wtorek, 30 stycznia 2024

skuteczny sposób

– Wszystko rozumiem i akceptuję – powiedziało Serce – Ale co zrobić z bólem, który się we mnie zrodził?

– Po prostu go przeżyj – odparł Rozum z wyjątkową troską w głosie. 

– Tak, wiem – zgodziło się Serce – Robię to, ale nie mogę uspokoić myśli.

– Pisz, Serduszko, po prostu pisz. Samo wiesz, jak bardzo ci to zawsze pomaga.

poniedziałek, 29 stycznia 2024

przyjaźń

O takiej przyjaźni trzeba głośno pisać!

Ja:
Troszczysz się o mnie całym sercem i czuję to tak mocno, że znowu chce mi się ryczeć. 

Ziębuszka:
To rycz 💝💝💝 A ramiona drugiej Pełnej Połówki masz pod ręką?

Ja:
Mam! 

po krótkiej pauzie

To ryczę 💝💝💝

Ziębuszka:
💝💝💝

Życie dało mi tak wiele, że wyrabiam sobie mięśnie, by móc to wszystko udźwignąć. Dziękuję.



niedziela, 28 stycznia 2024

mechanizm obronny

– A co w sytuacji – zapytało Serce – Kiedy ktoś nie zrozumiał mojej intencji, moich motywacji, które wynikają z natury moich problemów, i odebrał prośbę jako atak na siebie? 

– Doprecyzuj, o co ci chodziło, ale nie przepraszaj – odparł mądry Rozum.

– Doprecyzowanie tylko dolewa oliwy do ognia – zasmuciło się Serce.

– Nie możesz nic więcej zrobić – Rozum rozłożył ręce.

– Mogę.

– Możesz? – mocno zdziwił się Rozum.

– Mogę zadać sobie pytanie, co sprawiło, że osoba, wobec której jestem bardzo życzliwe, przeżyła w przeszłości, że w słowach kierowanych do niej doszukuje się złych intencji i czuje się atakowana? Przed kim musiała udowadniać, że jest mądrym, wartościowym i dobrym człowiekiem? Jak ogromny musi być ból, który nosi w sobie, że mechanizm obronny odpala się w niej jak petarda, co uniemożliwia złapanie dystansu? Kto nie dał jej  miłości i pełnej akceptacji, jakie powinien dać? Kto tak bardzo ją skrzywdził?

– A! – z olśnieniem w głosie zareagował Rozum – Czyli każdy skutek ma swoją przyczynę.

sobota, 27 stycznia 2024

przytulenie

Pamiętam taki moment, gdy byłam studentką. Zagubioną, samotną, poranioną. Siedziałam zgarbiona przy biurku w akademiku, a obok mnie nie było nikogo, kto mógłby mi podać pomocną dłoń, pocieszyć, pogłaskać po duszy, która wtedy wyła z bólu. Pełna rozpaczy i niepewności na kartce leżącej naprzeciw mnie napisałam:

"Boże, przytul mnie do siebie". 

Wieczorem poszłam na długi spacer, a później, wracając już, zajrzałam do kościoła, w którym prowadzona była akurat msza. Przysiadłam w kąciku, w pokorze, w beznadziei i wsłuchiwałam się w słowa wypowiadane w kazaniu przez dominikanina. Oniemiałam z wrażenia, albo raczej ze wzruszenia, gdy do moich uszu dotarło ciepłe brzmienie jego głosu:

"Bóg przytula cię do siebie. Czujesz, jak mocno?".

Wtedy chyba spotkałam Go w swoim życiu po raz pierwszy. Dziś znów dostrzegłam Jego obecność. I jestem o niebo silniejsza.

czwartek, 25 stycznia 2024

miłość

Widziałam wczoraj prawdziwą, bezwarunkową miłość. Tak rzeczywistą, że aż zalała mnie swoim ciepłem. Całkowitą akceptację i oddanie, których nie da się opisać słowami.

– Hej, synek – powiedział tata do dziecka z szacunkiem tak wielkim, że nie da się zmierzyć go żadną miarą – Weź się nie wygłupiaj.

Synek się uśmiechnął, bo dobrze wyczuł żart ojca. Otulony głębokim uczuciem rodziców może rozwijać się we własnym tempie. I osiągnie wiele, nawet jeśli w drodze do celu przeszkadza mu porażenie mózgowe, ponieważ Mama i Tata karmią go wszelkimi możliwymi staraniami, wysiłkami, wytrwałością i... prawdziwą miłością. 

Jest moc! Wszyscy wybałuszymy gały, kiedy nas Synek zaskoczy! A zaskoczy na pewno. Zresztą robi to przecież nieustannie. Spryciarz mały potrafiący liczyć w języku angielskim!

Poryczałam się przez Was. Przez tę miłość, którą mi wczoraj pokazaliście (nie pierwszy raz). Dziękuję 💝

środa, 24 stycznia 2024

ostatnie spotkanie

Na śmierć zawsze jest za wcześnie. I chociaż czasami sami dochodzimy do wniosku, że jest ona najlepszym rozwiązaniem, gdy na przykład człowiek obok nas wije się z bólu, przez który nie może nawet wziąć oddechu, wewnętrznie trudno nam się rozstać. Bijemy się z myślami, prosimy los czy Boga o cud, mentalnie i całym sercem mocno trzymamy, nawet jeśli zdrowy rozsądek pomaga nam powiedzieć: idź. Niezależnie jednak od naszego stanowiska koniec i tak nadchodzi.

Wiedziałam, że choroba nowotworowa, z którą Krysia walczyła od kilku lat, w końcu mi ją zabierze. Historii podobnych do mojej jest wiele i żadna z nich nie ma cudownego zakończenia. Na końcu drogi pozostają łzy, ból, tęsknota, uczucie niedosytu, a czasami nawet bezsilność. Obezwładniająca, ponura bezsilność, która jest tylko potwierdzeniem tego, że mamy naprawdę  niewielki wpływ na nasze życie, chociaż osiągając sukcesy, realizując się zawodowo czy rodzinnie, czy jakkolwiek inaczej, wydaje nam się, że to nasze życie mamy w garści. Ślepy los jednak koryguje nasze przekonania, dostarczając niezliczonej ilości przykrych doświadczeń, i uczy pokory.

Zmroziło mnie, gdy zadzwonił syn Krysi. Długo wpatrywałam się w wyświetlacz telefonu, zanim zdecydowałam się odebrać. Kilka lat wcześniej, już wtedy zmagała się z chorobą, odbyłyśmy ważną rozmowę.

– Gdy długo milczysz – powiedziałam wtedy – Bardzo się martwię. W moim umyśle rodzą się najgorsze myśli.

– Umówmy się w takim razie, że zdajemy sobie raporcik co najmniej raz w tygodniu – odparła – Ja piszę lub mówię o tym, co u mnie, a ty, co u ciebie.

– Zgoda.

– Jak się nie odezwę, będzie wiadomo – powiedziała niby lekko, a jednak wyczułam w jej głosie nutę bólu i niezgody na to, co miało nastąpić.

Ta chwila zbliżała się wielkimi krokami i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. W ostatnich tygodniach opuściły ją siły, głos stracił na mocy, a ona sama stała się nieobecna. Jakby jedną nogą była już po tamtej stronie. Mimo wszystko starała się utrzymywać kontakt z tym światem, ze mną.

"Widzę, że jesteś nocnym markiem" – napisała do mnie po północy miesiąc przed śmiercią, gdy zauważyła umieszczony przeze mnie post na Facebooku, który pojawił się kilka minut wcześniej – "Ja właśnie ożyłam na chwilkę i już wracam w objęcia Morfeusza".

Później przesypiała już niemal całe dnie, ale w krótkich momentach aktywności zaglądała do telefonu, żeby przesłać kilka słów.

"Jak się dziś czujesz?" – zapytałam pod koniec września. 

"Przysypiam" – odpowiedziała – "Ciśnienie mam 80 na 51. Włączę TVP, to mi się pewnie podniesie".

Odebrałam w końcu telefon, robiąc to w stylu kota – bez pośpiechu, na sztywnych wyprostowanych łapach, z ogromną wewnętrzną obawą, jakby od niechcenia. Myślałam chyba, że jeśli zrobię to opieszale, wszystko jeszcze da się zatrzymać.

– Mama jest w szpitalu – powiedział syn Krysi podczas rozmowy – Prosiła, żebym do ciebie zadzwonił. Myślę, że to już koniec.

Rzuciłam wszystko i ruszyłam w drogę. Z bólem w sercu i z ogromną obawą, że mogę nie zdążyć. Bardzo chciałam ją jeszcze chociaż raz zobaczyć. Gdy wchodzi się do szpitala ze świadomością, że spotkanie, które za chwilę nastąpi, będzie ostatnim spotkaniem, słyszy się bicie własnego serca i ma się wrażenie, że za chwilę wyskoczy ono z klatki piersiowej. Czułam, jak pot spływał mi po plecach, z pośpiechu, z emocji, z przegrzania, ale w środku mnie hulał mrożący chłód. Weszłam tylko po to (i aż po to!), żeby ciepło się do niej uśmiechnąć, pobyć jeszcze przez chwilę obok, razem, i puścić, wyrażając swoją postawą głęboki spokój. W środku ryczałam jak katowane zwierzę.

wtorek, 23 stycznia 2024

znajomość

– Wiesz co? – mówi zaaferowana Księżniczka – Czytam teraz książkę Nosowskiej.

– O! – reaguję z zainteresowaniem, bo znam autorkę jako wokalistkę. Słuchało się jej piosenek za szczenięcych lat – O czym to?

– O miłości.

– O! – wiem, że się powtarzam, ale nic mądrzejszego nie przychodzi mi do głowy.

– I wiesz? – dodaje Księżniczka – Jest w niej jeden rozdział o mnie.

– O! To Kasia Nosowska cię zna?

😅😅😅

poniedziałek, 22 stycznia 2024

niedziela, 21 stycznia 2024

odwaga

Kobieta od wielu dni była bardzo chora. Jej stan pogarszał się z dnia na dzień. W końcu nie mogła nawet wstać z łóżka o własnych siłach, by udać się do łazienki, więc w pełni niemocy poprosiła o wezwanie lekarza.

– Panie doktorze – zaczęła ciężkim głosem, gdy ten się zjawił – Na nic nie mam siły. Nie wiem, co się ze mną dzieje.

Lekarz osłuchał pacjentkę dokładnie, później zlecił badania krwi i moczu, które wykluczyły jakąkolwiek infekcję.

– Czyli wszystko dobrze? – podczas konsultacji powiedziała kobieta – Dlaczego wciąż z wielkim trudem wstaję z łóżka i zmuszam się do życia?

– Bardzo niedobrze – odparł lekarz.

– Jak to? – pacjentka mocno się zdziwiła – Przecież wyniki są dobre.

– Bardzo niedobrze! – powtórzył doktor, tym razem mocniejszym tonem.

– I co teraz?

– Przepiszę coś pani – odparł lekarz i skomponował długą receptę.

Po niedługim czasie kobieta poczuła się już całkiem dobrze. Podczas kontroli u lekarza powiedziała:

– Postawił mnie pan na nogi, dziękuję. Leki, które mi pan przepisał, zdziałały cuda. 

– Żaden z przepisanych leków nie działa.

– Ale przecież czuję się lepiej – zdziwiła się kobieta.

– Rozumiem – odpowiedział lekarz – Brakowało pani odwagi, żeby nie bać się żyć. Skoro już wie pani, że ma ją w sobie, wierzę, że następnym razem odnajdzie ją pani sama, bez leków.

sobota, 20 stycznia 2024

ferie w Zakopanem

Ferie w Zakopanem dzięki Iskrze spędzam w Szczecinie – zdjęcia stamtąd robią robotę. To świetna alternatywa w sytuacji, gdy nieszczęścia chodzą parami. Góry odbiję sobie latem.

Jest moc 💪


 







czwartek, 18 stycznia 2024

życzenia urodzinowe

– Chodź, zjedziemy razem – zachęcająco mówi mąż do skupionej na telefonie żony, która nawet na chwilę nie odrywa od niego nosa, tylko burczy odpychająco – No, chodź.

– Czekaj, muszę tylko coś napisać – tłumaczy, formułując wpis na Facebooku.

– Może mnie poświęć trochę czasu – domaga się małżonek – Tak rzadko coś razem robimy.

– Mówiłam, zaczekaj – z irytacją odpowiada żona – Nie mogę się przez ciebie skupić. Zaczekaj chwilę.

Zrezygnowany mąż usiadł w końcu obok zaaferowanej żony i czeka.

– Przeczytam ci – po długich kilkunastu minutach mówi żona – Kochany mężu, z okazji twoich urodzin życzę ci spełnienia najskrytszych marzeń. Jesteś moim skarbem. Każda chwila spędzona z tobą to dla mnie dar. Mam szczęście, że spotkałam cię na swojej drodze. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Love You.

– Ładnie.

– Czekaj – z ekscytacją dodaje żona – Mam już nawet kilka lajków.

I siedzą dalej. Mąż czeka na wspólny zjazd, żona na nowe lajki.

środa, 17 stycznia 2024

usprawiedliwianie

– Dlaczego niektórzy ludzie nigdy nie przepraszają, choć doskonale zdają sobie sprawę z tego, że bardzo kogoś skrzywdzili? – zapytało Serce.

– Powodów może być naprawdę wiele – odparł Rozum.

– Jakie na przykład?

– Na przykład bardzo się wstydzą albo znajdują usprawiedliwienie dla czynów, jakich się dopuścili.

– Czy zło można usprawiedliwiać? – dopytało Serce.

– Zło można tłumaczyć, ale nigdy usprawiedliwiać.

górskie widoczki

 Co autor miał na myśli, nie wiem. 


A tutaj widoczek z Antałówki. Było się i się widziało 😊




wtorek, 16 stycznia 2024

miejskie Zakopane

Całe Zakopane dla mnie. Zaskakująco mało ludzi przechadza się po mieście. I w to mi w sumie graj.
Nie mogę się doczekać jutrzejszej wizyty w małym osiedlowym sklepiku, gdzie przeważnie bywają tylko tubylcy i rozmawiają ze sobą tym pięknym podhalańskim językiem, którego brzmieniem muszę się jutro sztachnąć. No muszę!

Pierwsze zdjęcia zrobione nowym telefonem. 
Obwąchuję się jeszcze z nim 😉







Także ten, można mi zazdrościć 😉

rozstanie

Historii wielkiego zagubienia jest wiele i mają one zwykle swój początek we wczesnym dzieciństwie, ciągną się później za człowiekiem jak pajęcza nić, a zdrowy rozsądek siedzi cichutko w kącie i kpi. Albo przygląda się uważnie wszystkim poczynaniom i zachodzi w głowę, jak to możliwe, że osoba, która wie całkiem dużo, wciąż wpada w pułapki wyuczonych mechanizmów.

Teraz przynajmniej Marta umiała już płakać i mogła wylewać ze łzami każdy zrodzony ból. Zupełnie inaczej było w liceum, kiedy chowała się w szkolnej łazience, by ukryć przed światem upokorzenie, żal i przeogromny wstyd. Przykre emocje rozsadzały wtedy jej wnętrze, a ona sama gubiła się w labiryncie życia, w którym nie potrafiła znaleźć właściwej drogi.

Nie zaproszono jej nigdy na urodziny. Kiedy w klasie maturalnej rówieśnicy urządzali osiemnastki, nikt nawet przez chwilę nie pomyślał o Marcie, o kimś, kto sam wiedział, że nie zasługuje na miłość, troskę i uwagę. Dziewczyna przyzwyczaiła się do faktu, że na lekcjach zawsze siedzi sama, i do faktu, że świat nie da jej tego, czego ona sama nie ma w sobie. Jest on przecież jak lustro odzwierciedlające każdy aspekt ludzkiego istnienia.

– Mamo – powiedziała Marta podczas któregoś z weekendów – Jestem głupia, brzydka i nikt mnie nie lubi. I nigdy nie spotkam nikogo, kto mnie pokocha.

– Przestań – jak zwykle ostro odparła matka – Każda potwora znajdzie swojego amatora. Zajmij się lepiej czymś pożytecznym, zamiast użalać się nad sobą. 

– Mam problem – ciągnęła dziewczyna – I nie wiem, jak sobie z nim poradzić.

– Czekaj, czekaj – kobieta nagle się ożywiła – To mówisz, że matury zaczną się w tym roku w środę? Masz bardzo niewiele czasu, żeby się przygotować.

Potem wzięła do ręki małą karteczkę, na której zaczęła spisywać listę zakupów na niedzielę.

– Zrobimy rosołek, więc tak – kontynuowała matka – Trzeba kupić włoszczyznę i mąkę. Domowy makaron jest najlepszy.

Dziewczyna nauczyła się milknąć w sytuacjach, w których nie było przestrzeni do szczerej rozmowy. Przerażała ją złość matki, dlatego za każdym razem, gdy wyczuła niewygodę konwersacji, rozpromieniała się i uśmiechała szeroko, by dać wyraźny sygnał, że zamyka sprawę. Uczyła się tego przez bardzo długi czas.

Siedziały wtedy razem przy kuchennym stole. Marta miała wówczas około trzynastu lat i gdy wreszcie zebrała się na odwagę, by powiedzieć o swoim problemie, z ciężkością w głosie i z wielką obawą w sercu zapytała:

– Mamo, czy mogłabym ci o czymś powiedzieć?

Matka natychmiast zesztywniała mentalnie, a wyraz jej twarzy zdradzał pulsującą w jej wnętrzu wściekłość. Ostentacyjnie odwróciła wzrok i w dalszym ciągu,  ukazując mimiką znużenie zmieszane z poirytowaniem, lepiła ruskie pierogi. Teraz jednak, gdy córka poprosiła o rozmowę, jej ruchy stały się bardzo nerwowe i chaotyczne. Jakby chciała krzyknąć całą sobą „przestań!”.

– Nastaw wodę – powiedziała ostro – Zobacz, która godzina. Obiad jeszcze niegotowy.

– Ale, mamo – spróbowała raz jeszcze Marta.

– Przestań! – krzyknęła nagle matka i odskoczyła od córki jak spłoszone zwierzę – Pewnie znowu zapomnisz o soli – dodała z oburzeniem w głosie.

– Dodałam soli – uspokoiła Marta, odruchowo kryjąc prawdziwe uczucia, żeby nie stracić odrobiny uwagi, jaką poświęcała jej matka podczas spotkań w kuchni – Wiesz? Dostałam piątkę z historii.

Lata doświadczeń nauczyły ją niewłaściwych sposobów reagowania i chociaż już o tym wiedziała, wciąż popełniała te same błędy. Lgnęła do ludzi, którzy tak jak matka rzucali w jej kierunku okruchy ciepła, a im bardziej ją odrzucali, tym bardziej starała się udowodnić, że jest warta uczucia. W relacjach z mężczyznami, żeby im się przypodobać, zaprzedawała całą siebie.

– Nauczyłam się jasno komunikować swoje potrzeby – powiedziała już jako dorosła kobieta podczas rozmowy ze swoim wewnętrznym głosem – I chociaż rozmówca reaguje na nie z aprobatą, nic w naszej relacji się nie zmienia. Jakby nie słyszał tego, co mówię. Albo jakby, co wewnętrznie bardzo mnie rani, celowo ignorował moje potrzeby.

– Czemu należy zaufać? – zapytał wewnętrzny głos – Słowom czy czynom?

– Czynom – ze smutkiem w głosie odpowiedziała Marta.

– Słowa, które nie mają potwierdzenia w czynach, są nic niewarte. 

– Dlaczego wciąż popełniam te same błędy? Uśmiecham się, gdy mam ochotę się rozpłakać. Udaję, że nic się nie stało, zamiast się obrazić.

– Widocznie wciąż nie wierzysz, że zasługujesz na miłość i akceptację. 

– I boję się odrzucenia, nawet jeśli stało się ono faktem i powinnam je zaakceptować.

– Dojrzałość pojawia się wtedy, kiedy człowiek przestaje żyć złudzeniami.

Nic w życiu nie jest czarne albo białe i kobieta doskonale o tym wiedziała, wierzyła ponadto, że wszechświat w całej swojej zawiłości jest dobry. 

– On mnie już po prostu nie chce, ale brak przestrzeni do rozmowy czy brak odpowiedzi na potrzeby wcale nie musi oznaczać braku miłości – powiedziała po chwili Marta.

– Uwaga na złudzenia – natychmiast zareagował wewnętrzny głos – Prawdziwa miłość wyraża się w działaniach. Pamiętasz o tym?

– Wiem, wiem – uśmiechnęła się kobieta – Ale odrzucenie może mieć różne źródła i może na przykład być wynikiem lęku.

– Lęku? – zaciekawił się głos.

– Tak. Lęku przed zranieniem, oskarżeniami, porzuceniem, odsłonięciem własnej niedoskonałości. Czasami, gdy bardzo się czegoś boimy, po prostu się chowamy. I ja akurat dobrze o tym wiem.

– I co teraz zrobisz?

– Nic. Po prostu puszczę.

– Tak po prostu? – zdziwił się głos. 

– Może nie aż tak po prostu, ale zrobię to, ponieważ bardzo go kocham.

– Powiedziałaś mu, że go kochasz?

– Nigdy nie zrobiłam tego słownie, a teraz nie mogę tego powiedzieć.

– Dlaczego?

– Teraz byłaby to manipulacja. Wiążąca i uniemożliwiająca odejście, a chcę pozostawić mu wybór. Jeśli zdecyduje się zostać w moim życiu, znajdzie sposób, żeby pokazać mi, że jestem dla niego ważna. 

Marta długo nie umiała odpuścić. Nie było jej łatwo. Nieustannie powracały myśli przekonujące ją o własnej winie i odpowiedzialności, dlatego z całych sił próbowała wcześniej wszystko naprawić. Bywała pewna, że wybrała zły moment, inicjując rozmowę, zadzwoniła w najmniej pożądanym momencie, zadała niewłaściwe pytanie, odsłoniła niepotrzebnie swoje trudne przeżycia, a powinna być przecież zawsze pogodna i zarażająca dobrym humorem, powiedziała coś, co mogło mężczyznę urazić, i bardzo tego żałowała. Teraz jednak rozumiała już wszystko. Znalazła w końcu w sobie siłę, by móc wypowiedzieć wewnętrznie: „Chociaż bardzo cię kocham i bardzo mnie to rozstanie boli, pozwalam ci odejść”.



poniedziałek, 15 stycznia 2024

przygodę czas zacząć

Zaczęło się ciekawie. W drodze do Zakopanego utopiłam telefon w sedesie w przydrożnym barze. 

Da się? 

Da się!

I padł.

– Nie mogłaś po prostu powiedzieć, że chcesz nowy telefon? – w kolejce do kasy z nówką sztuką w ręce pyta moja druga Pełna Połówka.

Co się jeszcze wydarzy? Aż strach się bać!


pełna akceptacja

 – Dlaczego – zapytało Serce – Kiedy słyszę głos intuicji, która nigdy mnie nie myli, próbuję go w sobie zagłuszyć?

– Ponieważ nie jesteś gotowe na przyjęcie prawdy – odparł Rozum.

– Czy kiedykolwiek będę? – dopytało zalęknione Serce.

– Oczywiście! Gdy zaakceptujesz życie i wszystko, co z nim związane, takim, jakie ono jest.

niedziela, 14 stycznia 2024

korekta

Zobaczył wpis na blogu i skomentował:

Przeceniasz mnie. Jaki Pan Tadeusz
O kutasach usłyszałem w serialu 1670!

I czar prysł 😅

karnawał trwa

Studniówka z klasą wychowawczą zakończyła się pięknym makaronikowym akcentem, za który oczywiście serdecznie dziękuję.



Zanim jednak udałam się na wytworny bal, moja druga Pełna Połówka nie omieszkała skomentować mój strój:

O, pójdziesz w sukience z kutasem.


Naczyta się to to literatury, a później popisuje się znajomością staropolszczyzny 😅


(Pan Tadeusz, A. Mickiewicz)


sobota, 13 stycznia 2024

więzy

 Otrzymałam od Ziębuszki zdjęcie Koko.


W odpowiedzi odwdzięczyłam się swoim.


Ja: Widzisz, jak wiele nas łączy?

Ziębuszka: No masz!

My się już z tej relacji nie wykręcimy. Nie ma siły. Za dużo nas łączy.

piątek, 12 stycznia 2024

gwiazda z przedziałkiem

– Jejku – z zachwytem i z zazdrością w głosie mówię do Kali, gdy przypadkiem (😉) dostrzegłam jej warunki – Masz przedziałek między cyckami. Ja nie mam.

Zaskoczona i zbita z tropu staje jednak na wysokości zadania i próbuje mnie pocieszyć:

– Ty też na pewno masz gdzieś przedziałek.

Jesssuuu, czy to się wydarzyło naprawdę?! O czym obie pomyślałyśmy, że ryknęłyśmy śmiechem? 

Żenada!

czwartek, 11 stycznia 2024

waga słów

– Dlaczego tak bardzo bolą mnie niespełnione względem mnie obietnice? – pyta rozczarowane Serce. 

– Wszystkie? – dopytuje Rozum. 

– Nie, tylko te złożone przez bliskie mi osoby. 

– Im ważniejsza dla ciebie osoba składa deklarację, tym większą wagę mają słowa.

wtorek, 9 stycznia 2024

świetlana przyszłość

Wizja przyszłości rysuje się w pięknych barwach:

💝zawsze usłyszę głos intuicji i nic nigdy jej nie zagłuszy;

💝wszystko ułoży się po mojej myśli, a jeśli coś wydarzy się inaczej, niż zaplanowałam, to tylko po to, bym mogła wyciągnąć z tego naukę;

💝doświadczenia, które są przede mną, sprawią, że stanę się silniejsza i pewna siebie;

💝czekają mnie sukcesy w życiu rodzinnym i zawodowym;

💝nie zabraknie mi zdrowia, miłości i szczęścia;

💝zrealizuję marzenia i osiągnę wewnętrzny spokój.


Dziękuję, że o mnie pamiętaliście 💖💖💖 Głęboko wierzę w moc życzeń.
Plissss 🙏, czy w przyszłym roku mógłby mi ktoś życzyć wygranej w totka? 
Ciąży mi duży kredyt 😅

poniedziałek, 8 stycznia 2024

nie kombinuj!

Najprostsze rozwiązania, których pomysłodawczynią jest niezastąpiona Kali, są najlepsze.

"Nie życzę sobie, żebyś nachodził mnie w pracy bez wcześniejszego umówienia się ze mną" – napisałam w końcu.

"OK" – odparł.

OK? To ja przez dwa dni gryzłam się z myślami i zbierałam w sobie, żeby on mi teraz napisał OK? W ogromnym napięciu, z jakimś zakorzenionym wewnętrznie lękiem, który nawet na chwilę nie dawał mi spokoju, błąkałam się po domu z kąta w kąt, szukając najwłaściwszych słów, żeby go nie zranić, a jednocześnie przekazać jasny komunikat, a on pisze OK? Bez dyskusji? Bez zająknięcia nawet?

Ano! Bez!

Od teraz Kali już zawsze będzie miała mnie na głowie ;) Aż w końcu dostanę od niej wiadomość: "Nie życzę sobie..." ;))))

informacja zwrotna

– Już wiem – mówi zadowolone z odkrycia Serce – Że wszystko, co drażni mnie w kontaktach z ludźmi, odsłania jakąś prawdę o mnie.

– Tak? – jak zwykle sceptycznie reaguje Rozum.

– No tak – przekonuje Serce – I już wiem, jakie problemy muszę jeszcze przepracować.

– Dlaczego skupiasz się tylko na problemach? Wszyscy ludzie, których spotykasz w życiu, są twoim lustrem.

niedziela, 7 stycznia 2024

[...]

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość  te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.
(1 Kor 13, 13-14)

W piątek przypomniała mi o tym nawet kałuża ;)



piątek, 5 stycznia 2024

wiatr w żagle

Kiedy Małgosia przelała na papier wspomnienia z lat minionych (ba! wyrzygała je po prostu!), poczuła się uwolniona od nich na tyle, że przestała wreszcie bezradnie tkwić w przeszłości i mogła ponownie spróbować ułożyć sobie życie. Poukładała na półkach świadomości przebłyski wspomnień, zamiotła wokół starannie, posegregowała bolesne skrawki i stworzyła jakiś swoisty porządek we własnej głowie. Zrozumiała, i ten wniosek chyba okazał się dla niej kluczowy, że nie może mieć wpływu na zdarzenia, które wydarzyły się dawno temu, i nie może, co bolało ją już wtedy trochę mniej, zmienić swojej przeszłości, może natomiast spróbować zbudować swoją własną przyszłość. Z ogromnym uporem zatem zaczęła realizować wyznaczone cele, a siłą do walki było czerpanie radości z realizowania drobnostek. Pomyślała, że warto by spróbować spełnić marzenia, jakie kiedykolwiek zrodziły się w jej umyśle, a to stało się motorem do dalszych działań. 

– Postanowione – stwierdziła definitywnie – Koniec. Kropka. Gwiazdka.

W worze, do którego wrzuciła wszystkie swoje pragnienia, znalazły się zarówno malutkie tęsknotki, jak i ogromne zamierzenia, które postanowiła zrealizować w przyszłości. Chciała wyjść za mąż, kupić mieszkanie, mieć psa, zrobić prawo jazdy… Wyliczała lekko i zapisywała w pamiętniku wszystkie pomysły. I nie widziała przeszkody, która miałaby jej uniemożliwić osiągnięcie tego wszystkiego, czego pragnęła. „Jest misja, jest działanie” – myślała, a każdy osiągnięty cel, czy każde spełnione marzenie było krokiem w przyszłość. I o to właśnie chodziło. Małgosia nie miała wielkiego wyboru. Mogła stanąć w miejscu i pozwolić, aby pochłonęła ją przeszłość, albo ruszyć do przodu i brnąć w przyszłość, przedzierać się przez codzienność i nie pozwolić sobie na utonięcie. 

Po opuszczeniu rodzinnego domu w relacjach międzyludzkich poniosła całkowitą porażkę chyba z tego powodu, że przenikał ją lęk. Nawet jeśli jakimś sposobem starała się przylgnąć do otoczenia, zawsze czuła swoją odrębność, jakby oddzielała ją od ludzi ogromnie gruba tafla szkła. I kiedy dryfowała przez życie, rozpaczliwie starając się powstrzymać trawiący ból, czuła się jak element układanki, którego nie dało się w żaden sposób nigdzie dopasować. Postanowiła być serdeczna dla ludzi, uprzejma i pomocna, ale jednocześnie zdystansowana, żeby nikt nie mógł jej skrzywdzić. Zaczęła karmić się wrażeniami, które dawały radość i spełnienie i uszczęśliwiały ją w jakiś sposób. Z pasją wykonywała wszelkie czynności, a to dawało ogromną satysfakcję, ponieważ zadanie wykonała najlepiej, jak tylko potrafiła. Ujmowały ją teksty Agnieszki Osieckiej i przestała przejmować się tym, że lubi słuchać staroci. Po prostu słuchała tego, co koiło młode zmysły. Zaczęła okrywać swoje ciało ciepłymi barwami, a to sprawiło, że udało się w dużej mierze zaakceptować samą siebie. Otulała ją zieleń, ogrzewał  brąz, rozpromieniał rudy, ukrywała czerń, a takie zabiegi jak przywdziewanie odzieży konkretnej barwy sprawiały, że niewytłumaczalnie czuła się bezpieczniej. To dziwne, i irracjonalne zarazem, że w chłodnych barwach czuła się bardzo nieswojo.

W momentach, gdy budziły się wspomnienia sprzed lat i próbowały zawładnąć umysł Małgosi tak, że trudno jej było trwać w rzeczywistości, wyruszała na długie wyprawy, aby dać upust nagromadzonym emocjom. Taki wentyl bezpieczeństwa zapobiegający eksplozji, jaka mogłaby nastąpić, gdyby żale nie znalazły ujścia. 

Mazury poznała przypadkiem, ale gdy już je poznała, wracała w tamte strony zawsze, gdy potrzebowała uciszyć rozżaloną duszę. Odnalazła tym samym swoją własną oazę, w której starała się odszukać jakąś zagubioną dawniej część siebie, i w której mogła ukrywać się przed światem w gęstych zaroślach mazurskich lasów i otulać się przyrodą jak wełnianym, grubym pledem, co pozwalało dziewczynie odczuwać upragnione ciepło. Gdy nie miała możliwości wyjazdu, pokonywała pieszo kilometry, aż emocje opadły, a rozszalałe wspomnienia ucichły. Zamiłowanie do długich spacerów, czasami kilkugodzinnych, odkryła dawno temu i każdorazowo, gdy tylko obudziła się we wnętrzu jakaś tęsknota, wyruszała w drogę. Oswobadzała w ten sposób nie ciało, ale ducha, i udowadniała sobie, że wszystko jest możliwe. Tak niewiele i tak dużo jednocześnie robiła dla siebie i zyskiwała tym samym błogie ukojenie, bo nie trwała w przymusie, tylko działała zgodnie z własną wolą. 

*

Małgosia wciąż bała się osądu swojej osoby i oskarżenia, dlatego postanowiła na zawsze ukryć przed światem prawdę o przeszłości. Słowa wypowiedziane przez arcybiskupa Kościoła odebrała jak uderzenie kamieniem w twarz:

– Wielu molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe – powiedział dziennikarzom – Często wyzwala się ta niewłaściwa postawa czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I jeszcze zagubi się samo, i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga.

Ot co. Esencja zawarta w kilku zdaniach, mogąca nakłonić do wysnucia trafnego wniosku, że problem jest bardziej złożony, niż komukolwiek mogłoby się wydawać, i skłaniająca Małgosię do myślenia, że swoją postawą sprowadziła na złą drogę własnego kata.  

Opinie, na które natknęła się w mediach, skłaniały również do myślenia, że ludzie sądzą, że najgorsze cechy ciemiężyciela przechodzą na ofiarę. Zresztą to społeczność przypina łatki: „ofiara molestowania”, „ofiara bicia”, i piętnuje, a ona bardzo nie chciała zostać napiętnowana, dlatego milczenie okazało się słuszne. Miała, co prawda, czasami ochotę poskarżyć się komuś na swój los albo wypłakać się w czyjeś ramiona, ponieważ jednak bardzo trudno było jej komukolwiek zaufać, nie umiała wyrazić się w żaden sposób i pomyślała ponadto, że zwierzenie się osobie obcej byłoby poniżające. Prosić kogoś obcego o pomoc i liczyć na jego łaskę… I ostatecznie doświadczyć zranienia. 

*

Dziewczyna odnosi wrażenie, że to właśnie przez psychiczne osamotnienie, które pochłonęło duży kawał jej młodego życia, mogła wreszcie zrozumieć, kim jest, i utwierdziła się w przekonaniu, że obok niej od wielu lat stał anioł w ludzkiej postaci, który każdym ciepłym gestem odpychał ją od niebezpieczeństw. Anioł, który pozwalał na samotność, gdy najbardziej jej potrzebowała; który nie starał się wchodzić głębiej w życie Małgosi, niż była na to gotowa; który słuchał uważnie tego, co miała do powiedzenia, i okazywał zrozumienie dla tych słów, które wypowiadała, i dla tych słów, których nie chciała wypowiedzieć, aby nie wpuścić go do swojego ponurego świata.

Kiedyś, długo po załamaniu, gdy była już wystarczająco silna, a jej życie stało się harmonijne, odczuła wewnętrzną powinność powiedzenia przyjacielowi o wydarzeniach z przeszłości.

– Nie musisz mi o tym mówić – powiedział, zanim zaczęła – Chyba że naprawdę tego chcesz.

Małgosia zdała sobie wówczas sprawę z własnego ograniczenia, a próba pokonania go byłaby przymusem. Nie umiała ani nazwać krzywdy, jakiej doświadczyła, ani wydusić z siebie prawdy, więc ostatecznie nie wpuścili mętnej przeszłości do ich wspólnego życia.

Kiedy Małgosia zobaczyła wzrok przyjaciela, pełen zrozumienia i pełen przenikającego ją całą ciepła, wtuliła się w niego najmocniej, jak tylko było możliwe. Objął ją wtedy całym sobą, co dało dziewczynie poczucie bezpieczeństwa, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła, i całując jej głowę, szepnął:

– Już dobrze.

*

Małgosia długo nosiła w sobie pragnienie upodobnienia się do reszty świata, pragnienie bycia zwyczajną dziewczyną, ale po wielu nieudanych próbach, które doprowadzały z reguły do ogromnej kompromitacji, zrezygnowała ze starań. W jednym z takich momentów jednak, kiedy jakaś cząstka jej koniecznie chciała przylgnąć i upodobnić się do reszty, mając wiedzę o poczynaniach znajomych, zapytała:

– Czy uważasz, że i my moglibyśmy już to zrobić? – ot tak, zupełnie bez zastanowienia.

– Absolutnie nie – odparł stanowczo przyjaciel.

– Dlaczego nie?

– Bo nie jesteś na to gotowa.  

I rzeczywiście, kiedy miał nastąpić ich pierwszy raz, nie pytała, nie zastanawiała się nad gotowością, tylko po prostu…

Tamtego wieczoru, po dniu, w którym udało się osiągnąć coś bardzo ważnego i kiedy rozmawiali o sukcesie z nieposkromioną radością w głosach, a całe ich wnętrza przepełnione były niemożliwym do opisania szczęściem, zbliżyli się do siebie.

Piękno takich wydarzeń zawiera się właśnie w tym, że nie są planowane ani przemyślane i stanowią spełnienie dwóch zakochanych w sobie ludzi. A w tym spełnieniu, kierowanym prawdziwą miłością i namiastką wewnętrznej harmonii, Małgosia była bezpieczna. I kiedy ból wkradł się niepostrzeżenie, ponieważ obudziły się w umyśle wspomnienia sprzed kilku lat, wystarczyło ciche „już nie” z jej strony i przyjaciel automatycznie wycofał się.

– Przepraszam – powiedziała, kiedy psychiczna blokada okazała się silniejsza od woli.

– Nic się nie stało – odpowiedział – Powolutku.

Później objął ją i był. Po prostu był i nie pozwolił, żeby przez swoją niedoskonałość poczuła się jak zużyty i wybrakowany towar.

– Nie od razu zbudowano Rzym – zażartował, a jego głos przepełniony był szczerym zrozumieniem i cierpliwością, dzięki którym blokady musiały w przyszłości runąć – Małymi kroczkami dojdziemy do celu.

Małgosia odświeża i pielęgnuje w swoim umyśle wspomnienie tamtej chwili przeżytej z przyjacielem i wspomnienia wielu innych cudownych chwil, których ofiarodawcami byli dobrzy ludzie, jakich spotkała na swojej drodze. Bo tak jak dobre słowa, czy iskra życzliwości, z którymi budowała siebie, tak i miłe wspomnienia stały się pierwiastkiem ciepła jej istnienia. Okazało się ponadto, że przestała patrzeć na samą siebie jak na osobę skrzywdzoną w przeszłości, a zaczęła widzieć postać idącą w przyszłość, spełniającą marzenia, realizującą cele, a podmuchem wiatru w żagle stały się słowa Sienkiewicza:

[…] nieszczęście ma to do siebie, iż stoi, a człowiek czy chce, czy nie chce, musi iść w przyszłość, więc odchodzi od niego coraz dalej. Wlecze się wprawdzie za człowiekiem nić bólu i pamięci, ale coraz cieńsza, albowiem siła rzeczy jest taka, że żyje się jutrem.

I chociaż wciąż przenika ją ogrom niepokonanego lęku, z którym każdego dnia podejmuje nową walkę, jest właśnie taka, że uczepia się jak rzep psiego ogona wszystkiego, co dobre i pozytywne, i z tym podąża w przyszłość. To coś, co ją określa. I choć zbudowała siebie z niezliczonej ilości strzępków, jej fundamentem są miłe słowa, przyjemne doznania, konstruktywne wnioski i cała masa pozytywnych fluidków od otaczających ją ludzi.

I tak oto powstają mity.

 

czwartek, 4 stycznia 2024

niekonstruktywna krytyka

– Dlaczego tak jest – pyta zadumane Serce – Że złe opinie na mój temat rosną w głowie i sprawiają mi ogromny ból? Nawet wtedy, gdy są niesprawiedliwe.

– Jakie na przykład? – interesuje się Rozum.

– Na przykład, że jestem obrzydliwe.

– W których momentach?

– Nie wiem, nie udało mi się dowiedzieć. 

– Takie opinie są jak chwasty. Szkodzą i łatwo się plenią – dopowiada Rozum – Nawet gdy chcesz, nie możesz niczego zmienić w swoim zachowaniu, bo nie wiesz, w czym problem.

– Co zrobić, żeby się od nich uwolnić?

– Naucz się oddzielać ziarno od plew.

środa, 3 stycznia 2024

pokonywanie trudności

– Przysięgam, nie będę się już czaić – oznajmiam najbardziej stanowczo, jak tylko umiem.

– I co? – pyta.

– I zadzwonię.

– Jesssuuu! Twoje problemy przerastają moje możliwości percepcyjne.

wtorek, 2 stycznia 2024

noworoczny wyczyn

– Powrót do pracy to dla mnie dzisiaj wyczyn – oceniam głośno.

– Poloniści i tak mają najłatwiej – dewaluuje w odpowiedzi mój trud.

– Bo? – oburzam się lekko.

– Bo Wielką Improwizację mają w małym paluszku.

Powiedział, co wiedział. Ten, który jeszcze dzisiaj ma wolne.

poniedziałek, 1 stycznia 2024

[...]

czuję się nieswojo w krótkich spódnicach
w gronie nieznajomych
w mętnej wodzie

w życiu

przyjmuję je dzisiaj
z dobrodziejstwem inwentarza