W metrze nudy. Jadę rozczarowana brakiem wrażeń. Ludzie siedzą albo stoją, odchodzą i przychodzą, a ja siedzę i czekam. Na chociaż jedno słowo, które mogłoby mnie poruszyć, jeden mały gest mieszczący w sobie esencję czegoś ważnego, a tu nic.
Wysiadam na docelowej stacji. Przed wspinaczką po schodach rzucam jeszcze kątem oka na zegar zawieszony przy torze i uświadamiam sobie, że zostało mi nieprzeciętnie dużo czasu do rozpoczęcia pracy. W reakcji wzywa mnie głód w postaci lekkiego poburkiwania i ssania w żołądku. Postanawiam wejść do sklepiku znajdującego się tuż za bramkami metra.
– Dzień dobry – mówię – Z czym mogłabym dostać hot-doga?
Sprzedawca spogląda na dostępne o dość wczesnej porze i gotowe do spożycia zasoby i odpowiada uprzejmie:
– Z kabanosem – w tym momencie robi długą pauzę w wypowiedzi, jakby zamierzał zaoferować mi wybór spośród wielu opcji – Albo. Z kabanosem.
Zatrzymuję się na chwilę, zanim dokonam ostatecznego wyboru. Jeszcze moment na zastanowienie. Jeszcze chwilka. Mówię w końcu:
– Hm… – pauza, w czasie której drapię się ostentacyjnie po brodzie – To ja poproszę może z kabanosem.
– Dobry wybór! – mówi sprzedawca – Jak chce pani z kabanosem, to niech będzie z kabanosem. A sos jaki?
– A jaki jest wybór?
Nie wytrzymaliśmy ciężaru konwersacji i ryknęliśmy śmiechem. Ketchup nie jest zły. Na pewno lepszy od ketchupu 😅
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz