Najwięcej treści kryje się w milczeniu, w niewypowiedzianych – z różnych powodów – słowach, w wypełnionych po brzegi przestrzeniach między wierszami. W nich właśnie mieści się esencja życia i prawdy.
wtorek, 31 grudnia 2024
punkt widzenia zależy od...
akceptacja
Rok 2024 był dla mnie nauką akceptacji – tego, co pojawia się w moim życiu, i tego, co z niego znika. Akceptowanie nie oznacza przyjmowania wszystkiego z lekkim sercem. O, nie! Często to, co się wydarza, niesie ze sobą niewyobrażalnie dużo bólu, z którym trzeba się zmierzyć. Czasami szło mi względnie dobrze, kiedy indziej jak po grudzie – czułam momentami, jakbym wtaczała pod górę ogromny głaz, a moja wędrówka zdawała się nie mieć końca – i jedyne, co mogłam, to po prostu zaakceptować stan rzeczy. Z miłością do siebie i do świata. Przeżyłam, starając się nie zatracić w sobie tego, co uznaję za najcenniejsze – moich wartości, stanowiących drogowskazy życia. Wewnętrzne cienie – każdy z nas je ma – wcale mi w tym nie pomagały.
Akceptacja to zaprzestanie walki w sytuacjach, które nie mają szans powodzenia. Z różnych przyczyn – każda z nich rodzi we mnie zrozumienie i pokorę. Moja dziecięca mentalność podpowiadała mi wcześniej, że jeśli postaram się wystarczająco mocno, na pewno wszystko się ułoży. Już wiem, że tak to nie działa, a ponieważ dopiero w zranionym sercu, które umie kochać, zrodziła się dojrzała miłość, mogłam wypowiedzieć słowa: "Chociaż bardzo cię kocham i bardzo mnie to rozstanie boli, pozwalam ci odejść". Zrozumiałam też, że miłość do drugiego człowieka nie może się spełnić za cenę miłości i szacunku do samej siebie. Ja też przecież jestem ważna i ważne są moje potrzeby. I wcale nie chodzi o obwinianie kogokolwiek, tylko o dostrzeżenie podmiotowości każdej ze stron, o uwzględnienie potrzeb obu tworzących relację osób.
Bałam się, że pochłonie mnie żal, że utknę w zaciśniętej garści tego uczucia i już nigdy się z niego nie wydostanę. Trudne przeżycia emocjonalne przełożyły się na koszmary, bezsenność, wycofanie, lęk przed ludźmi – jakby ożyła pierwotna trauma. I tak chyba się stało. Musiałam ponownie skonfrontować się z jej skutkami. Dotknąć wszystkich obolałych miejsc, oczyścić krwawiące rany, zmierzyć się z wewnętrznymi urazami. I zrobiłam to. Dojrzalej niż kiedyś i myślę, że z dużo większym powodzeniem. Może jeszcze będą ze mnie ludzie 😅
Ten rok był trudny, ale też bardzo owocny. Czuję się wewnętrznie wzmocniona i już się nie boję życia. Nigdy bym nie przypuszczała, że kiedykolwiek wypowiem te słowa. A jednak: "NIE BOJĘ SIĘ". Z otwartymi ramionami przyjmuję wszystko, co życie ma dla mnie, mając świadomość, że każda minuta istnienia jest cenna i żadnej, jaka przeminie, nie zdołam odzyskać. Staram się żyć bez lęku o to, czy sobie poradzę. Na większość zdarzeń i tak nie mam wpływu, a wszelkie próby planowania i tworzenia scenariuszy i tak przekornie spełzną na niczym. Żyć bez obaw, że ból powali mnie na kolana i nie dam rady z nich wstać. Zawsze dam, ponieważ już wiem, jak sobie z nim radzić.
Życie trwa, obfituje w przeróżne wyzwania, którym trzeba stawić czoła. Zwyczajnie, po ludzku. Jestem wystarczająco silna, by móc to zrobić.
Ciekawe, co przyniesie jutro, co przyniesie nowy rok...
poniedziałek, 30 grudnia 2024
pokora
To zadziwające, że o niedostatku pokory w sobie mówią ludzie, którzy mają jej nieprzeciętnie dużo.
pogawędka
sobota, 28 grudnia 2024
ale zaciesz!
piątek, 27 grudnia 2024
podsumowanie świąt
Dziś już wiem, że Boże Narodzenie jest zawsze wtedy, gdy tego chcesz. Magia świąt, choć roztkliwi na chwilę, wzbudzi ciepłe uczucia, skłoni do spontanicznych działań i głębszych niż zwykle przemyśleń, niczego nie zmienia. Może co najwyżej utrwalić to, co człowiek buduje przez resztę roku, przez całe swoje życie. W chwili uniesienia, podczas składania życzeń albo wspólnego śpiewu staje się jedynie przypieczętowaniem tego, co łączy nas z otaczającymi nas ludźmi.
Jeśli kontakt z drugą osobą w czasie świąt jest tak samo powierzchowny, jak powierzchowna jest relacja z nią w ciągu roku, to nie jest Boże Narodzenie.
Boże Narodzenie jest wtedy, gdy ofiarowujesz drugiej osobie to, co w Tobie najcenniejsze.
Boże Narodzenie jest wtedy, gdy śmiejesz się i płaczesz, dzieląc z kimś swój los.
Boże Narodzenie jest wtedy, gdy jest obok Ciebie ktoś, komu możesz ufać.
Boże Narodzenie jest wtedy, gdy utrzymujesz swoje zaangażowanie pomimo trudności, jakie napotykasz.
Boże Narodzenie jest wtedy, gdy dzielisz się ze światem dobrem i miłością – tylko szczerze ofiarowane mają jakąś wartość.
Wtedy jest Boże Narodzenie, gdy nie pozostajesz obojętny, gdy zbliżasz się do drugiej osoby, odsłaniając przed nią swoją duszę, i pozwalasz, by ona otworzyła swoją – w każdym rodzaju relacji. Tego nie robi się w ciągu jednego dnia.
Boże Narodzenie to bliskość, ciepło, zaufanie, jedność. Jest tylko wtedy, gdy na to pozwalasz. Jest zawsze wtedy, gdy tego chcesz.
Moje Boże Narodzenie wciąż trwa.
Dziękuję swojej Rodzinie i Przyjaciołom za obecność nie tylko od święta.
Moi Kochani, wszyscy, którzy zaglądacie na mój blog,
życzę Wam spełnienia i bliskości w relacjach. Każdy z Was na pewno nosi w sobie jakiś ból – nikt nie jest w tym względzie wyjątkiem, a ja nie zamierzam idealizować rzeczywistości, która chwilami potrafi być naprawdę przykra – ważne jest jednak, byście obok zagnieżdżonego w sercu bólu znaleźli również miejsce na miłość, zarówno tę, którą możecie ofiarować innym, jak i tę, którą świat pragnie obdarować Was. Niech każdy dzień stanie się Bożym Narodzeniem spędzonym w otoczeniu ludzi dających Wam wsparcie, troskę, obecność i radość. Z ludźmi, którzy są dla Was ważni i gotowi odwzajemnić Wasze uczucia. Życzę Wam również odwagi i siły, ogromnego samozaparcia, byście nigdy się nie poddawali – niezależnie od trudów i niedogodności, z jakimi przyjdzie Wam się zmierzyć. Wierzę w siebie i w Was – to całe życie musi mieć przecież jakiś głębszy sens.
czwartek, 26 grudnia 2024
święta
Jest taka pustka, której nie da się wypełnić.
Jest taki ból, którego nie da się złagodzić.
I tak musi być. Jedyne, co mogę zrobić, to zaakceptować ich obecność. Są i będą, i żadna próba wyeliminowania ich niczego nie zmieni. Próbowałam przez lata – odwracałam uwagę, rzucałam się w wir pracy i starałam się w ten sposób udowodnić samej sobie, że wyzbyłam się wewnętrznej niewygody. Zupełnie niepotrzebnie. Ból i pustka w sercu są częścią mnie, ale nie mną, dlatego świadomie daję im przestrzeń, niech pobędą, niech wykrzyczą wszystko to, co mają do wykrzyczenia, i usną wyciszone. Nie walczę, akceptuję – pod takim właśnie znakiem mija rok 2024, mijają święta.
I robię swoje. Tworzę wspomnienia.
środa, 25 grudnia 2024
kot kaskader
Kot kaskader opanował choinkę. I co? I nic. Zamiast walczyć z jego naturą, przyglądamy się z ciekawością, do czego jeszcze się posunie. Już prawie zdobył szczyt. A choinka wysoka! Wspina się i zrzuca bombki (z premedytacją!) i cukierki (z tym gorzej, bo musimy pilnować, żeby Gaja ich nie pożarła).
Plus dodatni jest taki, że ominie nas chyba w tym roku rozbieranie choinki 😅
wtorek, 17 grudnia 2024
ptaszki w klatce? o, nie!
spotkanie
poniedziałek, 16 grudnia 2024
obecność
niedziela, 15 grudnia 2024
to na święta!
sobota, 14 grudnia 2024
najważniejsza rocznica
Wczoraj był 13 grudnia, czyli nasza kolejna wspólna rocznica. Gdy patrzę wstecz i przyglądam się swojemu życiu z M., czuję przeogromną wdzięczność. Te wspólne 27 lat razem to był cudowny czas.
Poznaliśmy się we wrześniu 1997 roku w Oazie. Szukałam wtedy wytchnienia od codziennych trosk i siły, którą – jak wówczas uznałam – mógłby mi dać Bóg. Ludzie z ruchu sprawiali wrażenie spełnionych i spokojnych, zawsze, gdy się z nimi rozmawiało, zarażali pozytywną energią i pogodą ducha, dlatego zapragnęłam być częścią ich zbiorowości. Chciałam chyba nadać sens życiu, które wcześniej mocno, zbyt mocno, mnie poturbowało.
I ten sens odnalazłam, choć może nie w Oazie, z której za sprzeciwianie się mówieniu jednym głosem na temat spraw, o których myślałam inaczej niż wszyscy, zostałam wyrzucona. Mimo wszystko wyniosłam stamtąd mnóstwo dobrych wrażeń i przekonanie, że wolę pozostać sobą, niż dopasowywać się do czegoś, co odbiera mi możliwość szczerego wyrażania samej siebie.
Zanim jednak musiałam odejść, długie miesiące spotykałam się z M. właśnie w przestrzeni oazowej. Wtedy go poznawałam, wtedy nabierałam zaufania do człowieka, który w ciągu całego naszego wspólnego życia nigdy mnie nie zawiódł. 13 grudnia, po powrocie z Dnia Wspólnoty z Zamościa, kiedy siedzieliśmy w moim pokoju, zapytałam:
– Co właściwie jest między nami?
– Chyba chodzimy ze sobą? – odparł z typową dla młodego wieku niepewnością dotyczącą najważniejszych spraw.
– Chodzimy? – zapytałam z niedowierzaniem, chociaż wszystkie znaki na ziemi i niebie właśnie na to wskazywały.
– Tak. Chodzimy.
Następnego dnia rano podzieliliśmy się wrażeniami:
– Nie mogłem spać w nocy, tak bardzo przeżywałem to, co sobie wczoraj powiedzieliśmy.
– Ja też. Nawet na chwilę nie zmrużyłam oka.
Pamiętam to uczucie w sobie. Radość w sercu, ogromne podekscytowanie i nadzieja.
Wiesz o tym, prawda?
piątek, 13 grudnia 2024
w kuluarach nauczycielskiego życia
– Jak tam u ciebie?– Chujowo – odpowiadam żartobliwie.– Chujowo? – reaguje Beza.– Tak. Ale stabilnie.
czwartek, 12 grudnia 2024
uczucia
środa, 11 grudnia 2024
mikołajki
rozmowa buchaltera z artystą, czyli...
wtorek, 10 grudnia 2024
wspólny cel, różne metody
poniedziałek, 9 grudnia 2024
tu i teraz
Tu i teraz. I nic więcej… W tym miejscu mojego życia, w którym się znalazłam, jest mi wygodnie.
A Ty? Jak się masz?
niedziela, 8 grudnia 2024
środa, 4 grudnia 2024
nastrajamy się
wtorek, 3 grudnia 2024
list
poniedziałek, 2 grudnia 2024
przygotowania czas zacząć
wypłacz to
niedziela, 1 grudnia 2024
ego
Doszłam dziś do wniosku, że człowiek, którego łamie nawet konstruktywna krytyka, istnieje wyłącznie dzięki walidacji z zewnątrz. Jego ego jest w konsekwencji kruche i niestabilne, ponieważ nie ma solidnych wewnętrznych fundamentów; jakby wewnętrznie w ogóle nie istniał. Właśnie dlatego jego JA, zasilane komunikatami płynącymi z otoczenia, które są zmienne i niemożliwe do kontrolowania, nieustannie walczy o przetrwanie. Nie radzi sobie najlepiej, kiedy ktoś, nawet w dobrej intencji, próbuje zwrócić uwagę na jakiś problem, zaś sama wiotka konstrukcja nie pozwala nabrać dystansu. Każda konfrontacja jest więc dla niego ogromnym zagrożeniem, mogącym zburzyć mozolnie budowany obraz samego siebie, czy wręcz go unicestwić.
trudności
Nieletnia uwielbia język angielski. W końcówce ubiegłego roku szkolnego zdawała egzamin z kompetencji językowych, żeby dostać się do dwujęzycznej klasy. Bardzo jej na tym zależało. Wiadomo było, że nie da się do tego zadania przygotować metodami szkolnymi, trzeba było po prostu z tym językiem obcować, żeby te kompetencje zdobyć. Zaczęła więc komunikować się z rodzeństwem po angielsku i oglądać filmy wyłącznie w tym języku.
Udało się! Osiągnęła swój cel.
Nieletnia przeżywa teraz bardzo ciężki okres w zakresie relacyjnym. Opuściła swój dawny świat i musi odnaleźć się w nowym towarzystwie. To nie jest łatwe zadanie, tym bardziej, że na pewne sprawy po prostu nie da się mieć wpływu. To, co się dzieje, oddziałuje na wszystkich domowników, dlatego gromadzimy siły, by ją wzmocnić. Żyję w przekonaniu, że mocny fundament, którym jest rodzina, pozwoli utrzymać jej się na powierzchni nawet podczas największej życiowej wichury.
Z tym wszystkim, co ją spotyka, radzi sobie najlepiej, jak umie. Szuka bliskości i towarzystwa. Rozmawia, opowiada, przeżywa. A ja jestem, i są też inni. Powiem może czasami coś mądrego, ale głównie jestem i cieszę się, że o tym pamięta. Podczas wczorajszej rozmowy powiedziała:
Czasami mam wrażenie, że więcej bólu sprawiają mi moje myśli niż to,
co się rzeczywiście dzieje.
To bardzo głęboki wniosek wypływający z ust młodziutkiej osoby – mądrej i wrażliwej. Oczarowała mnie tym stwierdzeniem.



















