piątek, 16 stycznia 2026

sny odzwierciedleniem doświadczeń

Dzisiejszej nocy miałam bardzo plastyczne i wyraziste sny. Było ich wiele, ale dwa pamiętam szczególnie. 

W pierwszym śnie byłam kilkuletnią żydowską dziewczynką zamkniętą w obozie koncentracyjnym, w którym panował ogromny nieład. Dookoła walały się postrzępione deski ze zburzonych budynków, co spowodowało, że samoistnie zbudowały się dziuple i zakamarki, w których chowałam się, przemierzając terytorium nieprzyjaznego miejsca, aby uciec przed niebezpieczeństwem.  Wiedziałam, że gdy wpadnę w ręce SS-Mannów, skończę naprawdę źle. Ich wyostrzone spojrzenia ujawniające złe zamiary sprawiały, że czułam się jak tropione na polowaniu dzikie zwierzę. Niemałe wyzwanie stanowiły dla mnie porozrzucane niemal wszędzie wielkie płachty drutów kolczastych. Ominięcie ich bez skaleczenia jakiejś części ciała graniczyło z cudem, ale jednak jakimś sposobem, chyba dzięki niewielkiemu wzrostowi, przemieszczałam się wąskimi szczelinami powstałymi między drutami. Gdy dotarłam do ogrodzenia, przez które widziałam normalny świat, dobitnie zdałam sobie sprawę ze swojego położenia. Zrozumiałam wówczas, co wprawiło mnie w stan głębokiej rozpaczy, że jestem bezsilna wobec siły, jaka mnie więzi.

Sen 1. ujawnia niepewność, jaką czasami czuję w relacji z otaczającymi mnie ludźmi, w których zachowaniu dostrzegam nieczystą grę nie tylko wobec mnie, ale wobec otoczenia w ogóle. Dążą do celu drogą zawoalowanej manipulacji, jakiej inni nie są świadomi, a jaką ja dostrzegam bardzo wyraźnie. Chcą zadbać w ten sposób przede wszystkim o swój wizerunek, dlatego wcielają się w role wybawców albo ofiar i "kupują" zaufanie otaczających ich ludzi. Nie uświadamiam nikogo, ponieważ rozumiem, że każdy z nas jest w miejscu będącym wynikiem przeróżnych doświadczeń. Czuję się jednak czasami więźniem stworzonego w świecie systemu i staram się przemknąć przez niego bez draśnięć, które symbolizują we śnie kolczaste druty. Rzeczywistość jest, jaka jest, jestem bezsilna wobec jej praw i jedyne, co mogę, to zaakceptować swoje położenie, zachowując czujność, żeby nie dać się zranić.

💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦

Drugi sen był o lwach. Jednym dorosłym i drugim całkiem małym. Oba były moimi domowymi zwierzątkami. Kiedy jednak zdałam sobie sprawę z tego, że są przecież dzikimi zwierzętami, zaczęłam je izolować w pomieszczeniu zamkniętym drzwiami z przezroczystą pleksą, która uginała się pod ich naciskiem. Dzięki temu mogłam kontrolować ich zachowanie. Przeraziła mnie myśl, że w czasie mojej nieobecności mogłyby się wydostać z zamknięcia i zaatakować dzieci, które byłyby same w domu. Zdecydowałam się więc oddać je do ZOO, dlatego poprosiłam M., żeby zadzwonił po służby, które by je zabrały. W tym samym czasie Nieletnia, będąca we śnie dwu- albo trzyletnią dziewczynką, przedostała się niepostrzeżenie do czatujących pod drzwiami lwów i zaczęła tulić się do tego większego. Drugi, merdając radośnie ogonkiem, zachęcał ją do zabawy.

Sen 2. mówi o uczuciu złości, które całkiem niedawno, w odpowiedzi na bardzo przykre zdarzenie, obudziło się we mnie. W pierwszej chwili byłam nawet zadowolona ze swojej reakcji, wiedziałam przecież, że jest najbardziej oczekiwaną reakcją w danej sytuacji, ale szybko zaczęłam tłamsić ją w sobie  symbolizuje to uginająca się pleksa  co poskutkowało uczuciem mdłości i bezsennością. Zapomniałam, że wszystkie emocje czemuś służą i na jakiś czas wpadłam w sidła dawnego mechanizmu. Złość spowodowała we mnie poczucie winy i ogromną wewnętrzną niewygodę prowadzącą do lęku. Nagle to, co poczułam, stało się w moich oczach czymś gorszym, niż to, co zrobiła druga osoba. Ta odczuwana przeze mnie złość mogłaby mieć też wpływ na moje dzieci i bałam się, że mogę je nią skrzywdzić, dlatego z całych sił chciałam się jej pozbyć. Jest siłą potężną jak lew. A może i nie, tylko że ja boję się jej tak bardzo, że objawiła się w moim śnie w postaci groźnego, dzikiego, mającego ogromną moc zwierzęcia. Dopiero sen pokazał mi, że w gruncie rzeczy jest moim sprzymierzeńcem, pojawia się, żeby ukoić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz