Doszłam dziś do wniosku, że człowiek, którego łamie nawet konstruktywna krytyka, istnieje wyłącznie dzięki walidacji z zewnątrz. Jego ego jest w konsekwencji kruche i niestabilne, ponieważ nie ma solidnych wewnętrznych fundamentów; jakby wewnętrznie w ogóle nie istniał. Właśnie dlatego jego JA, zasilane komunikatami płynącymi z otoczenia, które są zmienne i niemożliwe do kontrolowania, nieustannie walczy o przetrwanie. Nie radzi sobie najlepiej, kiedy ktoś, nawet w dobrej intencji, próbuje zwrócić uwagę na jakiś problem, zaś sama wiotka konstrukcja nie pozwala nabrać dystansu. Każda konfrontacja jest więc dla niego ogromnym zagrożeniem, mogącym zburzyć mozolnie budowany obraz samego siebie, czy wręcz go unicestwić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz