piątek, 2 stycznia 2026

projekcja

"Nie jestem ważna". Do takiego wniosku doszłam po przeanalizowaniu wszystkich ataków skierowanych w moją stronę w grudniu. A było ich naprawdę sporo. Jakby wszechświat chciał mi powiedzieć: "Sprawdzam cię". Począwszy od drobnych pstryczków w nos, a skończywszy na poważnym działaniu hakerskim, które całkiem sporo namieszało w moim życiu. Ten ostatni atak to przejęcie konta na Facebooku i adresu mejlowego, co skutkowało całkiem poważnymi konsekwencjami i wymusiło szereg działań służących ochronie.

Elementem łączącym wszystkie nieprzyjemne zdarzenia było to, że wydarzyły się publicznie. Nie w ukryciu, w konfrontacji jeden na jeden, ale właśnie publicznie. I za każdym razem zmusiło mnie do przyjęcia jakiejś postawy – z reguły obronnej. W żadnym przypadku jednak nie był to odwet, tylko ochrona siebie, do której dałam sobie prawo. Kiedy koleżanka z pracy podczas spotkania towarzyskiego próbowała mnie ośmieszyć, wyciągając na forum jakieś dawne zdarzenie i chcąc podbudować w ten sposób samą siebie, powiedziałam STOP. Jasno i wyraźnie. Co ciekawe, wszystkie podobne zdarzenia niszczyły atmosferę, która z założenia miała być miła i przyjemna.

Innym elementem wspólnym było to, że każda z sytuacji mogła mnie ośmieszyć i nadszarpnąć mój wizerunek. Do tego jednak nie doszło, na pewno nie w moich własnych oczach, ponieważ zorientowałam się, że nie chodzi przecież o mnie, ale o osoby, które były inicjatorami tamtych zdarzeń. Ktoś – zakładam, że nieświadomie – próbował moim kosztem umocnić się w przekonaniu, że wciąż jest młody i atrakcyjny, ktoś inny udowodnić sobie, że to inni popełniają błędy – nigdy on sam – przerzucając winę na mnie. Ktoś inny jeszcze potrzebował chyba poczuć kontrolę nad czyimś życiem, dlatego przejmując moją tożsamość, "naubliżał" (zapisuję w cudzysłowie, ponieważ jego starania okazały się płonne) moim współpracownikom.

"Jestem autorką" treści zapisanych na zielonym tle.

Wszystko, czego doświadczyłam, doprowadziło mnie do wniosku, że relacje międzyludzkie to jedna wielka projekcja, dlatego w sytuacjach, kiedy przydarza nam się coś przykrego, powinniśmy zadać pytanie: "Czy na pewno chodziło o mnie?". I jestem pewna, że z reguły odpowiedź byłaby przecząca. Te wszystkie historie pozwoliły mi sięgnąć w głąb siebie i dostrzec symptomy uzdrowienia. Człowiek, który jest na początku drogi, w obliczu podobnych zdarzeń czuje się skrzywdzony, na etapie końcowym natomiast widzi złożoność interakcji. Nawet wtedy, gdy rzeczywiście został zraniony, patrzy na zjawisko z zupełnie innej perspektywy. Nie pyta już, dlaczego ktoś wyrządził mi krzywdę, ale: "Co spowodowało, że do tego doszło?". 

Jaki w tym, co się wydarzyło, był mój udział? 

Z jakiego powodu pozwoliłam się źle potraktować? 

Jakie nieuświadomione mechanizmy mną powodowały?

Moi Drodzy, wszyscy projektujemy, ponieważ wszyscy próbujemy coś w sobie przepracować. I choć z reguły nie zdajemy sobie z tego sprawy, warto pochylić się nad źródłem zachowań naszych czy człowieka, z którym wchodzimy w interakcję. Zwykle okaże się, że w sytuacjach, gdy ktoś sprawił nam przykrość, wcale nie chodziło o nas, a w sytuacjach, kiedy to my zachowaliśmy się nie w porządku, o tę drugą osobę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz