piątek, 28 listopada 2025

zamknięcie

Miałyśmy zjeść wspólnie obiad, dlatego we trzy wybrałyśmy się do lokalu znajdującego się nieopodal pracy, ale tylko ja i Magda zamówiłyśmy sobie coś do jedzenia. W małym barku mlecznym, w którym dania dnia serwowane są niemal natychmiast, panowała zazwyczaj wyjątkowo ciepła atmosfera, chociaż całym swoim kształtem przypominał głęboki PRL. Ale może właśnie w tym tkwił jego urok. Znałam takie widoki ze starych filmów i fotografii i zawsze budziły we mnie szczególny sentyment, którego źródła do dziś nie udało mi się zlokalizować. 

Kiedy już otrzymałyśmy swoje porcje, usiadłyśmy przy stoliku w rogu lokalu, przy którym Agnieszka zajęła miejsce naprzeciw nas.  Tamtego dnia tonęła w bólu. Siedziała przykurczona, a jej szczupła i zmarniała nad wyraz twarz epatowała bezbrzeżnym smutkiem – obraz nędzy i rozpaczy.  Co chwilę zerkała na telefon, ale ten pozostawał bezgłośny. Sięgała po niego z wyraźnym niepokojem, jakby spodziewała się wiadomości o czyjejś śmierci, ale też z iskrą nadziei w spojrzeniu, którą starała się przed nami ukryć.

– Co się dzieje? – zapytała zatroskana Magda.

Agnieszka skurczyła się w sobie jeszcze bardziej i zupełnie nagle ta rosła kobieta, jaką dotąd znałyśmy, zamieniła się w małą utrapioną dziewczynkę próbującą uporać się całkiem nieudolnie z wewnętrzną rozterką.

– On nie chce dać mi spokoju – wycedziła niewyraźnie przez zaciśnięte usta, mówiąc o niedawneym partnerze, który miał być miłością jej życia. Tak przynajmniej nazywała go i widziała jeszcze kilka miesięcy wcześniej – Dzwoni codziennie po kilka razy.

W ostatnich słowach Agnieszki wyczułam organiczną niechęć do osoby, o której wspominała. Jej głos się obniżył, a ciało odchyliło do tyłu, jakby spostrzegła właśnie przed sobą coś odpychającego. 

– To przerażające – powiedziała Magda i pochyliła się w stronę koleżanki, by okazać jej zrozumienie i wsparcie.

– Chyba nigdy nie da mi spokoju – dodała natychmiast zachęcona aprobującym gestem Magdy i posmutniała tak bardzo, jakby miała się za chwilę rozpłakać. 

– Nie możesz po prostu odebrać i poprosić, żeby więcej nie dzwonił? – zapytałam, widząc udręczoną postać koleżanki – Albo przynajmniej napisz. Dla was obojga będzie lepiej, jeśli to zakończysz.

Myśl o kontakcie z mężczyzną wywołała w Agnieszce odruch wymiotny, dlatego głośno przełknęła ślinę, żeby zatrzymać bieg możliwych zdarzeń.

– Nie mogę – odparła i po raz kolejny, jakby w oczekiwaniu, któremu później werbalnie zaprzeczyła, spojrzała na telefon – Nie chcę go ranić.

– Twoje milczenie rani go bardziej niż jasny komunikat, że nie chcesz go dłużej znać – powiedziałam zgodnie z własnym przekonaniem – Taki stan rzeczy przedłuża tylko twoją mękę, a jego wpędza w stan głębokiej dezorientacji.

Kiedy wypowiedziałam te słowa, poczułam nagłe ukłucie w sercu i zorientowałam się, że już byłam w miejscu, w jakim teraz znajdowała się Agnieszka, tylko że po drugiej stronie. Nieopatrznie zalała mnie fala przykrych wspomnień i ponownie poczułam ból, jaki towarzyszył mi w momentach, kiedy byłam ignorowana, pomijana i siłą rzeczy umniejszana. 

Zanim zdążyłam wypowiedzieć ostatnie słowo, Agnieszka nastroszyła się, ale po chwili znów stała się cierpiącym, godnym politowania osobnikiem, pozostającym w niewidzialnym uścisku swojego prześladowcy.

– Może i bym od niego odebrała – powiedziała łamiącym głosem – Ale nie mam na to siły. I nie mam ochoty słyszeć jego płaczu. 

– Płaczu? – zapytałam zaniepokojona.

– Jakim prawem zarzuca mnie swoimi problemami? – odparła stanowczym tonem – Wystarczą mi moje własne.

– Natychmiast musisz to zakończyć – wtrąciła się Magda – Przecież ta relacja cię wykończy. Sama zobacz, co się z tobą dzieje. Nie możesz jeść, nie możesz spać. Po prostu go zablokuj.

– Nie mogę – powiedziała Agnieszka z niepokojem w głosie, chociaż słowa, że ta relacja ją wykończy, sprawiły, że nagle się ożywiła – Chciałabym jeszcze z nim porozmawiać. I nawet próbowałam. Bardzo się starałam wyjaśnić to wszystko, ale nie chciał mnie słuchać.

– Nie chciał cię słuchać? – zapytałam. 

– Nie chciał. W ubiegłym tygodniu poszłam do niego do pracy, ale nie chciał ze mną rozmawiać.

– W pracy? 

– W pracy – odparła z namiastką złości w głosie, jakby chciała mi powiedzieć: nie dopytuj, nie doszukuj się.

– Boże – jęknęła Magda – To przerażające. On wodzi cię za nos.

I jak balsam na duszę, tak na Agnieszkę zadziałały słowa koleżanki. Nagle zapadła się w sobie jeszcze bardziej, jakby zatonęła w cierpieniu, które w tym momencie pochłonęło ją całkowicie. Drżącą ręką uniosła dzwoniący telefon,  rzuciła okiem na wyświetlające się na ekranie imię, odwróciła go w naszą stronę, byśmy i my mogły zobaczyć, kto dzwoni, i zmartwiona, ale też jakby poirytowana, schowała go do torebki.

– Dłużej tego nie wytrzymam – wymamrotała po chwili.

– On jest po prostu toksyczny – powiedziała Magda o próbującej właśnie skontaktować się z Agnieszką osobie, która w jej własnych opowieściach kilka miesięcy wcześniej jawiła się jako los wygrany na loterii. 

– Nie wiedziałam, że taki ktoś w ogóle istnieje – ekscytowała się wówczas kobieta i dawała temu upust również w przestrzeni internetowej, gdzie komplementowała i poprzez swoje wpisy w komentarzach wspierała wybranka serca – On jest spełnieniem moich marzeń i chyba całe życie czekałam właśnie na niego. 

Kiedy o nim mówiła, rozpływała się w rozmarzeniu. Po wielu nieudanych związkach, które kończyły się dla niej ogromnym zranieniem, spotkała wreszcie mężczyznę, który okazał się tym jedynym, dlatego nie mogła wyjść z zachwytu, gdy opowiadała o jego delikatności, kreatywności, oddaniu. A teraz siedziała naprzeciw nas i topniała w oczach atakowana napastliwym połączeniem.

– Nie chcę go odrzucać – powiedziała ciężko, posmutniała, skuliła się w sobie.

– Ty już go odrzuciłaś – szepnęłam z największą delikatnością, na jaką zdołałam zdobyć się w chwili, która otwierała moje rany.

Agnieszka wyjęła z torebki telefon i znów spojrzała na niego z oczekiwaniem w oczach. Potem położyła go na stole i zamyślona odwróciła głowę w stronę okna.

– Zadbaj przede wszystkim o siebie – zaproponowała Magda przejęta sytuacją kobiety tak bardzo, że jej samej zachciało się płakać.

A ja chciałam powiedzieć, że związek tworzą dwie osoby i liczą się uczucia każdej z nich, ale wiedziałam, że Agnieszka nie chce tego usłyszeć.

– Od toksyków najlepiej trzymać się z daleka – dodała Magda i twarz koleżanki się rozpromieniła, a ona sama sprawiała wrażenie, jakby z jej barków spadł nagle ogromny ciężar, dlatego nie odważyłam się wypowiedzieć słów, które mogłyby ją zranić. Wewnętrznie wyraziły się same: "Co to znaczy, że nie chcesz go odrzucać? Nie chcesz go widzieć ani znać, ale chcesz, żeby był tak blisko ze swoim bólem, żebyś mogła go zobaczyć? To sprawi, że poczujesz się ważna?".

Wstałam powoli od stołu i, czując w sobie cierpienie obu stron rozpadającej się na moich oczach relacji, wyszeptałam na pożegnanie:

– Agnieszka, jesteś ważna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz