów,
sto póz, sto gestów-ochłapów,
Sieroto!

Mówisz: bez łaski?
Mów.
Nie proś i nie żebrz.

I spróbuj ogrzać się chłodem.

środa, 16 października 2019

rozkmina polonisty

„Chodź, nie idziemy” – usłyszałam dziś mimochodem.

Czyli że co? Bo zgłupiałam.

(16 października 2019)

wtorek, 14 maja 2019

eufemizacja

Uwielbiam prowadzić lekcje dotyczące kultury języka polskiego. Młodzież podczas nich zwykle bardzo się angażuje. Ojczysty język wtedy ożywa i mam wrażenie, że wreszcie nabiera wyrazistości. Pozytywna energia zaś, jaka wytwarza się podczas omawiania konkretnych zagadnień, działa na mnie jak balsam na duszę. 

 Eufemizujmy, ludzie – mówię zawsze, wskazując elementy etykiety językowej, i uzasadniam, dlaczego unikanie wulgaryzmów w codziennej komunikacji ma znaczenie.

 Chyba nie sądzi pani – słyszę w odpowiedzi – Że jak ktoś specjalnie podstawi mi nogę, zwrócę się do niego słowami: „Przyjacielu, bardzo mnie zdenerwowałeś”.

 A jak chciałbyś się do niego zwrócić? – dopytuję.

 No teraz to mnie wkur..łeś! – odpowiada młodzieniec z ekstazą w głosie.

 Bo widzi pani – dołącza się do dyskusji inny uczeń i cytuje słowa z jednego krążącego w Internecie memu – Lepiej czasami być człowiekiem, który głośno przeklina, niż małym, cichym skur...ynem.

I o to właśnie chodzi, żeby uświadomić uczniom, że zawsze mają wybór, że mogą podjąć samodzielną decyzję dotyczącą własnego słownictwa, zamiast ulegać tendencji panującej w grupie, i że sposób wyrażania się zależy od sytuacji komunikacyjnej.

Dziś znów proszę. Eufemizujmy.
Film Sekielskiego wcale nie otworzy ust ofiarom i nie sprawi, że mocno zraniony człowiek odsłoni się przed tłumem obcych ludzi, którzy bohatersko i bez ogródek wyrażają swoje opinie na temat wykorzystywania seksualnego dzieci, tworząc przy tym niemały szum medialny. Czy brak wyczucia i delikatności w większości przypadków może być zaproszeniem do wywlekania na światło dzienne spraw, których większość przeciętnych Kowalskich nigdy nie zrozumie, choć jest przekonana o własnej empatii? Złamany krzywdą człowiek wie, że nakręcony sztucznie afekt szybko minie, i wie, że ludzie wykrzyczą głośno wszystko to, co mają do wykrzyczenia, a on w rezultacie i tak zostanie SAM ze swoją nieprzepracowaną historią i zamiast pragnienia ujawnienia drastycznych szczegółów dotyczących przeżytej traumy zrodzi się w nim pragnienie ukrycia się przed światem.  Złamany krzywdą człowiek wie, że nie może liczyć na realną pomoc. I jeśli nie jest wystarczająco majętny, by pozwolić sobie na psychoterapię, przez długie lata SAM będzie się zmagał ze swoim bólem. Tłum mężnie walczących o jego prawa ludzi wcale o niego nie walczy i ten złamany krzywdą człowiek dobrze o tym wie. Eksponowanie rzekomej otwartości na tematy trudne jeszcze nikomu nie pomogło.

Eufemizujmy. 
Niech nie brakuje nam delikatności. Wcale nie trzeba szastać nomenklaturą powiązaną z omawianym zagadnieniem i używać wyszukanych, szorstkich słów nazywających wszystko to, o czym ofiara nie umie głośno powiedzieć, żeby przekonać ją, że naprawdę rozumiemy. 
Nie rańmy. Eufemizujmy, żeby nam się ten skrzywdzony człowiek nie schował. On naprawdę chce się ukryć.

(14 maja 2019)

wtorek, 5 marca 2019

tłusty czwartek

Korzystając z okazji dnia 14 lutego, jako żywo w walentynki, postanowiłam porozmawiać ze swoimi uczniami na temat zapisu nazw zwyczajów.

 Walentynki, mikołajki, andrzejki  wyliczam sumiennie  zapisujemy małą literą, bo to nazwy zwyczajów. Za to nazwy świąt dużą.

 A jak zapisać „tłusty czwartek”? - pyta uczennica.

 No jak?  odpowiadam pytaniem na pytanie.

 Dużą literą. Proszę pani.

Oczy mam jak pięć złotych i patrzę ze zdziwieniem.

 Dużą  powtarza konsekwentnie uczennica  Bo to święto. Wreszcie można się najeść.

(5 marca 2019)

niedziela, 3 marca 2019

definicja nieba

Ponieważ uczniowie ze szkoły, w której pracuję, mieli w tym tygodniu mniej lekcji niż zwykle, co wiązało się z odbywającymi się od poniedziałku do środy rekolekcjami, sumiennie przypominałam swoim klasom o konieczności udania się do kościoła zaraz po opuszczeniu szkoły. 
Pół żartem, pół serio. Jak to ja.

 Ale ja nie wierzę w Boga. Jestem ateistką  deklaruje stanowczo jedna z moich uczennic.

 Do kościoła chodzić trzeba, żeby dostać się do nieba - przytaczam jak mantrę maksymę zasłyszaną we wczesnym dzieciństwie na lekcji religii.

 Proszę pani, ja będę w niebie, jak zdam w tym roku z polskiego.

Matko bosko (!) i wszyscy święci, kto to dziecko uczy polskiego?

(3 kwietnia 2019)

piątek, 1 lutego 2019

stomatolog

Chłopu metr osiemdziesiąt z groszem, więc mówię, udając się z nim do dentysty:

– Nie histeryzuj – uderzam mocno w samo serce męskiej dumy – Bądź mężczyzną.

– No właśnie jestem – odpowiada pobladły, spocony – Właśnie jestem.

Czy nie przyznawać się do omdlenia podczas własnej ostatniej wizyty u stomatologa?

(1 lutego 2019)