Rozgadałam się. Wiem. Ale tak właśnie działa na mnie poezja, w szczególności poezja Osieckiej, i nic na to nie poradzę. Porusza mnie, ożywia emocjonalnie, choć może niepotrzebnie, bo z reguły emocje kipią we mnie jak woda w rozżarzonym rondlu. Wczorajsza uroczystość pozwoliła mi dostrzec, jak bardzo blokuję własną ekspresję. Głównie z powodu wstydu przed tym, co naprawdę czuję. A są to często skomplikowane odczucia, mieszanka tęsknoty i żalu, miłości i zawodu, nadziei i rozczarowania, radości i lęku. Boję się też odsłonięcia, chociaż w przestrzeni między wierszami na wiele sobie pozwalam.
takie to moje życie
przecież wiesz
jego mała garść
a w niej okruchy wrażeń
tych złych i dobrych
i niespełnionych marzeń
chowam je do kieszeni
by nie wypadły przypadkiem
na krętej drodze do siebie
Cóż więcej mogę powiedzieć? Nie bać się już emocjonalnej otwartości, jeśli ukrywanie prawdziwych uczuć to czasami jedyny sposób, by ochronić własną wrażliwość? Wstydzić się, że jeśli się kocha albo cierpi, to całym sercem? Że ma się pragnienia, które nie mogą być zaspokojone? Że jest się człowiekiem z krwi i kości, ale też z duszy? A może najważniejsze jest to, że jestem świadoma procesów, jakie zachodzą we mnie, i wiem, że ekspresja przynosi mi ukojenie, dlatego sobie na nią pozwalam.
To przestrzeń między wierszami. Oto odpowiedź na moje pytania.
O życiu, jakie dobrze znam, pięknie zaśpiewał Piotr Cugowski.
Posłuchacie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz