Życie nigdy nie będzie wolne od przykrości i chyba nie muszę nikogo o tym przekonywać. Mam na myśli takie zdarzenia, które coś w nas uruchamiają, jakąś strunę, której drganie sprawia wewnętrzny dyskomfort.
Akurat wczoraj miałam taką sytuację. W pierwszej chwili zrobiło mi się bardzo niewygodnie, w ciele poczułam spięcie i zachciało mi się wymiotować. Tak już mam – zawsze, kiedy emocjonalnie coś mocno mnie dotknie, chce mi się po prostu rzygać. Nie z obrzydzenia, ale chyba z chęci wyrzucenia tego, co jest zbyt trudne do udźwignięcia.
Do tej pory skupiałam się zwykle na myśli o powstrzymaniu wymiotów, ale to nic innego jak podświadome blokowanie emocji. Teraz zatrzymuję się na chwilę i najpierw potwierdzam swoje uczucia. Odruch wymiotny wzmaga na sile. Mówię sobie w duchu: tak, boli mnie to, zrobiło mi się przykro, czuję się źle. Pozwalam tym emocjom przepłynąć przez moje ciało. Dostrzegam, w którym jego miejscu lokują się najsilniej. Później zaczynam zadawać sobie pytania: dlaczego tak mocno to doświadczenie na mnie wpłynęło, jakiej rany z przeszłości dotyka, czego mogę się o sobie dowiedzieć, co mogę zrobić z tym, co się przed chwilą stało?
Odpowiedzi, jakie znajduję, bywają cząstkowe. Ale przynajmniej nie rzygam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz