Na pogrzeb, który odbył się w piątek, wybrałyśmy się razem z Myszą (dawn. Nastolatą). Dzięki temu obie mogłyśmy być świadkami dobra, jakie działo się przed naszymi oczami.
Ziębuszce gratulujemy odwagi i otwartości. Ukryta w jej słowach wrażliwość poruszyła chyba wszystkie serca. I to było dobre.
💫💫💫
Bardzo chciałam Wam coś opowiedzieć. O Ani. Ale wybaczcie mi, jeśli będzie dużo o mnie. Bo chyba tak będzie. W sobotę 28 marca moja przyjaciółka Kasia napisała (gdy usłyszała o chorobie Ani, bo tak długo zbierałam się, żeby jej powiedzieć): Ania to taki Anioł, tak ją postrzegam... A ja na to: Tak, Ania to taki Anioł, który w dodatku zawsze ze mną był. ZAWSZE. Wtedy to się zaczęło, zaczęłam szukać przejawów tego, że otaczają nas i czuwają nad nami Anioły. Czułam to tak mocno i tak bardzo mi to pomagało. W dodatku zrobiłam się tak otwarta na ich pomoc, że sama siebie o to wcześniej nie podejrzewałam. Mam tylko nadzieję, że ten dar udzielał się mojej Siostrzyczce, w końcu ja dzięki niej go otrzymałam. Ania jest ode mnie 6 lat starsza. Chodziłyśmy do tych samych szkół w Wołominie i tu mieszkałyśmy, Ania przez całe życie, ja – większość i teraz znowu tu mieszkam od 15 lat. W związku z tym ludzie dość często zwracali się do mnie „Ania”, chociaż nie byłyśmy bardzo podobne. To znaczy, że moja siostra zapadała ludziom w pamięć – w serca, chciałoby się powiedzieć – od dzieciństwa. Raz nawet w podstawówce usłyszałam od matematyczki – jak już wreszcie zaczęła nas rozróżniać – niezbyt łaskawe słowa: „Ania była dużo bardziej błyskotliwa od ciebie”. Nie wiem, czy znałam wtedy ten wyraz „błyskotliwa”, ale wtedy go zapamiętałam. I tak! Ania miała w sobie światło, bliscy i przyjaciele, którzy znali ją nawet krótko, na pewno wiedzą, o czym mówię. Mam nadzieję, że to będzie się dalej zdarzać – to zwracanie się do mnie „Ania”. Usłyszałam też niedawno, że z wiekiem staję się coraz bardziej do Ani podobna. No tak, Ania miała ostatnio jasne włosy, a z biegiem lat niewielka różnica wieku jeszcze się zmniejsza, można powiedzieć: spada do zera. Wracając do Aniołów, niektóre z nich znałam od dawna, znała je Ania – wiedziałam lub nie, że są aniołami, inne zjawiały się lub Bóg je zsyłał, kiedy ich z Anią coraz bardziej potrzebowałyśmy. Niektóre zrobiły dla nas, co tylko mogły, inne po prostu były i wiedziałam że są, niektóre ledwie poznałam, ale czułam, że są Aniołami. Niektóre tu są, inne są z nami duchem, ale tak sobie myślę – dla Ani ceremonie nie były najważniejsze, wolała kawkę na naszym tarasie niż wypasioną imprezę (chociaż uwielbiała i umiała tańczyć). Nie sposób wymienić wszystkich Aniołów – to kolejny dar, że było ich tak wiele – więc wymienię cztery: mój mąż Konrad, „szwagierek” jak go nazywała, który pod koniec życia Ani robił jej zastrzyki i nawet nauczył się obsługiwać kroplówkę, nie tylko otwierać i zamykać zaworek; moja przyjaciółka Lidka, która była ze mną cały czas od pierwszych badań i diagnoz Ani, a w Wielki Piątek 2 dni po jej śmierci, zabrała mnie na spacer po Wołominie, w którym właściwie nigdy wcześniej nie była – to był jej pomysł, chodziłyśmy ścieżkami Ani i moimi od 20 do 22 i to było wspaniałe, kojące; Gosia z warsztatów „12 kroków ku pełni życia”, która od Palmowej Niedzieli albo i wcześniej słała mi codziennie takie wspaniałe teksty – to były przede wszystkim rozważania na Wielki Tydzień, ale tak koiły i leczyły pękające serce, nazwałam je „Słowami Miłości” (dużą literą), Gosia bardzo chciała dzisiaj być, ale wyjechała na rekolekcje, we wtorek jak mnie przytuliła i zaczęła przepraszać, powiedziałam: nie martw się, i tak wiem, że przywieziesz nam coś wspaniałego; i jeszcze moja siostra cioteczna Wiola – znamy się 50 lat, ale tak jakbyśmy się niedawno odkryły, zwłaszcza podczas rozmowy 1 kwietnia, kiedy ja stałam i czekałam pod hospicjum – jeszcze z nadzieją, że Ania zostanie tam tego dnia przywieziona – a Wiola zadzwoniła do mnie, Ania na pewno wiedziała o Wioli to, co ja wtedy odkryłam: że jesteśmy sobie po prostu bliskie, bo… jesteśmy Siostrami. Miało być czworo, ale jeśli Wiola, to i jej brat i bratowa, i ich mama, jeśli Lidka, moja przyjaciółka, to i Kasia, Agata, Iza, jeśli Gosia, to cała jedenastka z warsztatów. I wiele, wiele innych osób. Jak napisał na Facebooku Olek: Aniu! Poczekaj tam na nas… kiedyś znowu się spotkamy... na zawsze… Ania – na zawsze w naszych sercach… Dziękuję Wam wszystkim! I dziękuję naszej Mamie i Michałowi za wspólne bycie przy Ani, za ból, za dzielność, za spokój.
💫💫💫
Podczas drogi powrotnej do domu rozmawiałyśmy z Myszą na temat wiary, która w dzisiejszych czasach ani trochę nie jest w modzie. Ludzie masowo od niej odchodzą, za jedyne źródło poznania uznając szkiełko i oko. Wtedy jednak, podczas powrotu, mogłam powtórzyć raz jeszcze:
Odrzucenie wiary byłoby jednoznaczne z odrzuceniem nadziei, że kiedyś z tymi, których kochałam na ziemi, znów się spotkam.
Wierzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz