środa, 30 października 2024

zło w świecie

Byłam wczoraj na Fauście w Teatrze Narodowym. Początkowe, sceptyczne nastawienie szybko ustąpiło miejsca zaciekawieniu. Goethe nie jest moim ulubionym twórcą, a jego sztuki potrafią nudzić, ale to, co zobaczyłam, przerosło oczekiwania. Na scenie ukazano istotę istniejącego w świecie zła, mieszając historię głównych bohaterów z historią Holocaustu. Opowieść okazała się głęboko poruszająca, prowadząca do co najmniej dwóch wniosków:

1. zło można tłumaczyć, ale nigdy usprawiedliwiać;

2. dobro i zło zawsze są wyborem.

Jeden ze znanych mi autorów, Edmund Burke, pisze (uwaga, parafrazuję), że zło istnieje, ponieważ dobrzy ludzie na nie pozwalają. To przekonująca myśl, która dotyczy braku odpowiedniej reakcji, ale podchodzę do niej ostrożnie. To moim zdaniem próba zrzucenia przynajmniej części odpowiedzialności na ofiary. Chociaż w większości przypadków sprawdzi się jej sens, bywają sytuacje, w których na zło po prostu nie da się zareagować. Na pewno nie od razu. Dlaczego? Ponieważ albo działa pod przykrywką troski i życzliwości, albo ofiara jest zbyt nieświadoma, by móc w ogóle nazwać to, co się dzieje, a gdy jeszcze dodamy do tego fakt, że często dzieje się w ukryciu, wtedy trudno o właściwą reakcję. Człowiek staje się wówczas wobec zła po prostu bezsilny.

Jedno jest pewne, w przypadku Holocaustu zło było jawne i kto mógł i chciał, ten reagował. Wiemy to ze świadectw, jakie pozostawili świadkowie albo bezpośredni uczestnicy tamtych zdarzeń. Zawsze znaleźli się odważni, którzy ratowali innych, ryzykując własne życie, ale ich reakcje nie doprowadziły do zniwelowania istniejącego w świecie zła. Ono jest potęgą przejawiającą się w wielu odsłonach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz