poniedziałek, 27 stycznia 2025

kłoda

Nie mogę uwierzyć w to, co się dzisiaj stało, dlatego postanowiłam opisać tę historię na blogu.

Biorę czynny udział w sprawdzaniu prac olimpijskich. Na dwóch etapach pisemnych tworzone są tandemy – każda praca sprawdzana jest przez dwie osoby. Mniej więcej w połowie czasu przed wpisaniem wyników osoby z zespołu wymieniają się pracami. Próby skontaktowania się ze wspólniczką nie powiodły się, nie odpisała nawet na żadną moją wiadomość – zawiodła  dlatego w piątek przydzielono mi nową osobę, która musiała mieć czas na sprawdzenie prac, wyniki miały się pojawić w systemie w niedzielę przed północą. W konsekwencji mogłyśmy się wymienić pracami dopiero w niedzielę rano i jeszcze tego samego dnia je sprawdzić, ocenić i wpisać wyniki do systemu. Z samego rana podjechałam do niej, by usprawnić wymianę i wykonanie zadania. Na szczęście ze wszystkim się wyrobiłam.

Dziś, czyli w poniedziałek rano otrzymałam wiadomość.


Moje zdziwienie było ogromne. Wywiązałam się przecież ze zobowiązania w terminie, dlaczego więc miałabym brać odpowiedzialność za coś, czego nie zrobiłam? Zareagowałam. Nie zgodziłam się przyjąć ponaglenia, chociaż z pewnością rozwiązałoby ono problem. Przewinienie, w którym wskazanoby winowajcę, zostałoby udokumentowane.

Olimpiada jest ogólnopolska, wyniki ze wszystkich okręgów miały się pojawić w tym samym czasie. Wzięcie na siebie odpowiedzialności wiązałoby się z przyjęciem dalszych konsekwencji – z brakiem zapłaty i naganą.

Czy to doświadczenie było mi potrzebne? Myślę, że tak. Chociaż ukłuło w sercu, zabolało, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, co się właściwie stało, zatrzymało, to pokazało mi również, że potrafiłam w tej sytuacji stanąć po swojej stronie. Jeszcze kilka lat temu – jestem tego pewna – nie zareagowałabym właściwie po otrzymaniu podobnego SMS-a, nie zareagowałabym po otrzymaniu ponaglenia, bo przecież mnie uprzedzono, że się pojawi, wzięłabym winę na siebie i za tę winę musiałabym zapłacić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz