Przez wiele lat miałam problem z przyznaniem się do swojego wieku. Wstydziłam się go już wtedy, gdy miałam 30 lat, co wynikało przede wszystkim z wrażenia straconego czasu. Po opuszczeniu rodzinnego domu potrzebowałam około 10 lat, żeby stanąć na nogi i odważyć się żyć w świecie, który wydawał mi się wcześniej zbyt zagrażający i zbyt nieprzychylny, bym mogła w nim funkcjonować. Bałam się w zasadzie wszystkiego. A poczucie zmarnowanego czasu sprawiało dodatkowo, że jeszcze bardziej się wycofywałam.
Dziś już wiem, że ten czas, który wcześniej uważałam za stracony, to okres budowania fundamentu mojego bytu. Właśnie w tym okresie przyszły na świat moje dzieci, a my z M. staraliśmy się tworzyć rodzinę według wspólnego wyobrażenia. Taką, w której nie ma miejsca na przemoc, przedmiotowe traktowanie drugiej osoby i chłód. I to nam się naprawę udało. Pierwsze kroki stawiałam z pomocą poradników dotyczących wychowania dzieci, które wskazywały mi właściwą drogę. Wiedziałam, że sama miłość nie wystarczy, choć stanowiła oczywiście najwyższą wartość. Czasami kochając kogoś bardzo mocno, można mu wyrządzić wielką krzywdę, dlatego potrzeba wzorców i i wiedzy, żeby się przed tym uchronić. I chociaż wielu błędów nie udało mi się uniknąć, bo takie już jest życie, cieszę się, że starałam się (i wciąż się staram) być świadomą mamą.
W końcu się odważyłam. Powoli zaczęłam budować pozarodzinną rzeczywistość, a żadna z przeszkód, jaka pojawiła się na mojej drodze, nie zdołała mnie złamać. Nawet wtedy, gdy bywało niewyobrażalnie ciężko, gdy jakieś doświadczenie wbiło się niczym gwóźdź w sam środek mojego serca. Zdarzało mi się paść na kolana i wyć jak zarzynane zwierzę, ale zawsze znajdowałam w sobie siłę, żeby z tych kolan wstać. Tą siłą było również sięgnięcie po pomoc farmakologiczną w najbardziej krytycznym momencie życia. Gdy się na nią decydowałam, myślałam przede wszystkim o dobru mojej rodziny, o własnej przydatności i odpowiedzialności za nią. Miałam dla kogo żyć i starałam się o tym pamiętać.
Myślę, że przydatna okazała się również uważność i wiedza, po jaką sięgałam, kiedy czułam się pogubiona. Literatura wiele mi wyjaśniała, a obserwowanie świata i wsłuchiwanie się w komunikaty, jakie skierowane były do mnie często mimochodem, pozwoliły zrozumieć procesy zachodzące w wielu sytuacjach. To te momenty, gdy padło na przykład niewyraźnie wypowiedziane stwierdzenie, pozornie mało znaczące, oderwane z kontekstu, a jednak stanowiące później ważny element skomplikowanej układanki. To właśnie one pozwalały mi poskładać wszystko w jedną całość i utrzymać się na powierzchni.
Uparte trwanie przy wyznawanych wartościach i chęć zrozumienia zaistniałych zjawisk doprowadziły mnie do miejsca, w którym zamiast rozgoryczenia i żalu zrodziły się pokora i współczucie. Ocaliły mnie wsparcie i bliska obecność rodziny i przyjaciół. Mam 43 lata. Nie pozwoliłam, by lęk odebrał mi moje istnienie, a dzięki własnej zawziętości i pomocy otaczających mnie ludzi zbudowałam życie, o jakim marzyłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz