Choć Osieckiej nie było, z racji jej odejścia ponad ćwierć wieku temu, spotkanie się odbyło. Przynajmniej tyle zostało: jej mądrość w starannie uplecionych wersach, powiew lekkości w rymach i ciężar w zaskakujących, bo jakżeby inaczej, ripostach. Miłośnicy jej poezji, na takich przynajmniej wyglądali, zinterpretowali i mistrzowsko wykonali po dwa utwory, czym wprawili mnie w stan zachwytu. Ludzkie pojęcie przechodzi, jak wielu wspaniałych i utalentowanych artystów jest solą naszej polskiej ziemi. A widziałam dzisiaj przecież tylko garstkę...
Takie wydarzenia pokazują przede wszystkim siłę zaangażowania w to, co się naprawdę kocha, ale otwierają też drogę do refleksji na temat ludzkiego życia, które tyle jest warte, ile człowiek po sobie zostawia.
Napisać, że randka się udała, to jakby nie napisać nic 😄 Było cudownie, owocnie, momentami wzruszająco. I tak właśnie miało być! Ach, i miało być elegancko, z wyprostowanymi włosami, a wyszło, jak wyszło, ale to akurat najmniej ważne w tym wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło.
W tym miejscu chciałabym zaproponować jeden z utworów Osieckiej w wykonaniu, które zawsze poprawia mi humor. Madzia i Krysia, czyli przyjaciółki w akcji :)
To trzeba zobaczyć 😂😂😂
(nie tylko usłyszeć)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz