Nie mogę się powstrzymać. Rano dzwoni Ziębuszka i tak sobie gawędzimy. O pogodzie głównie, bo ona jest nad morzem, a ja w naszej pięknej, słonecznej Warszawie.
– Wyjechaliście na dwa tygodnie? – pytam, żeby się upewnić.
– Tak. Jak ostatnio.
– I znowu spędzasz wakacje nad morzem?
– Tak. To już nasza tradycja – odpowiada z powagą i bardzo przekonująco.
– Tradycja? – zaciekawiam się, bo jak tradycja, to już coś naprawdę ważnego, co zresztą wynika z samej definicji tego słowa – A od kiedy ona trwa?
– Od dwóch lat – mówi, a ja mam ochotę się roześmiać i chyba nawet to robię.
– To już poważna tradycja! – zaśmiewam się jawnie.
– Bo ja myślałam też o przyszłym roku. Wtedy będzie to tradycja od trzech lat – kalkuluje.
– Ach, rozumiem. Taka tradycja to już coś!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz