środa, 20 sierpnia 2025

dzień wyznawania miłości

20 sierpnia to dzień wyznawania miłości. Zgodnie z powszechną opinią, lepiej coś zrobić i później ewentualnie żałować, niż żałować, że nigdy się tego nie zrobiło. W filmowych opowieściach ukazywane są czasami historie, w których ludzie wyrzucają sobie, że nigdy nie wyznali miłości komuś, kogo bardzo kochali. Dla nich to duże słowo. Dla mnie ogromne.

Miłość według mnie to przede wszystkim postawa – ona zdradza wszystko – warto jednak od czasu do czasu przypomnieć drugiej osobie, jakie uczucie do niej żywimy. Dla niej. I dla nas.

Komu dzisiaj powiesz, że go kochasz? I czy musisz to zrobić właśnie dzisiaj? Absolutnie nie. Zrób to wtedy, gdy zechce tego twoje serce.

Jeden z momentów, kiedy moje serce zawyło "kocham", to chwila, w której urodził się Bobasek. Patrzyłam na niego wtedy, a całe moje wnętrze wypełnione było szczęściem, miłością, ale też, i może nawet przede wszystkim, troską i lękiem. Trzymałam w objęciach małe zawiniątko, całkowicie bezbronne i zdane na nas, i okrutnie bałam się, że wyrządzę mu krzywdę albo nie zdołam ochronić go przed całym złem tego świata. Jednego jestem pewna: ta miłość, jaką wtedy poczułam, była prawdziwa.

Choć niełatwo się do tego przyznawać, moje macierzyństwo podszyte było lękiem. Ogromnym, niepokonanym, który kierował często moimi działaniami. Nie wiem, czy dzisiaj, gdybym znalazła się w tej samej sytuacji, umiałabym zwalczyć go w sobie i postąpić w wielu sytuacjach inaczej niż wtedy. Teraz przynajmniej jestem bardziej świadoma jego źródeł i może właśnie to pozwoliłoby mi nie przelewać go momentami na własne dzieci.

Bobasek nigdy nie był na żadnej kolonii i wiem, że może mieć o to do mnie żal. Nie umiałam go puścić, to było ponad moje siły. Bałam się, że nie będzie mnie przy nim, gdyby tego potrzebował, a tego, że mógłby potrzebować, byłam akurat pewna. Oczywiście, że byłby wówczas pod opieką innych dorosłych osób, do których mógłby się zwrócić w razie potrzeby, tylko że ja tym innym dorosłym osobom po prostu nie ufałam. Byłam przekonana, że nikt inny nie zajmie się tak dobrze moim dzieckiem jak ja i że dla nikogo nie będzie ono wystarczająco ważne. Dziś mogę tylko przeprosić za swoje ograniczenie, ponieważ powrotu do tego, co było, już nie ma.

Nie chodzi o to, żeby siebie teraz kamienować, tylko o to, żeby wyciągać wnioski. Moja macierzyńska miłość dojrzewała, a lęk słabł, dlatego na wyjazd córek już się zgodziłam, ponieważ uświadomiłam sobie swój problem.

Kocham i jestem kochana, nie tylko 20 sierpnia, i to jest najważniejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz