Moja babcia zmarła 29 stycznia, lata temu. Jak już kiedyś wspominałam, trzymałam ją za rękę, kiedy odchodziła. To było spokojne odchodzenie. Bardzo żałuję, że nie było jej dłużej w moim życiu, ponieważ była dla mnie kimś naprawdę ważnym.
Pamiętam ją jako ciepłą, delikatną i dobrą osobę. Czasami spędzałam u niej wakacje. Opowiadała mi wtedy o swoim życiu, o życiu bliskich, o bardziej lub mniej przyjemnych sprawach. Wszystkich opowieści słuchałam z ogromną uwagą. Nic dziwnego, babcia miała spokojny, ciepły, kojący głos, dlatego jej opowieści, choć same w sobie ciekawe, stawały się magiczne.
Babcia mieszkała w domu – umieściłam kiedyś jego zdjęcie na blogu – w którym był tylko jeden pokój. Pomimo tego, że znajdowały się w nim dwa duże łóżka, spałam razem z nią. Bałam się ciemności i często miewałam koszmary, a przy niej po prostu czułam się bezpiecznie.
Czasami, gdy otwierałam oczy, widziałam twarz babci, która intensywnie się we mnie wpatrywała.
– Babciu, dlaczego tak robisz? – pytałam wtedy.
– Spałaś tak głęboko, że musiałam sprawdzić, czy oddychasz.
I sprawdzała. Za każdym razem, gdy miałam spokojny, relaksujący sen.
Życzę sobie dzisiaj dobrego, spokojnego snu. Chciałabym otworzyć oczy w środku nocy i zobaczyć pochylającą się nade mną babcię, która z troską upewnia się, że oddycham. Uśmiechnę się do niej wtedy z namiastką niedowierzania w spojrzeniu, że znowu to robi, i powiem jak kiedyś:
– Babciu, żyję. Nie musisz się martwić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz