Spożywanie posiłków jest źródłem niecodziennych doświadczeń. Luśka zdążyła się o tym już wielokrotnie przekonać – wystarczy tylko nastawić radar, czyli po prostu uruchomić zmysły, a historie rodzą się same. Tak było również tamtego dnia, gdy razem z Gosią udały się po pracy do Zaścianka – lokalu, w którym serwowane są obiady – na wspólny posiłek. Ponieważ jest w nim zaledwie kilka stołów, przy których znajduje się od sześciu do ośmiu miejsc siedzących, zdarza się, że trzeba się przysiąść do kogoś obcego.
Akurat wtedy kobiety zajęły zupełnie pusty stolik, ale już po chwili na jego skraju umiejscowił się starszy pan. Lat może siedemdziesiąt, nieco grubszy, z siwizną i prześwitami na głowie. Rozmawiały szeptem, żeby nie przeszkadzać pozostałym klientom, a w szczególności właśnie starszemu panu, który siedział nie więcej niż pół metra od nich przy tym samym stole.
Mówiły wtedy o trudnościach w relacjach i o tym, że stosunek drugiej osoby do nas częściej wyraża się nie w samych słowach, ale w sposobie, w jaki je wypowiada.
– Właśnie – powiedziała wtedy Luśka – Mogłabym powiedzieć do Eweliny: „Pierdol się”, a ona jedyne, co by zrobiła, to odpowiedziałaby mi: „Sama się pierdol”. I wszystko między nami byłoby w jak najlepszym porządku.
Gosia zaśmiała się cichutko, chowając twarz w obie ręce.
– Czy mówiąc: „Pierdol się”, miały panie na myśli masturbację? – zapytał nagle pan siedzący z kobietami przy stoliku.
Luśka nie od razu dostrzegła prowokacyjne spojrzenie mężczyzny, ale stało się to tak szybko, że automatycznie wycofała się z konwersacji.
– Przepraszam – powiedziała Gosia przymilnym tonem – Przepraszam, to było naprawdę niestosowne. Mam nadzieję, że pana nie uraziłyśmy. Takie coś już na pewno się nie zdarzy.
– Znam znaczenie tego słowa właśnie w tym kontekście, dlatego chciałem się dowiedzieć, czy chodzi o masturbację – kontynuował pan, a swoim ożywieniem sprawiał wrażenie, jakby ostrzył sobie zęby na dalszą konwersację.
– Przepraszam – powtórzyła Gosia – Chodziło o coś zupełnie innego. Przepraszam najmocniej.
Koleżanka przepraszała, a Luśka z każdą chwilą stawała się coraz bardziej zażenowana postawą mężczyzny, który nie zamierzał przestać i wpędzał Gosię w całkiem nieuzasadnione poczucie winy.
– To ja powiedziałam to słowo – zareagowała w końcu Luśka i na tym chciała zakończyć swój udział w rozmowie z nieznajomym panem.
– Właśnie – odparł i ożywił się jeszcze bardziej, jakby czuł, że łapie ją na haczyk – Pani przeklina, a koleżanka przeprasza i się tłumaczy.
W odpowiedzi spojrzała tylko tępym wzrokiem w jego widocznie rozjuszoną twarz i intencjonalnie zamilkła.
– Ciągle używa pani słowa „czemu”, zadając koleżance pytania – mężczyzna po chwili znów zwrócił się do Luśki – Czemu to, czemu tamto. Moja dwuletnia wnuczka tak mówi i ciągle muszę ją poprawiać. Ale ona, na litość Boską, ma dopiero niecałe dwa latka. A pani – westchnął z politowaniem dla jej osoby – Pani na pewno ma więcej niż dwa lata.
– Obie formy są poprawne – zaczęła tłumaczyć Gosia. I tłumaczyła długo. A Luśka siedziała w milczeniu, osiągając wewnętrznie stan całkowitego wycofania emocjonalnego, i kończyła swój obiad.
Kiedy Gosia odniosła brudne naczynia i wsunęła je na tacce do specjalnie przygotowanego stojaka, nieznajomy pan wstał z miejsca, stanął za jej plecami i zastawił jej drogę. Potem uniósł palec, by skierować jej wzrok na zawieszoną nad stojakiem kartkę, na której widniał napis: „Nie stawiać kubków na najwyższej półce”. Koleżanka zdjęła więc kubki z najwyższej półki i postawiła je niżej.
– Pan musiał być naprawdę bardzo głodny – gdy były już na zewnątrz, powiedziała Luśka.
ZAŚCIANEK. PEŁNA OFERTA. POKARM DLA EGO I CIAŁA.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz