Trzy lata temu dostałam pierwszy komplet kubków z motywem Klimta. Byłam nimi wówczas – zresztą to się właściwie nie zmieniło – zachwycona. Tak bardzo, że postanowiłam korzystać z nich tylko w wyjątkowych sytuacjach. Do tej pory, a minęło już przecież mnóstwo czasu, użyłam ich tylko dwa razy! I niech ręka Boska strzeże każdego, kto chciałby bez mojego pozwolenia po nie sięgnąć.
Podczas spotkania z Ziębuszką powiedziałam jej, że nawet M. nie miał okazji z nich pić. Jest moją, choć cudowną, codziennością, a one są przeznaczone przecież na specjalne okazje. Wzięła sobie do serca moje wyznanie i...
I ofiarowała mi nowe kubki z motywem Klimta, z których razem z M. pijemy od niedzieli poranną kawę. Tylko my, nikt inny i nigdy się z nich nie napije.
Podczas imprezki chwaliłam się nimi, a jakże, i robię to również teraz.
Można mi zazdrościć 😉
wcześniejszy model




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz