Zanim wyruszyłam do Tykocina, zaliczyłam grzybobranie – na miarę moich marnych możliwości. Na szczęście nie przepadam za potrawami z grzybów, w przeciwnym razie moje losy byłyby niepewne.
Rynek w Tykocinie
W tykocińskiej synagodze poznałam historię Żydów ukazaną za pomocą opowieści, makiet i fotografii. Nić życia większości z nich przerwana została w Treblince. Pewne sprawy tak bardzo nie mieszczą mi się w głowie, że fakt ich zaistnienia w dziejach świata potraktuję milczeniem.
Przed powrotem do Warszawy zjadłam jeszcze obiad w żydowskiej restauracji – każdego dnia zresztą żywiłam się regionalną kuchnią – pychota! Podróż po Podlasiu wymęczyła mnie, ale też głęboko usatysfakcjonowała.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz