poniedziałek, 18 sierpnia 2025

nauka spontaniczności

Wróciliśmy z plaży, to było w lipcu, gdy byliśmy w Stegnie, późna godzina, czas spać, a za płotem hałas, muza, tańce i hulańce i słyszę nagle, ku wielkiemu zaskoczeniu, rozochocony głos M.: 

– Ubieraj się, Żabka, idziemy.

Uznałam w pierwszej chwili, że żartuje, bo jak to tak, trochę lat mamy, a i postawa nasza wobec życia i okoliczności wszelkich powściągliwa raczej. 

Ale nie, nie żartował, dlatego musiałam zaprotestować. 

– Nie idziemy, to zamknięta impreza – zaprzeczyłam co sił zaraz po tym, jak złapałam się za czoło i ostentacyjnie pokręciłam głową.

– Idziemy! Jak nie dają spać ludziom, to niech wpuszczają na imprezę – nalegał M.

Wahałam się, nie wierzyłam zresztą, że to może się udać, imprezka zamknięta, a mimo to przebrałam się i podążyłam posłusznie za M. 


Podchodzimy do płotu. Za płotem strażnik.

– Mówiłam ci, że nie da rady.

– Da radę. Nie marudź – odpowiedział M. i skierował się w stronę strażnika.

A ja? Stoję i patrzę, i oczom nie wierzę. Co on, do jasnej Anielki, robi?

– Chcielibyśmy wejść na imprezę – powiedział M. głosem człowieka, który wie, czego chce od życia, i umie się o to upomnieć.

– Oficjalnie nie mogę was wpuścić – oznajmił strażnik.

– A nieoficjalnie?

– Nieoficjalnie 10 zł od osoby.

I tak to się zaczęło. Tańce i hulańce do późnej nocy! 

No takie rzeczy tylko w Stegnie.

Czy młodość przychodzi z wiekiem?

W moim przypadku na pewno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz