Macie czasami tak, że jesteście zawaleni pracą, gonią Was terminy i co sił w rękach, w nogach i w umyśle próbujecie się ze wszystkim wyrobić? Ja tak mam. Bardzo często. Są okresy, kiedy zupełnie gubię się w biegu – nie starcza mi dnia, żeby wszystko ogarnąć, więc urywam niezły kawałek nocki. I jakoś to wszystko się kręci.
Tak jak teraz. Zakończenie semestru, próbuję wyrobić się ze sprawdzaniem prac i z różnymi zobowiązaniami, jakie na mnie spoczywają. W końcu przychodzi czas, że zaczynam widzieć światełko w tunelu i zaczynam się nawet na to światełko cieszyć. Rozmarzam się wtedy i wyobrażam sobie wieczór z pyszną herbatką u boku M. przed jakimś serialem/filmem z Netflixa. A tu nagle bach! Bo za daleko posunęłam się w swoich marzeniach.
Obowiązki wzywają! 2. etap olimpiady na UW! Chociaż miło było pomarzyć 😅
PS Powrócę niebawem do komentowania prezentów urodzinowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz