Ciągle czuję zapach Kaja. Zanim otworzę drzwi wejściowe do domu, wracając na przykład z pracy, oczami wyobraźni widzę go czekającego za szklanymi drzwiami oddzielającymi korytarzyk od reszty domu. A później pojawia się ból. Nagłe ukłucie, które natychmiast przywraca mój umysł do rzeczywistości.
Kiedy w poniedziałek, 26 lutego, pojechałam z psem po odbiór wyników krwi i na badanie USG, dreptał obok mnie na swoich łapkach. Wieczorem, tego samego dnia, gdy odbieraliśmy go z kliniki, wynosiliśmy ledwo żywe, bezsilne zwierzę na rękach, ponieważ nie miało już siły samo iść.
Czułam niepokój, wczesnym rankiem wchodząc do gabinetu, ale żadną miarą nie spodziewałam się tego, co za chwilę usłyszę.
– Proszę usiąść – powiedziała wtedy pani weterynarz i w momencie moje nogi same się pode mną ugięły. Nie musiałam wkładać żadnego wysiłku w zmianę pozycji – Wyniki są tragiczne. Kaj nie ma właściwie szans na przeżycie. Zalecam eutanazję.
Mój wzrok przemówił za mnie, dlatego pani weterynarz mówiła dalej:
– Mogę zaproponować leczenie, ale piesek ma słabe serduszko, które w każdej chwili może odmówić posłuszeństwa. Z takiego stanu bardzo, bardzo rzadko udaje nam się wyprowadzić jakieś zwierzątko. Mówię pani o tym już teraz, bo badanie USG jest kosztowne, nie chciałabym pani wpędzać w koszty.
– Tak – odparłam natychmiast, nie kontaktując się z drugą Pełną Połówką i nie konsultując decyzji. Ta decyzja była odwracalna, więc dałam sobie prawo do samodzielnego podjęcia jej – Chcemy zrobić USG i chcemy go leczyć.
Pani weterynarz, widząc moją twarz i zaszklone oczy, spojrzała na Kaja z wyraźną troską, i biorąc go ode mnie, powiedziała:
– Podjęła pani dobrą decyzję. Trzeba próbować.
Tymi słowami dodała mi otuchy. Chyba wiedziała, jak to wszystko się skończy. Wiedziała na pewno, ale pozwoliła nam zawalczyć o jego życie.
– Jeśli jego stan się pogorszy, nie pozwolimy mu cierpieć – dodała, odchodząc z Kajem na rękach w czeluści kliniki.
Nigdy nie zapomnę postawy pani weterynarz, jej taktu i ciepła. Profesjonalnego i ludzkiego podejścia do mnie, ludzkiego podejścia do Kaja...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz