Czasami na początku lekcji młodzież bywa bardzo rozgadana. Tak bardzo, że mam kłopot ze sprawdzeniem listy obecności. W takich momentach zaczynam ściszać głos i zwykle, właściwie zawsze, ta metoda działa. Dzisiaj jednak, i nie mam pojęcia, skąd przyszedł mi do głowy taki pomysł, spróbowałam czegoś nowego. Usiadłam przy biurku, zalogowałam się do Librusa i zatopiłam w hałaśliwym zgiełku, żeby za chwilę powiedzieć:
– Cisza na morzu, cisza w komnacie, kto się odezwie, ten...
– Ściąga gacie! – uczniowie ryknęli jednym głosem.
– Ja tego nie powiedziałam.
Spojrzeli na mnie w oczekiwaniu na odpowiedź.
– Ten śpiewa piosenkę!
Ucichli. Zabrałam się więc za sprawdzanie obecności. Przy piątym imieniu zaczęłam słyszeć szum. Podniosłam głowę, żeby zlokalizować jego źródło.
– Sasza śpiewa piosenkę – oznajmiłam.
Dziewczynka wstała, nabrała powietrza do płuc i zaczęła:
– Je-szcze Pol-ska nie zginę-ę-ęła, kie-dy my ży-je-my...
Cóż mogliśmy zrobić w tej sytuacji? Wszyscy stanęliśmy na baczność i pociągnęliśmy hymn Polski! Co to była za lekcja! Szczególnie ważna – omawiamy akurat Wesele, którego przesłanie wybrzmiało dziś naprawdę mocno.
PS Warto może jeszcze dodać, że uczennica pochodzi z Ukrainy. Przyjechała do Polski w momencie wybuchu wojny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz