wtorek, 14 maja 2019

eufemizacja

Uwielbiam prowadzić lekcje dotyczące kultury języka polskiego. Młodzież podczas nich zwykle bardzo się angażuje. Ojczysty język wtedy ożywa i mam wrażenie, że wreszcie nabiera wyrazistości. Pozytywna energia zaś, jaka wytwarza się podczas omawiania konkretnych zagadnień, działa na mnie jak balsam na duszę. 

 Eufemizujmy, ludzie – mówię zawsze, wskazując elementy etykiety językowej, i uzasadniam, dlaczego unikanie wulgaryzmów w codziennej komunikacji ma znaczenie.

 Chyba nie sądzi pani – słyszę w odpowiedzi – Że jak ktoś specjalnie podstawi mi nogę, zwrócę się do niego słowami: „Przyjacielu, bardzo mnie zdenerwowałeś”.

 A jak chciałbyś się do niego zwrócić? – dopytuję.

 No teraz to mnie wkur..łeś! – odpowiada młodzieniec z ekstazą w głosie.

 Bo widzi pani – dołącza się do dyskusji inny uczeń i cytuje słowa z jednego krążącego w Internecie memu – Lepiej czasami być człowiekiem, który głośno przeklina, niż małym, cichym skur...ynem.

I o to właśnie chodzi, żeby uświadomić uczniom, że zawsze mają wybór, że mogą podjąć samodzielną decyzję dotyczącą własnego słownictwa, zamiast ulegać tendencji panującej w grupie, i że sposób wyrażania się zależy od sytuacji komunikacyjnej.

Dziś znów proszę. Eufemizujmy.
Film Sekielskiego wcale nie otworzy ust ofiarom i nie sprawi, że mocno zraniony człowiek odsłoni się przed tłumem obcych ludzi, którzy bohatersko i bez ogródek wyrażają swoje opinie na temat wykorzystywania seksualnego dzieci, tworząc przy tym niemały szum medialny. Czy brak wyczucia i delikatności w większości przypadków może być zaproszeniem do wywlekania na światło dzienne spraw, których większość przeciętnych Kowalskich nigdy nie zrozumie, choć jest przekonana o własnej empatii? Złamany krzywdą człowiek wie, że nakręcony sztucznie afekt szybko minie, i wie, że ludzie wykrzyczą głośno wszystko to, co mają do wykrzyczenia, a on w rezultacie i tak zostanie SAM ze swoją nieprzepracowaną historią i zamiast pragnienia ujawnienia drastycznych szczegółów dotyczących przeżytej traumy zrodzi się w nim pragnienie ukrycia się przed światem.  Złamany krzywdą człowiek wie, że nie może liczyć na realną pomoc. I jeśli nie jest wystarczająco majętny, by pozwolić sobie na psychoterapię, przez długie lata SAM będzie się zmagał ze swoim bólem. Tłum mężnie walczących o jego prawa ludzi wcale o niego nie walczy i ten złamany krzywdą człowiek dobrze o tym wie. Eksponowanie rzekomej otwartości na tematy trudne jeszcze nikomu nie pomogło.

Eufemizujmy. 
Niech nie brakuje nam delikatności. Wcale nie trzeba szastać nomenklaturą powiązaną z omawianym zagadnieniem i używać wyszukanych, szorstkich słów nazywających wszystko to, o czym ofiara nie umie głośno powiedzieć, żeby przekonać ją, że naprawdę rozumiemy. 
Nie rańmy. Eufemizujmy, żeby nam się ten skrzywdzony człowiek nie schował. On naprawdę chce się ukryć.

(14 maja 2019)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz