Wróciliśmy z plaży, to było w lipcu, gdy byliśmy w Stegnie, późna godzina, czas spać, a za płotem hałas, muza, tańce i hulańce i słyszę nagle, ku wielkiemu zaskoczeniu, rozochocony głos M.:
– Ubieraj się, Żabka, idziemy.
Uznałam w pierwszej chwili, że żartuje, bo jak to tak, trochę lat mamy, a i postawa nasza wobec życia i okoliczności wszelkich powściągliwa raczej.
Ale nie, nie żartował, dlatego musiałam zaprotestować.
– Nie idziemy, to zamknięta impreza – zaprzeczyłam co sił zaraz po tym, jak złapałam się za czoło i ostentacyjnie pokręciłam głową.
– Idziemy! Jak nie dają spać ludziom, to niech wpuszczają na imprezę – nalegał M.
Wahałam się, nie wierzyłam zresztą, że to może się udać, imprezka zamknięta, a mimo to przebrałam się i podążyłam posłusznie za M.
Podchodzimy do płotu. Za płotem strażnik.
– Mówiłam ci, że nie da rady.
– Da radę. Nie marudź – odpowiedział M. i skierował się w stronę strażnika.
A ja? Stoję i patrzę, i oczom nie wierzę. Co on, do jasnej Anielki, robi?
– Chcielibyśmy wejść na imprezę – powiedział M. głosem człowieka, który wie, czego chce od życia, i umie się o to upomnieć.
– Oficjalnie nie mogę was wpuścić – oznajmił strażnik.
– A nieoficjalnie?
– Nieoficjalnie 10 zł od osoby.
I tak to się zaczęło. Tańce i hulańce do późnej nocy!
No takie rzeczy tylko w Stegnie.
Czy młodość przychodzi z wiekiem?
W moim przypadku na pewno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz