wtorek, 8 października 2024

misjonarka

Dzisiaj, kiedy jechałam metrem do pracy, stała się rzecz niecodzienna. Do wagoniku, w którym siedziałam, weszła około czterdziestoletnia kobieta i od razu zaczęła swój moralizatorski wywód.

 – Ludzie – powiedziała doniosłym głosem – Odłóżcie swoje telefony i spójrzcie sobie w oczy. Zobaczcie, jak piękny może być świat poza ekranem komórki. Wszyscy narzekają na komunę, a to w komunie właśnie zacieśniały się najsilniej więzi międzyludzkie. Człowiek wsiadał do tramwaju czy autobusu i rozmawiał. Po prostu rozmawiał. Wszyscy byliśmy jak bracia.

Pani przemawiała z pasją, a ja z ciekawością przysłuchiwałam się wypowiedzianym przez nią słowom. Nie pamiętam komuny, kartek na żywność, kilometrowych kolejek, dlatego zastanawiałam się, skąd wnioski u osoby, która wydawała się ode mnie młodsza. Mówiła z tak głębokim przekonaniem, że gdyby nie czysta kalkulacja uwierzyłabym, że doświadczyła bratania się w środkach komunikacji miejskiej na własnej skórze.

– Dobrze – kontynuowała, zwracając się do dużo starszej od siebie podróżniczki, na oko sześćdziesięcioletniej – Pani wie, co się w życiu liczy. Nie trzyma pani w ręce telefonu, który zasłaniałby pani cały świat. Takie postawy są godne naśladowania. Porozmawiajmy. O czym chciałaby pani ze mną porozmawiać?

Starsza pani spojrzała na kobietę z dezaprobatą, po czym wstała i rezygnując z miejsca siedzącego, przeniosła się na koniec wagonu.

– Cóż. Widocznie pani nie miała ochoty na rozmowę. Trudno – skwitowała głośna misjonarka – Ludzie! Wszyscy czują się samotni. Nie ma dzisiaj człowieka dla człowieka, zwykłego serdecznego uśmiechu, bo ludzie mijają się, nie widząc siebie nawzajem. Zmieńmy to. Odłóżmy telefony i ze sobą porozmawiajmy. Jak za dawnych dobrych lat. Jak za komuny. Wtedy życie naprawdę miało sens.

Większość ludzi siedziała niewzruszona słowami kobiety z wlepionymi w ekrany telefonów nosami i nikt, ani nikt, nie zdecydował się odłożyć urządzenia. Może przypadkowi współpodróżnicy czuli się skrępowani ponaglaniem i ocenianiem ich postawy, a może akurat zacieśniali więzi z bliskimi osobami, odpowiadając na zaległe wiadomości albo komunikując się w ważnych sprawach, co rozkrzyczanej pani bardzo się nie podobało, dlatego spróbowała raz jeszcze:

– Odłóżmy telefony i się zjednoczmy. Zapytajmy, jak czuje się człowiek, który siedzi obok nas, może potrzebuje naszej uwagi.

Pociąg zbliżał się już do stacji, na której miałam wysiąść, dlatego wstałam z miejsca i skierowałam się w stronę wyjścia.

– Tak! Najlepiej wstać i odwrócić się do ludzi plecami – usłyszałam z ust misjonarki, która między jednym a drugim łykiem piwa trzymanego w ręce przez cały czas podróży zdążyła mnie jeszcze pouczyć – Telefon do torebki! Niech pani o tym pamięta.

I z tym oto przesłaniem ruszyłam do swojej pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz